Skończyły się czasy reliktu z XX wieku – przekonuje James H. McGee, amerykański specjalista od spraw bezpieczeństwa nuklearnego, na łamach portalu Spectator.org – jak pisze - NATO to gnijący trup, który trzeba pochować.
Poniżej podaję moje tłumaczenie tekstu McGee.
Od lat piszę z nutą smutku i irytacji, że NATO umiera. Pomimo nabożnych deklaracji, że jest inaczej, nawet rosyjska inwazja na Ukrainę niewiele pomogła w przywróceniu NATO do jego pierwotnego celu, jakim jest ochrona Europy przed rosyjskim zagrożeniem. Kiedy Niemcy i inne kraje europejskie wybrały fantazje o zmianach klimatu – i rosyjską ropę – zamiast niezależności energetycznej, zdradziły fundamentalną dla istnienia NATO sprawę zagrożenia, jakie stwarzają wygórowane ambicje Władimira Putina.
W tym tygodniu wiele mówi się o miażdżącej krytyce NATO przez Donalda Trumpa, która nastąpiła po odmowie wsparcia wysiłków NATO na rzecz ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz lub odmowie podjęcia jakichkolwiek widocznych kroków w celu wsparcia wysiłków USA, by ostatecznie i zdecydowanie przeciąć ropiejącą globalną ranę, reprezentowaną przez irańską teo-dyktaturę. Odmowa Hiszpanii, by zezwolić Stanom Zjednoczonym na korzystanie ze wspólnych baz na terytorium Hiszpanii, to tylko kolejny i najbardziej obraźliwy środkowy palec wymierzony nam w twarz przez rzekomego sojusznika z NATO.
To, co słyszymy od przywódców różnych państw NATO – a także od tradycyjnych krytyków w amerykańskim establishmencie polityki zagranicznej – to, że NATO jest sojuszem „obronnym”, a Trump, wraz z Izraelem, prowadzi „ofensywną” wojnę, zwalniając tym samym NATO z obowiązku wspierania naszych wysiłków.
To jednak kompletna bzdura.
Nie tylko amerykańscy prezydenci od dziesięcioleci upierają się, że Iran nigdy nie może zagrozić światu bronią jądrową; europejscy przywódcy również czynili to wielokrotnie i w sposób całkowicie ponadpartyjny.
Ci sami przywódcy starali się jednak zatuszować to zagrożenie, ochoczo podpisując umowę nuklearną Obamy z Iranem, mimo oczywistego faktu, że stanowiła ona jedynie listek figowy dla nuklearnych ambicji mułłów. Ta gorliwość zdradzała oczywistą, ale dla przywódców NATO niewypowiedzianą prawdę, a mianowicie, że nic innego, jak zadanie miażdżącego ciosu irańskim obiektom nuklearnym i potencjałowi militarnemu tego kraju, nie mogłoby powstrzymać irańskich przywódców przed zdobyciem zarówno broni jądrowej, jak i systemów przenoszenia broni dalekiego zasięgu, kiedy tylko by na to wpadli, a szczególnie wtedy, gdyby czuli, że wystarczająco zabezpieczyli się przed reakcją Izraela.
Europejczycy wciąż pragną, choć tylko na swoich warunkach, nie prawdziwego sojuszu obronnego, sojuszu przeciwko wszelkim zagrożeniom dla ich bezpieczeństwa egzystencjalnego, lecz bardzo wąsko zdefiniowanej obietnicy, że Stany Zjednoczone zawsze będą ich chronić przed Rosją. Jednak w przeciwieństwie do czasów Związku Radzieckiego i Układu Warszawskiego, zachodnioeuropejscy członkowie NATO odmówili podjęcia własnych działań, co potępiali wszyscy prezydenci USA od upadku Muru Berlińskiego.
Nie umniejszam wkładu, jaki poszczególne państwa NATO wniosły w walkę z terroryzmem po 11 września. Wręcz przeciwnie, jak podkreślałem wcześniej, wkład ten zasługuje na uznanie i szacunek. Oczywiście, zostało to w dużej mierze pomyślane w kontekście Artykułu 5, wypełniając ich zobowiązanie wynikające z traktatu NATO do udzielenia pomocy zaatakowanemu członkowi. Co więcej, świat bezpośrednio po wydarzeniach 11 września był zupełnie inny, w sposób, który wyjaśnia, dlaczego NATO nie podjęło działań w obecnej sytuacji.
