Słów kilka na temat frekwencji

   Dziś jako się rzekło w tytule będzie cokolwiek o frekwencji, przy czym nie mam tutaj na myśli topniejących kadr najbardziej zajadłych zwolenników totalopozycji urządzających swój sabat przed Sejmem, ale frekwencję przy okazji tzw. święta demokracji, jakie podobnież stanowią ze swej definicji każde wybory. Przy okazji wszelkich powyborczych podsumowań zwykle słyszy się w mediach lamenty na temat tego, jak to znowu Polacy nie dopisali frekwencyjnie, z czego snadnie wysnuwa się wniosek, że w odróżnieniu od wyborców w krajach Zachodu „nie dorośli” oni do demokracji oraz zastanawia się nad tym, co zrobić aby ów stan poprawić. Chciałbym tutaj niniejszym sformułować tezę przeciwną. Mianowicie moim skromnym zdaniem (o czym świadczą także wyniki tamtejszych wyborów i to niekoniecznie jedynie w ostatnich latach) społeczeństwa zachodnie w swej masie wcale nie są mądrzejsze od naszego rodzimego „ciemnego ludu”. To że w niektórych rzekomo „bardziej dojrzałych demokracjach” schodzi się do urn większy niż u nas odsetek społeczeństwa świadczy jedynie o tym, iż wmówiło się tamtejszym lemingom: 1) że dysponują oni realną siłą sprawczą oraz 2) że stanowią oni na tyle światłą warstwę społeczną, by zasłużyć sobie na ów przywilej  aby istotnie ową siłą sprawczą dysponować.
   Tymczasem nic bardziej błędnego. Co do punktu pierwszego, to prawdziwość jego wymowy w stosunku do skrzeczącej rzeczywistości widać zwłaszcza po rozkładzie osobowym przez nikogo z ludu bynajmniej nie wybieranego grona najwyższych urzędników unijnych z naszym „angelowym podnóżkiem” w składzie. Co zaś do drugiego, to wszechobecna i wielopłaszczyznowa propaganda (fakt, że osłabiona ostatnim czasem przełamaniem monopolu informacyjnego poprzez rozpowszechnienie Internetu, na którego jednakże egalitarne możliwości od dawna już zaginany jest parol z tej bądź z innej strony – czy to przez przeróżne instytucje „regulacyjne” czy poprzez autocenzurę stosowaną przez kierownictwa rzekomo „niezależnych” portali i mediów społecznościowych), zdążyła już zrobić zachodniemu konsumentowi taką papkę z mózgu, że już naprawdę niewiele potrzeba by, nie stosując ku osiągnięciu tego celu nawet tak złowieszczo zmitologizowanego przekazu podprogowego, w ramach realizacji obywatelskiego obowiązku wypchnąć go do urny z silnym przekonaniem co do tego, która partia jest lub też zwłaszcza nie jest warta jego drogocennego głosu ze względu na swoją „obciachowość” czy też skłonność do notorycznego pogwałcania „wszelkich norm” - w domyśle „europejskich” czyli tak naprawdę nie wiadomo właściwie jakich.
   U nas też klimat zdawał się, przynajmniej do pewnego momentu, który możemy na roboczo nazwać odwróceniem wahadła (nie mylić z wajchą), coraz bardziej zmierzać ku momentowi gdy „młodzi, uśmiechnięci, (w swym niczym nie wzruszonym mniemaniu) światli Europejczycy” będą oddawać swoje głosy na jedynie słuszne partie. Akcje typu „zabierz babci dowód” dezawuujące w swej istocie doświadczenie życiowe osób starszych, u których częstokroć bazując właśnie na nim kształtują się ich własne preferencje wyborcze, miały w zamyśle ich tajemniczych inicjatorów służyć właśnie osiągnięciu tego efektu. Do tego dochodzi rzecz jasna, stanowiąca temat na osobny tekst, jakże bogata polityka sondażowa z pompowaniem wybranych partii i kandydatów do niebotycznych rozmiarów, a następnie „zdmuchiwaniem piany” tak aby w dniu wyborów ostatnie sondażowe wyniki były możliwie jak najbliższe ostatecznego rezultatu. Część z czytelników być może pamięta filmik z sondy ulicznej, w której pytano o preferencje wyborcze Polaków i pewnego uśmiechniętego starszego pana, który odrzekł do kamery, że nie może aktualnie udzielić autorytatywnej odpowiedzi bo do wyborów zostało jeszcze trochę czasu i jeszcze nie wiadomo kto tam w ich przeddzień będzie prowadził w sondażach. Ta wypowiedź pokazuje mechanizm, któremu przecież ulega całkiem liczna rzesza wyborów, choć jedynie ów wspomniany jegomość zdecydował się rzecz opisać otwartym tekstem.
