Strasburg: stażyści z Karaibów i pomniki

W Strasburgu dzieją się rzeczy ciekawe. Mówię oczywiście o Parlamencie Europejskim , ale chodzi nie tylko o głosowanie and moim „impeachmentem”, którego wynik Państwo znacie. Ciekawe są rezolucje, głosowania, a także inicjatywy podejmowane tuż pod bokiem UE. Oto na przykład liderzy grup politycznych chadeków (EPL – tam gdzie PO i PSL), socjalistów i liberałów podjęli inicjatywę staży dla „młodych obywateli państw Afryki, Karaibów i Pacyfiku” w europarlamencie. Konkretnie w biurach posłów. Szefowie tychże grup żądali mojej dymisji, ale jak widać mają w zanadrzu nie tylko postulaty negatywne, ale tez pozytywne. Nie wiem czemu tylko dyskryminują młodych adeptów polityki z Azji? Ktoś, kto miałby złą wolę mógłby dopatrywać się w tym, że pachnie to rasizmem. Ale oczywiście nic bardziej mylnego. Dziś Afryka, jutro Karaiby, pojutrze wyspy Pacyfiku, a w następnym tygodniu przyjdzie czas na Azję, zaś za miesiąc na Amerykę Łacińską. Podatnik europejski pewnie to chętnie zdzierży (jak go znam)...

W europarlamencie ma stanąć rzeźba nieżyjącego już prezydenta Portugalii Mario Soaresa (zmarł w 2017 roku), długoletniego mentora socjalistów w Lizbonie. To zresztą taka tradycja, że poszczególne nacje, a także środowiska polityczne dbają tutaj o „swoich” bohaterów. Stąd na przykład niedaleko mojego biura w Brukseli jest popiersie węgierskiego premiera Jozefa Antala, a w Strasburgu sala dedykowana „Iron Lady”- „Żelaznej Damie” Margaret Thatcher. Szczególnie dużo patronów mają Włosi. Dzielą równo: jest miejsce dla chadeka, socjalisty i komunisty. Gdy chodzi o elementy polskie, między dwoma budynkami PE mamy w stolicy Belgii „Esplanadę Solidarności”. Otwarto ją w 30. rocznicę strajków w Sierpniu 1980 na Wybrzeżu. Czemu piszę o tym Soaresie? Mogę, po latach, chyba coś ujawnić. Chodzi o jego rozmowę z ówczesnym marszałkiem Sejmu (1991-1993) Wiesławem Chrzanowskim. Soares, socjalista, ale nie internacjonalista, zwrócił w niej uwagę na niebezpieczeństwa związane z dominacją jednego państwa w Europie – konkretnie Niemiec. Był w tej rozmowie w budynku na Wiejskiej do bólu szczery. Soares i Chrzanowski nie żyją, minęło ćwierć wieku – i czy coś się zmieniło? Sami sobie Państwo odpowiedzcie.

A propos naszej „Esplanady Solidarności”, to szczególnie wykorzystana będzie w kwietniu tego roku. Ma tam bowiem być zorganizowana „publiczna wystawa naukowa na temat plastiku w oceanie”! Jak zaproszę za te dwa miesiące do Brukseli jakiegoś górala spodziewam się, iż widząc tę ekspozycję powie: „Tyż piknie!”.

A wcześniej, bo już w przyszłym tygodniu, w sali posiedzeń plenarnych PE w Brukseli spotkają się europejscy burmistrzowie. W Polsce (ale we Francji też) często jest tak, że lokalni politycy walczą o sejm czy senat. Tutaj, w Strasburgu i Brukseli, włoski europoseł jak tylko otrzyma propozycję zostania burmistrzem w Italii, natychmiast bierze nogi za pas, bez żalu pozostawiając Unię. Zdaje się, że włoscy „ojcowie miast” na biedę nie narzekają.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (14.02.2018)