Zapraszam do lektury wywiadu,którego udzieliłem red. Agnieszce Niesluchowskiej i "Wprost" . Dotyczy on expose szefa MSZ rządu w Warszawie. Porównuje go do...Orbana. Dlaczego? Proszę przeczytać?
Nie dowiedziałem się z wystąpienia Radosława Sikorskiego niczego, czego bym się nie spodziewał. To przemówienie z pewnością nie wejdzie do kanonu polskiej dyplomacji. W swoich tezach Sikorski był bardzo przewidywalny. Rozumiem, że w interesie rządu jest przedstawianie grozy sytuacji w naszym regionie. Paradoksalnie – choć pewnie go to oburzy – porównałbym go do Viktora Orbána. On robi to samo I TEŻ na użytek wewnętrzny – mówi w rozmowie z „Wprost” Ryszard Czarnecki, były europoseł PiS.
Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost:” Większość posłów PiS, w tym Jarosław Kaczyński, zignorowało wicepremiera i ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego i nie przyszło wysłuchać jego exposé w Sejmie. Pan też by tak postąpił?
Ryszard Czarnecki: Nie chcę tego oceniać. Mam jednak wrażenie, że szef MSZ ciężko pracował na nieobecność opozycji, a przynajmniej jej znacznej części. Skoro sam wielokrotnie ustawiał się w roli „antypisowskiego walca” nie powinien się teraz dziwić. To był po prostu rachunek za jego wcześniejszą postawę. Zresztą minister SPRAW ZAGRANICZNYCH w żadnym kraju nie powinien być „FIGHTEREM” walczącym z opozycją. To rola dla posłów z tylnych rzędów, a nie dla szefa dyplomacji. Wiadomo jednak, że dla niego resort jest, jak się wydaje, jedynie etapem w karierze politycznej.
Sugeruje pan, że to było bardziej exposé kandydata na prezydenta? Do wyborów długa droga.
Sikorski traktuje MSZ absolutnie jako przystanek. Być może jest już nieco znudzony funkcją, którą sprawował przez szereg lat i postrzega ją teraz GŁÓWNIE jako trampolinę czy windę, która ma go zawieźć wyżej w hierarchii władzy.
Odkładając na bok ambicje – czy to było dobre wystąpienie? Zaczęło się od długiej listy zagrożeń i cytatów o nadchodzącej wojnie. Jaki był pana zdaniem cel ministra?
Po tym wystąpieniu mogę jedynie powtórzyć łacińską maksymę: „Nihil novi sub sole”, czyli nic nowego pod słońcem. Nie dowiedziałem się niczego, czego bym się nie spodziewał. To nie było przemówienie przełomowe i z pewnością nie wejdzie do kanonu polskiej dyplomacji. W swoich tezach Sikorski był bardzo przewidywalny.
Rozumiem, że w interesie rządu jest przedstawianie grozy sytuacji w naszym regionie. Paradoksalnie – choć pewnie go to oburzy – porównałbym go do Viktora Orbána. On robi to samo I TEŻ na użytek wewnętrzny.
To dość karkołomne porównanie.
Orbán, walcząc o wygraną w kwietniowych wyborach, od miesięcy mocno gra kartą antywojenną, PODKREŚLAJĄC, że Węgry nie chcą brać udziału w wojnie i jej finansować. Natomiast Sikorski zagrał kartą wojenną. Choć trzeba uczciwie przyznać, że Rosja w ostatnich miesiącach poniosła na arenie międzynarodowej ogromne porażki. Stało się to zresztą dzięki politykowi, którego sam Sikorski atakował – mam na myśli Donalda Trumpa.
To Trump odebrał Putinowi ważny instrument wpływu na obszarze postsowieckim, stając się skutecznym mediatorem między Armenią a Azerbejdżanem. To on zaprosił prezydentów pięciu krajów Azji Środkowej do Białego Domu i podpisał kontrakty na około 140 miliardów dolarów, wyrywając te państwa ze strefy wpływów Rosji. Oczekiwałbym zauważenia tego faktu.
