Runęły fundamenty polityki gospodarczej rządu

1. Wczoraj na naszych oczach runęły fundamenty polityki gospodarczej rządu: wysoki poziom wzrostu gospodarczego w 2009 r., niski deficyt budżetowy, niski deficyt finansów publicznych, wreszcie wejście do strefy euro w 2012 roku. Minister Finansów (co znamienne już bez Pana Premiera z którym jeszcze niedawno pod okiem kamer telewizyjnych egzaminowali poszczególnych ministrów z oszczędzania) podał założenia nowelizacji ustawy budżetowej na 2009 rok. Wzrost PKB tylko0,2% (miało być 4,8%), deficyt budżetowy 27 mld zł (miało być 18,2 mld zł), deficyt finansów publicznych 6,6% PKB (miało być 4,5% PKB), dochody budżetowe niższe aż o 37 mld zł. Ta wielka wyrwa w dochodach ma być pokryta oszczędnościami w wydatkach budżetowych na blisko 23 mld zł (19,7 mld zł oszczędności dokonanych w styczniu i 3 mld zł kolejnych cięć), wyższymi wpłatami z dywidendy (zwiększenie wpłat przedsiębiorstw i spółek z planowanych 3 mld zł do 8,7 mld zł) oraz zwiększeniem deficytu budżetowego o 9 mld zł.

2. Rzeczywiście podając te twarde dane rząd schodzi na ziemię ale jak się wydaje jeszcze nie do końca. Większość ekonomistów uważa bowiem, że w 2009 roku nie będzie żadnego wzrostu PKB a jego spadek gdzieś pomiędzy 1-2% PKB, w konsekwencji dochody budżetowe mogą być niższe nie o 37 mld zł ale o około 50 mld zł więc być może po nowelizacji budżetu w lipcu będzie potrzebna kolejna nowelizacja na jesieni, a to byłaby kompletna kompromitacja Ministra Finansów.

W dalszym ciągu ukrywane są pogłębiające się braki środków finansowych w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, Funduszu Pracy oraz w  Narodowym Funduszu Ochrony Zdrowia. Tylko pierwszy z nich żeby wywiązać się z tegorocznych zobowiązań będzie musiał pożyczyć w bankach komercyjnych przynajmniej 5 mld zł.

Z 19,7 mld zł oszczędności styczniowych prawdziwe oszczędności to 9,7 mld zł, 10 mld zł zabrane bowiem Funduszowi Drogowemu ten ostatni musi pożyczyć w bankach albo emitując obligacje a więc o tyle wprawdzie zmniejszy się deficyt budżetowy ale o taką sama wartość wzrośnie deficyt finansów publicznych.

Bardzo kontrowersyjna także w samym rządzie kwestia zwiększenia dochodów z dywidend z planowanych 3 mld zł do prawie 9 mld zł w szczególności pobranie z PKO BP SA dywidendy w wysokości 1,5 mld zł (bank wypłaci aż 3 mld zł wszystkim akcjonariuszom co zmniejszy możliwości udzielania kredytów o 30 mld zł). Co więcej będzie to jedyny bank który wypłaci dywidendę. W tej sytuacji realizacja rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego o niewypłacaniu dywidend właścicielom przez banki w Polsce za rok 2008 staje pod znakiem zapytania co może mieć bardzo negatywne skutki dla całej gospodarki.

I jeszcze bardzo niejasna kwestia. Przychody z prywatyzacji w tym roku zaplanowano na kwotę aż 12 mld zł. Na razie zrealizowano je w wysokości 1,7 mld zł. Sytuacja na rynku do końca tego roku nie będzie sprzyjała uzyskaniu korzystnych cen za sprzedawany majątek może się więc okazać że te przychody staną pod znakiem zapytania i trzeba będzie zaplanowane pod nie wydatki pokryć z innych źródeł.

Wreszcie wykorzystanie środków Unijnych. Aż dziw bierze że miliardy euro przekazane zaliczkowo przez Komisję Europejską leżą na rachunku w Narodowym Banku Polskim. Mimo to że rząd ogłosił że będzie także zaliczkował inwestycje finansowane ze środków europejskich to do tej pory żaden z beneficjentów nie wziął w ten sposób ani jednego euro a eksperci twierdzą że w tym roku wydamy zaledwie 20% środków zaplanowanych na ten cel. Z punktu widzenia Ministra Finansów środki te to amortyzator braku płynności w budżecie. Z punktu widzenia całej gospodarki niewykorzystywanie unijnych pieniędzy („darmowych”) w czasach kryzysu to szczyt nieudolności i nieodpowiedzialności.

3. Zupełnie dramatycznie zapowiada się sytuacja budżetowa na 2010 rok a chyba i na 2011 rok. Minister Finansów nie powiedział tego wprost, ale wszystko wskazuje na to, że nieuchronne będzie podniesienie podatków. Najprawdopodobniej podwyżka podstawowej stawki VAT i częściowa likwidacja obniżonych (np. w gastronomii, hotelarstwie), podwyżka składki rentowej i być może podwyżka stawek podatku dochodowego od osób fizycznych a to wszystko będzie miało negatywny wpływ na poziom wzrostu gospodarczego.

I na koniec jeszcze jedna generalna uwaga. Rząd cały czas twierdzi, że kryzys w Polsce i tak przebiega łagodniej niż w innych krajach europejskich dla tego właśnie że ten rząd odpowiedzialnie prowadzi finanse publiczne. To prawda, że na szczęście w Polsce kryzys przebiega łagodniej niż gdzie indziej, ale to absolutnie nie ma nic wspólnego z działalnością tego rządu.

Ponieważ PKB w Polsce jest aż w ponad 60% oparte na konsumpcji a konsumenci otrzymali dodatkowo ponad 30 mld zł w roku 2007 i 2008 (ze względu na obniżenie składki rentowej, obniżenie stawek podatku dochodowego, wprowadzenie ulgi podatkowej na dzieci i to wszystko przeprowadził akurat poprzedni rząd) to popyt konsumpcyjny się w Polsce nie załamał i w dalszym ciągu jest podporą PKB.

Drugi sprzyjający czynnik to dewaluacja złotego. Poprawiła ona konkurencyjność naszej gospodarki i znacząco opłacalność eksportu. Wprawdzie eksport spada ale spadłby jeszcze bardziej głęboko gdyby nie dewaluacja, a z samego tzw. handlu przygranicznego według szacunków będziemy mieli w tym roku dodatkowo 12 mld euro wpływów.

Wczoraj na naszych oczach runęły fundamenty polityki gospodarczej rządu: wysoki poziom wzrostu gospodarczego w 2009 r., niski deficyt budżetowy, niski deficyt finansów publicznych, wreszcie wejście do strefy euro w 2012 roku.