Eurokołchoz bez żadnych wątpliwości

 
Nawiązuję tutaj do dwóch dokumentów obejmujących programy i plany tworzone kilkanaście lat temu a potem do kilku faktów  korespondujących z głównym nurtem tych szumnych unijnych zapowiedzi. Nie tyle staram się wskazać tu na przyczyny degrengolady polskiej oświaty, co dowodzę, że istotnie ona zachodzi i pogłębia się z każdym rokiem. Wydawało się, że wejście Polski do Unii Europejskiej negatywne trendy, dostrzegalne na przestrzeni dekad, może odwrócić. Okazało się jednak, że wcześniejsze kłamstwo znalazło pożywkę w nowym systemie, ukorzeniło się i całkiem zagłuszyło rozsądek.
Papiery, leżące przede mną, stanowiły kiedyś argument mający przekonywać niezdecydowanych, by głosowali za akcesem Polski do Eurolandu. Otrzymywały je placówki oświatowe. Raczej nikt ich wtedy nie analizował, wszystko i tak siłą bezwładu poruszało się w stronę Nowego Ładu, w którym, jak się okazuje, jeszcze mocniej oświata powszechna trzymana jest w szponach ciemnych sił, których jednym z imion jest globalizm. Jej użyteczność pozostaje na dalszym planie, liczą się przede wszystkim kontrola i spychanie społeczeństwa polskiego w stronę dawno zastawionej matni.
 
Dokumentem pierwszym jest komunikat Komisji Wspólnot Europejskich: „Standardy europejskie w edukacji: realizacja postanowień posiedzenia rady Europejskiej w Lizbonie” z 20.11.2002. Do roku 2010 miały być ze szczególną uwagą realizowane pięć standardów:
- zmniejszenie odpadu szkolnego (tak określono część populacji kończącą edukację na szkole podstawowej);
- zwiększenie liczby absolwentów w dziedzinach matematyki, nauk ścisłych i technicznych;
- zwiększenie liczby maturzystów oraz studentów;
- zwiększenie grona posiadających kompetencje kluczowe (sprawnie czytających i liczących);
- wspieranie kształcenia ustawicznego.
 Skupiam się tu na standardzie drugim, dla mnie najważniejszym, i pokażę jak wyglądała jego realizacja w Polsce z perspektywy praktyka. U podłoża inicjatywy Komisji, troszczącej się o przedmioty ścisłe, leżała potrzeba nadążania za konkurencją amerykańską i azjatycką. Wtedy w modelu monitorowania postępu prac brano dla porównania USA i Japonię. Należałoby to dziś skorygować, uwzględniając Chiny, gdzie dla przykładu, znajduje się obecnie połowa wszystkich uczonych pracujących na zagadnieniem sztucznej inteligencji.
Słuszność europejskich założeń nie spowodowała uzdrowienia tego, co niewłaściwe w polskim systemie oświatowym.
Gdy moja szkoła dostała przed rokiem 2010 duże pieniądze na zajęcia dodatkowe, obróciło się to zdecydowanie przeciwko efektom pracy. Sponiewierano dotychczasowy rozkład lekcji, ponieważ zajęcia „europejskie” miały pierwszeństwo korzystania z sal lekcyjnych. Ich prowadzenie w części powierzono osobom nieposiadającym przygotowania w zakresie  przedmiotów, do których sekwencje tematów zajęć należały – cały wielomiesięczny, wysoce szkodzący organicznej pracy raban traktowano jako okazję dodatkowego zarobku. Dobrowolność udziału dzieci w tych dodatkowych zajęciach stanowiła kolejny problem z listy wielu kontrowersji – wszystkich szkoda wymieniać. Bujda na resorach dla cyników, zgorszenie dla idealistów, tak należałoby to podsumować.
To przykładowe rozprzężenie, zanik dyscypliny i utracenie z pola widzenia celów najważniejszych procentowały w następnych latach. Matematycy, którzy nigdy nie mieli swoich zajęć na szóstej godzinie lekcyjnej i później, musieli do tego przywyknąć. Fanaberie organizacyjne związane z „projektem” procentowały zanikiem reguł w latach następnych.
 I co nam przyniosły zapowiedzi z tak pięknych dokumentów, ja ten, czy pismo okólne p.t. „Edukacja w Europie. Różne systemy kształcenia i szkolenia – wspólne cele do roku 2010”? Opracował je pan Andrzej Pery, opierając się na ówczesnych europejskich planach.  Były one ambitne:
„Unia Europejska stanęła w obliczu fundamentalnych zmian, będących wynikiem globalizacji i rozwoju gospodarki opartej na wiedzy, oraz uzgodniła, iż do roku 2010 powinien być osiągnięty następujący cel strategiczny:
Gospodarka europejska powinna stać się najbardziej konkurencyjną i dynamiczną gospodarką na świecie – gospodarką opartą na wiedzy, zdolną do trwałego wzrostu, tworzącą coraz większą liczbę miejsc pracy i zapewniającą większą spójność społeczną.”

