I nie chodzi w tytule o jego ulubiony golf . Poparcie dla 47 (i 45 też) prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Donalda Johna Trumpa spadło do rekordowego in minus poziomu 32% ! Jeszce nigdy w jego karierze politycznej, trwającej skądinąd dość krótko biorąc pod uwagę wiek (80 lat), bo zaledwie dekadę- poparcie dla ekscentrycznego, ale jednak skutecznego polityka nie było tak niskie. Poparcie mniej niż 1/3 obywateli USA to nie tyle już ostrzeżenie, ale dzwon alarmowy przed wyborami „mid- term elections”, które będą podsumowaniem pierwszej połowy jego drugiej kadencji. Odbędą się one już dosłownie za polityczną chwilę, bo za półtora miesiąca. Perspektywy wyglądają dla Trumpa i jego kolegów źle. Już szmat czas temu prawicowi stratedzy w Stanach uważali, że rządzący Ameryką stracą i tak Izbę Reprezentantów. Zakładano jednak, że Republikanie zachowają Senat, a więc będą mieli twierdzę, która umożliwi obecnemu lokatorowi Białego Domu rządzenie (choć będzie ono trudniejsze niż dotąd) a przede wszystkim uniemożliwi procedurę impeachmentu. Dzisiaj taki scenariusz wciąż jest możliwy, ale Republikanie wzięli by go teraz z pocałowaniem ręki.
Trump rozminął się z oczekiwaniami Amerykanów. Co gorsza : rozminął się z oczekiwaniami swoich wyborców. Prawicową amerykańską prowincję zupełnie nie rusza, jak ze swoich briefingów prasowych wyrzuca CNN i inne agresywne media liberalno-lewackie. Ba, to się im nawet podoba. Jednak elektorat republikanów a zwłaszcza prezydenta Trumpa uwierzył w zapowiedzi, że nie będzie za jego kadencji wojen z udziałem żołnierzy US Army. Uwierzył tym łatwiej, że Trump 1.0 w latach 2017-2021 czyli za swojej pierwszej kadencji wojny kończył lub podejmował decyzje o ich zakończeniu, jak ta w Afganistanie będąca do tego czasu „never ending story”. Tym razem jednak to administracja Donalda Trumpa wojny inicjuje a nie kończy. Pół biedy jeśli jest to krótka i bez strat własnych operacja militarna w Wenezueli, która prowadzi do uzyskania istotnego wpływu na globalny obrót ropą (ale także metali ziem rzadkich). Gorzej gdy chodzi o uwikłanie się w wojnę w Persji, która trwa siedem miesięcy . I jeszcze potrwa, bo nie widać perspektyw wyjścia z twarzą z wojny, która dla Amerykanów nigdy nie była „ich” wojną, a która spowodowała istotny wzrost cen w Ameryce.
Chciałoby się powiedzieć mi, zwolennikowi Donalda Trumpa : „Niedobrze, Panie Bobrze” ,ale śmiech zamiera na ustach... Bo inni w USA są dla Polski gorsi,po prostu
*Artykuł ukazał sie na portalu "DoRzeczy"