Dziś o lokatorach Białego Domu. I na pewno nie w kontekście Wenezueli-bo o tym wszyscy piszą. A więc odpalamy wrotki. I oto kto dziś pamięta, że Ronald Reagan na samym początku prezydentury wykonywał pewne gesty wobec... Związku Sowieckiego! Tak, to nie pomyłka. Proszę nie regulować odbiorników. Wiem, że zupełnie nie pasuje to do jego wizerunku najbardziej antysowieckiego prezydenta USA w historii, ale jest faktem. Oczywiście potem Reagan jechał po ZSRR jak po łysej kobyle i wraz z polskim papieżem Janem Pawłem II byli tymi, którzy najbardziej przyczynili się do upadku „komuny”. Słynne przemówienie amerykańskiego prezydenta w Berlinie ze słowami: „Panie Gorbaczow! Zburz Pan ten mur ! ” w kontekście Muru Berlińskiego przeszło na trwale do współczesnej historii naszej cywilizacji. Czemu nagle piszę o Reaganie? Bo, może ryzykownie, ale porównam z nim Donalda Trumpa. Ten też wykonuje gesty - delikatnie mówiąc - wobec Rosji, a jednocześnie mocno wchodzi jej „w szkodę”. Nie chodzi pojedyncze zatrzymanie rosyjskiego tankowca, choć to oczywiście doprowadziło Moskwę do wściekłości. Chodzi o twardą geopolitykę. Ostatnie zdjęcie 47 (a wcześniej 45) prezydenta USA siedzącego między prezydentem Azerbejdżanu Ilhanem Alijewem, a premierem Armenii Nikolem Paszynianem musiało zaboleć Władimira Władimirowicza Putina. To on do tej pory w myśl zasady „Divide et impera” właśnie „dzielił i rządził” na Kaukazie Południowym napuszczająca Ormian na Azerów i odwrotnie. Wrogość między Baku a Erewaniem była na rękę Kremla. W rolę rozgrywającego usiłował przez parę lat wejść poprzedni przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Niestety, z Putinem tę rywalizacje przegrał. A Trump ,jak się wydaje , wygrał ! Większe wpływy amerykańskie w tym regionie dawnego Związku Sowieckiego ( ale także tureckie) to oczywiście mniejsze wpływy Rosji. Zatem może wiele osób grymasić na czerwony dywan rozpostarty przez administrację Donalda Trumpa przed prezydentem Rosji na Alasce, ale w praktyce Donald Trump, nawet nie ze względów politycznych tylko, ale też i czysto biznesowych ogranicza systematyczne strefę wpływów Federacji Rosyjskiej.
To samo dzieje się w postsowieckiej Azji Środkowej : prezydent USA zaprosił do Białego Domu prezydentów wszystkich pięciu krajów tego regionu, otworzył drzwi amerykańskiemu biznesowi, zawarł porozumienia gospodarcze z dwoma największymi państwami Azji Centralnej : z Uzbekistanem na ponad 100 miliardów dolarów (!) i Kazachstanem na przeszło 30 miliardów USD. W ten sposób ewidentnie naruszył rosyjskie interesy ekonomiczno- geopolityczne. Warto więc,reasumując, widzieć nie tylko słowa, gesty, deklaracje, dywany, ale też konkrety w wymiarze gospodarczym i geopolitycznym. A z nich wynika, że Donald Trump nie nazywając Rosji, jak kiedyś Ronald Reagan „Imperium zła” jednak konsekwentnie Moskwę osłabia. Doprawdy powiadam Wam : o polityce międzynarodowej trzeba czytać ze zrozumieniem...
*Artykuł ukazał się na portalu "InnaPolityka.pl"
"TRUMP JAK REAGAN "
Nie słyszałem żeby Reagan płacił za seks aktorkom porno.
Nic nie wiem o tym by Reagan był w zażyłych relacjach z alfonsem handlującym wdziękami nieletnich.
Nie przypominam sobie by Reagan za biurka decydował o niewinności zabójcy kobiety.
Nigdy nie widziałem Reagana zachowującego się jak palant pełen pogardy do ludzi i państw.