Mam duży szacunek do zawodniczek i zawodników reprezentujących dyscypliny mniej popularne, czy czasem wręcz niszowe. Zarabiają niewielkie pieniądze w porównaniu z krezusami z piłki nożnej, tenisa, zawodowego boksu czy amerykańskich lig hokeja, koszykówki czy bejsbola. Nie oglądamy ich w telewizji. Nawet portale sportowe wspominają o nich rzadko ,niejako na marginesie innych wiodących dyscyplin. To współczesne Kopciuszki w świecie wielkiego biznesu, praw do transmisji telewizyjnych za grube miliony, całego medialnego blichtru, który sprowadza się do tego, że gwiazdor (albo i meteor- ten zawsze w końcu spadnie) kichnie albo zrobi najbardziej banalną rzecz pod słońcem, a już o tym musimy wiedzieć.
Dlatego dziś nie napiszę nic o Robercie Lewandowskim, który w Chicago Fire FC orze jak może, czy Idze Światek, która po raz pierwszy od niepamiętnego czasu nie zagra w finale Masters na koniec sezonu, a której dłużnikami my, polscy kibice będziemy jeszcze całe dekady czy Mai Chwalińskiej, która odnosi wielkie sukcesy wbrew swoim warunkom fizycznym w dyscyplinie zdominowanej przez stękające przy uderzeniach zawodniczki z atomowym serwisem.
Dlatego dziś wolę napisać o Klaudii Tarasiewicz, która dopiero co wygrała klasyfikację generalną Pucharu Europy w pływaniu na wodach otwartych czy też o Milanie Pawelcu, który również na dniach został mistrzem Europy Moto2 w wyścigach motocyklowych odnosząc ósme zwycięstwo w sezonie. Albo też o polskich drużynach w paraszermierce, które w tym miesiącu zdobyły dwa złote medale na Mistrzostwach Europy. No, właśnie: czy ktoś zna nazwiska naszych szpadzistek, które podbiły Stary Kontynent: Kinga Dróżdż, Marta Fridrych i Karolina Strawińska ? A przecież także w tym miesiącu usłyszeliśmy Mazurka Dąbrowskiego po tym, jak na mistrzostwach Europy w strzelectwie w konkurencji skeet, w mikscie triumfowali Wiktoria Włodarczyk i Kacper Baksalary. Na tych samych ME, tyle, że w trapie juniorów złoto zdobył Antoni Płuska. Natomiast w ubiegłym miesiącu ,żeby juz nie sięgać dalej , mistrzynią świata w kolarstwie szosowym w kategorii juniorek została kolejna nasza rodaczka Maja Okrucińska.
I to są dla mnie prawdziwi bohaterowie, choć jakże niesłusznie z daleka, niestety ,od fleszy i kamer. Pamiętajmy o nich
Bo warto. Bo trzeba. Zasłużyli na to.
*Artykuł ukazał się w "Gazecie Olsztynskiej"