Stefan Kalisiewicz, jeden z partyzantów ,,Zapory’’ z czasów okupacji niemieckiej wspominał, że już po ,,wyzwoleniu’’ Lublina ,,Zapora’’ kazał mu jechać do swojej rodziny w Tarnobrzegu. Tam najprawdopodobniej 11 listopada 1944 roku został aresztowany przez NKWD i osadzony w prowizorycznym, składającym się z ziemianek, obozie NKWD w Borku niedaleko Klimontowa. Został skazany przez Trybunał Więzienny Armii Czerwonej i przewieziony do więzienia PUBP w Tarnobrzegu, gdzie oczekiwał wraz z partią więźniów na wywiezienie do ZSRR. W pierwszych dniach 1945 roku udało mu się oswobodzić z więzienia i wrócić na Lubelszczyznę gdzie dołączył do nowo organizowanego oddziału ,,Zapory’’[1]
To co spotkało Stefana Kalisiewicza to tylko jeden z tysięcy przykładów losów partyzantów, którzy w czasie okupacji walczyli z Niemcami (sam Kalisiewicz był w ZWZ od początku 1940 roku – do partyzantki poszedł w 1944; jako członek patrolu ,,Kordiana’’ brał udział m.in. w bitwie pod Krężnicą Okrągłą największą bitwą jakie oddziały ,,Zapory’’ stoczyły z Niemcami) a po wojnie zamiast rozpocząć normalne życie czekało ich trudne spotkanie z rzeczywistością i często aresztowanie lub nawet śmierć. (w tym samym obozie w Borku Klimontowskim został zamordowany – mimo wydanego ośmioletniego wyroku ,,za wrogi stosunek do ZSRR’’ – Tadeusz Socha, szef Kedywu AK Obwodu Nisko-Stalowa Wola, uczestnik walk o Rudnik nad Sanem w ramach Planu ,,Burza’’).
Kalisiewicz o tym nie wspomina ale można przypuszczać, że został zatrzymany za jakąś nieścisłość w dokumentach (Kisielewicz w Tarnobrzegu zamienił się dokumentami z Eugeniuszem Buszyńskim ,,Ali’’, który musiał wracać do Lublina – a można przypuszczać, że miał mniej ,,pewne’’ papiery niż kenkarta Kalisiewicza) i możliwą przynależność do Armii Krajowej (na przesłuchaniach w obozie enkawudziści nie wierzyli mu że nie był w AK: ,,To jaki ty Polak, że nie był w AK! Kłamiesz! – krzyczeli i odsyłali mnie do dołu’’[2]).
Nie wiadomo czy Kisielewiczowi by pomogło gdyby miał przy sobie dokumenty, które oddał Buszyńskiemu wśród, których musiało znajdować się, wydane przez RKU w Lublinie, sześciomiesięczne odroczenie od wojska. Z jednej strony wojsko mogło być bezpiecznym schronieniem (dla ukrycia swojej partyzanckiej przeszłości) z drugiej natomiast, wojsko było cały czas kontrolowane pod kątem wyszukiwania takich właśnie ludzi; wielu partyzantów z czasów niemieckiej okupacji trafiło najpierw do ,,ludowego’’ Wojska Polskiego a później zostało wywiezionych do Związku Radzieckiego). Posiadanie takiego dokumentu uratowało przed aresztowaniem innego partyzanta ,,Zapory’’ Mariana Pawełczaka ,,Morwę’’ (o czym poniżej).
