Żydokomuna I i II

 
 
Dwie potężne siły: komunizm i nacja żydowska miały przeogromny wpływ na dzieje Polaków, na mój los w szczególności. Ich wypadkowa reprezentowana jest tym jednym słowem: żydokomuna. Jest to słowo polskiego pomysłu, ze specyficznym sensem, adekwatne do określonej jasno sytuacji politycznej. Podlega ono wszakże zabiegom deprecjonowania i wykluczenia z użytkowania. Tylko dlatego, żeby nie zbliżać się do problemów palących Polaków żywym ogniem. Jego stosowanie albo wymuszane omijanie jest miarą wolności.
Znaczenie słowa żydokomuna zmieniało się z biegiem czasu. Zmieniał się bowiem żywy obiekt, do jakiego się odnosiło. Pęczniał on i rozrastał; rozcieńczał się w innych żywiołach świata. Granice znaczenia zacierały się coraz bardziej, ale słowa tego nie można uznać za archaizm. Trwa komunizm a przy nim spadkobiercy jego głównych akuszerów, grupka nieprzypadkowo przecież związana z narodem żydowskim. Propaganda o niejawnych źródła, przypisująca sobie metkę oficjalnej, praworządnej, „państwowej”, ogłupia do tego stopnia, że zdarzało mi się spotykać ludzi „po szkołach”, którzy nie byli w stanie akceptować słów „komunista” a nawet „Żyd”.  Były traktowane jako inwektywy albo abstrakcje, które nie mają zastosowania w aktualnej polskiej rzeczywistości.
 
„Wkrótce chuligani zmęczyli się, ułożyli głowy na oparciach siedzeń i zaczęli chrapać. Drobni sklepikarze w tym wagonie oczywiście byli niewinni, lecz wiedziałem na pewno, że młodzi Żydzi w Rosji w imię rewolucji również dręczą i zabijają niewinnych ludzi, często własnych żydowskich braci. Komuniści żydowscy w Biłgoraju zapowiadali, że gdy nastanie rewolucja, powieszą mojego wuja Józefa i mego stryja Iczego za to, że są duchownymi, zegarmistrza Todorosa za to, że jest burżujem, mojego przyjaciela Notte Schwerdscharfa za to, że jest syjonistą i oczywiście pobożnych Żydów, ortodoksów. Lektura kilku broszur wystarczyła, by przekształcić tych małomiasteczkowych młodzieńców w potencjalnych morderców. Niektórzy z nich mówili nawet, ze rozstrzelaliby własnych rodziców. Pewna ilość tych młodzieńców straciła później życie w stalinowskich łagrach”.  (Izaak Baszewis Singer w autobiograficznej powieści „Miłość i wygnanie”, tłumaczenie Lech Czyżewski)
 
 
Pewna liczba tych żydowskich młodzieńców wróciła do Polski. Opowiem o jednym. Względem tego człowieka znajduje zastosowanie pojęcie „żydokomuna”, ujęta na kartkach książki Singera, i „żydokomuna”, do której dokładam numer dwa, ukształtowana w PRL. Nie zamierzam szukać końca i początku tej podmiany. Procesy tego rodzaju mają charakter płynny – widzę tylko, że innym komunistą był Lajb Wolf Ajzen z Sawina przed rokiem 1945, a innym komunistą on sam, za czasów PRL, gdy znany był jako Leon Andrzejewski. Umarł w 1978. Pewnie jakoś zmieniła się w tym czasie również jego żydowskość, a już zdecydowanemu przeobrażeniu uległa jego polskość. Gdyby jednak wyjechał do Izraela, bez dwóch zdań, wszystkie te parametry w jednej chwili zostałyby odwrócone. Omówienie całego kompleksu zjawisk związanego z tym przeobrażaniem się zostaje tu przeze mnie pominięte.
Dziś tyle naszej wolności, że możemy poznać wygładzone życiorysy naszych nadzorców. Pewnych rzeczy można się tylko domyślać. Działacz komunistyczny, pułkownik Urzędu Bezpieczeństwa, oficer polityczny w dywizji im. Tadeusza Kościuszki, szef wydziału politycznego, wykładowca NKWD w szkole podchorążych itd. Wykładowca na kursie NKWD! Skąd ten awans dla Żyda uciekającego przed wojną z Polski? Za jakie zasługi!? Bez wątpienia za usługi dla NKWD niebagatelne. Na pewno nie za wyniki w fabryce mydła w zajętym przez bolszewików Lwowie, gdzie pełnił funkcję kierownika.
Czy można kogoś obciążać przynależnością albo powiązaniami z NKWD? Co Polacy wiedzą o NKWD? Siłą faktów, jedno i to samo:
"We lwowskich więzieniach – „Brygidkach”, więzieniu przy ul. Łąckiego, więzieniu na Zamarstynowie, a także w ich filiach – funkcjonariusze sowieckich organów bezpieczeństwa zamordowali od 3,5 do 7 tysięcy osób. Była to największa i najbardziej znana zbrodnia popełniona podczas tak zwanych masakr więziennych NKWD w lecie 1941 roku.”[Wikipedia].
„W złoczowskim więzieniu Niemcy znaleźli 3 mogiły z setkami pomordowanych więźniów.(…) Ludobójcy radzieccy uciekli ze Złoczowa w wielkim popłochu. Nie zdążyli zniszczyć dokumentów. (…) Na szarej okładce imię i nazwisko ojca w języku rosyjskim i bieżący numer więźnia: 4129. (…)  W Złoczowie przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej były trzy więzienia - w małym miasteczku kresowym aż trzy więzienia, pękające w szwach!” [relacja Marii Rogowskiej w kronice ks. Józefa Anczarskiego]
 
