O żużlu-gdzie pieniądze to nie wszystko- i skrzynce Jarosza

Pandemia pandemią, a sport sportem. Odbył się Memoriał im. Kamili Skolimowskiej, naszej złotej medalistki olimpijskiej w rzucie młotem – gdy grano jej i nam „Mazurka Dąbrowskiego” nie miała jeszcze 18 lat! A w mistrzostwach Polski seniorów w LA 17-latek (sic!) po niebywałym finiszu zdobył złoto na 800 metrów....
Żużlowcy kończą dziś ostatnią kolejkę przed play-offami i gdy piszę te słowa, wróciła znów nadzieja, że w pierwszej „czwórce” będzie Wrocław, po efektownym nokaucie w Grudziądzu, gdzie niespodziewanie punkty zgubił faworyt Lublin. Skądinąd „Motor”, najlepszy klub żużlowy Polski wschodniej dysponuje bodaj największym budżetem w Ekstralidze: tylko z samorządu dostaje 5 milionów złotych (miasto Lublin – daje 4 miliony, a samorząd wojewódzki – kolejny milion). A dodajmy jeszcze kilka spółek Skarbu Państwa.
Siatkarze zainaugurowali PlusLigę – inauguracja była po sąsiedzku, bo w Nysie, która po 23 latach wróciła do najwyższej klasy rozgrywkowej. Nysa podejmowała mistrzów z Kędzierzyna - Koźla. Gdy Państwo będą czytać te słowa, będzie już po lub w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej na Stadionie Olimpijskim, na której ogłosiliśmy wejście wielkiego sponsora do wrocławskiej siatkówki żeńskiej czyli KGHM. W zeszłym sezonie Volleyowi Wrocław pomagał Centrozłom, a więc spółka-córka KGHM. W tym sezonie przyszedł czas na podwojenie środków przekazywanych na ten zasłużony dla polskiej siatkówki klub. I to – uwaga – mimo korona wirusa! Ale niedługo przyjdzie też pora na ogłoszenie nowej umowy sponsorskiej dla siatkarzy Cuprum Lubin.
W piątek startuje już żeńska Tauron Liga, a za kolejny tydzień męska I Tauron Liga czyli druga klasa rozgrywkowa w siatkówce panów, która od sezonu 2020/2021 ma nowego sponsora w nazwie. A także pierwsza (czyli druga) liga kobiet. Dzieje się!
O wejściu CBA do Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej pisać nie będę. Wolę odnotować zwycięstwo Biało-Czerwonych na trudnym terenie w Sarajewie. Równo 106 lat temu w obecnej stolicy Bośni i Hercegowiny serbski zamachowiec Gawrilo Princip zabił austriackiego arcyksięcia Franciszka-Ferdynanda – i od tego zaczęła się I wojna światowa. Czy tym zwycięstwem Biało-Czerwoni rozpoczną podbój Europy? Oby. Choć moja wiara jest niewiele większa niż niewiernego Tomasza. Kto nie wie, kto to niewierny Tomasz, tego odsyłam do „Biblii”...
Na razie w piłce mamy pełny sukces, bo w dwóch ostatnich latach wszystkie polskie kluby piłkarskie uczestniczące w rozgrywkach europejskich odpadały przed końcem sierpnia. Od września w telewizji oglądaliśmy już tylko zagraniczne kluby i trzymali kciuki za te, w których grają Polacy. Teraz jest wrzesień, a jeszcze trzy: Legia, Lech i Piast – walczą. No, dobra, w sukurs polskiemu futbolowi przyszła zaraza, która spowodowała, że mecze w europejskich pucharach rozpoczęły się kilka tygodni później niż normalnie. Stąd teraz możemy mieć lepsze samopoczucie, choć wyeliminowanie przez Piast silnego Dynama Mińsk zasługuje na uwagę.
O piłkarskiej Ekstraklasie nie napiszę póki co nic, choć cieszy mnie układ tabeli (z wiadomych względów). To dopiero „pierwsze koty za płoty” i „pierwsze śliwki-robaczywki”. Nie chcę być złym prorokiem, ale w ostatnich latach Ekstraklasą zaczynaliśmy interesować się bardziej w monecie, gdy polskie kluby wylatywały za burtę w rozgrywkach na Starym Kontynencie. Oby tak nie było teraz.
Trochę ten felieton jest jak szachy, a zwłaszcza poruszanie się konika. Takie skakanie. No i w ramach tego skoku wrócę do siatkówki, ale też do pandemii COVID-19 od której zacząłem. Musieliśmy odwołać Tauron Superpuchar Polski, bo u jednej z zawodniczek wykryto COVID. To zagadkowa historia, bo raz wynik był pozytywny, potem negatywny, potem nie był oczywisty. Faktycznie jednak mecz odwołano i zamiast w zeszły piątek, odbędzie się 2 grudnia i nie w Szamotułach, a w Lublinie. To ostatnie miasto ma farta, bo nie dość, że drużyna z grodu Tomasza Wójtowicza wzmocniła się Serbem-mistrzem Europy i innymi kilkoma klasowymi zawodnikami z Polski, a dodatkowo w ciągu raptem czterech miesięcy w Lublinie odbyły się lub odbędą trzy imprezy rangi mistrzowskiej: MP Juniorek na plaży, MP Służb Mundurowych i teraz za trzy miesiące Tauron Super Puchar Polski.
Piszę te słowa jadąc ze spotkania prezesów klubów żeńskiej Tauron Ligi, które odbyło się w Uniejowie, na pograniczu Łódzkiego i Wielkopolski – do wspomnianej już Nysy, na inaugurację sezonu w PlusLidze. A pamiętam jeszcze te czasy, kiedy Stal Nysa trenował Maciek Jarosz i gdy z przytupem wskoczyła ona do najwyższej klasy rozgrywkowej. Grali na Śląsku rewanżowy mecz z Górnikiem Kazimierz, którego prezesem był Wiesław Kozieł, obecny członek zarządu Polskiej Ligi Siatkówki (PLS). Po drugiej porażką i końcu marzeń o awansie do siatkarskiego raju prezes Kozieł wszedł pogratulować do szatni siatkarzy z Opolszczyzny. Na co trener Jarosz gościnnie wyciągnął skrzynkę z napojami. I nie było to mleko. I nie była to woda…
Znowu nie napisałem o krykiecie – ulubionym sporcie dżentelmenów w kraju, w którym się urodziłem czyli w Wielkiej Brytanii. I nie napiszę, bo prawdę mówiąc, krykiet to ja mam w nosie.
Ze sportowym pozdrowieniem

*tekst ukazał się w tygodniku "Słowo sportowe" (14.09.2020)