Bardzo często za początek działań przeciwko komunistom przez ,,Zaporę’’ uważa się wydarzenia jakie miały miejsce w nocy z 5 na 6 lutego 1945 roku w Chodlu. Partyzanci rozbili tam posterunek MO. Była to akcja odwetowa za zabicie kilka dni wcześniej czterech żołnierzy AK, wśród nich byłego podkomendnego ,,Zapory’’ Teofila Rejkiewicza ,,Piotra’’[3], przez komendanta tamtejszego posterunku Abrama Taubera, który w czasie ataku na posterunek przebywał poza nim i później go nie odnaleziono[4]. Partyzanci wzięli do niewoli jedynego przebywającego tam milicjanta i wycofali się z Chodla. To właśnie te wydarzenia i następująca po nich obława na oddział spowodowała, że ,,Zapora’’ już zwartą grupą przystąpił do akcji zaczepnych skierowanych przeciwko nowej władzy. Oczywiście atak na posterunek miał swoje powody – gdyby milicjanci nie zabili partyzantów – to przecież ,,Zapora’’ nie miałby póki co żadnych powodów żeby ich atakować; zresztą oddział wziął do niewoli jedynego milicjanta obecnego na posterunku celem rozpytania co do okoliczności mordu – ale mimo wszystko należy to rozumieć jako akcję zaczepną. Właśnie dlatego atak na posterunek MO uważa się za nowy etap w działalności – póki co – oddziału partyzanckiego ,,Zapory’’. Wcześniej byli podkomendni ,,Zapory’’ walczyli przeciwko władzy ludowej lecz ich akcje miały wyłącznie charakter samoobrony.
Taki charakter miało w dniu 2 września 1944 roku – czyli jeszcze na długo zanim ,,Zapora’’ ponownie zorganizował oddział – starcie braci Pawełczaków ,,Jura’’ i ,,Głaza’’ z milicjantami w Popkowicach[5]. Trzeci z braci Pawełczyków Marian ps. ,,Morwa’’ również nie uniknął starcia z nową władzą. Milicjanci z Urzędowa zabrali go z domu w Popkowicach do aresztu gdzie na szczęście wyjaśniło się, że posiada (,,lewe’’) zaświadczenie z RKU po czym został zwolniony[6].
Poszukiwany przez nowe władze był również zastępca Dekutowskiego Stanisław Wnuk ,,Opal’’. 15 sierpnia 1944 roku zgłosił się do RKU w Lublinie gdzie został ostrzeżony przez oficera spisującego jego dane, że tacy ja on są obecnie wyłapywani i wysyłani na ,,białe niedźwiedzie’’. Jednocześnie NKWD przeprowadziła tego samego dnia nalot na jego dom w Borowie[7].
Samo zatrzymanie wspomnianego wyżej Kisielewicza 11 listopada – jeżeli rzeczywiście został wtedy zatrzymany i wcześniejsze 15 sierpnia Stanisława Wnuka a także mord na żołnierzach AK w Chodlu nabierają symbolicznego znaczenia: oto wojskowi, walczący z Niemcami przez większą część okupacji zamiast orderów są ścigani jako bandyci czasem dostając kulę w plecy w dniu najważniejszych dla żołnierza świąt: odzyskania niepodległości i święta Wojska Polskiego. To wszystko powodowało, że żołnierze zagrożeni aresztowaniem musieli szukać schronienia w ,,lesie’’. Wcześniej słyszeli wieści z daleka: o rozbrajaniu partyzantów z wileńskich oddziałów AK czy o – bliższej im – epopei 27 Wileńskiej Dywizji AK ale to były tylko głosy niesprawdzone, niepoparte relacjami świadków. Teraz mogli się przekonać na własnej skórze, że ,,sojusznicy ich sojuszników’’ traktują ich jako wrogów[8].
Samorzutne powstawanie leśnych oddziałów w odpowiedzi na zagrożenia ze strony nowej władzy miało jeszcze jeden ważny czynnik: zapobiegało ,,bandyceniu’’ się partyzantów. Pozostawieni samymi sobie żołnierze AK mając zamkniętą drogę do normalnej pracy czy wojska, nie mając za co żyć stawali się z dnia na dzień bandytami napadającymi nawet na ludzi wcześniej im pomagającym[9]. Z drugiej zaś strony trzeba przyznać, że walka z bandytyzmem we własnych szeregach była w podziemiu niepodległościowym normą a przestępstwa popełniane przez członków oddziałów były surowej traktowane (włącznie z rozstrzeliwaniami) niż popełniane przez cywili.
