Sondaże... Czy w nie wierzyć?

Zawsze w okresie okołowyborczym jesteśmy bombardowani wynikami sondaży poparcia dla partii i koalicji politycznych lub osób przeprowadzanymi przez różne firmy zajmujące się tą dziedziną. W ostatnich wielu latach byliśmy świadkami sytuacji, gdzie tak naprawdę wyniki tych badań miały się nijak do rzeczywistych wyników wyborów, byliśmy świadkami kompletnego wprost obnażenia i ośmieszenia niemal wszystkich firm badawczych na rynku (zajmujących się tzw. sondażami wyborczymi). Wielu blogerów i dziennikarskich komentatorów oraz polityków "nagle" zauważyło, że tak naprawdę owe sondaże były li tylko badaniem pewnego trendu, a więc dawały odpowiedź na pytanie: kto wygra... ale w żaden sposób nie mogły określić prawdopodobieństwa (nawet szacunkowego ze wskazanym średnim błędem szacunku) liczbowego uzyskania przez konkretnych kandydatów określonych wartości procentowych rozkładu oddawanych na nich - przez populację generalną badania, czyli dorosłych Polaków - głosów! Ale i nawet nieraz nie pokazywały trendu wyborczego jak w przypadku B. Komorowskiego czy PiS w ostatnich wyborach na prezydenta i parlamentarnych.

Doprawdy do dzisiaj jestem zdziwiony i zastanawiam się czy naprawdę o powyższym nie wiedzą media, które lubują się w przekazywaniu informacji o wynikach sondaży i zauważmy, że one nieraz znacznie się różnią w zależności od tego kto zamawia przeprowadzenie owych badań. Lewicowo-liberalna opozycja ma swoje wyniki a strona prawicowa swoje. I to jest ciekawe, nieprawdaż.

A poza tym kto zleca liczy się też przyjęta przez firmę metodologia prowadzenia badań sondażowych.  Oczywiście w miarę rozwoju metod badań statystycznych dopracowano się pewnych optymalnych modeli ich przeprowadzania (metodologii badawczej), które pozwoliły i pozwalają - zawsze z jakimś błędem - określić (oszacować) występowanie rzeczywistych masowych zjawisk (opinii) na podstawie poznania ich natury występującej u cząstki tej "masy". Tak też powstała metoda reprezentacyjna polegająca na szacowaniu rzeczywistych parametrów na podstawie ich wartości określonej jedynie na pewnej próbie, którą zwie się losową tzw. reprezentatywną próbą populacji generalnej określonego badania (odnoszę się tu do badań socjologicznych zachowań osób fizycznych a nie prawnych).

Otóż cała "zagwozdka" wiarygodności wyników badań na próbie losowej, które mogą być szacunkami rzeczywistymi zachowań całej populacji generalnej określonego badania, polega w skrócie na odpowiednim doborze wielkości i struktury owej próby oraz na sposobie przeprowadzenia badania. Jej liczebność winna dawać wyniki z możliwe jak najmniejszym błędem standardowym lub średnim szacunku, zaś jej wewnętrzna struktura winna być zbliżona do rzeczywistego rozkładu danych wartości zmiennych w całej populacji generalnej danego badania (tu: dorosłych Polaków) – czyli np. strukturalnie w przybliżeniu powinna odpowiadać rozkładowi wartości takich zmiennych jak: wiek, płeć, miejsce zamieszkania czy też wykształcenie (odniesieniem są w tym przypadku dane ze spisów powszechnych GUS). Czy jakakolwiek "sondażownia" ujawniła kiedykolwiek strukturę wewnętrzną własnej próby losowej? Proponuję zapytać... mierne szanse na prawdziwą odpowiedź! Inną kwestią jest metoda przeprowadzenia badania, która implikuje bądź nie do nazwania jej metodą reprezentacyjną bądź niereprezentacyjną. Otóż - jak wielokrotnie już pisałem - żadne badanie metodą telefoniczną nie może być nigdy nazywane badaniem metodą reprezentacyjną lub też badaniem na próbie reprezentatywnej! Wynika to chociażby z faktu, że przez telefon np. mężczyzna może zacząć mówić sopranem udając kobietę, dziecko zniżyć głos udając mężczyznę, itd.... W samej swojej istocie wszelkie badania telefoniczne można a'priori wrzucić do "kibelka" i spuścić przynajmniej trzy razy wodę ze spłuczki... co by z tą wodą spłynęło łgarstwo, cynizm i fałszerstwo!

