Jak odbudować to, co zostało rozkradzione
Po czterech kradzieżach, zaufania, wspólnoty, godności i nadziei, czas na rozmowę, której wielu w Polsce się boi. Rozmowę o naprawie. O reformie, która nie będzie pozorem. O odbudowie, która nie będzie powrotem do przeszłości, ale otwarciem czegoś nowego.
Bo nie chodzi już tylko o zmianę partii przy władzy. Chodzi o coś znacznie poważniejszego: o odzyskanie państwa.
Zacznijmy od fundamentów.
1. Jawność jako warunek zaufania
Korupcja nie zaczyna się od koperty. Zaczyna się od ciemności.
Jeśli obywatel nie wie, kto zarabia na publicznych pieniądzach, jeśli nie ma dostępu do umów, przetargów, grantów, kontraktów, to znaczy, że demokracja została wyłączona.
Dlatego pierwszym krokiem reformy musi być pełna jawność. Nie w deklaracjach, tylko w systemowych rozwiązaniach. W państwie nowoczesnym każde finansowanie z pieniędzy publicznych, niezależnie czy przez ministerstwo, samorząd, instytucję kultury, czy diecezję, musi być automatycznie i szczegółowo publikowane. Dostępne dla obywatela bez wniosków, bez czekania, bez sztucznych barier.
Jawność nie jest fanaberią. To fundament demokracji i pierwszy warunek odbudowy zaufania.
2. Odpowiedzialność jako koniec bezkarności
Przez ostatnie lata Polska była krajem, w którym można było zniszczyć instytucję, ukraść publiczne pieniądze, kłamać z mównicy sejmowej, i nic się nie działo.
Bezkarnie.
To musi się skończyć.
Naprawa państwa zaczyna się od końca bezkarności. Musi zostać stworzony system realnej odpowiedzialności politycznej, karnej i majątkowej. Publiczne środki nie mogą być wydawane w prywatnym interesie bez konsekwencji. Decyzje polityczne nie mogą prowadzić do rozkładu instytucji bez skutków.
Tu potrzebne są komisje śledcze, niezależna prokuratura, sądy wolne od politycznej ingerencji. Ale potrzebna jest też społeczna pamięć. Obywatelski rejestr win i zaniechań. Prawda musi zostać nazwana. I zapamiętana.
3. Uczestnictwo zamiast pozoru demokracji
Demokracja, w której obywatel głosuje raz na cztery lata i resztę czasu patrzy, jak wszystko dzieje się bez niego, to nie demokracja. To teatr partyjnych elit.
Dlatego naprawa musi oznaczać przesunięcie władzy, z góry na dół. Do ludzi. Do społeczności. Do obywateli.
To oznacza:
- realne budżety obywatelskie w każdej gminie, z istotnymi kwotami,
- obywatelskie inicjatywy ustawodawcze bez sztucznych progów i zamrażarek,
- referenda lokalne i ogólnopolskie z niskim progiem wejścia i realnym skutkiem,
- obowiązek konsultacji społecznych dla każdej większej zmiany w prawie.
Udział obywateli to nie utrudnienie dla państwa. To jego sens.
4. Media publiczne – odzyskać, a nie tylko “zreformować”
Jednym z największych aktów zawłaszczenia była kradzież mediów publicznych. Zamieniono je w partyjną tubę propagandową, która manipulowała faktami, niszczyła ludzi i dzieliła społeczeństwo.
Nie wystarczy “zdepolityzować”. Media publiczne trzeba odzyskać i zbudować na nowo. Potrzebujemy modelu, w którym:
- dziennikarze są chronieni przed wpływem polityków i urzędników,
- nadzór nad mediami sprawują ciała społeczne, nie partyjne rady,
- finansowanie jest gwarantowane, ale powiązane z jakością i misją, a nie lojalnością.
Media publiczne powinny być miejscem, w którym każdy obywatel czuje się reprezentowany, nie tylko większość.
5. Instytucje państwa – odbudowa, nie łatanie
Zniszczenie instytucji takich jak Trybunał Konstytucyjny, KRS, prokuratura czy służba cywilna to nie był tylko problem prawny. To był zamach na państwo.
