Od wielu lat obserwuję polską politykę i coraz bardziej utwierdzam się w jednym przekonaniu, że partie polityczne najczęściej przegrywają nie dlatego, że przeciwnik jest wyjątkowo silny, ale dlatego, że same przestają rozumieć, jak odbierają je zwykli wyborcy. Prawo i Sprawiedliwość jest dziś najlepszym przykładem tego zjawiska. Nie dlatego, że nie ma racji w wielu sprawach. Nie dlatego, że nie potrafi punktować błędów obecnej władzy. Problem polega na czymś znacznie poważniejszym. PiS od lat nie uczy się na własnych błędach.
Historia, która niczego nie nauczyła.
W polskiej polityce propaganda wielokrotnie obracała się przeciwko swoim autorom. Przypomnijmy sobie kampanię Aleksandra Kwaśniewskiego. Wyciągnięto sprawę jego zachowania podczas uroczystości w Katyniu. Wydawało się, że to polityczny nokaut. Efekt? Kwaśniewski wygrywa wybory już w pierwszej turze. Kilka lat później pojawił się słynny "dziadek z Wehrmachtu". Kampania miała pogrążyć Donalda Tuska. Efekt? Tusk wygrywa wybory. To nie były pojedyncze przypadki. To była lekcja, której najwyraźniej nikt nie odrobił, bo przeciętny wyborca bardzo często nie reaguje tak, jak zakładają sztabowcy. Jeżeli ma poczucie, że kampania staje się zbyt agresywna, zaczyna współczuć atakowanemu.
TVP też nie wygrała PiS wyborów.
Przez lata słyszałem, że wystarczy mocniejszy przekaz, ostrzejszy język i więcej propagandy. Tymczasem doświadczenie pokazało coś dokładnie odwrotnego. To właśnie sposób prowadzenia przekazu przez dawną Telewizję Polską był jedną z rzeczy, które najbardziej odstraszały umiarkowanych wyborców. Nie dlatego, że ci wyborcy kochali Donalda Tuska. Po prostu nie lubili propagandy. Każda telewizja może mobilizować własny elektorat. Znacznie trudniej przekonać ludzi niezdecydowanych a właśnie oni rozstrzygają wybory.
Powrót do starych metod.
Dzisiaj odnoszę wrażenie, że część kierownictwa PiS ponownie sięga po dokładnie te same metody. Zamiast zastanawiać się, jak odzyskać wyborców, którzy odeszli do Konfederacji albo przestali głosować, rozpoczyna się wewnętrzna wojna. Pojawiają się oskarżenia. Insynuacje. Publiczne rozliczenia. Coraz ostrzejszy język. Tylko komu ma to pomóc? Na pewno nie wyborcom.
Problem wiarygodności.
Najgorsze w polityce jest to, że bardzo łatwo stracić wiarygodność. Jeżeli jeden polityk zarzuca komuś współpracę z Donaldem Tuskiem, a internauci przypominają jego wcześniejsze wypowiedzi, w których sam przedstawiał zupełnie inną wersję wydarzeń, to problemem przestaje być przeciwnik. Problemem staje się wiarygodność oskarżyciela. Podobnie jest z każdą próbą przypisywania przeciwnikowi poglądów, których publicznie nie prezentował. W czasach Internetu archiwa są bezlitosne. Kilka minut wystarczy, żeby odnaleźć stare nagranie, wywiad albo wpis i cała narracja rozpada się jak domek z kart.
Największy błąd Jarosława Kaczyńskiego.
Najbardziej boli mnie jednak coś innego. Jarosław Kaczyński przez lata zbudował największą partię prawicy po 1989 roku. To jego historyczna zasługa, ale jednocześnie odnoszę wrażenie, że coraz częściej otacza się ludźmi, którzy nie mają odwagi powiedzieć mu, że pewne metody przestały działać. Każdy lider potrzebuje współpracowników, którzy potrafią powiedzieć: "Prezesie, tym razem to zły pomysł." Jeżeli wokół lidera zostają wyłącznie ludzie potwierdzający każdą decyzję, partia przestaje się rozwijać. Zaczyna się zamykać.
Morawiecki jako symbol zmiany.