Rosja jest groźna, ale Stany Zjednoczone potrafiły mocno uderzyć w jej wpływy. W exposé tego zabrakło.
Przecież minister powiedział, że jesteśmy i będziemy lojalnym sojusznikiem Ameryki, ale „nie możemy być frajerami”.
Przepraszam, oczywistość, żadne „odkrycie Ameryki”. Amerykanie są bardzo brutalni w pilnowaniu własnych interesów. To nasz kluczowy sojusznik, z którym trzeba umieć grać, ale nie należy robić tego na klęczkach. Trzeba walczyć o swoje, tyle że Radosław Sikorski tego nie wymyślił – ja mówię o tym od lat.
Prezydent, który w odróżnieniu od polityków PiS, przysłuchiwał się sejmowemu wystąpieniu ministra i skomentował słowa Radosława Sikorskiego, m.in. chwaląc „dojrzałość” ministra. „Cieszę się, że wybrzmiało z jego słów — choć z dużą dozą sceptycyzmu względem USA odbywało się to wystąpienie — że Waszyngton, Stany Zjednoczone, NATO są strategicznymi partnerami Polski”.
Ja również tego nie krytykuję. Podkreślam jedynie, że wśród przyjaciół trzeba szczerze rozmawiać o pieniądzach. Mamy wspólne interesy z Ameryką, ale to nie oznacza, że nie mamy TWARDO negocjować cen gazu czy uzbrojenia.
Czasem możemy mieć inne zdanie niż Waszyngton i WSZYSCY : PREZYDENT I minister MUSZĄ to zrozumieć.
Które elementy tego exposé uznał pan za ważne?
Plusem jest to, że w pewnych miejscach wystąpienie mogło być bardziej skandalizujące, a nie było.
Czyli nie było aż tak bardzo w stylu Orbána? Niektórzy politycy PiS, jak europoseł Zdzisław Krasnodębski, mówią, że to nie było exposé, tylko „płycizna”.
O tym przemówieniu za tydzień nikt nie będzie pamiętał. Mówię to z żalem, bo Polska potrzebuje dziś odważnej, śmiałej koncepcji POLITYKI zagranicznej, ponieważ świat gwałtownie się zmienia. Odnoszę wrażenie, że Radosław Sikorski albo tego nie zauważył, albo z jakichś powodów nie chce o tym mówić.
A Sejm jest właśnie od tego, by budować silną pozycję POLITYKI ZAGRANICZNEJ państwa poprzez WSPARCIE społeczne i polityczne, także ze strony opozycji.
Czego konkretnie panu zabrakło? Jakie trzy konkrety powinny paść w takim wystąpieniu?
Po pierwsze, minister powinien zjednywać opinię publiczną i opozycję wokół celów polityki zagranicznej. Tego nie robi się samym exposé, ale wcześniejszą działalnością. Szef dyplomacji powinien lać oliwę na wzburzone fale i wyjmować ten obszar poza nawias bieżącego konfliktu partyjnego. Sikorski robi coś odwrotnego.
Po drugie?
Powinien pokazać nową diagnozę geopolityczną. To, że sytuacja jest poważna, wiedzą już nawet uczniowie. Jednak Amerykanie narzucają zupełnie nowy scenariusz, a minister się do tego nie odniósł. Bez nowej diagnozy nie będzie żadnego ZWROTU politycznego. I na koniec,PO TRZECIE, oczekiwałem rzetelnego przeglądu relacji z sąsiadami. Mamy inne zdanie niż kraje Grupy Wyszehradzkiej w pewnych kwestiach, ale to nie znaczy, że nie należy zacieśniać z nimi współpracy. Chciałbym też usłyszeć, że przyszłość Unii zależy od sojuszu największego państwa UE – Niemiec z największym państwem naszego regionu, czyli Polską. To nie padło. Oczekiwałem wystąpienia historycznego, a dostaliśmy rutynowe oświadczenie.