W sumie była chyba krótka dyskusja o tej niechlubnej przeszłości UE na podstawie książki Augusta Kowalczyka, ale warto poświęcić temu wątkowi krótki wpis :
„Nazistowskie korzenie Brukselskiej UE” to tytuł kontrowersyjnej książki i publikacji (wydanej m.in. w 2011 roku przez Dr. Rath Education Services B.V.), której współautorami są m.in. Matthias Rath, Aleksandra Niedzwiecki, Paul Anthony Taylor oraz August Kowalczyk. [1, 2]
Główne tezy publikacji
- Kartel chemiczno-farmaceutyczny: Książka stawia tezę, że II wojna światowa była konfliktem wywołanym i prowadzonym przez kartel naftowo-farmaceutyczny (w tym koncern IG Farben) w celu uzyskania kontroli nad rynkami gospodarczymi. [1]
- Technokraci i początki UE: Według autorów, powojenna integracja europejska (struktury Unii Europejskiej z siedzibą w Brukseli) nie była oddolnym projektem pokojowym, lecz kontynuacją dążeń tych samych środowisk korporacyjnych i technokratów (wskazywani są m.in. niektórzy urzędnicy związani z przeszłością w Niemczech nazistowskich, jak Walter Hallstein). [1]
- Krytyka Traktatu lizbońskiego: Publikacja twierdzi, że współczesna Unia Europejska i jej traktaty (np. Traktat lizboński) służą dominacji interesów wielkich korporacji nad demokracją narodową. [1]
Odbiór i kontekst
- Krytyka i status naukowy: W środowiskach historycznych i politologicznych tezy te są uznawane za pseudohistoryczne lub spiskowe. Choć książka powołuje się na kopie dokumentów archiwalnych, główny nurt naukowy odrzuca uproszczenie historii integracji europejskiej do planu nazistowskich karteli, podkreślając, że UE narodziła się jako reakcja demokratycznych państw Zachodu (m.in. Francji, Niemiec, Włoch i krajów Beneluksu) na tragedię dwóch wojen światowych, w celu zapewnienia pokoju i współpracy gospodarczej. [1, 2]
- Współautorzy: W powstanie publikacji zaangażowany był m.in. August Kowalczyk (były więzień Auschwitz oraz w młodości pracownik IG Farben) oraz dr Matthias Rath – znany lekarz i krytyk współczesnego przemysłu farmaceutycznego promujący własne poglądy na temat zdrowia i polityki. [1, 2]
Książkę można znaleźć w ofertach księgarskich i platformach handlowych, takich jak Allegro czy w serwisach recenzenckich pokroju Lubimyczytać.pl. [1, 2]
u2 : Kilka dni nie zaglądałem. Dziękuje za ten tekst bo dotyka sprawy kluczowej. Może i intencje aliantów, zwłaszcza USA i Wlk. Brytanii, były inne , to jednak USA daleko za morzem, a Anglików w UE już nie ma. Przypadek? I siły nazistowskie a bardziej krypto nazistowskie w Niemczech dostały wolne pole do realizacji celów swoich przodków. Kogo Niemcy przysłały do nas jako "szefa opozycji"? ( Dla nas "pół Niemca", dla nich całego , bo bardzo zasłużonego Niemca ) . A kogo jako ambasadora, przed wyborami w 2023 r. , by "przygotował" pole do wyborów w Polsce? Przyznaję, że nie mam wątpliwości, iż nad tym co dzieje się teraz u nas z TK, czuwa centrum dowodzenia w ambasadzie niemieckiej. Naród który tego nie rozumie, a nie rozumie czasami z powodów od siebie niezależnych, szykuje dla siebie niewesołą przyszłość. Pozdrawiam.
4 dekady temu nie rozumiałem dlaczego w wizjach o. Klimuszki podczas 3 wojny światowej Niemcy mają zostać zniszczone. Teraz powoli zaczynam już dostrzegać zagrożenie ze strony Niemiec :)
Do tego denazyfikacja to fikcja - poglądy podobnie jak u nas kolejnych pokoleń przybyłych na tankach "elit".
