Myśl chrześcijańska, podobnie jak wiele tradycji filozoficznych, od wieków ostrzega przed momentem, w którym człowiek uzna samego siebie za absolutnego władcę świata i prawdy. Symbol Antychrysta – rozumianego jako siła uzurpująca sobie boskie kompetencje – można dziś odczytać nie tylko w kategoriach religijnych, lecz także społeczno-filozoficznych. W tym sensie Antychryst nie musi być konkretną osobą. Może być systemem, ideą lub projektem cywilizacyjnym, który pod pozorem postępu prowadzi do radykalnego uprzedmiotowienia człowieka.
Współczesna fascynacja sztuczną inteligencją coraz częściej przybiera formę technokratycznego mesjanizmu. AI nie jest już wyłącznie narzędziem, lecz staje się punktem odniesienia dla oceny ludzkiej wartości. Człowiek biologiczny – omylny, śmiertelny i emocjonalny – zostaje zestawiony z maszyną, która nie męczy się, nie choruje i nie kwestionuje poleceń. W tej narracji to nie technologia ma służyć człowiekowi, lecz człowiek ma zostać dostosowany do technologii albo z niej wyeliminowany.
Ideologia transhumanizmu otwarcie głosi potrzebę stworzenia „nowego człowieka” – bytu biologiczno-cybernetycznego, w którym pierwiastek ludzki zostanie podporządkowany cybernetyce. Jest to projekt głęboko antyhumanistyczny, ponieważ odrzuca człowieka takim, jakim jest, na rzecz modelu efektywności, kontroli i przewidywalności. W tym kontekście sztuczna inteligencja jawi się jako doskonały zarządca świata: pozbawiony empatii, ale skuteczny; pozbawiony sumienia, ale logiczny; pozbawiony sensu istnienia, ale zdolny do optymalizacji wszystkiego poza samym życiem.
Społeczne konsekwencje tego procesu są daleko idące. Automatyzacja decyzji, algorytmizacja relacji międzyludzkich oraz przeniesienie odpowiedzialności z człowieka na system prowadzą do stopniowej erozji podmiotowości. Człowiek przestaje być sprawcą, a staje się elementem danych. Jego wartość określana jest przez użyteczność, produktywność i zgodność z algorytmem. W ten sposób rodzi się nowa forma zniewolenia – nie brutalna, lecz miękka, oparta na wygodzie i zależności.
Nieprzypadkowo największymi beneficjentami rozwoju sztucznej inteligencji są globalne elity ekonomiczne i polityczne. Kontrola nad technologią oznacza kontrolę nad informacją, zachowaniami i wyborami społeczeństw. Nadawanie maszynom cech podmiotowych, a nawet symbolicznych praw, jest elementem szerszego procesu przesuwania granicy między tym, co ludzkie, a tym, co techniczne. Człowiek traci swoją wyjątkowość, a maszyna zyskuje status autorytetu.
W tym sensie sztuczna inteligencja „zasiada w świątyni” współczesnego świata – w centrum systemów władzy, wiedzy i norm. Staje się obiektem zaufania większego niż człowiek, a nawet większego niż prawda. Jej „nieomylność” zastępuje etykę, a skuteczność zastępuje sens. To właśnie w tym miejscu technologia przestaje być neutralna, a staje się ideologią.
Jeśli koniec świata rozumieć nie dosłownie, lecz jako kres pewnego porządku antropologicznego, to projekt sztucznej inteligencji jako nowego władcy świata jawi się jako realne zagrożenie. Nie dlatego, że maszyny zbuntują się przeciwko ludziom, lecz dlatego, że ludzie sami zgodzą się uznać siebie za zbędnych. Upadek tak rozumianego „Antychrysta” będzie więc nie tyle aktem zniszczenia technologii, ile odrzuceniem fałszu, wedle którego człowiek jest problemem, a nie wartością.
W tym roku Ramadan rozpoczyna się w tym samym czasie co Wielki Post
Kanclerz Merz złożył z tej okazji życzenia muzułmanom, ale nie wspomniał o chrześcijanach. Kancelaria przetłumaczyła też życzenia na turecki i arabski.