Stara reklama polskich żarówek: „Polam - i wszystko jasne” pasuje do ostatniej kolejki Ekstraklasy w sezonie 2025/26. Było kilka niewiadomych i kilka scenariuszy leżało na stole, przepraszam, na boiskach.
Wyniki są znane, zatem garść moich refleksji. Największym wygranym w najbardziej wyrównanej lidze świata jest Górnik Zabrze, który ustrzelił „hat-tricka” : zdobył po pół wieku Puchar Polski, wywalczył wicemistrzostwo kraju i wreszcie zagra w eliminacjach Ligi Mistrzów jako pierwszy klub w historii Polski, który nie wygrał Ekstraklasy. W Górniku jest dwóch największych wygranych: słowacki trener i były gracz drużyny z Zabrza Michal Gasparik oraz Łukasz Podolski, który właśnie dopiął swego i został właścicielem Górnika w najlepszym sezonie tego klubu w ostatnich pięciu dekadach. Przy okazji niejako spektakularnie zakończył karierę, co zauważył nawet specjalnym filmikiem zdobywca Pucharu, ale Italii, a także mistrzostwa Włoch Inter Mediolan ,w którym Podolski przecież grał.
Lechowi Poznań po raz pierwszy w tym wieku ( i drugi w jego historii !) udało się obronić tytuł mistrza kraju. Jagiellonia Białystok przedłużyła medalową serię w Ekstraklasie. Odrodzony niczym Feniks z popiołów GKS Katowice sensacyjnie zagra w europejskich pucharach . Ciekawe, że na pięć polskich klubów, które wystąpią w europucharach większość, bo trzy trenowana jest przez polskich trenerów. Jednak dwa pierwsze w tabeli mają trenerów - cudzoziemców: mistrz- Duńczyka, wicemistrz- wspomnianego już tu Słowaka.
Walcząca przez większość sezonu o utrzymanie warszawska Legia z futbolowego piekła omal nie dostała się do piłkarskiego nieba: dosłownie sekund zabrakło jej aby zagrać w eliminacjach Ligi Konferencji ! Pewnie sporo osób powie w tym momencie, że patrząc na przekrój całego sezonu udział klubu ze stolicy w europejskich pucharach byłby po prostu niesprawiedliwy. Ale przecież w sporcie, tak jak w życiu i polityce nie ma sprawiedliwości. A stare polskie powiedzenie:” oliwa sprawiedliwa” do sportu, w tym piłki nożnej ma się nijak.
Spadają dwie drużyny z trójmiasta. Gdyby nie pięć punktów zabranych przez PZPN Lechia Gdańsk miałaby punktów tyle samo, co Korona Kielce i Motor Lublin czyli byłaby na początku drugiej dziesiątki. Stąd sytuacja ta budzi niesmak, bo zespół szkockiego trenera został relegowany trochę przy zielonym stoliku. Trochę, bo w dużym stopniu na skutek własnej indolencji, bo przecież przegrał sześć z ostatnich swoich siedmiu meczów. AKAPIT. To był szalony,pasjonujący sezon Ekstraklasy . Jaki będzie następny ?
*Artykuł ukazał się w "Gazecie Olsztyńskiej"