III ściemy smoleńskie Ewy Kopacz

I wielką ściemą Kopacz była informacja o sekcjach zwłok. Każdy wiedział, że są one koniecznością w wypadku każdej katastrofy, co dopiero takiej. Czy Ewa Kopacz mówiła rodzinom, że Polacy uczestniczą w sekcjach zwłok, czy też kręciła tak jak w mediach?  Nie ma to w sumie znaczenia. Najważniejsze jest, że pytania o sekcje były, a polska minister zdrowia sprawiła wrażenie, że wszystko w tej sprawie jest w porządku, doskonale wiedząc, że Rosjanie nie dopuścili polskich lekarzy do sekcji (Kopacz wiedziała o tym zaraz po przybyciu do moskiewskiego IES, 11 kwietnia, rodziny przybyły 12 kwietnia). Ta ściema późniejszej pani marszałek została odkryta. Każdy kto chce wie, że w tej sprawie Ewa Kopacz po prostu oszukała i rodziny smoleńskie i polski sejm i polską opinię publiczną. I wcale nie musiała przy tym kłamać, wystarczyła sugestia, jak na przykład ta, w oficjalnym życiorysie wiceprzewodniczącej PO, że "dołączyła do lekarzy wykonujących sekcje zwłok".

II wielka ściema Kopacz, to kwestia tzw. ekipy Kopacz. Różny kształt przybierała ona w jej wypowiedziach: "11 patomorfologów", "11 patomorfologów, lekarzy sądowych, techników kryminalistyki ", potem w składzie tej 11 znajdowali się rónież księża, psychologowie, lekarze. W póżniejszych wywiadach i wypowiedziach telewizyjnych Ewa Kopacz bardzo wiele mówiła o pracy tych ludzi. O tym jak pracowali ramię w ramię z rosyjskimi kolegami. O trudzie, pracy przy identyfikacji, przy przygotowywaniach do identyfikacji. czy więc jest czymś dziwnym, że owych "11 patomorfologów" uznane zostało za "ekipę Kopacz", wysłanników polskich władz? Wsłuchajmy się jednak w słowa sędziego Seremeta:

Tego samego dnia, to jest 10 kwietnia 2010 r., zaplanowano na godz. 18 wylot do Smoleńska grupy kolejnych czterech prokuratorów wraz z czterema lekarzami Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, trzema specjalistami z dziedziny badań DNA z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji oraz czterema funkcjonariuszami Komendy Stołecznej Policji w Warszawie. 10 kwietnia 2010 r. planowany wylot nie nastąpił z przyczyn niezależnych od prokuratury

W dniu następnym, to jest 11 kwietnia 2010 r.,około godz. 8 dwaj prokuratorzy Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie udali się transportem lotniczym do Smoleńska, a następnie około godz. 10.30 z polecenia naczelnego prokuratora wojskowego dwaj następni prokuratorzy wraz z lekarzami i funkcjonariuszami Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego i Komendy Stołecznej Policji udali się do Moskwy samolotem czarterowym PLL LOTPo przylocie do Moskwy około godz. 14.30 czasu lokalnego, po dokonaniu odprawy paszportowej prokuratorzy wraz z delegacją rządową udali się do Instytutu Ekspertyz Sądowych, gdzie przywożone były ciała ofiar katastrofy. Dotarli tam około godz. 16.30––17. W instytucie uzyskali informację, że rosyjscy lekarze medycyny sądowej w tym instytucie dokonali już oględzin i sekcji wszystkich zwłok. Stąd też prokuratorzy wraz z lekarzami Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz członkami delegacji rządowej, przedstawicielami Ambasady i Konsulatu Rzeczypospolitej Polskiej w Moskwie przystąpili do czynności mających na celu wstępne przygotowanie zwłok ofiar katastrofy doidentyfikacji i okazania rodzinom, które miały przybyć do Moskwy w dniu następnym, to jest 12 kwietnia 2010 r.

(...)