Mówiąc najprościej i bez ogródek, NATO nie podjęło z nami działań przeciwko Iranowi, ponieważ nie jest do tego zdolne. Ta niezdolność znajduje odzwierciedlenie w słabości militarnej NATO, a zwłaszcza w jego marynarce wojennej, ale w szerszej perspektywie jest to kwestia drugorzędna. Decydująca słabość, słabość, która świadczy o upadku NATO, leży w tym, jak państwa NATO otworzyły drzwi milionom nielegalnych muzułmańskich imigrantów, wielu z krajów, w których radykalizm islamistyczny jest głęboko zakorzeniony, a których lojalność wobec szariackiej supremacji mułłów przeważa nad jakąkolwiek lojalnością, jaką mogliby zyskać dla krajów europejskich, w których obecnie mieszkają.
Oczywistym jest, że gdy zagrożenie pochodzi od radykalnego islamu, kraje takie jak Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania nie są już w stanie się bronić, ani nawet szczerze przyznać, że istnieje takie zagrożenie. Po 7 października masowe „demonstracje” Hamasu – często sprowadzające się do zamieszek – sparaliżowały miasta w całej Europie, co stanowiło wyzwanie, któremu żaden z tych rządów nie okazał się skłonny ani zdolny stawić czoła.
Po ewidentnej utracie kontroli nad ulicami, rządy te odkrywają również, że utraciły kontrolę nad instytucjami politycznymi. Na przykład w Wielkiej Brytanii rząd Partii Pracy pod przewodnictwem Keira Starmera coraz częściej zwraca się w stronę parlamentarzystów, którzy są albo przedstawicielami dzielnic zamieszkanych głównie przez muzułmanów, albo, co równie niepokojące, ze starego skrzydła marksistów pod wodzą Jeremy’ego Corbyna. Wszyscy oni postrzegają swój kraj jako przedsięwzięcie kolonialne, którego należy się wyrzec, jednocześnie czyniąc bohaterami Hamas, Hezbollah, Huti i stojący za nimi reżim irański. Po lewej stronie Partii Pracy, Partia Zielonych stała się wyraźnie pro-Hamasowa i pro-irańska.
Nie chodzi tylko o Partię Pracy. Przez lata, a właściwie dekady, konserwatywne rządy odmawiały rozwiązania problemu gangów gwałcicieli w wielu miastach, głównie dlatego, że oznaczałoby to przyznanie, że gangi te składają się z muzułmańskich mężczyzn, którzy postrzegają angielskie dziewczyny jako niegodne szacunku dziwki. Lęk świeckiego establishmentu przed oskarżeniem o „islamofobię”, a co ważniejsze, strach przed utratą kontroli nad własnymi miastami, raz po raz stawał na przeszkodzie jakimkolwiek zdecydowanym działaniom.
I nie dotyczy to tylko Wielkiej Brytanii. Podobna dynamika działa w całej Europie Zachodniej. Pomimo okazjonalnych gróźb Macrona o opanowaniu zagrożenia islamistycznego, zazwyczaj po jakimś rażącym ataku terrorystycznym, którego nie sposób zignorować, francuski rząd konsekwentnie nie radzi sobie z problemem. I znowu, być może nie potrafi. Francuska lewica wybuchłaby, gdyby podjęto jakiekolwiek działania, a centrum pogrążyłoby się w bezczynności, bojąc się, że udzieli wsparcia partiom konserwatywnym i prawicowym.
Problem jest niemal wszędzie. Nawet Giorgia Meloni, która dostrzega problem i otwarcie wzywa do rozwiązań, waha się, czy poprzeć kampanię Trumpa w Iranie. Świadczy to o kruchości jej koalicji rządowej i istniejącej we Włoszech sile lewicy, która może obalić jej konserwatywny rząd. Nawet Watykan, którego szeregi administracyjne wypełniają aktywiści włoskiej lewicy, szybko skrytykował Stany Zjednoczone i Izrael.