 
Jak tu w ogóle zestawiać obecną postać Polski 2020 z tą wizją europejskiej potęgi? Widzimy jedną wielką klapę, z rozbiciem polskiego społeczeństwa   i utrwaleniem zdobyczy komunizmu w pierwszym rzędzie. Kasty czy ośmiornice: urzędnicza,  nauczycielstwa spod znaku ZNP, sądownicza itp. determinują sytuację rozkładu. Nie patrzę tu na stan gospodarki, nie obchodzi mnie ona w takim stopniu jak oświata, czyli praca dla przyszłości nad zasobami ludzkimi. Zaniedbania w dziedzinie przygotowania nauczycieli, upadek i nieodnowienie szkolnictwa pedagogicznego kontrują pierwszy cel określony w dokumencie p. Perego, którym miało być „podniesienie jakości kształcenia i doskonalenia zawodowego nauczycieli”.
 Oczywiście, że z  trzynastu wskaźników w nim wymienionych, część została zrealizowana. Niektóre, jak przemiany technologiczne, zostały osiągnięte samą siłą rzeczy w zmieniającym się świecie. Nie wymagało to sprawności rządzących.  O wspieraniu, w minionych latach, rozwoju tych zasadniczych, sformułowanych w dokumencie kierunków, czyli o preferowaniu nauk ścisłych i technicznych, o wykorzystaniu potencjału społeczeństwa, o uczynieniu szkoły atrakcyjniejszą, o trosce o spójność nauki z praktyką, o rozwijaniu przedsiębiorczości nie da się wiele dobrego powiedzieć. Państwo marnuje olbrzymie środki przeznaczane na oświatę, brnąc w stronę pogłębienia nieefektywności systemu kształcenia, rozleniwienia społeczeństwa, pozorowania sukcesu, premiowania fałszu. Sposób, w jaki oświata w Polsce, włączonej w organizm europejski, rozminęła się ze świetnymi hasłami oraz brak konstatacji w obliczu porażki założeń i niezdolność do reformy, bardzo przypomina hipokryzję komunizmu – dlatego słusznym staje się porównanie sytuacji do kołchozu, gdzie myśl i wola pozostają w permanentnym ograniczeniu. Dwie dekady dalej jest to już stadium postępującego zdemoralizowania.
Nie opisałbym poniższego, gdybym nie widział tego na własne oczy, w roku 2018.
Nie matematyka, nie informatyka – te można powiedzieć wcale - ale edukacja seksualna okazała się pierwszym tematem z cyklu szkoleń dla nauczycieli. Nazwa wykładu nie do końca było wyraźnie określona, lecz można powiedzieć, że było to gender w pełni rozkwitu. Korpulentna paniusia  miała nadawać przez 3 godziny, od razu zapowiedziała, że zmieści się w dwóch. Z tego całe pół godziny, patrzyłem na zegarek, mówiła o wzwodzie i wytrysku w odniesieniu do dzieci. Sprawiało jej to niewątpliwie wielką przyjemność i prowadząc tę narrację wobec oniemiałej publiki - dwóch mężczyzn i dwadzieścia kobiet - doznawała kolejnych orgazmów albo się do nich zbliżała. Nikt gęby nie otworzył i nie zapytał, co ty tu babo robisz? Być może  dlatego, że prelegentka wyraźnie była powiązana z kręgami dyrektorskimi. Chwała Unii Europejskiej, że przynajmniej film , który stanowił kanwę dla tych odkrywczych wykładów, gdy krzywe stawało się proste, a aberracja normą, był produkcji bodajże kanadyjskiej.
Tydzień po tym odbyły się w szkole warsztaty dla nauczycieli, przygotowujące  ich do wdrażania w praktykę takich tam teorii nowojorskiego psychologa M. Rosenberga. Jak widać, system panujący nad szkołą posiada swoje preferencje.
Gdzie tu europejskie cele oświatowe? Gdzie matematyka?
Ostatnio dochodziłem, dlaczego uczeń, dla którego dwa lata temu, pewne kwestie z zakresu geometrii były oczywiste, tak się zaplątał przy prostych kiedyś dla niego zagadnieniach, że nie potrafił poprawnie powtórzyć tematu lekcji. Po chwili mój problem - pytanie o niemoc dziecka, został rozwiązany. Matematykę, na której to omawiano, miał na ósmej godzinie lekcyjnej! Działo się to w roku 2020, w województwie mazowieckim.
Ciemne lata trwają  w najlepsze i nie widać ich końca.
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Marek1taki

22-02-2020 [10:08] - Marek1taki | Link:

"wcześniejsze kłamstwo znalazło pożywkę w nowym systemie"
Sedno. Reszta jest konsekwencją.