Nysa

„Kapucynce, żyjącej w XVIII wieku bł. Magdalenie, Pan Jezus objawił 15 ukrytych Mąk, jakie wycierpiał w ciemnicy:
Żydzi uważali mnie za  największego złoczyńcę i znęcali się nade mną w następujący sposób:

  1. Przywiązali liną nogi ciągnęli po kamiennych schodach do lochu. Wrzucili mnie do cuchnącej ciemnicy pełnej nieczystości. [...]

 
Przeczytałem te słowa wieczorem 16 stycznia 2019 w książce wręczonej mi przez kuzynkę. Było to niezwykłe świadectwo. Gdańszczanin, kibic Lechii Andrzej Duffek zdał relację z tego, co widział, zmagając się przez długie tygodnie ze śmiercią. Książka nosi tytuł: „Po drugiej stronie życia”; opowiada o pośmiertnej rzeczywistości.
 
Kilka godzin wcześniej, pod koniec krótkiego zimowego dnia rozmawiałem ze swoim stryjem na temat pewnej historycznej kwestii;  różnej mianowicie interpretacji wcześniejszych uzgodnień pomiędzy Aliantami i Stalinem, czy graniczną rzeką powojennej Polski ma być Nysa Kłodzka, czy Nysa Łużycka. Przypuszczalnie miało to bezpośredni wpływ na tempo i określenie stacji końcowej transportu z  przesiedleńcami z Galicji Wschodniej. Stryj Stanisław był czternastoletnim chłopakiem, gdy ze swoimi rodzicami oraz siostrami, wespół z sąsiadami ze wsi swojej i z innych okolic Tarnopola podróżowali w nieznane. Początkowo mówiono im, że zostaną osiedleni na Lubelszczyźnie w  okolicach Krasnegostawu. Zwrotnice kierowały jednak pociąg w całkiem inną, niewiadomą stronę, a końca podróży wygnańców wciąż nie było widać. Do nowo utworzonej  granicy  Polski z Sowietami dostarczono ich stosunkowo szybko. Ukraina sowiecka chciała się  pozbyć Polaków czym prędzej. Zaskoczeniem był brak kontroli na granicy. Spodziewając się jej, ludzie bali się, na przykład, zabierać  ze sobą książki, których treść, źle widziana przez bolszewików, mogłaby decydować o wysłaniu rodziny nie na zachód, lecz na wschód, ten za Uralem. Przez Polskę, jak się potem okazało, podróż trwać miała trzy tygodnie. Prawie cały październik 1945 – w wagonie bez dachu, po latach wojennych zgryzot  zawieszeni w pustce - bezdomni.
Podczas naszej rozmowy, być może dlatego, że padło słowo Nysa, przypomniał sobie stryjek pewien obraz. Pociąg stanął na stacji w miejscowości Nysa. Stał tam i stał - dzień, dwa, a może dłużej. Obok zatrzymał się inny pociąg. Wiózł niemieckich jeńców. Czterech sowieckich żołnierzy niosło, idąc torami, trupa Niemca. Trzymany był on za ręce i nogi. Zwisająca głowa podskakiwała na każdym z podkładów.
 Ten obraz przeniesiony zostaje nagle o 70 lat, co natarczywie domaga się w mojej głowie wyjaśnienia. Czy ostateczną odpowiedzią jest pierwsza tortura Jezusa w wizji sprzed 300 lat, o której dowiaduję się właśnie dzisiaj? 
Stryj w swoim opowiadaniu przypominał sobie, jak rozważał przyczyny śmierci jeńca: jakieś rany? głód? choroba? 
Stacja w Nysie była  zadbana, czysta. Gdy wygnańcy z Podola mieli już dosyć bezsensownego oczekiwania, w zorganizowanym proteście poczęli wyrzucać z pociągu gnój – wieziono ze sobą do nowej ziemi zwierzęta gospodarskie: krowy i konie. Akcja ta szybko zmobilizowała kolejarzy do pozbycia się ze stacji tego transportu i pociąg ruszył na zachód.
Te nieczystości…?
Gdy rozważam tajemnice bolesne Różańca, często brakuje mi tej o ciemnicy. Niekiedy podświadomie zastępuję modlitwę Jezusa w Ogrójcu wtrąceniem do ciemnicy.