Nie twierdzę, że Mateusz Morawiecki jest politykiem bez błędów. Nie jest. Sam wielokrotnie krytykowałem jego decyzje dotyczące polityki unijnej czy innych spraw, ale w obecnej sytuacji widzę w nim coś, czego w PiS dramatycznie brakuje. Próbę zmiany sposobu myślenia. Próbę wyjścia poza własną bańkę. Próbę dotarcia do młodszych wyborców. Czy odniesie sukces? Tego nie wiem, ale wiem jedno. Bez próby zmiany sukces jest niemożliwy. Nie wygra się przyszłością, walcząc przeszłością Polityka nie polega na nieustannym udowadnianiu, że przeciwnik jest zły. Polityka polega na przekonaniu ludzi, że samemu będzie się lepszym gospodarzem państwa. Jeżeli cała energia partii idzie dziś na wewnętrzne wojny, wzajemne oskarżenia i odgrzewanie dawnych sporów, to największym zwycięzcą nie jest żadna frakcja PiS.
Największym zwycięzcą jest Donald Tusk.
Każda godzina poświęcona na walkę między sobą jest godziną, której nie poświęcono na przekonanie wyborców. I być może właśnie to jest największa tragedia dzisiejszej prawicy. Nie brak ludzi. Nie brak doświadczenia. Nie brak kompetencji, lecz brak odwagi, by przyznać, że stare metody przestały działać. Można wygrać wiele bitew propagandowych, ale wybory wygrywa się zaufaniem a zaufania nie buduje się coraz głośniejszym krzykiem.
Oczywiście. Propaganda zjada wlasny ogon. Nie pierwszy i nie ostatni. Czy mozna to przerwac? Nie! Taki taniec. Czy zostaje z tego cos dobrego? Coraz mniej. Fajny tekst. Samo się pisze. Samo sie czyta.
Prawdę mówiąc to nie jest polityka a bieganina po omacku.
Jesli się nad nią zastanawiać, to na pierwszy plan od " upadku komunizmu" wybija sie zagadkowa indolencja w kreowaniu wizji przyszłości, kierunkach rozwoju i przede wszystkim jego strategii, kazdej kolejnej ekipy zarzadzajacej panstwem. Zmiany w infrastrukturze i funkcjonowaniu panstwa ktorych doświadczamy nie wynikają z naszych wewnętrznych opracowań, potrzeb gospodarki, intetesow państwa oraz społeczeństwa, a z implementacji wymogów i zarządzen unijnych. Lub pochodzących z innych zagranicznych " źródeł" .
Znając trwający kilka wieków problem z organizacja państwa, można by stwierdzić: to tradycja- Polacy nie potrafią inaczej. Ale czy rzeczywiście?
Aby zrozumiec istotę problemu należy się cofnąć, ale nie aż tak daleko. Tylko do roku 1985. Do rozmow Jaruzelski- Rockefeler. Wiem, ze w tym momencie wszystkim krytykom determinizmow i tropicielom teorii spiskowych zapala sie czerwona lampka i sa gotowi do odpalenia. Tylko, ze jest to moment na przyznanie , ze w utajnionych co prawda- choc nie do konca bo jakies przecieki poszly w swiat- rozmowach ustalono nie tylko tzw pokojowe i bezpieczne dla komunistow i ich służb przekazanie wladzy, ale - co wazniejsze jej podział i model funkcjonowania państwa w przyszłości. Albo tez zaprzeczenie tej " teorii" i zaakceptowanie gorzkiej konstatacji: Polacy nie sa wydolni intelektualnie na tyle, aby samodzielnie kierować wlasnym i niepodległym panstwem.
No wiec jak? Zostaliśmy sformatowani do istnienia w postaci kolonii- inni nazywają to kondominium, a jeszcze inni Bantustanem, lub bananową republiką- z kilkoma zmieniajacymi sie w zaplanowanej sekwencji - aby dać pozory tzw demokracji- wybrancami do zarzadzania nami i tabunami szkolonych na stażach, stypendiach, kursach itd pomagierami od propagandy? Czy gremialnie jesteśmy idiotami niezdolnymi ocenic co jest dla nas i naszej przyszlosci korzystne, istotne, ważne. Czego powinnismy bronić i wokół czego jednoczyć? A moze jesteśmy? I dlatego w kraju idiotów rozwalenie calych, nawet tych calkiem zdrowych sektorów gospodarki jest normalne i nie budzi niczyjego sprzeciwu, a dofinansowanie istniejacej stoczni czy fabryki, zeby dobrze służyły państwu to niedopuszczalne- tylko u nas- ingerencja w gospodarkę. Albo osiągnięcie poziomu 18 procent inwestycji z zapowiadanych power pointem 22 to sukces, taki sam jak pozbycie sie kury znoszą ej złote jaja- firmy produkujacej autobusy elektryczne- i to na fali szumnie zapowiadanego programu elektromobilności- aby w krótkim czasie zakupić jej wyroby o wartosci przekraczającej wartość ewentualnych inwestycji w tę fabrykę .