I na koniec trzeba jeszcze napisać o sprawie chyba najważniejszej: konieczności przeciwstawienia się złu jakie wokół nich się działo; byli partyzanci czasu okupacji niemieckiej po prostu nie mogli przymknąć na to oczu, nie mogli zająć neutralnego stanowiska wobec władz komunistycznych – byłoby to sprzeniewierzeniem ideałów o które walczyli często od początku okupacji. Znamiennym przykładem jest tu doświadczenia Aleksandra Głowackiego przyszłego zastępcy ,,Zapory’’ w oddziale partyzanckim. Głowacki dostał się do niemieckiej niewoli we wrześniu 1939 roku, w której spędził całą wojnę: udało mu się uciec z niewoli w czasie ewakuacji obozu oficerskiego w Woldenburgu skąd wrócił do rodzinnego Kazimierza Dolnego. Od znajomych dowiedział się, że Sowieci przeprowadzają już czystki wśród byłych akowców, sam zorientował się że jest obserwowany. Słyszał o aresztowaniach, zsyłkach na Sybir, wcielaniu siłą do wojska: ,,Szybko zorientowałem się w nastrojach panujących w mieście. Współgrały one z moimi odczuciami - gdy krasnoarmieniec zabierał mi buty, a oficer w polskim mundurze domagał się wyrzeczenia podstawowych wartości mojego dotychczasowego życia, złamania przysięgi’‘[10]. Musiał podjąć decyzję czy zniknąć, rozpłynąć się gdzieś w terenie co kłóciłoby się z przysięgą złożoną jeszcze przed 1939 rokiem i z jego podejściem do życia, czy też podjąć walkę. Zdecydował się na wstąpienie do oddziału ,,Zapory’‘.
W Kalendarium akcji zbrojnych przeprowadzonych przez oddziały Hieronima Dekutowskiego ,,Zapory’’ Tadeusz Zych oprócz dwóch starć ,,Głaza’’ i innych partyzantów z milicjantami w Popkowicach oraz obławie na dom ,,Opala’’ w Borowie, jeszcze przed rozbiciem posterunku MO w Chodlu wymienia pod datą 1 lutego 1945 roku zlikwidowanie przez reaktywowany patrol ,,Grzechotnika’’[11] cztery osoby wspierających reżim komunistyczny[12]. Zlikwidowano wówczas Janusza Gruchalskiego milicjanta i członka PPR odpowiedzialnego za prześladowanie żołnierzy AK przez nową władzę[13]. To właśnie akcje likwidacyjne miały stać się jednym z ważniejszych aspektów działalności partyzantki antykomunistycznej: likwidowanie nadgorliwych funkcjonariuszy resortu miało hamować ich aktywną działalność w zwalczaniu partyzantki (aspekt odstraszający), bronić ludność cywilną przed ich samowolą czy karać za ich postępowanie. Jasną rzeczą jest, że takie działania powodowały odwet ze strony władzy[14] i takie akcje musiały mieć swoje uzasadnienie[15]
W takich właśnie okolicznościach Hieronim Dekutowski zorganizował na nowo oddział partyzancki. Składał się on początkowo z dwunastu ludzi. Oprócz ,,Zapory’’ tworzyli go: Aleksander Sochalski ,,Duch’’, Jerzy Pawełczak ,,Jur’’, Gabriel Gajewski ,,Oset’’, Benedykt Surdacki ,,Cygan’’, Marian Klocek ,,George’’, Jerzy Seroka ,,Terry’’, Edward Szebesta ,,Czarny’’, Marian Suszek ,,Cichy’’, Stanisław Gabriołek ,,Grot’’, Stefan Kisielewicz ,,Stefan’’ i Stanisław Rusek ,,Tęcza’’[16].