Dlatego nie wystarczy „przywrócić stan sprzed 2015”. Tamten model też nie działał. Trzeba odbudować instytucje silne i niezależne, z odpornością na presję polityczną.
To znaczy:
- wybór sędziów i urzędników na podstawie jasnych kryteriów kompetencji i transparentności,
- kadencyjność i ograniczenia dla wszystkich stanowisk z władzą decyzyjną,
- stały obywatelski nadzór — monitoring społeczny, raporty, niezależne audyty.
Bez odbudowy instytucji państwo będzie tylko atrapą. A każda reforma, kolejnym spektaklem.
6. Państwo świeckie – nie wojna, tylko rozdział
Relacja państwa i Kościoła w Polsce to jeden z najbardziej zniszczonych obszarów. Zamieniono wiarę w instrument władzy. A Kościół, w narzędzie finansowe i polityczne.
To trzeba rozdzielić. Nie po to, by niszczyć religię, ale po to, by chronić i wiarę, i państwo.
To znaczy:
- pełna przejrzystość finansowania Kościoła ze środków publicznych,
- zniesienie przywilejów: funduszu kościelnego, specjalnych rent, ulg majątkowych,
- neutralność szkoły publicznej, religia poza godzinami lekcyjnymi, finansowana przez wspólnoty, nie budżet,
- świeckie instytucje: urzędy, ceremonie, prawo, bez języka i symboliki jednej religii.
Państwo świeckie to nie państwo antyreligijne. To państwo neutralne, które nie staje po żadnej stronie poza prawem.
Nie chodzi o rewanż. Chodzi o sprawiedliwość.
Wszystko to może brzmieć jak plan odwetu. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, by państwo przestało być narzędziem grabieży. Byśmy wreszcie mieli instytucje, które działają dla dobra wspólnego, a nie dla wąskiej grupy.
To nie będzie łatwa droga. Wrogowie tej naprawy już się zbroją: medialnie, politycznie, finansowo. Ale trzeba to powiedzieć wprost:
Nie będzie Polski sprawiedliwej bez rozliczenia tych, którzy ją rozkradli.
Nie będzie odbudowy bez jawności, odpowiedzialności i udziału obywateli.
Nie będzie demokracji bez prawdy.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 2119
I tu rodza sie pytania o warunki ich realizacji i czy bez rozwiązań silowych jakoweś mogą się znaleźć.
Kto i kiedy i z jakim umocowaniem prawnym mialby to zrobić, bo 35 lat burdelu w ktorym wszyscy dobrze się zagnieździli nie wskazuje, że ktokolwiek zechciałby przesunąć się nawet o Pawlakowe trzy palce.
Czekac z nimi az do czasu zmian w warstwie mentalnej i swiadomosci Polakow, czy wymusic je tak zmienionymi, poza ich udzialem warunkami życia.
Tu pojawia się kwestia podstawowa: czy możliwa jest pokojowa i legalna rewolucja instytucjonalna bez przemocy, zamachu stanu lub całkowitego załamania systemu?
Odpowiedź nie jest prosta, ale warto rozdzielić kilka spraw.
1. Legalizm vs. legitymizacja społeczna
Żadna istotna zmiana ustrojowa nie wydarzy się bez szerokiego przyzwolenia społecznego. W sytuacji, gdy klasa polityczna jest beneficjentem obecnych reguł, a obywatele są zniechęceni lub obojętni, zmiana „od góry” jest nierealna. Ale zmiana od dołu, oddolna presja społeczna, wymaga czegoś więcej niż frustracji: konkretnej propozycji, komunikacji i zaufania.
Dlatego nie chodzi o to, by dziś pisać nową konstytucję i szukać większości konstytucyjnej. Chodzi o to, by budować masowe zrozumienie potrzeby zmiany zasad gry a więc grunt pod przyszłą legitymizację.
2. Czy zmiana musi być „siłowa”?
Nie musi. Ale będzie konfrontacyjna, bo każda próba zmiany reguł narusza interesy tych, którzy z nich korzystają. I nie chodzi tylko o partie czy elity. Wszyscy jakoś się dostosowaliśmy: beneficjenci programów społecznych, funkcjonariusze systemu, media, samorządy, urzędnicy. Dlatego każda zmiana będzie oporem wobec inercji.
