Profesor Henryk Samsonowicz, mediewista z Uniwersytetu Wrocławskiego ,a nawet minister edukacji (jeszcze nie" narodowej " w nazwie resortu)w pierwszym rządzie III RP sformułował ciekawą tezę obrazującą bardzo subiektywne podejście do identyfikacji narodowej. Twierdził on, że jeśli prawosławny Murzyn uzna siebie za Polaka to nie można mu tej jego autoidentyfikacji zanegować.
W ostatnich dniach pan Kuba Wojewódzki przyznał publicznie, że czuje się Katalończykiem. Biedna Katalonia ! Jestem głęboko przekonany, że ów region z ambicjami bycia niepodległym państwem będzie się przede wszystkim kojarzył z bazyliką Sagrada Familia, kamienicą Casa Batllo, parkiem Guell czy budynkiem Casa Mila i ich wszystkich autorem, prawdziwym Katalończykiem Antonim Gaudi (nie: Antonio, bo to tak mówią Hiszpanie). Panicz Kuba, niewiele młodszy ode mnie, ale wciąż w krótkich spodenkach lubi szokować, choć w ostatnich latach reakcją na jego happeningi jest już tylko ziewanie. Skądinąd bycie Katalończykiem (według jego widzimisię) nie wyklucza bycia kretynem, a więc przynależności do wspólnoty ponadnarodowej, zresztą bardzo licznej. Auto-lans starszego pana, który dalej czuje się, jakby był dopiero co nastolatkiem jest żałosny, jednak jak mówi stare, ale jare polskie przysłowie „Tak krawiec kraje jak mu materii staje”. Nawet do poziomu choćby drużyny rezerwowej FC Barcelona Kubusiowi daleko. Jeszce niedawno był dziecinny, a teraz już jest zdziecinniały.
Historia tego gościa może być skromnym aneksem do książki o rodzimych zidiociałych celebrytach, którzy są tak przewidywalni w swoich sympatiach i antypatiach politycznych - bo przecież na poglądy ich nie stać- że oglądając ich kolejne hejterskie wyskoki trzeba się pilnować, aby zasłaniać usta przy ziewaniu. Nuda, panie nuda - powiedziałby stary lwowiak, gdyby widział ,to co my zmuszeni (?) jesteśmy oglądać.
Ilekroć czytam.' bo przecież szkoda czasu na oglądanie „na żywo” - o występach czy występkach rodzimych prorządowych celebrytów od razu przypomina mi się recenzja, którą Tadeusz Boy Żeleński skwitował „Gałązkę rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego : „Nic w życiu nie było mi oszczędzone”
Cóż,nic dodać ,nic ująć...
*Artykuł ukazał się na portalu "Wpolityce.pl"