Zatem?
Wracając do genezy 3RP. " Uczeni w piśmie" twierdzili, że po pamietnych " rozmowach" w Nowym Jorku i opracowanych w Magdalence "przepisach wykonawczych", zarządzanie Polską oddano triumwiratowi przedstawicieli: zielonych, niebieskich i czerwonych. Tylko taki układ gwarantował stabilność sytuacji i dobre- ustalone we wstępnych deklaracjach - warunki inwestowania I prowadzenia interesów.
Przyporządkowanie aktorów obecnych na stałe i pojawiający sie chwilowo na politycznej scenie do konkretnych " mecenasów" pozostawiam ewentualnym czytelnikom. W kazdym razie poczatkowa "opieka" Czesława spinała wszystkie strony i gwarantowała bezkolizyjne współistniejące. Aż do czasu gdy Złota Gwardia Wojtka miała uzyskać 100 procentową zdolność kontynuacji nadzoru nad kolonią.
Czerwoni okazali sie bardziej niecierpliwi w podziale łupów- lub głupsi od pozostałych cwanych lisów- i się wyłożyli prawie na początku, zaklucajac przyjęty schemat . I kosztowało to lata usilnej pracy pozostałych i dwukadencyjnych udręk na zmianę, aby ich przywrócić. Ale ( ku chwale ojczyzny- ha, ha)sie udało. Mamy zatem ojczyznę naszych marzeń. Taką jaką sobie zbudowaliśmy w swojej glupocie tkwiac w bańkach ktore nam serwują. Jesteśmy w d.pie i się urządzilismy na dobre.
To taki wstęp do skróconego rysu historycznego dajacego jakies pojęcie o tym co sie rozgrywa obecnie.
Przykro mi, ale nie podzielam aż tak daleko idących wniosków Drogi Es-ie. Historia III RP rzeczywiście budzi wiele pytań i wiele decyzji elit można oceniać krytycznie, ale jednego faktu trudno nie zauważyć. Polska przez ostatnie 35 lat rozwijała się w tempie należącym do najwyższych na świecie. Według wielu międzynarodowych zestawień byliśmy jednym z najszybciej rozwijających się państw - w niektórych rankingach ustępowaliśmy jedynie Chinom. To nie wygląda na obraz kraju całkowicie niezdolnego do samodzielnego rozwoju. Można oczywiście dyskutować o błędach prywatyzacji, o likwidacji części przemysłu, o zbyt dużej zależności od zagranicznego kapitału czy o wielu nietrafionych decyzjach kolejnych rządów. Równie trudno zaprzeczyć temu, że powstały tysiące kilometrów dróg, nowoczesna infrastruktura, rozwijał się eksport, rosły płace, a poziom życia przeciętnego Polaka jest dziś nieporównywalny z tym sprzed trzydziestu lat. Dlatego nie przekonuje mnie teza, że wszystko było wyłącznie realizacją cudzych scenariuszy. Gdyby tak było, trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego Polska rozwijała się szybciej niż większość państw europejskich.
Podobnie z rządami Mateusza Morawieckiego. Można mu zarzucać wiele decyzji - sam wielokrotnie je krytykowałem, ale równie trudno pominąć fakty. Gdyby nie pandemia COVID-19 i późniejszy kryzys energetyczny wywołany wojną, Polska była o krok od pierwszego od wielu dziesięcioleci zrównoważonego budżetu. To nie jest opinia, lecz fakt wynikający z ówczesnych założeń budżetowych i stanu finansów publicznych.
Problem, który widzę dzisiaj, leży gdzie indziej. Nie w tym, że Polska nie potrafi się rozwijać, lecz w tym, że od kilku lat coraz mniej rozmawiamy o tym, jak rozwijać państwo, a coraz więcej o tym, kogo zniszczyć, rozliczyć albo wykluczyć. I właśnie dlatego tak krytycznie oceniam obecny konflikt na prawicy. Zamiast dyskusji o gospodarce, inwestycjach, demografii czy bezpieczeństwie obserwujemy walkę o wpływy wewnątrz jednej partii. Na takich wojnach nie wygrywa ani PiS, ani KO, ani Morawiecki, ani Kaczyński. Przegrywa przede wszystkim państwo.
