"Piszcie swoje historie, bo napiszą je inni i napiszą źle" . . .
Zawarte w tytule słowa Józefa Piłsudskiego przypominała niestrudzenie Anna Walentynowicz, walcząc do swej tragicznej śmierci o historyczną prawdę. To hasło jest dziś szczególnie aktualne. Zwłaszcza kiedy przychodzi nam obserwować publiczne spory na temat rzekomych zasług, często równie rzekomych działaczy opozycyjnych. Te absurdalne przepychanki są niczym innym jak tylko kontynuacją zakłamywania naszej najnowszej historii.
Właśnie dlatego nasz opozycyjny kolega, działacz Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, Lech Zborowski zdecydował się opublikować rozdział swej nie wydanej jeszcze książki. Rozdział istotny w odniesieniu do dzisiejszych sporów, bo pokazujący w szczegółach prawdziwą drogę do sierpniowego strajku właśnie tych, którzy ten arogancki spór toczą. Wyjątkowość relacji Lecha Zborowskiego leży w tym, że będąc aktywnym działaczem Wolnych Związków znajdował się często w środku historycznych wydarzeń, przy czym znaczna jego anonimowość jako działacza pozwala mu dziś przedstawiać tamte wydarzenia z perspektywy wolnej od obciążen typowych często dla wielu opozycyjnych działaczy o ogólnie znanych nazwiskach.
Z uwagi na objętość tekstu postanowiliśmy przedstawić go w kilku osobnych częściach.
- Redakcja strony byłych działaczy Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża -
...
Część pierwsza:
Lech Zborowski
JAK DOSZŁO DO SIERPNIOWEGO STRAJKU CZYLI ODDZIELMY PRAWDĘ OD KŁAMSTWA [1]
W opublikowanym w roku 2012 artykule „Solidarność jako Nieciekawość” Krzysztof Wyszkowski pytał: „Czy wiemy jak wybuchł strajk? Czy to tak trudny temat, że nauka polska boi się go i poprzestaje na bezkrytycznym przyjęciu stwierdzenia Borusewicza, że strajk zorganizowało pięciu ludzi – on sam, Jerzy Borowczak, Bogdan Felski, Ludwik Prądzyński i Lech Wałęsa?”
Przez lata stworzono historię fał
[...USUNIĘTO: zbyt długa wklejka...]
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 6027
to zwykly zaprzaniec;jak ONA musi sie za niego modlic w niebie aby nie grzeszyl klamstwem i pycha.
Na to moze byc juz za pozno w tym przypadku. Niezaleznie od naszej oceny przeszlosci.
Lech Zborowski
też wie jak było. Ale nie POwie ;-)
Wbrew pozorom Bolek wie mniej niz moze nam sie wydawac. Czasem bedac marionetka na sznurkach nic nie zmienia fakt, ze ten kto te sznurki trzyma wlozy nas w srodek jakis wypadkow.
Lech Zborowski
Przebrnąłem przez ten tekst,chociaż nim doszedłem do połowy czułem,że ktoś potraktował obuchem moją łysą głowę.Postawa Borusewicza od paru ładnych lat budzi zdumienie każdego znającego choć trochę historię.Wpisywała się jednak zawsze w szersze zjawisko zastanawiających zmian postaw wielu sztandarowych,jak się wtedy wydawało, działaczy Solidarności i opozycji w ogóle.Wszystkim nam brakuje tak analitycznych opracowań i żródeł,natomiast zalewani jesteśmy przez różnych poprawiaczy historii coraz to nowymi jej wersjami zależnie od aktualnych warunków i potrzeb.Stają się one jednak podstawą do oceny i przypuszczeń co do roli i rzeczywistych intencji tych ludzi w tamtych wydarzeniach.Co do wielu z nich nie ma już wątpliwości,że zostali zamocowani przez Kiszczaka,aby odegrać określoną rolę.Dlatego też,jeśli jest to możliwe prosiłbym o doprecyzowanie kwestii udziału A.Kołodzieja w wywołaniu strajku w stoczni w Gdyni.Samo polecenie,czy też doradzanie przez Borusewicza, złożenia podania o zatrudnienie tam w jego warunkach już budzi zdumienie.Nie znam realiów stoczni i stanu organizacyjnego WZZW na jej terenie,natomiast biorąc pod uwagę świadomość i słuszne obawy o możliwość prowokacji w każdej chwili jakie mieli ludzie WZZ,moje jeszcze większe zdumienie wywołuje absurdalne twierdzenie,że człowiek znikąd,pojawia się w stoczni,jak James Bond chyba "przejmuje"kontrolę nad radiowęzłem i pociąga za sobą parę tysięcy ludzi.Pamiętajmy:radiowęzeł to narzędzie indoktrynacji i propagandy,z ograniczonym dostępem,pod"opieką" SB i straży przemysłowej.Przejąć mógł go jedynie już zorganizowany,dysponujący siłą komitet strajkowy,tymczasem jego powstanie dopiero miało nastąpić.Proszę o wyjaśnienie i sprostowanie jeśli wyciągam niewłaściwe wnioski.