   Ludziom, którzy częstokroć na co dzień absolutnie się polityką nie interesują, nakłada się pewien imperatyw „obywatelskiego obowiązku” zaraz obok „zbierania psich kup” stanowiącego nadal dla wielu naczelny wyznacznik patriotyzmu, w związku z czym oddają oni później swe głosy w związku z tym co gdzieś tam „w gazecie pisali” albo co dane było im usłyszeć pod sklepem lub na imieninach u szwagra. Działa tu oczywiście nie tylko medialny aparat propagandowy, ale także przedwyborczy znój wielu - agitujących w swoich lokalnych środowiskach wśród owych „niezdecydowanych” - aktywistów, który to element stanowił najprawdopodobniej niebagatelny wkład w wyniki wyborcze 2015 roku. Jednak wynika z tego jasno, że nie tak mała część społeczeństwa po prostu nie jest świadoma mechanizmów politycznych, zgodnie z którymi toczy się gra, a co więcej nie bardzo odczuwa potrzebę aby owej świadomości nabrać w myśl zasady, że istnieje na świecie tyle przyjemniejszych obiektów zainteresowań niż codzienna, żmudna, polityczna nawalanka, iż szkoda byłoby marnować czas na tym podobne bzdury. Słowo „polityka” już dawno straciło w potocznym znaczeniu swój pierwotny sens jako praca ku osiągnięciu wspólnego dobra na rzecz ogółu. Dziś polityka kojarzy się z bagnem, na co pracowało przecież wiele pokoleń nie tylko postsowieckich aparatczyków. Jednak dla jako tako świadomego wyborcy, chcącego jak najlepiej wypełnić ten swój obywatelski obowiązek, wyznacznik winny chyba stanowić słowa, które kiedyś miałem okazję usłyszeć z ust - będącego w mojej opinii fatalnym mówcą, choć pewnie niekiepskim organizatorem - ks. Tadeusza Rydzyka, a mianowicie: „trzeba wybierać mniejsze zło”.
   Można też czekać na ideał, nie zahaczając w dniu elekcji o lokal wyborczy, do zwolenników którego to zresztą rozwiązania autor niniejszego - być może nieco przydługiego - tekstu, całymi latami się zaliczał. Ale była to decyzja w pełni świadoma, nie spowodowana lenistwem czy nieumiejętnością dokonania wyboru „mniejszego zła”. Bo przy wszystkich błędach i zaniechaniach obecnej ekipy rządzącej, obserwując chociażby dzisiejsze, mające wszelkie znamiona zbiorowego opętania, radosne harce spod budynku Parlamentu, naprawdę trudno mieć wątpliwości co do tego, kto dzisiaj to „mniejsze”, kto zaś „większe” „Zło” (wielka litera użyta nieprzypadkowo) tworzy. Jednak gdy podobnego rodzaju polityczni marzyciele będą oczekiwać na swoją wyśnioną partię złożoną z perfekcyjnych jednostek, do urn tymczasem będzie spędzać się całe tabuny wyborców, których poszczególne grupy należałoby chyba przedstawić w następujący sposób: 1) podświadomi – ukształtowani przez własne środowisko, dokonujący wyborów zgodnych z zaszczepionym im systemem wartości, 2) aspirujący do świadomości – to tacy, którym wydaje się, że wiedzą coś więcej niż otaczający ich ludzie bo wyczytali to gdzieś, bądź też usłyszeli, częstokroć pogardzający własnym otoczeniem w swej próbie wybicia się ponad przeciętność, 3) pozornie świadomi – ludzie, którzy z pełną świadomością zdecydowali się powrócić do korzeni i wyznawanego we własnym pierwotnym otoczeniu systemu wartości, jednak nie dokopując się zbyt głęboko, starają się nie szukać innych alternatyw aby swej dość uproszczonej na własny użytek wizji świata nie zaburzyć, 4) nadświadomi – ci którzy nie obawiają się przekraczać granic, zwłaszcza tych wyznaczonych polityczną poprawnością. Zgodnie z ukutą przeze mnie z pewną dozą nieśmiałości teorią, im więcej przy urnach znajdzie się osobników z segmentu czwartego i pierwszego, a mniej z pozostałych, tym bardziej powinniśmy cieszyć się w przyszłości owocami takowych wyborów. I tutaj dopatrywałbym się możliwych, jak najbardziej korzystnych dla ogółu, rezultatów jak najniższej frekwencji, zgodnej jednak z powyżej przedstawionym sposobem segmentacji elektoratu.
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Marek1taki

20-07-2018 [18:40] - Marek1taki | Link:

Elektorat jest wykuwany przez szkołę, media, polityków, prawo. Narzędziem polityki do obróbki elektoratu są paciorki i coraz mniejsze dawki dobra w mniejszym złu.
Kontynuujemy wieloletni odwrót na upatrzoną pozycję - w międzyczasie nikt już nie pamięta kierunku i celu. Karność jest nadrzędnym celem, więc marsza grają, racje rozdają, elektorat maszeruje, a kajdany ma za gadżety.