To będzie pierwszy raz, gdy w jakichkolwiek wyborach będę trzymał kciuki za ugrupowanie należące do Europejskiej Partii Ludowej, a więc rodziny politycznej, w której są PO i PSL. Ten wyjątkowy raz to elekcja na Słowenii, gdzie ma dużą szansę wygrać i oby wygrała formacja byłego premiera Janeza Janšy „Słoweńska Partia Demokratyczna” (SDS).
Sytuuje się na prawym skrzydle wspomnianej EPL (European People Party – EPP), głosuje w europarlamencie często razem z prawicą, a jej przedstawiciele występują na różnego rodzaju międzynarodowych konferencjach nie tylko z reprezentantami Europejskich Konserwatystów i Reformatorów ( EKR), ale nawet z politykami będącymi na prawo od EKR czyli formacji „Patrioci dla Europy” (tam gdzie FIDESZ Viktora Orbana, Zjednoczenie Narodowe Marie Le Pen oraz Ruch Narodowy Krzysztofa Bosaka) i najbardziej prawicowej w PE frakcji „suwerenistów” (tam gdzie Alternatywa dla Niemiec oraz Nowa Nadzieja Sławomira Mentzena - część Konfederacji).
Na europejskich salonach plotkuje się, że po wyborach w Lublanie partia Janeza Janšy przejdzie do EKR i będzie zasiadać w Parlamencie Europejskim we frakcji Konserwatystów i Reformatorów, której współprzewodniczącymi są Patryk Jaki i Włoch Nicola Proccacini, ale też wejdzie na poziomie partii europejskiej, a tam szefem EKR jest z kolei były premier, ale Polski – Mateusz Morawiecki.
Czy zatem sympatyczny Janez Janša, z którym miałem możliwość jakiś czas temu dłużej porozmawiać w Paryżu, ponownie będzie premierem? To prawdopodobne, bo w naszym regionie Europy byli szefowie rządów często wracają na swoje stanowisko. Częściej niż na Zachodzie. To przecież przypadek wspomnianego Viktora Orbana, który obecnie rządzi już cztery kadencje pod rząd, ale przecież po wygraniu wyborów w 2002 roku, przegrał je w 2006. Ale jak już wrócił do władzy w Budapeszcie, to z przytupem i na dobre, bo na szesnaście lat.
Powrót byłego premiera nastąpił również u naszych południowych sąsiadów. Zarówno w Czechach, jak i na Słowacji. Robert Fico rządził w Bratysławie najpierw w latach 2006-2010, potem wygrał wybory arytmetycznie, ale nie politycznie (skąd my to znamy?) i oddał władzę, ale tylko na dwa lata. Następnie rządził aż przez sześć lat, przegrywając wybory w 2018 roku, aby wrócić w 2023, niczym „wańka-wstańka". W międzyczasie przegrał wybory prezydenckie. Ale i tu się „odkuł", bo kolejne wygrał popierany przez niego Peter Pellegrini – jego były minister finansów i następca na funkcji premiera, z którym się pokłócił, a potem pogodził, jak to w polityce bywa.
Podobna sytuacja była w Czechach, gdzie Andrej Babiš przegrał wybory w 2021 po czterech latach szefowania rządowi (wcześniej przez trzy lata był pierwszym wicepremierem i ministrem finansów), aby w ubiegłym roku politycznie zmartwychwstać i znowu być szefem rządu na Wełtawą.
Skądinąd w przypadku tych dwóch ostatnich polityków: Słowaka Fico i Czecha o słowackich korzeniach Babiša – przeszli oni ciekawą drogę od euroentuzjazmu do eurosceptycyzmu. Pierwszy zaczynał jako socjalista, drugi jako liberał, ale obaj od dawna nie ufają już Brukseli.
Tak byli premierzy wracają do władzy. W Europie Środkowo-Wschodniej częściej niż w pozostałej części Starego Kontynentu...
*Artykuł ukazał się w dwutygodniku "Prawda Jest Ciekawa"