To historia rodem z Hollywood - albo Bollywood , jak kto woli. Skoczek narciarski, który nigdy nie stanął na podium w Pucharze Świata jedzie na Igrzyska i zdobywa trzy medale ! Ten książę Kacper z bajki był trzy kwartały temu kopciuszkiem. Na szczęście nie odbiła mu sodówka. Jest mega-skromny i nie zapowiada się na showmana niczym polski mistrz świata Piotr Żyła, po którego bon-motach grzał się internet. Medalista Tomasiak przez lata był ministrantem, a do mszy ostatnio służył ze cztery tygodnie, temu gdy jego babcia obchodziła urodziny. Może dlatego nie odleciał ( poza skocznia...).
Inny film można nakręcić o Damianie Żurku, który na tych igrzyskach dwa razy otarł się o podium w łyżwiarskich sprintach. Pobił w ten sposób polski zimowy rekord pecha, który na IO w Pekinie 2022 ustanowił jego kolega z reprezentacji Piotr Michalski (był czwarty i piąty na tych samych dystansach).
Ale jest jeszcze jeden film , choć tym razem z happy endem- o bojarze, który uciekł z Rosji i dla Polski, nowej ojczyzny wywalczył olimpijski medal . A do tego nauczył się polskiego hymnu inaczej niż futbolista z Nigerii Olisadebe oraz kilku innych importowanych piłkarzy. W tej beczce srebrnego - bo takiego koloru był medal - miodu znalazła się łyżka dziegciu. Niestety, jest to łyżka ukraińska. Liderka tej mniejszości narodowej w Polsce zaatakowała naszego łyżwiarza za urodzenie się nie tam, gdzie trzeba. Ukraińscy goście powinni cieszyć się z sukcesów polskich gospodarzy, a nie odwalać takiej padaki ,jak owa pani. Oczekiwałbym od paniusi, która od lat korzysta z gościnności Polaków, aby podziękowała państwu polskiemu za to, że jej rodacy mogą trenować za darmo czy półdarmo w polskich ośrodkach sportu, przygotowując się do największych imprez na których ...rywalizują z Polakami. Skoro zwykłe „dziękuje” nie przechodzi przedstawicielom tej nacji przez usta to trzeba przemyśleć czy rzeczywiście powinniśmy się tak spieszyć z tym pomaganiem ?
Gdy pisze te słowa Polacy już zdobyli cztery razy więcej medali niż na IO cztery lata temu. Z pewnym obrzydzeniem patrzę na media, które po letnich igrzyskach w Paryżu wieszały prezesa PKOl za to, że medali było tak mało (rzeczywiście było ich bardzo niewiele). W myśl tej logiki powinni teraz panu Piesiewiczowi stawiać medialny pomnik, ale na pewno go nie postawią, bo jego kandydaturę na prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego poparł prawicowy prezydent i prawicowy wicepremier. Od , taka mała polityczka, bo z prawdziwą polityką ma to tyle wspólnego, co krzesło z krzesłem elektrycznym.
*Artykuł ukazał się w tygodniku "Sieci"