Rozpoczęła się właśnie- w środę od 1 lipca - półroczna prezydencja Republiki Irlandii w Unii Europejskiej. To bodaj jedyny kraj z UE w którym antysystemowa prawica jest w praktyce nieobecna w parlamencie. Wynika to z zabetonowania systemu politycznego „Zielonej Wsypy”. Żeby na przykład kandydować tam na prezydenta państwa trzeba uzyskać zaporową liczbę podpisów obecnych deputowanych. W praktyce jest to wykluczone. Wyborcy eurosceptycznej czy eurorealistycznej antysystemowej prawicy pozbawieni są więc i w zasadzie reprezentacji w parlamencie narodowym i kandydata na prezydenta. Parlament narodowy czyli Oireachtas ( w języku gaelic) ma dwie izby. Pierwsza jest odpowiednikiem Sejmu i nazywa się Dail Eireann (Izba Reprezentantów). Druga to odpowiednik naszego Senatu RP, który nazywa się zresztą podobnie, jak nasza Izba Wyższa: Seanad Eireann. Ciekawe, że w skład parlamentu wchodzi też, uwaga, prezydent Republiki.
Izba Reprezentantów jest wybierana w wyborach bezpośrednich, a ichniejszy Senat, jak po sąsiedzku brytyjska Izba Lordów jest mianowana. Tyle, że w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej Izba Gmin (House of Commons) jest w całości mianowana przez króla\ królową (oczywiście na wniosek partii politycznych) . Zaś w przypadku Irlandii wybór sześćdziesięciu senatorów zależy od kilku podmiotów: 11, a wiec prawie jedną piątą mianuje „teaoiseach” czyli premier, a 6 kolejnych stanowi „universities constituencies” ,bo wybieranych jest przez absolwentów dwóch irlandzkich uczelni: Trinity College oraz Narodowy Uniwersytet Irlandii. Wreszcie 43 wybiera kolegium elektorskie, na które składają się posłowie, senatorowie oraz reprezentanci samorządów lokalnych.
Te piętrowe zabezpieczenia przed demokracją bezpośrednią maja jeden cel. Wybrać tych, którzy nie są „skrajni”. W irlandzkim społeczeństwie popularny jest znany na całym świecie zawodnik sztuk walk Conor Mac Gregor (po irlandzku: Conchur Antoin Mac Greagoir). Ma tradycyjne poglądy, chciał kandydować na prezydenta, ale klasa polityczna takich jak on- prawoskrętnych antysystemowców nie dopuści. Podobnie jak biznesmen-miliarder, mający bardzo eurosceptyczne poglądy Declan Ganley. Gdyby wybory prezydenta byłyby bezpośrednie obaj mieliby szansę na drugą turę. Jednak nie są bezposrednie i długo nie będą.
Irlandia ze swoją limitowaną demokracją bardzo pasuje do Unii Europejskiej z jej limitowaną demokracją..
*Artykuł ukazał się na portalu "Dorzeczy.pl"