Ale znamy przykłady pokojowych, ewolucyjnych przełomów. Nie przez rewolucję na barykadach, ale przez przejęcie narracji i przebudowę konsensusu społecznego. Tego typu zmiany wymagają cierpliwości, organizacji i długiego marszu.
3. Czy to możliwe w obecnych realiach?
Dopóki alternatywą dla „burdelu” jest tylko „drugi jego wariant”, nie. Ale jeśli uda się przedstawić wiarygodny plan, opisać go zrozumiałym językiem, wskazać realne narzędzia transformacji (np. nowy model pieniądza, decentralizację administracji, jawność finansowania), a przede wszystkim zakorzenić to w potrzebach codziennych ludzi, to zmiana staje się możliwa. Nie od razu, nie przez dekret, ale przez społeczne przesunięcie świadomości.
4. A jeśli świadomość się nie zmieni?
To znaczy, że system musi dotknąć granicy swojej wydolności. Zewnętrzny kryzys, załamanie finansowe, inflacja zaufania, takie rzeczy przyspieszają procesy, które dziś wydają się utopijne. Nie trzeba ich wymuszać, ale warto być przygotowanym, by w chwili pęknięcia mieć coś do zaproponowania. Nie slogan, ale plan.
Podsumowując: to nie jest projekt dla rządu, ale też nie musi być rewolucją siłową. To proces, którego warunkiem jest budowa świadomości, zaufania i gotowości na inny model państwa. Kiedy moment nadejdzie, nie wiadomo. Ale warto, by ktoś już dziś przygotowywał scenariusz, który nie będzie tylko zmianą nazwisk, ale zasad.
Nie chodzi tylko o zawodowych polityków, komentatorów czy medialnych liderów opinii. Chodzi o ludzi spoza systemu, którzy zachowali integralność i zyskali zaufanie tych, którzy mają dość fałszywej alternatywy między jedną a drugą stroną tego samego, zużytego układu. W tym kontekście warto wskazać trzy osoby, których dorobek i postawa czynią z nich naturalnych kandydatów do współtworzenia zespołu przygotowującego plan naprawy państwa:
Michał Woś – aktywny społecznie i intelektualnie, od lat konsekwentnie diagnozuje mechanizmy upadku instytucji państwa, z naciskiem na geopolitykę, kulturę i suwerenność. Nie idzie na kompromisy z żadnym z istniejących bloków politycznych.
Paulina Matysiak – jedna z najbardziej rzetelnych i odważnych postaci nowego pokolenia, łącząca świadomość obywatelską z empatią społeczną. Jej działalność pokazuje, że można być jednoznacznym bez agresji i niezależnym bez izolacji.
Grzegorz Płaczek – znany ze stanowczej postawy wobec nadużyć instytucji państwowych, zwłaszcza w ostatnich latach. Dla wielu symbol odwagi cywilnej, który nie ucieka od odpowiedzialności za słowa i czyny.
To oczywiście nie jest zamknięta lista, ale przykład kierunku, w którym warto patrzeć: osoby z kręgosłupem moralnym, nieposzlakowaną opinią i niezależnym dorobkiem. Takich ludzi jest w Polsce więcej, wśród lekarzy, prawników, przedsiębiorców, nauczycieli czy rolników. To nie oni muszą się zgłaszać, to społeczeństwo musi stworzyć przestrzeń, w której ich głos zostanie zaproszony do stołu.
Podsumowując: nie szukajmy przywódcy z plakatu, który „pociągnie za sobą tłumy”, ale ludzi, którzy zainicjują proces pisania nowego kontraktu społecznego. Taki zespół nie musi mieć legitymacji partyjnej, wystarczy, że będzie miał społeczne zaufanie i gotowość do działania poza logiką obecnego układu. A to właśnie reprezentują Matysiak, Woś i Płaczek i wielu podobnych, których dopiero trzeba usłyszeć.
Dasz radę?
Uwielbiam z nią gaworzyć bo to jest jedyna konkretna dziewucha na NB.
