Harakiri a la Grodzki, seppuku a la marszałek

Właśnie przyleciałem z Genewy - w tym urokliwym mieście w dniu, w którym byłem ilość chorych na koronawirusa była dwukrotnie większa niż w 38-milionwoej Polsce!  
Złapałem się na tym, że już trzeci z rzędu felieton z cyklu „Widziane  z Brukseli” chcę poświecić koronawirusowi. Dzieje się tak nie dlatego, że jestem monotematyczny, ale dlatego, że tak naprawdę i polityka i sport nawet schodzą nam na dalszy plan. Wszyscy myślą i mówią o pandemii, która na naszych oczach – i oby nie z naszym udziałem – staje się XXI-wieczną dżumą.  Gdy piszę te słowa, w mojej ojczyźnie zanotowano 47 przypadki zachorowań, choć jeszcze wczoraj wieczorem było ich 33, a przedwczoraj 27. Ta krzywa idzie szybko w górę. Może nie tak szybko jak w innych krajach, ale jednak ma rację prezydent RP mówiąc, że ofiary śmiertelne są nieuniknione i pewnie ma rację minister zdrowia, który spodziewa się w perspektywie tygodnia, dziesięciu dni wzrostu zachorowań do 1000. Te liczby- w momencie ,gdy Państwo będą czytać te słowa – wydawać się będą zapewne niczym wzięte z archiwum, ale niestety ta pandemia ma dynamikę wielokroć wyższą niż dotychczasowe „świńskie grypy” czy choroby „wściekłych krów”.    
W tygodniu, w  którym ukaże się ten felieton po raz pierwszy w jego 41-letniej historii europarlament jest zamknięty. Posłowie mają tzw. „biały tydzień” czyli tak, jak w  okresie wakacji w końcu lipca i w sierpniu mamy nie przychodzić do pracy. Doradza się nam podjęcie dwutygodniowych kwarantann i siedzenie w domu. Tak postąpił przewodniczący Parlamentu Europejskiego Włoch, David Maria Sassoli, skądinąd były dziennikarz. Weekend poprzedzający europarlamentarną sesję - po raz pierwszy przeniesioną ze Strasburga do Brukseli – spędził w  swojej ojczyźnie, w Italii, która jest „ogniskiem numer 1” wylęgania się śmiertelnego wirusa . Wrócił, poprowadził w poniedziałek obrady PE, a następnego dnia ogłosił, że zaczyna w swoim brukselskim mieszkaniu 2-tygodniową kwarantannę i z niego będzie kierować pracami PE. Cóż, może szkoda, że nie rozpoczął ją od razu po powrocie z Włoch, nie zawadzając nawet o budynek Parlamentu Europejskiego, ale akurat ja  albo my, rodacy marszałka Tomasza Grodzkiego – jesteśmy ostatnimi, aby zwracać uwagę owemu, skądinąd miłemu, Włochowi. Marszałek Grodzki, jak słyszałem, był w Japonii. Pewnie dlatego postanowił popełnić efektowne polityczne „harakiri” i „seppuku”.                
Cóż, chłopaki nie płaczą. Także po Grodzkim. 

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (18.03.2020) 

 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Trotelreiner

22-03-2020 [08:49] - Trotelreiner | Link:

Harakiri i seppuku to pleonazm.
Harakiri ---to "rozcięcie sobie brzucha" ordynarne okreslenie...
Seppuku--to honorowe samobójstwo popełniane na rozkaz szoguna...

Nie pchaj sie na afisz,jak nie potrafisz...zajmij sie żużlem!

Obrazek użytkownika sake3

22-03-2020 [12:55] - sake3 | Link:

Czy najwazniejsze są lapsusy jezykowe bądź niuanse w wyrażeniach? Najważniejsze,że marszałek Grodzki łaskawie zezwolił prezydentowi na wygłoszenie orędzia zamiast uraczyć nas swoim.Przyjmijmy to z wdziecnością zamiast rozważać o harakiri czy też seppuku.

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

22-03-2020 [13:49] - Imć Waszeć | Link:

Problem jest znacznie głębszy i dotyka nie tylko kultury japońskiej, gdzie seppuku lub harakiri było albo honorową "kulką w łeb" jak u naszych oficerów, do upokarzającej kary za zbrodnie. Wszystko zależało od sytuacji i oczywiście wystroju tej "ceremonii". Druga sprawa, to własności języka japońskiego, w którym nawarstwiają się różnego rodzaju przegłosy i wpływy (on-yomi - brzmienie chińskie, kun-yomi - znaczenie japońskie), infleksja -る (czasownik) itp.

切腹 - seppuku (nacięcie, patroszenie, harakiri, seppuku) [onyomi セツ setsu /サイ sai + onyomi フク fuku]. Przegłos polegający na zastąpieniu f przez p, przy jednoczesnym zinterpretowaniu tsu jako małego tsu つ, co służy do podwajania następnych spółgłosek
腹切 - harakiri (brzuch, patroszenie, harakiri, seppuku) [kunyomi はら hara + kunyomi ogólnie jako ki,gi,kitsu,kiri きり,giri]
切る - kiru (ciąć, rozdzielać)
切 - setsu (samotnie trudno to przetłumaczyć, ale wiąże się z jakimś napaleńcem: ardent, eager, acute, keen)
腹 - hara (brzuch)
Z japońskiej Wikipedii 腹切り(はらきり - hara kiri)、
割腹(かっぷく - kappuku) 割 - wari (procent, proporcja), też dwa czytania on- kun-
屠腹(とふく - tofuku) 屠 - hofu (rzeź), przegłos