Wszystko kręci się wokół piłki, ale nie dajmy się zwariować. Nie samym futbolem żyje człowiek ! Nawet w okresie Mundialu. Z czystej przekory nastawiam ucha na wieści z innych dyscyplin. Chociażby te dotyczące owszem,piłki, ale dużo mniejszej: tenisowej. Na szczytach polskiego tenisa dokonała się rewolucja. Będący „od zawsze” liderem Hubert Hurkacz stracił tę pozycję na rzecz Kamila Majchrzaka. W tenisie kobiecym po Otwartych Mistrzostwach Francji też, zmiany, zmiany, zmiany... Iga Świątek pozostała oczywiście liderką, ale Maja Chwalińska wyprzedziła obie nasze Magdy czyli Fręch i Linette i jest wiceliderką, a w pierwszej setce ATP,gdy chodzi o Polki zrobił się błogosławiony tłok.
Miło poczytać wywiady ze sportowcem nie tylko o sporcie. Ostatnim ciekawym rozmówcą jest Kamil Majchrzak, który podniósł się po przeszło rocznej przerwie związanej z zawieszeniem go za rzekomy doping.
Lubimy takie historie: ktoś dostaje „dzwona” ,ląduje na glebie, ale podnosi się ,pokazuje charakter i hart ducha. To właśnie „story” o polskim tenisiście, który jest już jest w pierwszej pięćdziesiątce rankingu ATP.
Dalej trwa wojna o PKOL. To już doprawdy nużące. Ostatnio obserwuję aktywność prezesów niektórych związków sportowych skupionych nie na zapewnieniu swoim zawodniczkom i zawodnikom jak najlepszych warunków do walki o medale i "Mazurki Dąbrowskiego" dla Polski, tylko na mniej lub bardziej skutecznym strzelaniu z procy w kierunku prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Zdaje się, że saga ta potrwa jeszcze długo i jest to dla polskiego sportu zła wiadomość.
Od czarnych chmur nad polskim ruchem olimpijskim przejdę do ... „czarnego sportu”. Świat żużla rządzi się swoimi prawami i futbolowy Mundial nie ma na te dość hermetyczna galaktykę speedwaya większego wpływu. W żużlowych Mistrzostwach Świata, które od dawna nie składają się z jednego turnieju (tak złoto IMŚ zdobył 53 lata temu nasz rodak Jerzy Szczakiel) - tylko wielu. Bartosz Zmarzlik broni tytułu najlepszego jeźdźca globu ,ale w tegorocznej klasyfikacji o trzy punkty wyprzedza go wicemistrz świata Australijczyk Brady Kurtz. Wielu wieszczy, że w Grand Prix 2026 „kangur” zdetronizuje Sarmatę. Choćby dla tego, że jak mówi się w żargonie żużlowym lepiej „dogaduje się" ze sprzętem, czyli motocyklem. Oj, nie skreślajcie Bartka za wcześnie. Niektórzy międzynarodowi działacze zrobili wszystko,aby Polak nie został mistrzem świata już dwa lata temu,gdy prowadził z olbrzymią przewagą. Wtedy w jednym z turniejów zdyskwalifikowali go za ...niewłaściwą reklamę na plastronie ( zakrywa klatkę piersiową i plecy). Teraz sporo ekspertow dowodzi,że lepiej (?) dla speedwaya będzie ,jak na szczycie będzie zmiana i Polaka zastąpi Australijczyk. Na szczęście to nie działacze i pseudoeksperci czy inni czanowidze będą decydować czy nasz żużlowiec,jako pierwszy jeździec w historii zdobędzie po raz siódmy tytuł mistrza świata. Ja w Zmarzlika wierzę. Tor zdecyduje...
Artykuł ukazał się w tygodniku "Gazeta olsztynska"