Miniony tydzień był jednym z tych momentów, kiedy polityczna mgła na chwilę się podniosła i zobaczyliśmy wyraźniej, kto w tej grze próbuje trzymać ster, a kto jedynie zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą. Spotkanie prezydenta z szefami służb specjalnych, a także z Tomaszem Siemoniakiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, było punktem zwrotnym. Nie dlatego, że padły na nim sensacyjne deklaracje, ale dlatego, co wydarzyło się zaraz po nim.
Najpierw na konferencji pojawił się premier Donald Tusk – pewny siebie, spokojny, wręcz demonstracyjnie opanowany. Usłyszeliśmy, że państwo działa, że wszystko jest pod kontrolą, a nominacje Klicha i Schnepfa nie zostaną wycofane. Był to klasyczny komunikat siły: rząd wie, co robi, i nie zamierza się cofać.
Problem w tym, że chwilę później wystąpił rzecznik prezydenta i powiedział coś dokładnie przeciwnego. Bez niedomówień, bez dyplomatycznych półzdań: nominacji nie będzie. I w tym momencie cała narracja o pełnej kontroli zaczęła się sypać. Bo jeśli w państwie premier i prezydent mówią obywatelom dwie sprzeczne rzeczy, to znaczy, że nie mamy do czynienia z harmonią władzy, lecz z realnym sporem o kierunek.
Najistotniejsze jednak nie były same nominacje, lecz to, co, według relacji, prezydent polecił przygotować szefom służb. Dwa raporty. Pierwszy dotyczący skali i mechanizmu szkalowania go w kampanii wyborczej: kto to zlecał, kto finansował, kto koordynował. Drugi dotyczący potencjalnych nieprawidłowości przy finansowaniu kampanii Rafała Trzaskowskiego. Nie są to wyroki, nie są to oskarżenia. To polecenie sprawdzenia, czyli dokładnie tego, czego w III RP zawsze brakowało - realnej woli ustalenia faktów, bez względu na to, kogo one dotkną.
W tym kontekście szczególnie wymowne były późniejsze konferencje Siemoniaka i Klicha. Miny mieli nietęgie, a przekaz wąski i ostrożny. Podkreślali niemal wyłącznie, że z prezydentem panuje zgoda w sprawach bezpieczeństwa. I być może właśnie to było najciekawsze, bo gdy politycy nagle mówią tylko o jednym, zwykle oznacza to, że w pozostałych kwestiach zgody już nie ma.
Drugi akt tego politycznego tygodnia to budżet. Patrząc na sposób jego uchwalenia, zapisy i napięcia konstytucyjne, coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że prezydent skieruje ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. A jeśli tak się stanie, trudno sobie wyobrazić inny werdykt niż stwierdzenie niekonstytucyjności, czy to ze względu na tryb, czy na naruszenie równowagi władz, czy na jawne obchodzenie ograniczeń finansowych.
I znów: nie chodzi o blokowanie państwa. Chodzi o zatrzymanie procesu, w którym budżet staje się narzędziem politycznego nacisku, a nie planem odpowiedzialnego zarządzania wspólnymi pieniędzmi. Skierowanie ustawy do Trybunału byłoby sygnałem, że ktoś jeszcze pamięta, iż konstytucja nie jest sugestią, lecz zobowiązaniem.
Ten tydzień pokazuje jedno. Prezydent nie wycofał się w cień, nie ograniczył do przecinania wstęg i wygłaszania okolicznościowych przemówień. Wziął na siebie rolę hamulcowego w momencie, gdy pociąg państwa zaczął niebezpiecznie przyspieszać w stronę chaosu instytucjonalnego.
Można się z nim nie zgadzać. Można krytykować jego styl i decyzje. Ale trudno dziś zaprzeczyć, że to właśnie on próbuje powiedzieć „sprawdzam” tam, gdzie inni chcieliby zamknąć temat hasłem „zaufajcie nam”.
I to jest powód do ostrożnego optymizmu. Bo dopóki w Polsce jest jeszcze ktoś, kto zamiast zamiatać sprawy pod dywan domaga się raportów, kontroli i konstytucyjnych bezpieczników - dopóty degradacja państwa nie jest procesem nieodwracalnym.
A nadzieja, choć dziś krucha, wciąż ma w naszym kraju swój urząd.
