Niedzielne wybory do izby wyższej Zgromadzenia Narodowego w Paryżu dla polskiej klasy politycznej odbyły się w cieniu wyborów prezydenckich w Krakowie. Nie wolno jednak ich lekceważyć. Szczególnie w sytuacji, gdy wybory głowy państwa w Republice Francuskiej w roku 2027 mogą wstrząsnąć nie tylko tym największym terytorialnie państwem Unii Europejskiej i krajem drugiej gospodarki UE, ale także sceną polityczną w Unii.
Dla wielu może być zaskoczeniem, że wybory do francuskiego Senatu nie są bezpośrednie , jak w Polsce tylko pośrednie - jak w Niemczech do Bundesratu. Francuska Izba Wyższa liczy 348 senatorów, a więc prawie trzy i pół razy więcej niż ma polski Senat, mimo że demograficznie Republika ma nieco ponad półtora razy więcej obywateli niż Rzeczpospolita. Nie jest to przykład "taniego państwa",ale to nie nasz problem. W niedzielę wybierano tradycyjnie, jak co trzy lata połowę składu Senatu- co przypomina rotacyjne wybory do izby wyższej w Stanach Zjednoczonych Ameryki (kolejne w listopadzie tego roku, znane jako "mid-term elections" ). A ściślej: trochę ponad połowę, bo 178.
Charakterystyczne, że o ile izba niższa Zgromadzenia Narodowego zdominowana jest przez szeroko rozumianą lewicę , o tyle Senat odwrotnie : największą formacją są tam gaulliści, czyli Republikanie, którzy do wczoraj mieli 131 mandatów. Dzięki koalicji z centrystami (Unia Centrum) od 12 lat formacja Jacquesa Chiraca i Nicolasa Sarkozy rządzi Senatem i obsadza funkcje marszałka - jakbyśmy to określili używając polskiej terminologii. Dotychczas był nim Gerard Larcher i zapewne ma zostanie nim ponownie.
Na pewno nowością wczorajszych wyborów jest fakt, że po raz pierwszy prawica narodowa, antyemigracyjna i UE- sceptyczna po uzyskała mandaty w Senacie. I to od razu aż dziesięć. Będzie to wspólna reprezentacja dwóch partii: Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen oraz UDR (Unia Prawicy dla Republiki) Ericka Ciottiego (wcześniej był znaczącym politykiem Republikanów).
Wybory te były również wyjątkowe, bo też po raz pierwszy mandat do Senatu uzyskała skrajna lewica czyli LFI (Francja Nieujarzmiona), kierowana przez posła do byłego mojego "kolegę" z Parlamentu Europejskiego(w latach 2009-17) Jean - Luca Melenchona, skądinąd poważnego, bo zajmującego drugie lub ex aequo 2-3 miejsce w sondażach kandydata na prezydenta ( startował w nich już zresztą w latach 2012,2017 i 2022). Pierwszym i jedynym senatorem skrajnej lewicy został zięć Melenchona - Gabriel Amard.
Według wstępnych wyników centroprawica zachowa większość w izbie wyższej francuskiego Zgromadzenia Narodowego.
*Artykuł ukazał się na portalu "Wprost"