Widowiskowego samozaorania dokonał portal jednego z braci Karnowskich wPolityce. Ten - uznawany za najbliższy poglądom prezesa Kaczyńskiego - portal opublikował właśnie na "jedynce" artykuł: "Niesłychane! Posłowie PO obrazili nauczycieli na campusie"
Podczas Campusu Polska Przyszłości doszło do debaty o edukacji. Podczas niej poseł Koalicji Obywatelskiej Adrian Witczak obraził nauczycieli, nazywając ich „bumelami”.
Czy czasem nie jest tak, że my, nauczyciele, jesteśmy trochę bumelami i nie nadążamy również za tym, jak uczą się uczniowie? – pytał.
Całą sytuację możemy ujrzeć na twicie:
Problem jest taki, że każdy kto choć trochę interesuje sie sprawami dzisiejszej młodzieży zrozumiał co mówił poseł Witczak. Pytał - może niezbyt wyraźnie - czy nauczyciele nie są boomerami, co w młodzieżowym slangu oznacza osobę konserwatywną, przestarzałą, odporną na nowe technologie, nie rozumiejącą spraw młodzieży, po prostu osobe z czasów powojennego wyżu demograficzno - gospodarczego (baby boom)
Czy to jest obraza? Szczerze wątpię. Może dla kogoś kto za punkt honoru stawia sobie bycie modnisiem.
Tyle, że Readakcja wPolityce, zrozumiała to jako "bumel" - słowo które nie istnieje, ale kojarzy się z bumelantem - słowem z głębokiego PRLu którym okrelano leniów, nierobów, amatorów łatwego grosza.
Publikując powyższy artykuł i eksponujac go tak mocno na stronie Redakcja wPolityce wyraźnie pokazała to, co zwykle redakcje starają się zamaskować: że nie rozumie współczesności i ma z nią dość słaby kontakt. Jeśli myśli, to kategoriami PRL.
Czy jestem tym zaskoczony? Skądże. To jedynie potwierdza moje wcześniejsze obserwacje, że o ile w kwestiach politycznych i wielu innych publicyści prawicowi to cenne źródło informacji, czasem niezywkle inspirujący analitycy, to w kwestii edukacji, tego co współcześnie dzieje się w szkołach są to zwykłe jełopy - czyli ci bardziej ostrożni, nie mówią nic lub są zwykłymi kserokopiarkami przekazów od mocodawców, a ci z większymi cochones i większym wigorem walą andronami opartymi na czasach gdy sami byli uczniami. I o ile na tamte czasy mogły to być myśli cenne, to dziś wzbudzają jedynie uśmiech politowania ponieważ zupełnie nie przystają do realiów. A publicyści prawicowi są - stety nie-stety - zwykle znacznie bardziej oblatani cwani i z większą wiedzą i inteligencją niż politycy prawicy zwłaszcza ci z Prawa i Sprawiedliwości.
Byłem nauczycielem nauki zawodu pół roku - jeden semestr. Ale ZTCP to edukacja jest silnie sfeminizowana, więc nie boomerzy, tylko boomerki i bumelanci. Witczak znowu się nie popisał :)
AI Overview
Przewaga nauczycielek nad nauczycielami – określana jako feminizacja zawodu nauczyciela – to zjawisko występujące na całym świecie. W polskich szkołach kobiety stanowią około 78–82% ogółu kadry pedagogicznej, a w edukacji wczesnoszkolnej i przedszkolnej wskaźnik ten sięga nawet 90%. [1, 2, 3, 4]
Główne przyczyny tego stanu rzeczy mają podłoże ekonomiczne, historyczne i kulturowe:
1. Poziom zarobków a oczekiwania finansowe
Sektor edukacji publicznej zmaga się z relatywnie niskimi pensjami podstawowymi w porównaniu do biznesu czy branż technologicznych. W strukturach społecznych od mężczyzn wciąż często oczekuje się roli głównego żywiciela rodziny. Niskie płace powodują, że mężczyźni rzadziej wybierają studia pedagogiczne, szukając zatrudnienia w bardziej dochodowych sektorach rynkowych. [1]
2. Elastyczność czasu pracy i wychowanie dzieci
Zawód nauczyciela uchodzi za stabilny i ułatwiający godzenie życia zawodowego z rodzinnym: [1]
Statystycznie to kobiety częściej modyfikują ścieżkę kariery pod kątem wychowywania dzieci. [1, 2]
3. Stereotypy płciowe i uwarunkowania kulturowe
Od wieków opieka nad dziećmi i ich socjalizacja były kulturowo przypisywane kobietom. Zawód nauczyciela postrzegany jest jako naturalne przedłużenie tych ról. Cechy takie jak empatia, cierpliwość czy opiekuńczość są stereotypowo utożsamiane z kobiecością, co podświadomie zachęca kobiety do wyboru tej ścieżki i jednocześnie może zniechęcać mężczyzn. [1, 2, 3]
4. Struktura wyższego wykształcenia
Aby pracować w szkole, wymagane jest ukończenie studiów wyższych. W Polsce i wielu innych krajach rozwiniętych występuje wyraźna luka edukacyjna – kobiety znacznie częściej niż mężczyźni kończą studia. Stanowią one blisko 60% wszystkich studentów, dominując w szczególności na kierunkach humanistycznych, społecznych i pedagogicznych. [1, 2, 3]
5. Historyczna dewaloryzacja zawodu
Gdy w XIX i XX wieku masowo otwierano szkoły publiczne, poszukiwano taniej siły roboczej. Masowe zatrudnianie kobiet (którym płacono wówczas mniej niż mężczyznom) doprowadziło do ekonomicznego i prestiżowego spadku rangi tej profesji. Powstało zjawisko tzw. „błędnego koła” – zawód zdominowany przez kobiety tracił prestiż finansowy, przez co stawał się jeszcze mniej atrakcyjny dla mężczyzn. [1, 2, 3]
Warto zauważyć, że im wyższy szczebel edukacji (szkoły ponadpodstawowe, uczelnie wyższe), tym odsetek mężczyzn staje się większy. [1, 2]
Jeśli interesuje Cię ten temat, możemy porozmawiać o tym:
Jak państwo próbuje (lub mogłoby) przyciągnąć mężczyzn do zawodu nauczyciela? [1, 2, 3, 4]