I na koniec jeszcze obszerny fragment mojego posta z lutego 2010 roku pt. "Sondaże i badania opinii - gdzie leży prawda?:

"W pewnych okresach - ściślej okołowyborczych - firmy zajmujące się badaniami marketingowymi i szerzej socjologicznymi (społecznymi) stają się najważniejszymi instytucjami w Polsce. Wyniki ich badań (vide: sondaży popularności) dla wszystkich polityków czy partii politycznych są wtedy źródłem podstawowej wiedzy, która niemal całkowicie implikuje ich zachowania i sposoby prezentacji medialnej siebie i swoich poglądów.

Dla niektórych nawet są przyczyną zmiany ich zachowań i burzą dotychczasowy ich system wartości, co oczywiście jest śmieszne i żenujące... ale powszechne.

Nie wnikając w szczegóły metodologiczne wpływające na prawidłowość wyników sondaży (...) pragnę zwrócić uwagę na to, że każda firma badawcza publikująca sondaże bierze za ich wiarygodność odpowiedzialność.

To, czy metodologia badawcza jest zgodna ze sztuką nauki zwanej statystyką (z wykorzystaniem socjologii i psychologii) zależy tylko od etyki i kultury organizacjno-zawodowej danej firmy. Prowadząc sondaże (jak każde badania społeczne) istnieje wiele sposobów na manipulowanie ich wynikami: od właśnie metodologicznych (sposób doboru próby losowej badania i określenie jego próby generalnej; reprezentatywność bądź nie badania; sposób konstrukcji kwestionariusza i budowa samych pytań oraz kolejność ich zadawania; obróbka statystyczna uzyskanych wyników i inne), poprzez wpływ na odpowiedzi poglądów samej instytucji badawczej i jej pracowników/ankieterów aż do sposobu prezentacji wyników (nawet uzyskane i przetworzone poprawnie metodologicznie - w zależności od charakteru sposobu/celu jaki przyświeca publikacji - mogą być prezentowane manipulacyjnie).

Mam wrażenie/pewność, że wiele prezentowanych wyników sondaży jest właśnie wynikiem wykorzystania w/w metod manipulacji w ich przeprowadzaniu i publikowaniu. Oczywiście nie wszystkie.

I nie chcę być źle zrozumiany: jestem gorącym zwolennikiem uczciwych badań społecznych (marketingowch, socjologicznych). Sam kiedyś prowadziłem taką firmę. Przeprowadzałem m.in. badania oglądalności tv (jeszcze metodą dzienniczkową a nie przy pomocy telemetrii i np. urządzeń PPM*), marketingowe w szerokim zakresie ( jakościowe-focusowe i ilościowe-reprezentatywne). Szczególnie w działalności biznesowej wiarygodne i uczciwe badania marketingowe są niezbędne... w odniesieniu do różnych sfer i podejmowanych działań (np. w zakresie segmentacji rynku, wprowadzania nowych produktów, budowania strategii promocyjnych, kreowania popytu i oceny marki, itd.). Dla większości firm badawczych właśnie działalność dla biznesu i jego otocznia stanowi podstawowe źródło stałych, systematycznych dochodów. Dlatego dziwię się, że pozwalają sobie na utratę wiarygodności w przepadku wyborczych badań sondażowych. Poruszam tu tylko sprawę owej przyzwoitości i wiarygodności firm abstrahując od całej sfery politycznej i kwestii dotyczących Właścicieli owych firm (niestety wywodzących się często jeszcze z okolic dawnego PRL - temat podejmę przy innej okazji).

Chciałbym natomiast poinformować Was, że sondażownie przygotowują z reguły również tajne raporty badawcze dla ścisłego grona i "spin-doktorów" określonych partii czy polityków. Są to szczegółowe, oddające rzeczywistość i jej trendy, raporty wraz z analizą i wnioskami (...)"

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Post jest chroniony prawem autorskim. Może być kopiowany w całości lub w części jedynie z podaniem źródła tekstu na bloggerze lub innym forum, gdzie autorsko publikuję. Dotyczy to również gazet i czasopism oraz wypowiedzi medialnych, w których konieczne jest podanie moich personaliów: Krzysztof Jaworucki, bloger "krzysztofjaw".

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika krzysztofjaw

24-08-2019 [17:41] - krzysztofjaw | Link:

Dziękuję za wskazanie Pana tekstu. Przeczytam jutro bo dzisiaj mam urwanie głowy z zaległościami powstałymi podczas nieobecnosci w domu. 
Pzdr

Obrazek użytkownika kaliszanin

24-08-2019 [21:02] - kaliszanin | Link:

proszę tego nie traktować osobiście bo to bardzo częsty jest niestety błąd - nie metodologia badań wszak to nauka o metodach jest z grubsza rzecz biorąc a METODYKA.  a dla rozumnego człowieka słupki wszelakie, wszelakich sondażowni winny być tym tylko czym dla psa są czułe słówka stukniętej panci w podeszłym wieku, mimochodem jednak będącej wciąż emocjonalną dziewicą. 
dla pana temat - gdyby wybory mogły coś zmienić byłyby zabronione. co pan na to?