"błąd, który przestał działać?"
@mjk1,
Najbardziej podoba mi się sposób, w jaki Lisicki opisując zachowanie Kurskiego posługuje się językiem własnym, który w niczym nie odbiega od sformułowań Kurskiego. Zresztą nie pierwszy to raz; można rzec, że tradycyjnie.
Jest jednak pytanie, które przerasta dziennikarzy żywo zainteresowanych scenariuszem pozostania u władzy dzisiejszych rządzących. Pan Premier Morawiecki dzisiaj, przed wejściem na salę swojego spotkania, mówił, że zrezygnował z kierowania EKR wszystkoconajwazniejsze.pl , o czym powiadomił wcześniej partnerów tego zrzeszenia. To dużo wcześniej? Dlaczego Panie Premierze, mamy popierać ruchy budujące poparcie obecnego rządu (29% poparcia w ostatnim sondażu)?
"Historia która niczego nie nauczyła"
A miała nauczyć? Przypomniałeś Kurskiego to ja dorzucę : "wiem, ale nie powiem" Naczelnika- to akurat o rodowodzie politycznym Angeli, po którym to oświadczeniu zawył każdy z odrobiną oleju pod beretem. A to nie był ostatni wyskok i o dziwo : taki pojawiał się zawsze, gdy tylko przed jakimiś wyborami w "opozycyjnym " czasie, sprawy zaczynały iść obiecująco dobrze.
Najważniejsza zasługa versus największy błąd.
Nie jestem przekonany, że PiS to dzieło Kaczyńskiego a i co do prawicowości można by dyskutować. Bo w czym ona się wyraża? W warstwie społecznej i własnościowej to typowa partia socjalistyczna. A nie wiem, czy odwoływanie się do tradycyjnych i duchowych wartości do tej klasyfikacji prwicowości wystarczy.Natomiast czy to zasługa, czy konieczność?Co miał robić człowiek, który w życiu nic innego nie robił, nic innego nie potrafił? Iść do fabryki? Co prawda doktorat z funkcjonowania uczelni wyższych PRL i egzaminy z marksizmu to pewnie doskonałe przygotowanie do roli robotnika, ale tę fabrykę to kumple od pamiętnego stołu i tak sprzedali i rozwalili.
Każdy chyba pamięta wentyle bezpieczeństwa za czasów chylącego się ku upadkowi socjalizmowi/komunizmowi, czy jakkolwiek nazwać co mieliśmy w Polsce Ludowej. Takie kabarety, jakieś Piwnice pod Baranami , jakieś "Sześćdziesiąt minut na godzinę" w Trójce , czy wreszcie rockowy spęd w Jarocinie. To wszystko poddane kontroli miało redukować emocje z narodu, dawać poczucie jakiejś wolności. A jak kontrolować prawicowo zorientowany elektorat, zeby nie sprawiał znaczącego kłopotu? Też dać mu namiastkę? Może nie do końca spełniającą zapotrzebowania, ale wystarczającą do ich usmierzenia. A skutecznie powstrzymywać powstawanie innych?
Tak jak kontrolowana na wszelkie możliwe sposoby w duchu owych "wentyli" Solidarność, tak również i później powstające partie polityczne poddane były temu samemu procesowi obróbki. I tutaj nic nie pozostawione było jakiejś oddolnej, inicjatywie. Różnicą było jedynie dyskretne oko i mecenat wielkiego brata. Inaczej zatem widzę również pojęcie : błąd. Coś co się toczy ustalonym torem, bo według ustaleń inaczej nie może nie jest błędem. Tylko trudno znaleźć następcę i namówić na kotynuację tego co się ciągnęło latami nie ujawniając mu reguł które o tym decydowały.
Morawiecki to już był człowiek nowych czasów. Z poparciem pewnie tych samych sił, które stały u źródeł PiS. Tylko, że czasy i sytuacja w Europie i na świecie i wokół samej Polski się zmieniła. Potrzebny był ktoś za tymi warunkami nadążający. A to, że wbrew polskim interesom popełniał"błędy" i ciągle wszyscy go ponoć oszukiwali, to problem dla mecenasa najmniejszy.