Mimo tego, że wytyka mi ciągle moje niedoskonałości umysłowe i intelektualne to i tak ją kocham.
(a na razie, tylko wirtualnie, kto wie co będzie w przyszłości?
Ty kochasz tylko jednego.
Osranego bandytę karakana skurwiela putlera przypomnieć jak wyznawałeś temu skurw..miłość. A jego smród dla ciebie to dopiero narkotyk.
"Tybkochasz tylko jednego.
osranego bandytę karakana skurwiela putlera przypomnieć jak wyznawałeś temu skurw..miłość."
Odnoszę wrażenie, że w kibucu twoich mame i tate nie uczyli języka polskiego. Szkoda, bo teraz się kompromitujesz.
Twoi rodzice też byli kapusiami?
Jak sam piszesz Izrael to twój dom rodzinny i to same " kurwy". To się nie pluj kapucho z NEon24 osrany rusofilku skurwielku poliż dupsko putlerka to będziesz miał dobrze.
No. Twoi rodzice byli kapusiami, to oczywiste. Od kogo się najwięcej nauczyłeś?
Od tate, który ciągle przesiadywał "pod sklepem" i żebrał na brynde czy na mame co dawała doopy za dychę?
To twoi koledzy z NEonka pisali że jesteś żydowsko kacapskim agentem. Widocznie wiedzieli co pisali. A ja dodam chamem rusofilem i mamy całość , nie napisałem cytuję twoje słowa żeś : " sprzedajna kurwa" Hahahaha
"jak sam piszesz Izrael to twój dom rodzinny i to same " kurwy"."
Zostawiam bez komenatrarza idioioto.
".W tym samym czasie kiedy pan stęskniony o mnie pytał ja pracowicie na blogu pana @mjk1 ,,Polska to Polska'' skrobałam komentarz do obu panów?
Traktuj mnie odrębnie i indywidualnie. Nie znoszę konkurentów.
Jestem tobą zafascynowany i jak znowu w przyszłości przybędę do Polski to życzył bym sobie spotkać Cię.
(może być w wielogwiazdkowym hotelu albo w namiocie jednoosobowym, sama wybieraj)
Weź kotkę, kocham zwierzaki :)
A co do Marysi Zacharowej to jestem nią zafascynowany. Zgrabna i ponętna dziewoja. Wiekiem nawet mi pasuje.
Miałem kiedyś szczęście z nią obcować. Poza tym rozgarnięta i wygadana.
Ty też jesteś zgrabna i ponętna?
Zerzniesz kota pewno Persa a ja myslałem że tylko osranego putlerka jest dla ciebie miłością życia, jak to się można pomylić. A masz czym cioto.
"Jestem,jestem i zgrabna i ponęntna, ale szukam adoratora nie z tej ziemi."
ŁoMateczko. To jakby o mnie piszesz.
Zakładam z góry, że nie kłamiesz (że jesteś zgrabna i ponętna) i oświadczam, że jestem brzydal i niezgrabny. Nic na to nie poradzę ale przynajmniej nie będziesz rozczarowana jak się już spotkamy (fizycznie).
"Może jako Wodnik"
Chyba Wodnica...
Mam doświadczenie z pewną Wodnicą (24 lata i 3 dzieciaki).
Z inną też jakoś sobie poradzę. Jakby co.
"Może jako Wodnik właśnie w gwiazdozbiorze Wodnika wypatrzę jesienią nieuzbrojonym okiem swoją szansę? "
U mnie właśnie kończy się lato i można popatrzeć nieuzbrojonym okiem w ciemność. Z tęsknotą myśląc o słońcu.
1. Neutralność świecka nie oznacza walki z religią
Państwo świeckie to nie państwo ateistyczne, ale neutralne światopoglądowo. Nie faworyzuje żadnej religii ani jej nie zwalcza. To oznacza, że urzędy, szkoły czy instytucje publiczne nie powinny być nośnikami religijnego przekazu, nawet jeśli większość obywateli wyznaje jedną wiarę. Nie chodzi o usuwanie religii z przestrzeni społecznej, tylko o oddzielenie jej od struktur państwowych, które służą wszystkim obywatelom, także niewierzącym czy wyznawcom innych religii.