To jest wojna...tusk już wie,jak to sie rozgrywa..
youtu.be
xxx
To smutne,że kontrole, domaganie się raportów czy swoich i należnych praw dziś uważa się za coś szczególnego ,niespotykanego a nawet niewłaściwego. Reżim nie może ochłonąć ze zdziwienia że jest ktoś poważnie traktujący swoje obowiązki i biorący odpowiedzialność.Na tym polega powaga państwa którą tak podle usiłuje się zniszczyć.Prezydent Duda nie dał rady i ugiął się pod ciężarem bezczelności i chamstwa,ale myślę,że prezydent Nawrocki powoli ale nieustępliwie będzie kontynuował swoją prezydenturę. W obliczu dzisiejszej rzeczywistości prezydentura to już misja.
Twój komentarz Danusiu trafnie dotyka najpoważniejszego problemu dzisiejszego państwa, czyli przesunięcia norm. Rzeczy, które w normalnym, sprawnie działającym państwie powinny być oczywistością, kontrola, raportowanie, egzekwowanie kompetencji, korzystanie z konstytucyjnych uprawnień, dziś rzeczywiście bywają przedstawiane jako coś nadzwyczajnego, a nawet konfliktowego. I to jest zjawisko niebezpieczne, bo oznacza, że sama instytucjonalna normalność została uznana za odstępstwo od reguły.
Zdziwienie części sceny politycznej i medialnej nie bierze się stąd, że ktoś robi coś złego, tylko stąd, że ktoś wykonuje swoje obowiązki serio, a nie wyłącznie rytualnie. Państwo przestaje być poważne nie wtedy, gdy pojawia się spór kompetencyjny, ale wtedy, gdy z góry zakłada się, że instytucje mają nie przeszkadzać w bieżącej polityce.
Warto jednak ostudzić nieco język o reżimie. Nie żebym bronił Tuska. To słowo opisuje systemy zamknięte, w których nie ma realnych mechanizmów kontroli ani konkurencji politycznej. Polska, mimo wszystkich patologii, wciąż nimi dysponuje. I właśnie dlatego działania prezydenta polegające na domaganiu się raportów, sprawdzaniu procedur czy korzystaniu z prawa weta mają sens. Gdybyśmy żyli w faktycznym reżimie, takie działania byłyby po prostu niemożliwe.
Ciekawy i ważny jest też wątek porównania prezydentur. Ocena Andrzeja Dudy jako prezydenta, który w pewnym momencie ugiął się, jest opinią dość powszechną, zwłaszcza w kontekście presji politycznej, medialnej i międzynarodowej. Ale warto dodać jedno, każda kolejna prezydentura działa w trudniejszych warunkach niż poprzednia, bo erozja instytucji postępuje. Jeśli dziś mówi się, że prezydentura staje się misją, to nie dlatego, że urząd nagle urósł w godność, tylko dlatego, że coraz więcej spoczywa na jednym elemencie systemu, który jeszcze nie został całkowicie zrelatywizowany.
Jeżeli prezydent Nawrocki rzeczywiście będzie działał powoli, konsekwentnie i w granicach prawa, to nie będzie to żadna kontynuacja konfliktu, tylko próba odbudowy elementarnej równowagi ustrojowej. I to jest kluczowe. Nie chodzi o blokowanie rządu, tylko o przywrócenie przekonania, że władza wykonawcza nie jest jedynym podmiotem decydującym o wszystkim.
Twój komentarz słusznie wskazuje, że normalność została w Polsce zdegradowana do rangi sensacji. Warto jednak mówić o tym językiem chłodnym i precyzyjnym, bo właśnie spokój, konsekwencja i instytucjonalna cierpliwość są dziś największym zagrożeniem dla chaosu. Jeśli prezydentura ma być misją, to nie heroiczną i widowiskową, lecz nudną, uporczywą i formalną. Paradoksalnie, tylko taka może jeszcze uratować powagę państwa.
Nadzieja jest zawsze. Jednak w przewidywalnych okresach czasów nie należy nią zastępować racjonalnych przewidywań.
"kto to zlecał, kto finansował, kto koordynował"
Brawo, Prezydent Karol Nawrocki !
Zna ktoś szczegóły dotyczące samolotu szturmowego "Skorpion"? youtube.com
Projekt zatwierdzony w 1993 przez wicepremiera Goryszewskiego, zatrzymał kolejny rząd ....