Dziękuję i serdecznie pozdrawiam
Przede wszystkim dziekuje za przeczytanie. Zdaje sobie sprawe, ze tak dlugi tekst zwlaszcza na niedziele nie jest sprawa latwa do pochlaniecia.
Chce zaznaczyc, ze nie jest moim zamiarem stawac po czyjejkolwiek stronie we przetargach o slawe. Zaczalem od Borusewicza gdyz od niego zaczela sie sprawa przygotowan. W dalszej czesci pokazuje i decyzje Borsuka i postawe Walesy. Cel jest jeden dac swiadectwo z naszej perspektywy i pozwolic zainteresowanym wyciagnac wlasne wnioski.
Pyta Pan o Kolodzieja i sprawe strajku w stoczni. Niestety nie mam jednoznacznej odpowiedzi. Nie jestem w stanie stwierdzic czy w jakis sposob zlozyly sie wszystkie okolicznosci i mogl on dokonac tego niemal cudu w Gdyni czy tez druga strona przygotowala mu "boisko" nawet bez jego wiedzy? Nie wiem. Staram sie jak pisalem, przykladac "szablon podstawowej logiki" w sytuacjach kiedy nie ma niezbitych faktow. I tu akurat pozostaje w niezdecydowaniu. W takich sytuacjach daje kredyt zaufania temu kogo oceniam.
Fakty sa nastepujace: Borsuk ünieruchomil "Kolodzieja na pewien czas. Po powrocie do Gdanska zatrudnil sie w SG nie wiedzac o planach strajku.
Jedno musze jednak powiedziec jednoznacznie - Kolodziej postapil dokladnie wedlug przerabianego wiele razy w WZZach wzorca ewentualnych dzialan strajkowych. To Walesa robil wszystko na opak. Co wiecej musze przyznac, ze Kolodziej postepowal zgodnie ze swym temperamentem. On byl wowczas kims w rodzaju "watazki" i jesli juz cos robil to robil na skraju ryzyka. Czy jednak jego dzilania mogly byc bez jego wiedzy sterowane? Z cala pewnoscia. Jezeli dojdziemy do wniosku, ze dzialania Borsuka byly w jakis sposob "stymulowane" to wowczas pytanie o mozliwosc cichego wplywania na Kolodzieja staje sie zasadne.
Mnie w tym wszystkim zastanawia, ze przez kilka lat Kolodziej opisywal wywolanie strajku w Gdyni jako wlasna inicjatywe. I w okolicach '89 zaczal to przypisywac Borsukowi. Powstaje wiec wiele pytan. Kiedy Borsuk dal mu to zalecenie, bo jego wersja z 14 sierpnia w stoczni absolutnie nie przejdzie? Dlaczego w takim razie Borsuk nie poinformowal o tym zamiarze innych? idt. itp.
Nastepna czesc za kilka dni. Moze dalszy opis pomoze zlozyc wnioski w calosc. A to przeciez tylko jeden rozdzial. Pracuje nad cala reszta w tym sprawy w Gdanskiej Solidarnosci i innymi.