Bibliografia:
1. Klukowski Z, Zamojszczyzna 1918-1959, Warszawa 2023.
2. Kurek E., Zaporczycy. Relacje, t. I – V, Lublin 2010.
3. Sulej M., Marian Bernaciak ,,Orlik’’. Biografia, Warszawa 2015
4. Surdej M., Rozbicie więzienia PUBP w Tarnobrzegu – 2 listopada 1944 roku.
5. Surdej, ,,Trzy Konspiracje’’. Historia Aleksandra Rusina ps. ,,Rusal’’, Rzeszów – Warszawa, 2020.
6. Śmietanka-Kruszelnicki R., Podziemie poakowskie na Kielecczyźnie w latach 1945-1948, Kraków 2002
7. Wnuk R., Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000,
8. Zych T., Przyjdzie zwycięstwo… Major Hieronim Dekutowski ,,Zapora’’ (1918-1949), Tarnobrzeg 2025.
Artykuły:
1. Cieślicki K., Urzędów w walce z władzą rosyjską, zwaną ludową ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2016 roku
2. Wośka D. Wspomnienia – w szkole podoficerskiej ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2016 roku
3. Wośka D., Wspomnienia ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2019 roku.
[1] Kurek E., Zaporczycy, Relacje, t. IV, Lublin 2011., s. 50. Właściwie nie wiadomo jak zatrzymanym udało się opuścić więzienie. Sam Kalisiewicz wspomina, że ktoś dał znać, że drzwi więzienia są otwarte. ,,Nie wiem do dziś, czy ktoś zapomniał je zamknąć, czy zrobione to zostało specjalnie’’. Więzienie PUBP w Tarnobrzegu faktycznie zostało rozbite przez Kazimierza Bogacza ,,Bławata’’ i jego współpracowników tyle, że to miało miejsce 2 listopada 1944 roku czyli jeszcze zanim Stefan Kalisiewicz został aresztowany a – z racji dat o jakich wspomina Kalisiewicz: 11 listopad i 31 grudnia/1 stycznia – niemożliwe by on się aż tak mylił w datowaniu swojego aresztowania/zwolnienia, M. Surdej, Rozbicie więzienia PUBP w Tarnobrzegu – 2 listopada 1944 roku.
[2] Kurek E., Zaporczycy…, t. IV, s. 50.
[3] Pozostali zamordowani to: komendant placówki AK w Chodlu Edmund Pogoda ,,Rubit’’, jego brat Bolesław i zastępca komendanta Stanisław Wójcik, w: Tamże, Tom IV, s. 23.
[4] Po tych wydarzeniach Tauber przeniósł się do Szczecina a po 1968 roku wyemigrował do Izraela. Nigdy nie został osądzony.
[5] T. Zych, Przyjdzie zwycięstwo… Major Hieronim Dekutowski ,,Zapora’’ (1918-1949), Tarnobrzeg 2025. 333. Nie było to jedyne starcie ,,Jura’’ z milicją. 19 XII Jerzy Pawełczak wraz z innymi partyzantami ,,Głazem’’, ,,Cyganem’’ i jeszcze jednym partyzantem zostali zaatakowani w Popkowicach przez kilku milicjantów zabijając dwóch z nich a dwóch raniąc w: R. Wnuk, Lubelski Okręg AK, DSZ i WiN 1944-1947, Warszawa 2000, s. 276.
[6] E. Kurek, Zaporczycy…, t. V, s. 114.
[7] Tamże, t. I, s.122-123.