I tak jest prawie wszędzie, a to „prawie” stanowi istotną część całości. Państwa Europy Wschodniej na pierwszej linii frontu, takie jak Polska, kraje bałtyckie i Finlandia, nie mają znaczącego wkładu militarnego do wniesienia na Bliski Wschód, gdzie siły morskie i powietrzne są najbardziej potrzebne, a tych akurat te kraje nie posiadają. Rosnące zdolności militarne tych państw pozostają w pełni zaangażowane w powstrzymywanie zagrożenia ze strony Rosji. Zachowały jednak swobodę działania wynikającą z faktu, że nie otworzyły swoich granic na tsunami muzułmańskiej imigracji, które nastąpiło po katastrofalnym zaproszeniu Angeli Merkel dla świata.
Zagrożenie ze strony Iranu dla Europy było realne, choć europejscy przywódcy drżeli na samą myśl o przyznaniu się do niego. Atak rakietowy na Diego Garcia pokazał, że irańskie pociski wkrótce będą mogły dotrzeć do niemal każdej europejskiej stolicy. Dobrze udokumentowane wsparcie Korei Północnej dla irańskiego programu rakiet balistycznych nadało pilny charakter problemowi rakietowemu, który Europejczycy świadomie ignorowali. Zdolność Iranu do zamknięcia Cieśniny Ormuz stanowiła ukryte zagrożenie dla dobrobytu Europy, tym bardziej dotkliwe, że rządy europejskie stanęły w obliczu braku importu rosyjskiej ropy.
Co więcej, pomimo obojetności ze strony NATO, „Oś Zła” istniała i istnieje. Widzieliśmy, jak irańskie drony wspierały wojnę Putina na Ukrainie, a teraz wiemy, że irańskie ataki rakietowe i dronowe na sąsiadów z Zatoki Perskiej były możliwe dzięki rosyjskim zdjęciom satelitarnym i wymianie informacji wywiadowczych. Za zaangażowaniem Korei Północnej kryje się chińska pomoc techniczna, a czasem pomoc bezpośrednia. Nawet Wenezuela i Kuba udzieliły Iranowi wsparcia.
Nieprzypadkowo na pole walki wkroczyły również wywrotowe sieci antyamerykańskie, finansowane przez takich złoczyńców jak George Soros i Neville Roy Singham, siejąc podziały u nas i w Europie Zachodniej. Połączenie faktów nie jest trudne. Singham, na przykład, mieszka teraz w Szanghaju i działa jako agent chińskich wpływów, promując między innymi proirańskie narracje w mediach i na ulicach.
Nieoczekiwane źródło zdradza całą sprawę. Niedawno burmistrz Toronto ośmieszyła się, twierdząc, że ICE nie będzie miało pozwolenia na działalność w jej mieście, ignorując oczywistą niedorzeczność takiego strachu. ICE jest jednak teraz straszakiem nie tylko w Kanadzie, ale także wśród elit miejskich w Europie. Częściowo jest to typowe echo ulubionych motywów amerykańskiej lewicy.
To jednak świadczy o głębszym niepokoju, a mianowicie o tym, że aby NATO mogło ponownie stać się znaczącym sojuszem obronnym, będzie musiało nauczyć się, jak bronić się przed dzisiejszymi zagrożeniami. Jeśli państwa NATO mają kiedykolwiek odzyskać znaczenie, wszystkie będą musiały stworzyć i w pełni wspierać własne wersje ICE. A tego, niestety, nie zrobią.
W ostatnich latach JD Vance i Marco Rubio podkreślali ten fakt, raz wprost, raz łagodniej, ale w obu przypadkach jednoznacznie. Iran i jego radykalny islam stały się dominującym zagrożeniem, a kraje niechętne obronie własnych cywilizacji przestały być godnymi partnerami w dziedzinie bezpieczeństwa. Teraz Donald Trump uwypukla to jeszcze dobitniej. Jak na ironię, zaprzeczanie przez Hiszpanię istnieniu bazy politycznej uzasadnia przejęcie przez nas pełnej kontroli nad Grenlandią.
Iran stanowił zagrożenie dla Europy i dopóki jego potencjał nie zostanie trwale ograniczony, pozostanie nim. Nie broniąc swoich członków przed zagrożeniem ze strony Iranu, NATO całkowicie zaprzepaściło swoje znaczenie w XXI wieku. Można narzekać na oschłe lekceważenie przez Trumpa typowych dyplomatycznych kurtuazji, ale te kurtuazje, w trakcie kolejnych prezydentur, jedynie przyćmiły geopolityczną rzeczywistość strategiczną. NATO mogło kuleć przez pokolenie malejących wydatków na obronę, ale jego państwa członkowskie zabiły NATO, pozwalając islamistycznym wywrotowcom przejąć kontrolę nad swoimi ulicami i polityką.