2. Symbole i patronaty mają znaczenie, ale nie powinny być narzędziem dominacji
Nadanie szpitalowi czy szkole imienia świętego to zawsze akt interpretacyjny. Jeśli decyzja taka była podjęta w sposób niekonsultowany, narzucający określoną tożsamość religijną, to zmiana może być postrzegana jako przywrócenie neutralności, nie jako zemsta, ale jako korekta. Oczywiście forma i intencja są tu kluczowe: jeśli działaniom brakuje dialogu i wrażliwości, łatwo o wrażenie rewanżu. Ale sam fakt rozdzielania sfery publicznej od religijnej nie musi oznaczać wojny z Kościołem.
3. Relacje państwo–Kościół wymagają nowego zdefiniowania, nie w celu niszczenia, lecz porządkowania
Konkordat, ulgi podatkowe, finansowanie katechezy, funkcjonowanie funduszu kościelnego, obecność duchownych w instytucjach publicznych, to wszystko elementy, które wymagają przeglądu i aktualizacji. Nie dlatego, że Kościół należy „usunąć”, ale dlatego, że społeczeństwo się zmieniło, a konstytucyjna zasada bezstronności światopoglądowej państwa pozostaje zbyt często martwa.
Przykład muzeum w Toruniu pokazuje inną stronę tego napięcia: jeśli instytucja publiczna (finansowana przez państwo) pełni rolę misyjną, ideologiczną lub partyjną, powinna być rozliczana z tej funkcji, niezależnie od tego, kto ją utworzył. Nie chodzi o zaprzeczanie wartościom, które reprezentuje, ale o pytanie: czy realizuje misję publiczną, czy partykularną?
Podsumowując: świeckość państwa to warunek sprawiedliwości instytucjonalnej, nie akt niechęci wobec religii. Jeśli rozdział państwa i Kościoła ma być uczciwy, musi obejmować także język, symbole, finansowanie i wpływy instytucjonalne, a nie tylko deklaracje. Ważne, by te zmiany nie były prowadzone w duchu odwetu, ale porządkowania. I warto o tym rozmawiać, bez oburzenia i bez uproszczeń.
W dzisiejszym wpisie umieściłem ogólny zarys reformy. Każdy z rozdziałów omówię bardziej szczegółowo w dalszych wpisach. Ten poświęcony rozdziałowi kościoła od państwa też. Wtedy zapraszam do dyskusji.
- przeprowadzą dogłębną reformę sądownictwa
- rozliczą w 100% obecnie rządzącą bandę
- zdelegalizują postkomunistyczne partie polityczne i zlikwidują antypolskie media (onet, TVN, GW)
- wprowadzą zarządy komisaryczne w dużych, mafijnych miastach
- obniżą renty dla eSBeków do śr. Krajowej i zarządzą zwrot nadpłaconych świadczeń
- wypowiedzą pakty szkodliwe dla Polski lub zawieszą członkostwo Polski w UE
- wydalą z kraju antypolskich zdrajców innych nacji
- ........
To nie jest projekt naprawy państwa, to lista represyjnych fantazji oderwanych od rzeczywistości i prawa. Wzywasz do powołania zarządców komisarycznych w „mafijnych miastach”, do zsyłania ludzi do „skansenów” za orientację lub przeszłość zawodową, do delegalizacji partii i mediów za poglądy, to nie reforma, to autorytarny zamach na wolność i konstytucję.
Co więcej: chcesz wypowiedzenia unijnych traktatów, ograniczenia wolności słowa, wydalania ludzi za poglądy lub pochodzenie. To nie są postulaty polityczne, to prawna i moralna anarchia ubrana w narodowe hasła.
Piszesz, że liczysz na „rozliczenie obecnie rządzącej bandy”, ale sam nie widzisz, że 35 lat III RP to nie był układ jednych przeciwko drugim, ale wzajemna wymiana elit pasożytujących na państwie. I PiS, i KO, i postkomuniści, wszyscy karmili się tym samym systemem. Dlatego żaden z nich nie oczyści państwa, bo sam jest jego częścią.
