Przejdź do treści
Strona główna

menu-top1

  • Blogerzy
  • Komentarze
User account menu
  • Moje wpisy
  • Zaloguj

Jak z Tuskiem kłóciłem się o rzut karny…

Ryszard Czarnecki , 03.08.2019
Kocham sport, choć nienawidzę jego komercjalizacji. Więcej radości i pasji do gry dostrzegam w meczach dzieciaków czy nastolatków niż czołowych drużyn grających milionerów. Jeszcze 15 lat temu kluczowe role w zawodowych klubach piłkarskich grali prezesi – nieraz silne osobowości, czasem wariaci, zmieniający kilku trenerów w sezonie. Dziś w futbolu, ale także w innych sportach drużynowych decydującą rolę dogrywają menadżerowie. To oni dyktują warunki. To oni w praktyce często decydują, gdzie maja grać „ich” zawodnicy. I karuzela finansowa się kręci.
Żyję sportem od dzieciaka. Od czasów, kiedy pochłaniałem książki o wielkich polskich sportowcach, których niemała część zginęła w walce z Niemcami lub z ręki Niemców podczas II wojny światowej.
Jak chyba niemal każdy polski dzieciak grałem w kapsle imitujące polskich kolarzy. Moje pierwsze lata podstawówki to czasy Ryszarda Szurkowskiego, Stanisława Szozdy, Mieczysława Nowickiego, Zygmunta Hanusika, bo Czesław Lang, który potem cierpliwie pokazywał mi, jak nie spaść z roweru na fortach Bema to już był czas mojego „ogólniaka”.
Nie byłem piłkarzem na tyle dobrym, żeby trenować w klubie (choć byłem na sprawdzianach), ale na tyle dobrym, żeby grać w reprezentacji Uniwersytetu Wrocławskiego (trzecie miejsce w mistrzostwach polskich uniwersytetów). Potem po latach, gdy po raz drugi zostałem posłem grałem w reprezentacji Sejmu RP, jeszcze zanim pojawił się tam Roman Kosecki i Cezary Kucharski, a więc „prawdziwi” futboliści. Byłem nawet, pewnie przypadkiem, najskuteczniejszym strzelcem tej drużyny. Utkwił mi w pamięci mecz z parlamentem węgierskim w Przemyślu – grałem na prawym „napadzie”, ale na moje nieszczęście naprzeciwko mnie występował, owszem, poseł, ale wcześniej przeszło 50-krotny reprezentant Węgier. Starcia z nim kończyły się dla mnie lotem w powietrzu. I co z tego, że sędzia odgwizdywał później faule…
Utkwił mi też  w pamięci mecz ze Słowacją, tuż przy granicy, ale po stronie naszych sąsiadów, gdzie przed meczem poczęstowano nas sutym obiadem, dokładając kolejne dania, oczywiście po to, żebyśmy potem na boisku „zdychali”. W drużynie słowackiego parlamentu grał ówczesny premier Mikuláš Dzurinda, kory nawet strzelił bramkę z karnego. Mi się udało zdobyć dwie, ale były to jedyne bramki dla Polski i w sumie przegraliśmy dwa do trzech. Strzeliłem wtedy gola z rzutu karnego, tak jak po drugiej stronie boiska premier z Bratysławy, który zresztą wyróżniał się żelazną kondycją, bo codziennie biegał kilka kilometrów, a nawet uczestniczył w maratonach. Najważniejsze jednak było to, co wydarzyło się przed wykonaniem owego rzutu karnego. Nie ustaliliśmy przed meczem, kto będzie strzelał w „jedenastkę”, no i do piłki ruszyłem ja i - tak, tak - Donald Tusk. Doszliśmy do niej  jednocześnie. Był rok 2000, a może 2001. Tusk był jednak chyba innym człowiekiem niż teraz. Popatrzyliśmy wtedy na siebie i ...  jednak ja wziąłem piłkę. Strzeliłem. Był gol, ale i tak przegraliśmy. To był czas, kiedy graliśmy na jednym boisku i w jednym zespole. Wieki temu...
 *tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (24.07.2019)
  • Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
  • Odsłony: 495
Ryszard Czarnecki
Nazwa bloga:
Blog autorski

Statystyka blogera

Liczba wpisów: 6, 895
Liczba wyświetleń: 8,096,703
Liczba komentarzy: 11,077

Ostatnie wpisy blogera

  • POWRÓT PREMIERÓW
  • Ambasador - słoń i Polska jako skład porcelany
  • USA-IRAN : WOJNA CORAZ BLIŻEJ

Moje ostatnie komentarze

Najpopularniejsze wpisy blogera

  • EKSHUMACJA ŚP. WASSERMANA I MILCZENIE PIĄTEJ KOLUMNY
  • Najnowszy kawał o Tusku i Gierku
  • Nowy kawał o Tusku i raju

Ostatnio komentowane

  • sake2020, ,,Zadaniem dyplomaty jest stwarzanie przyjaznej,dobrej atmosfery wokół kraju który reprezentują''. Jako tego dobrego klimatu nie widzimy ze strony ukraińskiej czy niemieckiej.,,Nie musimy kochać…
  • Jabe, Serwilizm dał taki efekt.
  • Es, Narracja jakoby to " j.bac pis" było przyczyną porażki jest z gruntu fałszywa i stanowi glowny element strategii unikania odpowiedzialności przez pis nie tylko za popełnione błędy, ale przede…

Wszystkie prawa zastrzeżone © 2008 - 2026, naszeblogi.pl

Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | tvrepublika.pl | albicla.com

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Do czego są one potrzebne może Pan/i dowiedzieć się tu. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek. | Polityka Prywatności

Footer

  • Kontakt
  • Nasze zasady
  • Ciasteczka "cookies"
  • Polityka prywatności