Czy Tusk jest najwięszym zwycięzcą w całej tej szopce? Jeszcze nic pewnego. Chociaż takie są wskazania. Jeśli Kaczyński będzie według zapowiedzi forsował, że z Menzenem, a w szczególności Braunem, to nie, to pewnie za rok tak się stanie. Ale jeśli razem z Morawieckim dojdą do porozumieniae warto chwilowo zewrzeć szyki nawet z Braunem , a zneutralizować go później, to i pakt senacki byłby możliwy i większość sejmowa. Potrzebne jednak byłoby chwilowe urwanie się ze smyczy, lub ugadanie tego zabiegu z tymi którzy tę smycz trzymają.
To jeden z ciekawszych komentarzy Es-ie, ale mam wrażenie, że jest w nim bardzo dużo hipotez przedstawionych tak, jakby były faktami.
Zacznę od "wentyli bezpieczeństwa". Zgadzam się, że w PRL władza świadomie tworzyła różne zawory bezpieczeństwa - kabarety, festiwale, kontrolowaną krytykę czy ograniczoną swobodę wypowiedzi. To był znany mechanizm. Nie zgadzam się natomiast z porównaniem do Solidarności. Właśnie dlatego, że Solidarność przestała być wentylem bezpieczeństwa. Gdyby nim była, nie byłoby stanu wojennego, internowań ani wyrzucenia kilku milionów Polaków na przymusową emigrację. Władza straciła nad tym ruchem kontrolę i właśnie dlatego zdecydowała się na rozwiązania siłowe. To był dowód, że "wentyl" zamienił się w realne zagrożenie dla systemu.
I właśnie dlatego zastanawiam się, czy dziś nie obserwujemy czegoś podobnego w PiS. Być może grupa skupiona wokół Morawieckiego miała być jedynie sposobem na poszerzenie elektoratu i odświeżenie wizerunku partii. Ale jeżeli rzeczywiście zaczęła prowadzić własną politykę i zdobywać coraz większe wpływy, mogła zwyczajnie wymknąć się spod kontroli kierownictwa. To już jest hipoteza, ale moim zdaniem znacznie bardziej prawdopodobna niż założenie, że od początku wszystko było elementem jednego wielkiego scenariusza.
Mam też pytanie dotyczące Twojej głównej tezy. Piszesz o "mecenasach", "smyczy", "ustaleniach" i sugerujesz istnienie trwałego systemu sterowania polską polityką od kilkudziesięciu lat. Tylko gdzie kończą się fakty, a gdzie zaczynają przypuszczenia? Jeżeli mówimy o Okrągłym Stole, służbach czy wpływach różnych środowisk, to można o tym dyskutować. Ale jeżeli twierdzimy, że kolejne wydarzenia od trzydziestu kilku lat są konsekwentnie realizacją jednego planu, to warto pokazać konkretne dowody, a nie tylko układać logiczny ciąg przypuszczeń.
Mam jeszcze jedną wątpliwość. Jeżeli, jak piszesz, Morawiecki był człowiekiem tych samych "mecenasów", to dlaczego dziś doszło do tak ostrego konfliktu z Kaczyńskim? Dlaczego obie strony publicznie się zwalczają, ryzykując rozpad największej partii opozycyjnej? Gdzie w tym logika jednego wspólnego scenariusza? Może rzeczywistość jest po prostu mniej tajemnicza. Może mamy do czynienia z normalnym konfliktem o przywództwo, wizję partii i przyszłość prawicy. Czasem najprostsze wyjaśnienie okazuje się najbliższe prawdy.
I jeszcze jedno. Bez względu na różnice ocen, jedno wydaje mi się oczywiste. Historia pokazuje, że systemy naprawdę tracą kontrolę wtedy, gdy pojawia się ruch, którego nie da się już sterować. Tak było z Solidarnością w 1980 roku. Dlatego nie wykluczam, że obecne wydarzenia w PiS również mogą okazać się czymś więcej niż kolejną partyjną awanturą, ale to pokażą dopiero najbliższe miesiące.