Nie chodzi dziś o zemstę, ideologiczną czystkę czy tworzenie rezerwatów dla „innych”. Chodzi o napisanie nowych zasad gry, uczciwych, prostych, bez świętych krów i bez wrogów ludu. A to da się zrobić tylko z poziomu suwerena, nie z pozycji pałki.
Jeśli ktoś Ci obiecuje, że załatwi to przez przemoc, wypędzenia, zamykanie mediów i nagonki, to kłamie. I szykuje Ci kraj gorszy niż ten, który rzekomo chce naprawić.
Chcesz prawdziwej reformy? To wspólnie rozmontujmy system dłużny, zależność od międzynarodowych korporacji, fikcyjną demokrację opartą na kartelach partyjnych i rozbiór ideowy państwa między Kościół a antyklerykalną wendetę. Ale nie kosztem wolności, prawa i człowieczeństwa.
Bo Polska, którą budujemy, musi być sprawiedliwa, nie święta, nie „czysta”, nie ideologicznie sterylna, tylko sprawiedliwa i wolna.
Możemy mieć nadzieję, że przyszła władza, odmienna od tej obecnej, nim cokolwiek zrobi, na bazie obecnego prawa, naprawi to co obecna władza zrujnowała, przekraczając wszelkie granice prawa, szczególnie Konstytucję, na którą tak się powoływali, a już szczytem ich bezczelności jest, że na nią przysięgali.
Jak ten etap będzie spełniony, można rozmawiać o zmianie prawa w ten sposób, by komukolwiek nie przyszło do głowy stosować prawa, jak on, czy krzywoprzysięgli prawnicy je rozumieją i to nawet w stopniu zamachu stanu.
Kolejnym etapem praca nad zmianami Konstytucji zgodnej z Polską Racją Stanu, do tego zmiana zakresu zależności UE, prawo odmowy decyzji, która jest niekorzystna dla Polski i Polaków, potem możemy iść dalej.
Dlatego rzeczywiście: bez oczyszczenia struktur z krzywoprzysiężnych prawników, partyjnych funkcjonariuszy w togach, aparatczyków zasiadających w Trybunale Konstytucyjnym i prokuratorów na pasku, nie ma mowy o żadnym nowym otwarciu. Ale uwaga: nie chodzi o zemstę, tylko o rozliczenie, transparentne, zgodne z prawem, ale nieuchronne. Inaczej każdy kolejny rząd będzie działał z myślą: „można wszystko, byle potem wygrać kolejne wybory”.
Druga sprawa, zmiana Konstytucji. Tu pełna zgoda: potrzebujemy ustawy zasadniczej pisanej w duchu Polskiej Racji Stanu, a nie kalki z lat 90., która powstała w warunkach geopolitycznej ułudy i postkomunistycznych kompromisów. Dziś potrzebujemy Konstytucji, która:
jasno definiuje suwerenność państwa, jego relacje z organizacjami międzynarodowymi (w tym UE),
przywraca realną kontrolę obywatelską nad władzą wykonawczą i sądowniczą,
chroni wolność gospodarczą i osobistą bez wyjątku dla „interesu partii”,
i przede wszystkim: ustawia państwo jako służebne wobec obywatela, nie odwrotnie.
Zgoda także co do potrzeby redefinicji relacji z Unią Europejską. Polska nie może być tylko biernym wykonawcą rozporządzeń z Brukseli. Potrzebne są mechanizmy realnego sprzeciwu wobec decyzji jawnie sprzecznych z interesem narodowym – tak, nawet jeśli oznacza to tworzenie koalicji państw niezgadzających się z dominującą linią. UE powinna być wspólnotą równych, a nie hierarchicznym imperium.
Ale tu kluczowe zastrzeżenie: żadna z tych reform nie wydarzy się bez nowej klasy politycznej i społecznego przyzwolenia. A to oznacza długofalowe działanie, od odbudowy edukacji obywatelskiej, przez nowy model mediów publicznych, po przywrócenie zaufania do samego pojęcia „państwa”. Bez tego nawet najlepszy plan pozostanie kartką papieru.