[8] Prześladowania żołnierzy AK przez nowych okupantów nie były działaniami całkowicie pozbawionymi sensu; Ryszard Śmietanka-Kruszelnicki w monografii podziemiu poakowskiego na Kielecczyźnie stwierdza, że nasilenie terroru wobec społeczeństwa miało charakter celowy; oprócz zastraszenia ludności i zminimalizowania groźby wystąpień niezadowolonych łatwiej było zwalczać oddziały leśne niż głęboko zakonspirowaną organizację, R. Śmietanka-Kruszelnicki, Podziemie poakowskie na Kielecczyźnie w latach 1945-1948, Kraków 2002, s. 78. To jak się czuli partyzanci po ,,wyzwoleniu’’ wobec takiego właśnie zachowania sprzymierzeńców względem nich doskonale oddają słowa Mariana Bernaciaka ,,Orlika’’ z prasy konspiracyjnej: ,,W pracy konspiracyjnej brałem udział od początku okupacji niemieckiej (…) zgodnie z dyrektywami władz zwierzchnich Armii Krajowej i zgodnie z nakazem sumienia narodowego współpracowałem bojowo z armią czerwoną przy jej wkraczaniu na tutejsze tereny, wierząc, że armia ta niesie nam wolność i niepodległość, i nie – jak się okazało – nową okupację (…) Zaraz w pierwszych dniach przyszło rozczarowanie. System policyjny nowego okupanta zagrodził mnie i wielu innym drogę. Już w pierwszych dniach został zamordowany w sposób skrytobójczy jeden z moich współpracowników <Szary> - Antoszczak, nauczyciel z osady Ryki. Zmasakrowane zwłoki jego mordercy – Eksztajn i Dąbrowski, funkcjonariusze milicji obywatelskiej z Ryk, ukryli w lesie, grzebiąc je w rowie przydrożnym. Zginęło wielu żołnierzy Armii Krajowej. Reszta, którzy uniknęli tego losu, znaleźli schronienie w lesie. Wśród nich i ja’’ w: M. Sulej, Marian Bernaciak ,,Orlik’’. Biografia, Warszawa 2015, s. 24-25.
[9] Szereg przykładów w sowich dziennikach zanotował lekarz ze Szczebrzeszyna Zygmunt Klukowski: ,,Wczoraj o godzinie jedenastej wieczorem czterech zamaskowanych i uzbrojonych ludzi weszło do mieszkania lekarza weterynarii Cebuli. Po sterroryzowaniu obecnych, ostrzygli włosy pani Cebulowej, pobili ją przy tym i zabrali z rąk pierścionki. Byliśmy mocno zdziwieni, dowiedziawszy się o tym, ponieważ nie mogliśmy się dopatrzeć dostatecznej przyczyny, dla której miałaby ją spotkać tego rodzaju kara. Dochodzenie przeprowadzone przez władze obwodowe wykazało, że chociaż sprawcami byli swoimi ludzie, to jednak zrobili to na własną rękę, w celach rabunkowych’’, ,,Zabity został niejaki <Spadochron> – żołnierz z oddziału <Groma>. Był to bardzo odważny i dzielny w każdej akcji żołnierz, lecz równocześnie niepoprawny bandyta (…) Miał za sobą wiele napadów bandyckich, za które zasłużył na wyrok śmierci’’ Z. Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1959, Warszawa 2023, s. 470-471 i 486. Sam Klukowski padł ofiarą takiego napadu: 21 XI 1944 roku został pobity i obrabowany przez byłych żołnierzy Tadeusza Kuncewicza ,,Podkowy’’ którzy – co było nieprawdą – oskarżyli go o złe traktowanie żołnierzy przebywających w szpitalu w 1939 roku: ,,Zbity i skopany zacząłem zbierać myśli (…) Bolało mnie co innego, mianowicie fakt kopania mnie i bicia z zarzutami najzupełniej bezpodstawnymi. Bo przecież w 1939 roku dałem całego siebie przy organizowaniu opieki i