W czynnościach oględzinowych i identyfikacyjnych ofiar katastrofy na terenie Federacji Rosyjskiej brał udział także zespół składający się ze specjalistów medycyny sądowej z Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego – trzech specjalistów medycyny sądowej i jeden laborant sekcyjny, Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji – trzech specjalistów, oraz Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Stołecznej Policji – czterech techników. Od dnia 12 kwietnia 2010 r. członkowie tego zespołu uczestniczyli w czynnościach identyfikacyjnych ofiar,które trwały do 16 kwietnia 2010 r. Czynności te były prowadzone przez śledczych i prokuratorów rosyjskich przy udziale przedstawicieli rodzin zmarłych, tłumaczy oraz w obecności polskiego psychologa

O jakich 11 patomofologach, lekarzach sądowych i technikach mówi Seremet? Nie o tych samych o pracy, których tak rzewnie opowiadała Ewa Kopacz? Bo wątpię by w tym samym czasie było wówczas w Moskwie 22 polskich patomorfologów, lekarzy i techników (przeczą temu jednak słowa lekarza Dymitra Książka, który twierdzi, że rekrutowała ich minister Kopacz, sprawa wymagałaby więc wyjaśnienia).
Kto w takim razie pojechał z Ewą Kopacz i Tomaszem Arabskim z delegacją rządową? Prawdę o tym powiedział Jacek Protasiewicz w radiu zet: nie było żadnej polskiej delegacji rządowej.

III wielka ściema Kopacz. Po co więc Kopacz z Arabskim pojechali do Moskwy, skoro nie z oficjalną delegacją rządową? Przynajmniej to wiemy aby pomagać rodzinom. Wiemy to od Ewy Kopacz i od Donalda Tuska. Wiemy nawet jak ta decyzja zapadła. Po powrocie Tuska ze Smoleńska, na spotkaniu z Grasiem i Ostachowiczem. Czy tym razem Ewa Kopacz mówi prawdę? Nie ma żadnych bezpośrednich dowodów, że jest inaczej, wiecej, wielu członków rodzin potwierdza, że właśnie to robiła Kopacz robiła w Moskwie.

Czy jednak z taką intencją tam jechała? Wątpię. Świadczy o tym i szczupłość ekipy Kopacz (wg tvn 7 psychologów), jej jakość (wg Racewicz były to śmiertelnie zmęczone młode dziewczyny, które same rodziny musiały, w pewnym momencie stawiać na nogi) i termin wyjazdu (dzień przed rodzinami). Ewa Kopacz byłą ministrem zdrowia, miała 24 h na skompletowanie ekipy (rodziny wyjechały następnego dnia) jednak nie zrobiła tego. Pojechała dzień wcześniej z Arabskim. Po co? Przypuszczam, że cel główny był następujący: Tusk nie wiedział, co się dzieje, ale chciał wiedzieć. Wiedział że do Moskwy wylatuje grupa prokuratorów, na których nie miał bezpośredniego wpływu wraz z grupą lekarzy. Wysłał więc dwójkę zaufanych współpracowników aby mieli na wszystko oko: Arabskiego by pilnował prokuratorów, Kopacz by pilnowała lekarzy. W międzyczasie doleciały rodziny, akurat Kopacz z Arabskim byli na miejscu, Putin zrobił sobie konferencję, wykorzystał zdezorientowanych Kopacz i Klicha i wyszło jak wyszło. Skąd więc psychologowie, księża itd., itp? Zapewne przy okazji wzięto co było pod ręką, a może był ktoś kto ich przysłał?

ps.

Przy okazji. Panuje opinia, że 10 kwietnia wsobotę Tusk zawarł z Putinem jakąś wiążacą umowę odnośnie toku śledztwa. Wątpię. Nawet jeśli coś podobnego było to Polacy tego nie respektowali. Świadczą o tym fakty. W niedzielę i w poniedziałek to płk. Grochowski był szefem polskiej komisji badającej katastrofę, z rosyjskiej zaś strony rosyjski generał. Dopiero we wtorek zmieniła się podstawa prawna i szefem został Klich (co ciekawe Klich dowiedział się o tym od Morozowa). Skąd jednak dowiedział się Grochowski? Kto wydał mu rozkaz by podporządkował sie Klichowi? Przypuszczam, że decyzję podjął zwierzchnik sił zbrojnych RP, bo tylko on był do tego władny.

http://orka2.sejm.gov.pl/Steno...