|
|
L Trafne wnioski, ale z jednym się nie zgodzę: to raczej Turcja jest dziś tym, który bierze "lepszych", a do Europy odsyła gorszych. Choćby zachód cokolwiek sobie myślał (jak np. Szwecja, która otwarcie kiedyś przyznała, że pożąda islamskich lekarzy), karty w segregacji jakościowej odgrywa Turcja. Niemcy może i też rozdają karty, ale dopiero w drugim rozdaniu.
Budowanie swej siły nawet za cenę, zdawać by się mogło odpychającą, przyzwolenia na zalew kontynentu islamistami? To wcale nic nadzwyczajnego. Już przecież w końcówce XVII wieku Francja darzyła sympatią Turków i szybko wykorzystała oblężenie Wiednia, by samej zaatakować co nieco Rzeszę. Dla krótkowzrocznych, zapatrzonych w swe własne interesy liderów liczy się tylko tu i teraz. |
|
|
mmisiek W sytuacji zagrożenia tym bardziej należy pilnie uporządkować własne podwórko i tutaj krytyka jest jak najbardziej uzasadniona. |
|
|
To wszystko prawda, tylko mało kto to rozumie, proszę spojrzeć, co wypisuje Ula Ujejska w tekście o końcu okresu ochronnego (dla rządu PIS) i komentujący ten tekst. |
|
|
Ptr c.d: I robią wszystko w celu poprawy wizerunku stymulującego export oraz aby wejść w przyjazny układ w nowej fali globalizacji. |
|
|
Ptr Niemcy przyjęli pracowników. Zbliża się konfrontacja gosp. z USA. Potrzebne też surowce. A Niemcy nie chcą przegrać z USA. |
|
|
A kiedy Niemcy nie oszukiwali Europy ? |
|
|
mmisiek Symptomatyczna jest skrajna rozbieżność opinii co do Niemiec - od chodzenia na pasku Putina przez ubezwłasnowolnienie i siedzenie pod amerykańskim butem aż do niemal globalnego mocarstwa. Wygląda na to, że nikt tak na prawdę nie wie co się dzieje w Niemczech i dokąd to wszystko zmierza. Jak już wcześniej bywało to pewnie do niczego dobrego. |
|
|
Dark Regis Dobrze powiedziane. Jednak stawianie na piedestale ustrojów politycznych Francji i Niemiec jako przykładnych demokracji jest nieco problematyczne. O Niemcach i ich metodzie demokratycznej dowiedzieliśmy się z okazji gwałtów muzułmańskich w Kolonii. O Francji dużo mówi się ostatnio w kontekście stanu wyjątkowego po zamachach i strajkach. Jednak to co mi utkwiło w pamięci, to zdarzenie sprzed lat, pokazujące do czego zmierzaliśmy roporudomasowcem szkoleniowym OBO "Zielona Wyspa" zwodowanym w stoczni Gasprom wraz z załogą PO+PSL.
Otóż w 2010 roku na Onecie (przypomnę: kupiony w 2001 przez ITI, odkupiony w 2006 przez TVN i sprzedany Niemcom w 2012) pojawiło się tłumaczenie tekstu "Politycy nie cierpią internetu" z New York Timesa autorstwa Scotta Sayare'a. W tekście tym mamy opisany przypadek demokracji ze czasów Sarkozy'ego. Opiszę to własnymi słowami.
Poza stwierdzeniem, że "Internet zagraża demokracji" i skierowaniu służb specjalnych do śledzenia internautów, mieliśmy do czynienia także z kuriozalnymi przypadkami. Otóż, kiedyś pewna kobieta o nicku Brueilh skomentowała film pokazujący, jak pani minister Nadine Morano mija się z prawdą (2007 r.). Napisała tylko "Ale kłamczucha". Następnego dnia miała nalot policji, tak jak nasz rodzimy "antykomor", ponieważ pani minister po zbadaniu nr IP "wniosła przeciw niej oskarżenie o >>publiczną zniewagę członka rządu<<, wykroczenie karane grzywną do 28 tysięcy dolarów." Tak właśnie działa demokracja we Francji.
Proste? Przerażająco proste. Dlatego właśnie wielu polskich użytkowników Internetu podniosło larum, gdy ryży reżim za wszelką cenę starał się przeforsować podobne demokratyczne przepisy w Polsce. |