Pozdrawiam
Lech Zborowski
Mnie również nie udało się dogłębnie i z uwagą wszystko przeczytać w tym długim artykule. Ale mając 69 lat i przeżywszy ten czas z dala od Gdańska (w Radomiu),miałem początkowo jak wielu Polaków wyobrażenie o strajku w stoczni i powstaniu Solidarności ugruntowane przez oficjalną propagandę.(próbowałem nawet, zainspirowany przez swojego szefa - byłego sybiraka - zorganizować w naszym zakładzie odział solidarności). I już wtedy spotkałem się z próbą opanowania przez prezesa naszej spółdz. pracy, komisji zakładowej związku. Poznałem wówczas pokrętne gierki przedstawicieli PZPR-u. Dzisiaj po latach gdy się przyglądam rozgrywkom ludzi którzy się na karkach prawdziwych społeczników solidarności i braci robotniczej dorwali do władzy, jak się nawzajem podgryzają mogę śmiało powtórzyć za Panem Zborowskim, że kłamstwo jest trudno zapamiętać i wcześniej czy później kłamca sam się zaplątuje w swoje kłamstwa, natomiast ten co mówi prawdę nie musi pamiętać co mówił od początku. Poza tym pycha zwykle zabija pyszałka, bo staje się niewiarygodny. Ostatnie "sprzeczki" między Wałęsą i Borusewiczem w tym mnie utwierdzają. Dlatego będę powracał do Pana artykułu i do następnych które się ukażą aby dowiedzieć się jak najwięcej o blagierach "z górnej półki władzy". Szkoda tylko że takie artykuły nie mogą się ukazać w bardziej dostępnych mediach. może wtedy ludziom otworzyłyby się oczy i nie głosowali na kłamców i oszustów.
Dopiero teraz trafilem na Panski wpis i dlatego odpowiadam z pewnym opoznieniem. Przede wszystkim dziekuje za wytrwalosc jakiej wymagalo przeczytanie tego tekstu. Jak staralem sie wyjasnic we wstepie nie jest to artykul pisany osobno. Postanowilem opublikowac ten rozdzial ksiazki nad ktora pracuje. Rozdzial jest dlugi i dlatego podzielilem go na kilka czesci, ktore i tak sa dlugie. Taki wlasnie podzial wydal mi sie najbardziej sensowny. Pomyslalem, ze jesli ktos zainteresowany nie bedzie mial wystarczajaco czasu na jednorazowe przelkniecie tego fragmentu, to moze przerwac i wrocic do tego zachowujac pewien logiczny ciag.
Niestety nie znalazlem innej recepty na pokazanie tematu planowania i rozpoczecia strajku jak ten wypelniony spora iloscia szczegolow gdyz mowa tu glownie o intencjach, rozmowach, planach, a przede wszystkim klamstwach. W takim wypadku nie moglem ograniczyc sie tylko do wspomnien.
Wlasnie ukazal sie drugi fragment tego rozdzialu dotyczacy bardziej Walesy i jego przybycia do stoczni. Mam nadzieje, ze starczylo Panu wytrwalosci aby i przez to przejsc.
Mam rodzine i przyjaciol rozsianych po calej Polsce i wiem, ze postrzeganie wydarzen gdanskich bylo uformowane przez oficjalna propagande. Ale przeciez nie moglo byc inaczej. Nawet w Gdansku prawda zostala zduszona przez ta nieprawdopodobnie nachalna machine. Moj sp. ojciec dostawal ode mnie informacje na biezaco i rowniez potrzebowal czasu aby uwierzyc w to co sie wokol nas dzialo. Nam samym trudno bylo przebic sie z jakakolwiek prawda. Panowala wowczas zasada "kto nie z nami ten przeciwko nam" i tepiono nas w kazdy mozliwy sposob. Lacznie z nasylaniem bojowek, o czym pisze w ksiazce.
Ja rowniez uwazam, ze czas jest nieublagany i prawda wyjdzie na jaw. Trzeba jednak temu pomagac i ja rozprzestrzeniac wszelkimi sposobami. Nasi "bohaterowie" wiedza, ze nie mozna tych swiadectw obalic w konfrontacji wiec stosuja metode zamiatania pod dywan i przemilczania, liczac, ze to sie roplynie w powietrzu. Prozne ich nadzieje.
Pozdrawiam serdecznie
Lech Zborowski