Ale: to nie papiery są problemem. Problemem jest system, który nagradza pozory zamiast jakości. I dopóki nie zmienimy tego mechanizmu, żadna wymiana ludzi nie zadziała. Bo nowi szybko zostaną wchłonięci i przeuczeni, jak grać w tę samą grę, tylko pod innym szyldem.
Masz rację, że nie da się budować nowego państwa na starych kadrach bez weryfikacji. Tylko że weryfikacja nie może polegać na łapance i selekcji „po twarzy” czy „po znajomości z Kościołem/opozycją/TVN-em”. Trzeba stworzyć mechanizmy rzeczywistej odpowiedzialności za decyzje, finansowej, cywilnej, karnej i moralnej. I tak jak napisałem wcześniej: potrzebna jest reforma strukturalna, nie tylko instytucji, ale też zasad naboru, awansu i nadzoru.
Zgadzam się też, że obecna matura, egzaminy, procesy rekrutacji to często teatr powagi zbudowany na pustce, gdzie wszyscy udają, że sprawdzają kompetencje, a w rzeczywistości system tylko wytwarza kolejnych „certyfikowanych kretynów”, Twoje słowa, ale trafne. Tylko znowu, nie wystarczy to wyśmiać. Trzeba to zdemontować i zbudować nowy system selekcji i odpowiedzialności. I to się da zrobić, ale trzeba zacząć od zerwania z logiką podziału na swoich i obcych.
Bo w każdej partii, uczelni, szpitalu, sądzie czy urzędzie są ludzie uczciwi i zdolni, tylko nie mają dziś dojścia, bo patologia wypchnęła meritokrację. Czas to odwrócić. Dlatego nie proponuję kosmetyki, tylko fundamentalną zmianę: odpartyjnienie, przejrzystość, rozdzielenie wpływów lobbystycznych od stanowisk, otwarte konkursy z realną weryfikacją i bez immunitetów dla idiotyzmu.
A język? Też masz rację, przesadna poprawność, nadęcie, kazuistyka prawnicza i nowomowa medialna skutecznie zniechęcają ludzi do zabierania głosu. Ale wyjściem nie jest wrzask i memowe obelgi, tylko język prosty, klarowny, bez cenzury, ale z klasą. Król może być nagi, ale jak chcemy go rozebrać, to nie róbmy z siebie błaznów.
Tu nie chodzi o to, żeby „zniknęli wszyscy kretyni”. Tego się nie da zrobić. Chodzi o to, żeby nie byli więcej na stanowiskach decyzyjnych i nie decydowali o naszym życiu.
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu,
...
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: Jaka?
...
Gdyby instynkt tak szeptał: wieczność jest istotą!
Nie nająłbyś hejterów za Rothschilda złoto.
...
Za to Europa w prochu powalona leży,
Że za Boga ginących tchórz uczył pacierzy
... 😉
No jeszcze jeden drobny problem. Gdyby nawet podjęto próbę reformowania państwa polskiego w ten sposób, to jak to przeprowadzić w sytuacji, gdy nasi politycy od prawa do lewa (w zasadzie powinienem napisać od lewa do lewa, bo prawica w naszym bantustanie jeszcze nie rządziła) oddali naszą suwerenność urzędasom z Brukseli? Wszak obowiązuje zasada wyższości prawa unijnego nad polskim, więc co - Bruksela będzie na ten proces patrzeć z założonymi rękoma? Nie sądzę.
Ale teraz najważniejsze: czy to oznacza, że plan naprawczy to utopia? Odpowiedź brzmi: tak – o ile oczekujemy, że ten plan zrealizuje obecny system polityczny. Tego się nie da naprawić „od środka”. To nie jest zepsute auto, to auto zaprojektowane tak, żeby się rozlatywało i żeby można było w nieskończoność fakturować naprawy.
Więc: realizacja takiego planu wymaga nowej siły. Nowego ruchu społecznego, politycznego i intelektualnego, który powstanie obok obecnych struktur, a nie z ich wnętrza. To nie musi być rewolucja z pochodniami, wystarczy masowe wycofanie społecznego przyzwolenia dla dotychczasowej fikcji. Musimy zrozumieć, że władza opiera się na zgodzie rządzonych. Przestaniemy udawać, że obecne wybory to demokracja, że to są „nasze” partie, „nasi” sędziowie, „nasze” media, i system zacznie się chwiać. Musimy wreszcie zrozumieć, że to my rozdajemy karty, że władza bez naszej legitymacji przestanie istnieć. Nauczmy się w końcu na błędach i skorzystajmy z demokracji. Nie dajmy im legitymacji!!!
