Kompletnie nie obchodzi mnie, że córka koszykarskiej sławy Denisa Rodmana- Trinity (co po angielsku oznacza „Trójca”) Rodman po podpisaniu nowego kontraktu z klubem Washington Spirit stała się najlepiej opłacaną futbolistką świata: ma dostać za sezon ponad 2 miliony USD. Równie mało obchodzi mnie fakt, że dotychczas największą kasę z boiska zgarniała Hiszpanka Aitana Bonmati z FC Barcelona, skądinąd trzy razy uznawana przez FIFA za najlepszą piłkarkę świata. Nie kręcą mnie zagraniczne gwiazdy sportowego firmamentu. Zdecydowanie wolę czytać- i pisać! - o polskich sportowcach. Stąd też od Trinity czy Aitany sto razy bardziej stawiam na Ewę Pajor- czołową futbolistke Europy, nawet jeśli podnosi z murawy znacznie mniejszą kasę niż jej bardziej utytułowane koleżanki po fachu.
Zawsze na sport patrzę przez pryzmat polskich sukcesów (czasami porażek). Nie jestem w stanie podać więc wyników finałów piłkarskich Mundiali kobiet i Igrzysk takoż, ale nawet obudzony w nocy wyrecytuję, że Biało-Czerwone po raz pierwszy w historii awansowały do finałów Mistrzostw Europy czyli EURO 2025. Tak samo jest z ligami różnych dyscyplin zespołowych w Polsce i na świecie. Co z tego, że lepiej kopią w piłkę w angielskiej Premiership, niemieckiej Bundeslidze, francuskiej Ligue 1 czy hiszpańskiej La Liga.
Tamtejsze mecze interesują mnie, prawdę mówiąc, wyłącznie wtedy ,gdy grają w nich Polacy. Nie kręci mnie w gruncie rzeczy sportowa „sztuka dla sztuki” i zachwyty nad poziomem technicznym piłkarzy z ligi portugalskiej, ale zajmuje mnie ,jak sobie radzi FC Porto z naszymi rodakami-obrońcami Janem Bednarkiem i Jakubem Kiwiorem oraz pomocnikiem Oskarem Pietuszewskim. Nie rajcuje mnie jedna z dwóch najlepszych lig świata w siatkówce mężczyzn - obok polskiej Plus Ligi- czyli liga włoska, ale zawsze ciekawi, jak się powodzi drużynie Sir Safety Conat Perugia, bo w niej gra nasz Kamil Semeniuk.
Sport to emocje. Nie potrafię w sobie ich wykrzesać , gdy grają obce kluby bez Polaków w składzie czy obce reprezentacje. No, w przypadku tych ostatnich , jak zdecydowana większość moich rodaków, kibicuje ,aby przegrywały Niemcy czy Rosja, choć lista krajów za których na pewno nie będę trzymał kciuków ostatnio coś się wydłuża. Może to ułomność, a może oczywistość, że nie jestem w stanie zachwycić się wirtuozami sportu jeśli emocjonalnie mnie z nimi nic nie łączy. Od obcych gwiazd wolę polskie, swojskie, nasze choćby meteory- ich występy naprawdę przeżywam. I basta!
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"