Czynienie Polaków ze sportowców z innych krajów budzi u nas czasem emocje. No to dzisiaj przedstawię swoją opinię. Jednak najpierw fakty. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zwłaszcza w sportach zespołowych nadanie cudzoziemcowi polskiego obywatelstwa wcale nie musi automatycznie łączyć się z grą dla naszej reprezentacji. Zabiegają o to kluby siatkarskie, koszykarskie i piłkarskie aby w ten sposób ominąć limit obcokrajowców, który przypada na kluby. Trwa to od lat i nie budzi już specjalnych dąsów ze strony opinii publicznej. Jedna kluby załatwiają to szybciej inne wolniej ale stało się to po prostu normą. Część z tych „nowych Polaków” wiąże się z naszym krajem, zostaje tu na stałe, wybiera karier trenerską albo i nie. Paszport polski zaczął być bardzo w cenie od kiedy weszliśmy do Unii, a to dlatego, że w większości krajów UE istnieją limity dla obcokrajowców spoza Unii ,w związku m.in.nominalni Polacy są "w cenie" także w innych ligach państw UE-27.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie ma problemu ze sportowcami mającymi polskie korzenie, którzy zostają reprezentantami Polski. To przypadek naszej wicemistrzyni świata w skoku wzwyż Marii Żodzik (zresztą jedynej polskiej medalistki lekkoatletycznych MŚ) ale też młodego siatkarza Aleksieja Nasiewicza (został Odkryciem Sezonu 2023/2024). Jeden z najlepszych siatkarzy świata Wilfredo Leon choć urodził się na Kubie to ma polską żonę, jego dzieci chodzą do polskich szkół, a sam mówi po polsku i wydaje się oczywiste dla wszystkich, że reprezentuje nasz kraj zdobywając dla nas medale na Igrzyskach, siatkarskich Mundialach i Mistrzostwach Europy. Jest też -fakt mało znany- większościowym właścicielem klubu siatkarskiego „Anioły Toruń”, występującego w drugiej klasie rozgrywkowej.
Piłkarz rodem z Nigerii Emmanuel Olisadebe przez wielu polskich kibiców pieszczotliwe nazywanym niegdyś „Czarneckim” (sic!) ożenił się z Polką i bardzo pomógł Biało- Czerwonym awansować na pierwszy po 16 latach Mundial w Japonii i Korei 2002 roku . Jednak jego związek z Polską okazał się, ujmę to elegancko, okresowy. Tymniemniej świetnie, że grał dla nas. Podobnie jak kilka lat później pomocnik rodem z Brazylii Roger Guerreiro. Ten też się przydał. Zbliżonym, „zadaniowym”, reprezentacyjnym „transferem” był koszykarz z USA Jordan Loyd, który w zeszłym roku uzyskał w szybkim tempie obywatelstwo i stał się kluczowym graczem naszej drużyny na EuroBaskecie, który zakończyliśmy w pierwszej „ósemce”.
Dosłownie godziny temu srebrny medal na Mistrzostwach Europy w short -tracku uzyskała nasza męska sztafeta z której na pięciu zawodników trzech urodziło się poza Polską. Mi,Polakowi urodzonemu w Londynie zupełnie to nie przeszkadza.
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"