leczeniu rannych żołnierzy, a obecnie – jeszcze do dziś, od chwili rozbrojenia, czyli od 30 lipca, trzymam u siebie kilku zupełnie zdrowych żołnierzy wołyniaków z kompanii ,,Białego’’, którzy nie chcą nigdzie pracować, łażą po mieście, pijani robią awantury. Ale teraz powszechnie utarło się, że przy napadach bandyci wysuwają jakieś pobudki patriotyczne dla usprawiedliwienia rabunku. Mieliśmy przy tym przed oczyma smutny obraz strasznej demoralizacji w szeregach byłych żołnierzy dywersji. Nigdy nie przypuszczałem, że którykolwiek z żołnierzy OP 9 będzie mógł dokonać napadu bandyckiego na mnie, gdyż zanadto byłem znany i za bardzo współżyłem z ludźmi <z lasu>. Tak się jednak ułożyły warunki Do berlingowskiego wojska chłopcom naszym iść nie pozwolono, nie zaopiekowano się nimi tak, jak należało, puszczono samopas, żołd wypłacono w wysokości niewystarczającej, by się utrzymać, zwłaszcza dla tych, którzy lubią i wypić, i zabawić się. Przy słabszych więc postawach moralnych, odzwyczajeni od zwykłej pracy, zaprawieni w różnych gwałtach, niektórzy łatwo zaczęli pozbywać się skrupułów i stali się faktycznie bandytami. Dlatego podobne napady rabunkowe, dokonywane przez byłych żołnierzy dywersji, w ostatnich czasach są zjawiskiem niemal codziennym. I, niestety, będą zapewne jeszcze częstsze’’ w: Tamże, s. 495. Napadu na Klukowskiego dokonali z inicjatywy Tadeusza Ogińskiego ,,Sępa’’ jego żołnierze Niedźwiedzki Tadeusz ,,Sten’’ i Ryzner Stanisław ,,Piorun’’.
[10] E. Kurek, Zaporczycy…, t. I, s. 213
[11] Mieczysław Cieszkowski ,,Grzechotnik’’ zginał w ataku na placówkę niemiecką w Kluczkowicach 14 lipca 1944 roku, T. Zych, Przyjdzie zwycięstwo…, s. 105.
[12] Tamże, s. 334.
[13] Rodzina Gruchalskich: Jan, Aleksander i Piotr to przedwojenni komuniści. Założyli w Urzędowie komórkę KPP. Piotr Gruchalski wraz z jednym z urzędowskich Żydów w 1939 roku witał wkraczających do Urzędowa czerwonoarmistów a po przejęciu miasta na mocy umowy radziecko-niemieckiej z 27 IX 1939 roku uciekł do ZSRR ale jeszcze w czasie okupacji niemieckiej powrócił do miasta. Po ,,wyzwoleniu’’ brał udział w wyłapywaniu przez UB byłych członków AK: wydał m.in., Hipolita Cieszkowskiego ,,Odyńca’’ dowódcę placówki AK w Urzędowie (Cieszkowski po wywiezieniu do ZSRR zmarł w 1945 roku). 6 X 1944 roku Urzędów NKWD wraz z oddziałem AL. Bolesława Kowalskiego ,,Cienia’’ przeprowadziło masowe aresztowania w mieście zatrzymując około 600 osób. Część osób legitymujących się fałszywymi dokumentami wydał enkawudzistom Gruchalski podając ich prawdziwe nazwiska. Po przesłuchaniach przez obóz w Budzyniu i więzienie w Kraśniku część zatrzymanych wywieziono do ZSRR, część zwolniono, w: Wośka D. Wspomnienia – w szkole podoficerskiej ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ z 2016 roku i Cieślicki K., Urzędów w walce z władzą rosyjską, zwaną ludową ,, Głos Ziemi Urzędowskiej’’ 2016 roku. Patrol ,,Grzechotnika’’ miał również wtedy zlikwidować Antoniego Madejka, sołtysa Urzędowa, Martę Kotowską i Aleksego Pasternaka – chociaż prawdopodobne, że zginął on w 1944 roku w walce z Niemcami, w: Wośka D., Wspomnienia ,,Głos Ziemi Urzędowskiej’’ Nr z 2019 roku.