Czy można komuś wytykać przynależność do PPR, do PZPR? Choćby takiemu Ajzenowi-Andrzejewskiemu. Przedstawiciel żydokomuny opisywanej przez Singera, po stażu w służbach sowieckich, zostaje prominentem komunistycznej władzy polskiego państwa. Przenosi swobodnie trujące idee na inne czasy. Wyroki skazujące polskich sądów przed 1939 określają jego ówczesną szkodliwość. Winny nieopisanej krzywdzie  ludzkiej osobiście, winny poprzez też poprzez samą przynależność do zbrodniczych organizacji, pozostał bezkarny i do końca mógł karmić do syta swój egoizm i arogancję a przede wszystkim ideologiczne potomstwo - zsowietyzowane miliony. W Wikipedii pada odnośnie tej kwestii jedno bezradne zdanie:
Współodpowiedzialny za zbrodnie okresu stalinowskiego w Polsce [potrzebny przypis].
Z  biegiem lat mamy do czynienia, jak w przypadku tej osoby, z  zacieraniem świadomości o zbrodniach komunizmu. A przecież rachunek krzywd rósł - do dawnych grzechów doszły nowe. Czy założenie lepszego garnituru przez Ajzenów-Andrzejewskich i otrzymanie stanowiska z większą pieczątką umniejsza ich winę? Jej rozmiary  rosną, gdy od jednostek przejdzie się do całych grup haniebnego, bolszewickiego interesu z takich osobników się składających.
 
Dlaczego w rozpasanej bezbożności, jaką jest komunizm, w pierwszym rzędzie uczestniczą Żydzi? Nie wiem. Ale tak to leci:
„Rosja przegrała wojnę z Polską w 1920 roku, lecz obecnie posiadała już silną armię i nie miałaby nic przeciwko odzyskaniu utraconych obszarów czy wręcz zajęciu całej Polski i zaprowadzeniu w niej własnych porządków. Niemcy z rozkoszą odebraliby z powrotem Górny Śląsk. Komuniści w Klubie Literatów szeptali po kątach i odbywali tajne zebrania. Zinowiew ( Apfelbaum) i Kamieniew (Rozenfeld) kreślili plany rewolucji światowej. Mieli w Polsce swoich funkcjonariuszy, którzy przychodzili do Klubu Literatów. Nie brakowało też w Polsce chętnych do skorzystania z tej okazji do bicia Żydów.(…) Byłem wstrząśnięty widząc, jak krwiożerczy stali się żydowscy chłopcy i dziewczęta.” [I. B. Singer „Miłość i wygnanie”]
Żydowskie nazwiska w nawiasach nie pochodzą od Singera. Dodałem je, żeby wyjaśnić, kto kreślił te plany rewolucji światowej. Od czasów Marksa poczynając, stali za tym Żydzi. W gruncie rzeczy to już nie są prawdziwi Żydzi, lecz odszczepieńcy zdradzający Boga i swój naród. Żyd internacjonalista formalnie przestaje być Żydem. Żydokomuna jest bytem rozłącznym ze zbiorem Żydów polegających na Bogu. Tak zakładam, unikam bagna nielogiczności. 
 
„Izaak Deutscher sam twierdził, że ostatecznie został ateistą po tym, kiedy w święto Jom Kipur  zjadł na grobie cadyka porcję niekoszernego jedzenia, nie wywołując tym żadnej nadprzyrodzonej reakcji.” [Wikipedia] Jest on klasycznym przedstawicielem żydokomuny zainstalowanym na Zachodzie. Konsekwentnie, w warunkach wolnego, powojennego świata, głosił hasła, jakimi posługiwał się w dyskusji z Singerem w latach trzydziestych. W komunistycznej Polsce Ajzen-Andrzejewski formalnie wszedł w rolę państwowego urzędnika   i zarządcy, Deutscher w strefie o pryncypiach antykomunistycznych nosił strój literata i akademika. Tacy jak on spowodowali, że po 70 latach na zachód od Łaby zrobiło się dużo bardziej czerwono niż nad Wisłą. Wiatr historii pcha do Polski fale zmutowanej zarazy, wiejąc z nowego kierunku.
 
Zamierzałem wyczerpać temat w jednym jeszcze odcinku, który miał się zakończyć słowem o chuliganach na ulicy Świętoduskiej w Lublinie (rok 2018), ale w pierwszy dzień strajku ZNP (rok 2019) dotarłem na plac Strzegomski we Wrocławiu i wiem teraz, po wizycie w Muzeum Współczesnym, że  konieczna jest kontynuacja, bowiem „piekło otwiera paszczę”  - czerwone  nauczycielstwo i tego typu placówki, jak to muzeum, są aktywnymi formami zasiedziałego zła.