@mjk
Właśnie dlatego, ze pierwsza Solidarność zaczęła się wymykać spod tej kontroli zapadła decyzja jej spacyfikowania i zastąpienia jej akceptowalną wersją. A wyrzucenie " kilku milionow Polaków " to tylko nic nie znaczace koszta zaprowadzenia i utrzymania spokoju. Rozwiazanie siłowe na szersza skalę po rozmowach Jaruzelski- Rockefeler juz nie byly mozliwe. A biorac pod uwage skalę operacji bilet w jedną stronę nawet dla kilku milionow to koszt niewielki.
Ani grupa skupiona wokoł Morawieckiego, ani tym bardziej reszta wierna Kaczyńskiemu pozostajac w dotychczasowym układzie pozorowanej jedności nie miała szans na odzyskanie utraconych wyborcow i poszerzenie dotychczasowego elektoratu o nowe srodowiska. To myslenie z gruntu rzeczy po wszelkich deklaracjach, ze formacja błędów żadnych nie popełniła, a jesli takie byly to Prezes jest wyłączonym winowajcą jest zupełnie błędne. Czy wyobrażasz sobie, ze dwie głowy tego samego organizmu w czasie spotkań z wyborcami przedstawiają nie pokrywajace sie narracje? Morawiecki mowi, że tu i tu popelniliśmy błedy i wiem jak to naprawić, a Kaczynski , że błędów nie było. A przedsmak tego mielismy w calym tym zenujacym przedstawieniu po komunikacie o wyrzuceniu renegatów. W ruch poszły wszystkie frakcyjne żale i bolączki . Chociaż - przyznaję- Morawiecki zachował najwięcej zimnej krwi i klasy. Minęło tylko trzy lata. A wyborca również nie ma pamięci akwariowej rybki.
Tak jak juz pisalem- Morawiecki to czlowiek juz nowych czasów. Zdolny do grania na wielu fortepianach. Z kontaktami w diasporze, poparciem świata finansowego (przypieczętowanym wdowim groszem 100 baniek zielonych z naszej kieszeni ) dla biedoty z GP Morgana) ale i zagnieżdżony w Davos. Dobrze odbierany w Brukseli, ale i potrafiący nadawać na tych samych falach z nowym kapłanem neomarksizmu Juvalem Harari. To związane lub współzalezne środowiska. Ale niekoniecznie zawsze zbieznych interesach. To te interesy na terenie Polski probuje pogodzic Morawiecki. W przeciwieństwie do raz sformatowanego i nie nadążającego za zmianami Kaczynskiego.
W przedstawionej w tym i poprzednich narracji jedno może sie nie zgadzać. Mianowicie: Skoro " mecenasi" zazwyczaj wkładają tyle wysiłku, aby w poległych latyfundiach bylo przede wszystkim spokojnie, to jak moga teraz dopuszczać do jakiegoś zametu pozwalając na kłótnie wewnątrz jednego obozu. Otoż przede wszystkim ten zamet to nie p o lska specyfika- wystarczy spojrzeć do internetu, czy telewizji. Starzy " poczciwi" mecenasi maja niekoniecznie zgodna z nimi i ich interesami konkurencję. Jedna siła juz nie dominuje. Nie ma juz jednego wroga i jednego kierunku z ktorego atak może nastąpić. Tu rzeczywiście Morawiecki wykazuje się największymi zdolnościami mimikry. Tylko, że jego przeobrazenia niekoniecznie pokrywają sie z polskimi interesami. Mielismy przecież zupelnie czytelne tego dowody z podpisami ktorych mialo nie byc a później były, z "kamieniami" milowymi niewiadomego pochodzenia pojawiający się znikąd, z dogadywanie sie z górnikami, że żadnego zamykania kopalń nie będzie, gdy w tym samym czasie jego przedstawiciel leciał do Brukseli z gotowym już harmonogramem.
Tak. Masz rację w paru miejscach mojej narracji pojawiają się hipotezy. Pojawiają się tak wszędzie tam, gdzie na dowody trzeba czekać dziesiątki lat, a ymczasowa ocena jest mozliwa tylko na podstawie poszlak.
W wielu punktach się zgadzam Es-ie, zwłaszcza co do tego, że utrzymywanie dwóch całkowicie odmiennych narracji wewnątrz jednej partii na dłuższą metę nie miałoby szans powodzenia. Wyborcy szybko zauważyliby taki rozdźwięk. Natomiast tam, gdzie zaczynają się hipotezy dotyczące kulis międzynarodowych i różnych „mecenasów”, pozostaję ostrożniejszy. Nie dlatego, że je z góry odrzucam, ale dlatego, że trudno je dziś zweryfikować. Wolę opierać się na faktach, które możemy obserwować. Fakty zaś są takie, że od kilku miesięcy narastał spór o kierunek rozwoju PiS. Z jednej strony było przekonanie, że wystarczy nadal punktować błędy rządu Tuska. Z drugiej pojawiła się teza, że to nie wystarczy i trzeba zaproponować nową narrację oraz próbować odzyskać wyborców spoza dotychczasowego elektoratu.