Obrazek użytkownika adarus2

24-08-2019 [23:24] - adarus2 | Link:

Mnie się wydaje, że w tych wyborach nie wolno kierować się zasadami pędzącego stada. Znaczy się zapomnieć, że ludzie głosują na partię prowadzącą w sondażach. PiS zbudował duży elektorat 500+. Trzeba tych ludzi tylko zmobilizować by poszli do wyborów. Niech te Wiadomości przestaną chwilowo uprawiać propagandę sukcesu a zaczną powtarzać, że PO, SLD i PSL na pewno 500+ zabiorą. Jak TVN rzuci sondaż że KO zbliża się do PiS - nie zaprzeczać! Zamienić trzeba wybory w plebiscyt. Elektorat 500+ do wyborów nie chodził. Tylko groźba utraty darmowej kasy zachęci tych ludzi do wzięcia udziału w głosowaniu.

Obrazek użytkownika Jabe

25-08-2019 [00:01] - Jabe | Link:

A jaki Pan ma interes w zwycięstwie PiS-u?

Obrazek użytkownika mmisiek

25-08-2019 [02:51] - mmisiek | Link:

Sondaże, zwłaszcza te sprzedawane masom, służą nie tyle do badania rzeczywistości co jej kreowania. I to cała tajemnica.

Czasem mogą też służyć do przygotowania publiki na planowany wynik.
Weźmy choćby ostatnie wybory do PE i wynik pederastów - nagle okazało się, że wieś i małe miasta głosują na dewiacje ni mniej ni więcej tylko na równi z największymi ośrodkami. Na taki cud trzeba ludność wcześniej trochę przygotować i oswoić, tu "sondaże" sprawdzają się znakomicie.

Obrazek użytkownika mmisiek

25-08-2019 [06:13] - mmisiek | Link:

I jeszcze jedno - naprawdę nikogo nie dziwi ten niemal idealny podział w Polsce 50/50?
Że akurat tak wygodnie się podzieliło dla rozgrywających?
Bo przy takim podziale wystarczy mały pstryk bez większego wysiłku i już można zmienić ekipę.
A jakaż wygoda z dyscyplinowaniem rządzących, cały czas czują oddech na plecach i chodzą jak w zegarku.
Można powiedzieć, że to podział wprost wymarzony, prawdziwy dar od losu dla zarządców polskiej kolonii...

Obrazek użytkownika Jabe

25-08-2019 [08:17] - Jabe | Link:

Dzięki zrównoważeniu łatwiej zagania się mięso wyborcze do zagród. PiS nagania Platformie, Platforma PiS-owi. ― Wszystkie ręce na pokład! Każdy głos się liczy! ― Dlatego ostatnia przewaga PiS-u zapewne planistów niepokoi.

Obrazek użytkownika izabela

25-08-2019 [10:43] - izabela | Link:

Problem jest nie tylko w tym, że przeciętny obywatel nie odróżnia punktu procentowego od procentu. Wzrost podatku VAT z 22% do 23% oznaczał na przykład, że od każdego towaru płacimy więcej o 1/22 czyli o około 4,5 % więcej podatku. Przepraszam, że piszę o takich oczywistościach ale gdyby wierzyć, że PiS straciło w sondażach 5 punktów procentowych oznaczałoby  o wiele większy spadek poparcia. Tymczasem nie oznacza nic. Kluczową sprawą jest wybór grupy badanych a przede wszystkim brak reakcji na błędy tego wyboru. Swego czasu niejaki Maslov ujawnił tak zwany " błąd ochotnika" . w badaniach dotyczących preferencji seksualnych populacji. Otóż badania Kinseya ,pomijając okrutne doświadczenia na niemowlętach , powinien skompromitować w oczach naukowców fakt, że jego próba nie była reprezentatywna dla społeczeństwa. Na przykład próba męska zawierała nadreprezentację seksualnych przestępców, pedofilów i ekshibicjonistów, a 25% w niej stanowili więźniowie.  Pomimo tych oczywistych i wielokrotnie ujawnionych oszustw czy błędów na badania Kinseya powołują się nie tylko dziennikarze i publicyści lecz przedstawiciele świata nauki. I się nie wstydzą, że prezentują poziom wiedzy matematycznej młodszych klas szkoły podstawowej.