Co do społeczeństwa ogłupionego pudelkiem, celebrytami i wojną plemion – zgoda. Ale nawet tu są symptomy przebudzenia. Zaufanie do wszystkich partii leci na łeb. Władze centralne i lokalne są wyszydzane. Polacy przestają się łudzić, że obecny układ „jakoś się ogarnie”. Oczywiście, większość wciąż nie wie, co zamiast. I tu wkracza potrzeba takiego planu, jak ten. Bo sama wściekłość bez kierunku nie prowadzi do naprawy, tylko do kolejnych populistów.
I wreszcie: Unia Europejska. Tak, to będzie przeszkoda. Bo każda próba odzyskania realnej suwerenności uderza w interesy Brukseli i Berlina. Ale nie jesteśmy bezbronni. Są mechanizmy prawne, są sojusze z państwami myślącymi podobnie (Węgry, Słowacja, częściowo Włochy). Nawet Unia nie może wiecznie tłamsić kraju, w którym obywatele masowo mówią: „dość”. Ale najpierw musimy mieć co im pokazać – gotowy plan, alternatywę, której nie da się zignorować.
Więc tak – to utopia. Ale tylko do momentu, w którym przestaniemy wierzyć, że „oni” to załatwią za nas.
Ale to nie znaczy, że nie ma ludzi, na których można dziś postawić. Są, nawet w istniejących partiach. Nie każdy, kto działa w ramach obecnych ugrupowań, jest automatycznie częścią układu. Niektórzy młodzi politycy, Grzegorz Płaczek z Konfederacji, Paulina Matysiak z Razem, Michał Woś czy Patryk Jaki z byłych środowisk Ziobry, to przykłady osób, które mimo różnych poglądów, mają cechy wspólne: niezależność, autentyzm i odwagę.
Oni są zbyt bezkompromisowi, by szybko „wkręcić się” w układ, ale zbyt niepokorni, by zdominować obecne szyldy. Dlatego nie chodzi o to, by nowy ruch całkowicie odciął się od partii, ale by wyciągnął z nich to, co wartościowe, i połączył z tym, co oddolne, obywatelskie, bezimienne.
Nie zbudujemy nowej siły na celebrytach ani wiecznych skoczkach partyjnych, ale też nie musimy tworzyć wszystkiego od zera. Trzeba zbudować mechanizm selekcji, w którym najpierw rozpoznajemy ludzi po ich działaniach, konsekwencji i odwadze – a dopiero potem pytamy, z jakiej są partii. Jeśli ktoś mówi rzeczy ważne, ale z lewej flanki, nie skreślamy go. Jeśli ktoś działa uczciwie w niszowej frakcji, warto dać mu przestrzeń.
Nowy ruch nie może być szyldem. To ma być platforma współpracy ludzi o różnych poglądach, ale wspólnych zasadach. Nie rozmyta ideologia, tylko konkretne minimum ustrojowe i etyczne, które musi być respektowane: niezależność Polski, przywrócenie prawa, likwidacja klientelizmu, silne instytucje, decentralizacja władzy, odbudowa wspólnoty.
Tak, trzeba uważać, żeby nie dali się podpiąć do tego kolejni cwaniacy z przeszłością. Ale to nie znaczy, że nie można zaufać nikomu. Trzeba zaufać rozsądnie, ostrożnie, na podstawie działań, nie deklaracji. Ludzie tacy jak Płaczek, Matysiak, Woś, Jaki – mogą być takimi punktami odniesienia. Jeśli dołączą do nich ci, którzy dziś są „poza sceną”, ale nie poza życiem publicznym, wtedy coś może się zrodzić.
To nie będzie łatwe. Ale jeśli mamy czekać aż wszyscy się wypalą, to wypalimy się razem z nimi.