To właśnie ten spór uważam za najważniejszy.
Co do samego Morawieckiego, również nie idealizuję jego wcześniejszych decyzji. Wielokrotnie krytykowałem ustępstwa wobec Unii Europejskiej i część jego działań. Dostrzegam jednak, że dziś jako jeden z nielicznych mówi o przyszłości, rozwoju i poszerzaniu elektoratu, a nie wyłącznie o rozliczaniu przeciwników. Na razie sprawa wcale nie jest przesądzona. Rada Polityczna nie zakończyła jej definitywnie, tylko przekazała ją rzecznikowi dyscyplinarnemu. To oznacza, że warto jeszcze chwilę poczekać z ostatecznymi ocenami. Czasem polityka sama udziela odpowiedzi znacznie szybciej, niż najbardziej rozbudowane teorie.
@mjk
Istotnie stagnacja to powolny zabójca, a pozostawienie jej " leśnym dziadkom" to czekanie na powolną śmierć. Sam podnosiłem wielokrotnie konieczność radykalnych zmian wewnatrz PiS, stworzenia intelektualnego zaplecza wyznaczającego kierunki I strategie rozwoju opartego na znaczących swoich dziedzinach przedstawicielach nauki , finansow, polityki itd. docierającego z przekazem dotyczącym wypracowanych rozwiązań nie tylko do partyjnych i rządowych decydentów, ale i szeroko rozumianego społeczeństwa. To wszystko zrozumiałe: partia hermetyczna traci łączność z wyborcami . Niestety Kaczyński na własne życzenie zamknął się w obrębie bardzo ograniczonego grona przytakiwaczy i teraz jest zdziwienie, ze uderzył nosem w ścianę.
Spójrz natomiast na pr,edstawiony przez Morawieckiego dekalog " nowego " tego "prorozwojowego" programu. Coś ten program przypomina? Przeżywamy swego rodzaju deja vu? Mamy wejść po raz kolejny do tej samej rzeki? Czy czas powied,ieć: panu już dziękujemy? I szukać innej opcji
Wniosek jest jeden:
Nie ma nic głupszego i szkodliwszego niż demokracja
Wygrywa nie ten, który mówi prawdę, rządzi dobrze, tylko ten , który potrafi zagrać na najniższych instynktach ludzi.
I głupota wygrywa.
Zgadzam się tylko częściowo Mado. Moim zdaniem problemem nie jest demokracja sama w sobie, lecz poziom świadomości obywateli. Demokracja jest tylko narzędziem. W rękach dobrze wykształconego i krytycznie myślącego społeczeństwa potrafi działać bardzo dobrze. W rękach społeczeństwa podatnego na propagandę rzeczywiście często premiuje populizm i emocje. Dlatego od lat powtarzam, że najważniejszą inwestycją państwa nie są kolejne programy socjalne ani nowe podatki, lecz edukacja. Nie tylko szkolna, ale przede wszystkim nauka samodzielnego myślenia, odróżniania faktów od opinii i sprawdzania informacji. Dobrze wyedukowany obywatel nie zagłosuje na kogoś tylko dlatego, że ten głośniej krzyczy, lepiej obraża przeciwników albo składa nierealne obietnice. Zada jedno proste pytanie: „Czy to ma sens i czy jest wykonalne?”. Moim zdaniem właśnie tego najbardziej brakuje w polskiej polityce. Zamiast podnosić poziom debaty, większość partii woli obniżać go do poziomu emocji, bo to łatwiejsza droga do zdobycia głosów. Nie głupota wygrywa. Wygrywa brak wiedzy i umiejętności samodzielnego myślenia a to już jest problem, który można i trzeba naprawiać.
Znowu kolego opowiadasz bajki z mchu i paproci, do tego konfabulujesz, ciebie nic nie przekona, że prawda leży w innym miejscu.
Nie wybiera ten co głosuje, a ten co liczy głosy.