NATO ma zaszczytną historię i jako były oddany atlantysta, zawsze będę szanował to, co kiedyś znaczyło dla świata. Być może pewnego dnia pojawi się coś, co zajmie jego miejsce, jakiś rodzaj sojuszu godnego naszego stałego wsparcia. Możemy na przykład dążyć do sojuszu z państwami Europy Wschodniej, ukierunkowanego konkretnie na Rosję. Możemy dążyć do innych sojuszy regionalnych o autentycznie wspólnym celu. Ale NATO, które kiedyś dumnie stało okrakiem na Równinie Północnoniemieckiej i Przełęczy Fulda, upadło z rąk Angeli Merkel i jej naśladowców.
Bądźmy szczerzy wobec siebie i świata. NATO dziś nie jest jedynie cieniem dawnej tożsamości. To gnijący trup, który trzeba pochować, zanim wyłoni się coś nowego i lepszego.
Następny?! Witam w zastępstwie Admina...nu gieroj zza wschodniej granicy...
Nie ty pierwszy nie ty ostatni....
Skoro Donald Trump zdecydował się na mordowanie bez konsultacji, powinien sobie radzić sam. Nic nam do tego.
dziennikzarazy.pl
Pojawia się dużo tez, ale mam nadzieje, nie opartych na aksjomatach propagandy:
Dlaczego Iran nie miałby mieć broni atomowej a NATO nie miałoby chronić przed Rosją jak do lat 80tych?
Dlaczego walka NATO z terroryzmem po 11 września zasługuje na uznanie?
Jaki jest związek słabości NATO z realizacją przez nie ideologii migrantyzmu?
Jaki jest związek między problemem z imigrantami w Europie a brakiem poparcia dla Trumpa w wojnie z Iranem?
Na czym polegało realne zagrożenie dla Europy ze strony Iranu?
Skąd się wziął udział Iranu w osi zła i na czym polega poza eksportem dronów i otrzymaniem informacji satelitarnych?
Skąd się wzięła w USA i Europie bezkarność złoczyńców w rodzaju Sorosa?
Dlaczego ICE miałaby działać poza granicami jurysdykcji USA?
Jakie są dzisiejsze zagrożenia dla NATO?
Dlaczego NATO upadło z rąk Angeli Merkel a nie w latach 90tych na skutek pertraktacji USA z Rosją?
Srodowiska polityczno medialne zbliżone do Trumpa i jego administracji obfitują w taki polityczno propagandowy bełkot będący pomieszaniem z poplątaniem przyczyn i skutkow zarowno blisko wschodniej awantury jak I wewnątrz natowskiej zapaści. Do poprawnie, aczkolwiek wybiórczo zaobserwowanych skutkow i zjawisk, przypisują co prawda słuszne, ale zazwyczaj te najbardziej kor,ystne dla swoich tez przyczyny. A skierowane wyłączie na wymuszenie przyjęcia amerykańskiej perspektywy i oceny politycznych procesów. Choć raczej, ze względu na skład osobowy obecnej administracji, to bardziej izraelsko amerykanskiej. Z pr,ewaga tej pierwszej.
Dobre streszczenie i absolutna prawda. NATO to trup bez USA, pokazał w Srebrnicy Jugosławia /wojska holenderskie/ swoje możliwości. Wojnę tę prawdopodobnie zainicjowały Niemcy bo Cui bono? /Jugosławia cala to potęga, trudna do kontroli/. Nota Bene rzeź etniczną Musial przerwać Bill Clinton wysyłając Air Force bo Nato nie było zdolne do działań. I tak pasożytniczy ssący przez dekady USA, system, upadł kompletnie za obłudną polityka Niemiec. Zgoda trzeba utworzyć nowy sojusz oparty na XXI w i odpowiedzialności finansowej i Polska ma w tym szanse. Ale podejrzewam ze będą wielkie demonstracje "Yankee Go Home" tak jak było przeciw planowi Marshalla .