Zwłaszcza ukaranie oprawców winnych zbrodni wojennych i ludobójstwa szło w Niemczech opornie i oprócz Norymbergi, którą zrobili im alianci, wyniki ścigania oprawców były znikome.
pl.wikipedia.org
Rezultaty ścigania i karania zbrodniarzy niemieckich, mimo wysiłków społeczności międzynarodowej, pozostały niewielkie. Większość z nich (np. ok. 90% wyższych dowódców policji i SS), całkowicie uniknęło konsekwencji karnych[1]. W Republice Federalnej Niemiec byli oni niejednokrotnie uniewinniani lub w ogóle nie dochodziło do ich ukarania, dzięki uniknięciu odpowiedzialności wielu z byłych zbrodniarzy zajmowało stanowiska we władzach miast, przemyśle i innych odpowiedzialnych stanowiskach, bądź zostawało szanowanymi obywatelami niemieckich miast, m.in. Heinz Reinefarth, odpowiedzialny za mordy na kilkudziesięciu tysiącach obywateli polskich w czasie pacyfikacji powstania warszawskiego, mimo wielokrotnych żądań Polski o ekstradycję nie został wydany przez władze RFN i zmarł w 1979 w swojej rezydencji na wyspie Sylt. Również masowe rozstrzeliwanie przez wojska niemieckie przypadkowych osób cywilnych w ramach zbiorczego odwetu za śmierć niemieckich żołnierzy było i jest traktowane przez niemiecki wymiar sprawiedliwości jako uprawomocniony i zasadny[67].
Z inicjatywy Polski Organizacja Narodów Zjednoczonych uchwaliła 26 listopada 1968 konwencję o nieprzedawnianiu zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości[68].
Polskie instytucje ścigające zbrodnie niemieckie
Osobne artykuły: Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i Instytut Pamięci Narodowej.
W Polsce badaniem, ściganiem i zbieraniem dowodów oraz dokumentacji zbrodni niemieckich zajmowała się początkowo Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, działająca w latach 1945–1949. Komisja od 1949 przechodziła kolejne reorganizacje, od 1999 funkcjonuje jako samodzielny pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej.
Utrata dokumentacji zbrodni niemieckich przez Główną Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu
Osobny artykuł: Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu.
W latach 1959–1989 Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich przekazała Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen w Ludwigsburgu kilkaset tysięcy oryginalnych dowodów zbrodni niemieckich w Polsce w okresie okupacji (co najmniej 36 tys. protokołów zeznań, 150 tys. fotografii, kilkadziesiąt tysięcy mikrofilmów i 12 tys. kompletnych akt prowadzonych śledztw). Zachodzi obawa, że dokumentacja ta została bezpowrotnie utracona[69].
Prof. Daria Nałęcz, jako ówczesny Dyrektor Naczelny Archiwów Państwowych tak podsumowała w 2006 r. tę sytuację:
Utrata znacznej części tak ważnego dla Polski archiwum dokumentującego niemieckie zbrodnie to kuriozum. Mogłabym jeszcze zrozumieć, gdyby chodziło tylko o naszą pomoc prawną, bo do tego jesteśmy zobowiązani. Jednakże niewykonanie kopii, brak dbałości o zwrot oryginałów, nie mówiąc już o utajnieniu tego procederu przed negocjatorami procesu restytucji archiwaliów z Niemiec, jest co najmniej niepokojące. Mam nadzieję, że ktoś w tej sprawie pójdzie jednak po rozum do głowy. Dobrze byłoby wiedzieć, czy chociaż jedna ze spraw, których akta przekazano, zakończyła się procesem lub skazaniem winnego[70].
Pisze Pan o wysokich rangą, choć byle hauptman zarządzającym selbshutzem na prowincji miał na sumieniu ileś pomordowanych, stosownie do swoich możliwości i sprawności za co zazwyczaj nie odpowiedział.
Tak, piszę o ok. 90% wyższych dowódców policji i SS, bo od ich rozkazów zależało życie ludzi.
Ale piszę również o kuriozalnym przekazaniu akt z Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich do Niemiec, które nigdy nie powróciły. Ktoś musiał dostać w łapę:)
Nie mam zarzutów wobec Pana wpisu dodaję swoją oczywistą cegiełkę że zbrodnicze rozkazy miały równie zbrodniczych wykonawców i zgoła nikt ani ci wysoko ani ci nisko nie ponieśli żadnych konsekwencji, o oddaniu wspomnianego archiwum nie wiedziałem i ciekawym jest takie wydawanie dowodów niemcom.
P.S
"Łapa" jest jak najbardziej prawdopodobnym kryterium :)