[14] Już za okupacji niemieckiej po pierwszej akcji na niemieckich kolonistów we wsi Źrebce ,,Zapora’’ musiał spotkać się z podobnym dylematem: Akcja przeprowadzona w dniu 4 XII 1943 roku w której wyniku zginęło 5 niemieckich kolonistów spowodowała odwet: Niemcy 10 XII do Źrebiec przywieźli 20 Polaków z zamojskiego więzienia, których większość rozstrzelano w obecności mieszkańców wsi (część z nich zabrano i rozstrzelano w pobliskiej Topólczy). Niemniej jednak akcje partyzantów wymierzone w osadników niemieckich na Zamojszczyźnie doprowadziły do przerwania akcji wysiedleńczej, Z. Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1959, Warszawa 2023, s. 393.
[15] Aleksander Rusin ,,Rusal’’ przytacza sytuację gdy partyzantów ,,Zapory’’ wprowadził w błąd tak że nie wykonali oni wyroku na funkcjonariuszu UB Alojzym Popielu tłumacząc to we wspomnieniach ochroną ludności przed represjami ze strony resortu. Tak podsumował to biograf ,,Rusala’’ M. Surdej: ,,Postawa Rusina nie wynikała z pobudek osobistych, lecz raczej z niechęci do wykonywania wyroków śmierci – które zostaną później przypisane jemu – na ,,jego’’ terenie. Miał on bowiem świadomość, że <Zaporczycy> odejdą, a on będzie musiał zostać i mierzyć się z konsekwencjami’’ w: M. Surdej, ,,Trzy Konspiracje’’. Historia Aleksandra Rusina ps. ,,Rusal’’, Rzeszów – Warszawa, 2020, s. 141.
[16] T. Zych, Przyjdzie zwycięstwo… Major Hieronim Dekutowski ,,Zapora’’ (1918-1949), Tarnobrzeg 2025, s. 155.
zolnierzy NIEZLOMNYCH powstania antysowieckiego wykleli sowieciarze wierzac ze tym sposobem znikna z histori pisanej przez zwyciezcow.
ignoranci historyczni lykneli te kalumnie nazywania ich WYKLETYMI i podtrzymuja ku uciesze ubeckich zlogow.
Czy chcemy czy nie to jednak ta nazwa powszechnie się przyjęła. A tak ściśle rzecz ujmując to wcale nie komuniści wymyślili to określenie - bo oni żołnierzy podziemia nazywali ,,bandytami'' - tylko jeden z Żołnierzy Wyklętych Jerzy Ślaski podkomendny ,,Orlika''. Mi z kolei nie pasuje określenie Żołnierze Niezłomni - no bo właściwie dlaczego ich tak nazywać? A ci co walczyli z Niemcami to nie byli niezłomni? To określenie ma sprowadzać Żołnierzy Wyklętych do herosów, którzy o niczym innym nie myśleli tylko o oddaniu życia dla dobra sprawy, o niczym innym nie marzyli niż o tym by zginąć w chwalebnej walce. A to przecież nie jest prawda. Nawet H. Dekutowski, mimo iż powiedział, że amnestia jest dla złodziei to zalecał swym podkomendnym skorzystanie z ,,łask'' ustawy amnestyjnej i zaprzestanie walk bo nie widział w tym już w pewnym momencie sensu.
Przechodzenie nad tym do porzadku “czy chcemy, czy nie chcemy” pejoratywnego "Wyklęci" to jest upamiętnianie wyklinających utrwalaczy-zabojcow a nie bohaterskich żołnierzy powstania antysowieckiego.
Określenie "wyklęci" dla niezłomnych żołnierzy powstania antysowieckiego zostało bezkrytycznie podane ludowi ku satysfakcji złogów po zbrodniarzach komunistycznych. Rodziny żołnierzy NIEZŁOMNYCH wielokrotnie wyrażały dezaprobatę dla "wyklęci" jako wciąż stygmatyzującego zarówno bohaterów jak ich spadkobierców faktycznych i duchowych.