Jedynym poważnym błędem Kaczyńskiego jest błąd zaniechania.
I znów mam problem z Twoim sposobem dyskusji Spike. Piszesz, że „opowiadam bajki”, ale nie wskazujesz ani jednego konkretnego zdania, które miałoby być nieprawdziwe. Jeżeli uważasz, że się mylę, proszę napisać w czym konkretnie.
Co do stwierdzenia, że „nie wybiera ten, kto głosuje, tylko ten, kto liczy głosy”, to jest ono tak ogólne, że można nim wyjaśnić każdą przegraną i każdą wygraną. Tylko wtedy po co w ogóle prowadzić kampanie, przekonywać wyborców i budować program?
Najbardziej zainteresowało mnie ostatnie zdanie. Napisałeś, że największym błędem Kaczyńskiego był „błąd zaniechania”. Jakiego zaniechania? Jeśli masz na myśli brak rozliczeń, brak reform wymiaru sprawiedliwości, brak zmian ustrojowych albo zbytnią uległość wobec Unii Europejskiej, to można o tym rzeczowo rozmawiać. Jeżeli jednak uważasz, że jedynym problemem nie były decyzje samego kierownictwa PiS, tylko wyłącznie jakieś czynniki zewnętrzne, to z tym się nie zgodzę. Partie polityczne wygrywają i przegrywają przede wszystkim własnymi decyzjami. I właśnie o tych decyzjach był mój tekst.
Częściowo się zgadzam Spike. Rzeczywiście wielu ekonomistów i publicystów, także nieprzychylnych PiS, przyznawało, że za rządów Morawieckiego wskaźniki gospodarcze przez długi czas były bardzo dobre. To jest fakt. Zgadzam się również, że PSL od lat potrafi odnaleźć się niemal w każdej konfiguracji politycznej i że bez jego decyzji po wyborach 2023 r. nie powstałaby obecna koalicja.
Nadal natomiast nie odpowiedziałeś na pytanie, które stawiam od początku. Nawet gdyby przyjąć, że występowały różne nieprawidłowości wyborcze, to czy zwalnia to PiS z odpowiedzialności za własne błędy? Moim zdaniem nie. Partia, która chce rządzić, musi zakładać, że przeciwnik będzie grał twardo. Tym bardziej powinna unikać błędów, które ułatwiają przeciwnikowi zwycięstwo. To właśnie o tym był mój tekst. Nie twierdzę, że wszystko zależało wyłącznie od PiS. Twierdzę jedynie, że PiS miał wpływ na własną strategię, własny przekaz i własne decyzje. A tych błędów, moim zdaniem, nie można tłumaczyć wyłącznie zachowaniem przeciwników.
Co do afer wyborczych - oczywiście zdarzały się kontrowersje i warto je wyjaśniać. Tylko nawet największa afera nie zastąpi odpowiedzi na pytanie, dlaczego partia, która miała dobre wyniki gospodarcze i ogromne doświadczenie w rządzeniu, nie potrafiła zdobyć większości zdolnej do dalszego sprawowania władzy. To jest pytanie, od którego PiS nie ucieknie, niezależnie od tego, jak oceniamy działania jego przeciwników.
«Kilka lat później pojawił się słynny "dziadek z Wehrmachtu". Kampania miała pogrążyć Donalda Tuska. Efekt? Tusk wygrywa wybory. "
To były wybory prezydenckie. Tusk je przegrał. Wygrał Lech Kaczyński.
Faktycznie chodziło o wybory prezydenckie i Tusk przegrał, ale dziadek z Wermachtu specjalnie mu nie zaszkodził. Na pewno jednak była to inicjatywa Jacka. Tego samego Jacka.
w czasach dziadka Tuska ciebie w Polsce nie było?, jakby Kurski maczał w tym palce, to by nie tylko chwilowo był zawieszony w partii, ale by wyleciał, prawda wyszła, sprawca nie do ustalenia, bo media pomorskie o tym trąbiły, a Kurskiego, zapytał których dziennikarz, pewnie z TVN, oni byli wtedy na szczycie mediów, a on tylko odpowiedział - tak piszę w mediach, potem u Lisa w obecności Żakowskiego i Najsztuba dowiódł tego, data publikacji, a jego wypowiedź. Zapisz to sobie na przyszłość, nie ty pierwszy powielasz ploty.
PS. Kurski mi obojętny, ale dobry fajter.