Jaś Fasola z Bydgoszczu i drogowskaz Macron

Wszystko jasne. Owsiak Jerzy do pokojowej nagrody Nobla, Petru Ryszard , który wzbogacił język polski niczym Bob Dylan „ American- English” – do literackiej nagrody Nobla, a Rostowski Jan Vincent – do nagrody Nobla z ekonomii – i będzie komplet, święto Trzech Króli. Upp, sorry święto Sześciu Króli ... Król Jurek „róbta co chceta”, król Rycho „Kamerun”, wreszcie król Jaś Fasola Vincent z Bydgoszczu „ni ma piniendzy”. Jak śpiewał zespół Elektryczne Gitary „To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść...”. To wręcz pachnie „Sejmem Głuchym”, by zacytować Petru Ryszarda.
 
Na arenie międzynarodowej też ciekawie. Prezydent Macron, który we włosienicy i z głową posypaną popiołem ma przybyć w przyszłym miesiącu do Polski zażądał od prezydenta Wenezueli Maduro, żeby ten podał się do dymisji z powodu... demonstracji ulicznych. Cóż, drogowskazy nie chodzą drogą, którą wskazują, czyż nie, Monsieur President?
 
A propos- by użyć języka Macrona właśnie- tejże Wenezueli byłem jedynym Polakiem wśród 29 MEPs (czyli po prostu europosłów), którzy podpisali list do Mogherini Federici, co by uznała   szefa wenezuelskiego parlamentu Juana Guaido jako prezydenta tego roponośnego kraju. Czekamy na odpowiedź. Na razie ze strony szefowej unijnej dyplomacji, a kiedyś komunizującej działaczki młodzieżowej    słychać głośne milczenie. Następna faza to ‘Milczenie owiec”, ale do niej przecież nie dojdzie... Nadzieja – cnota chrześcijańska.
 
Poza tym w europarlamencie na ostatniej sesji przemawiał Juha. Ściślej: premier Finlandii Juha Sipila. Prawił o przyszłości Europy. Nie wiem, jaka będzie przyszłość Europy, ale na razie częścią tej najbliższej przyszłości Europy była debata na temat wystąpienia premiera z kraju, którego flaga przedstawia, o tempora, o mores, niebieski krzyż na białym tle. Ten niebieski krzyż nie podoba się niektórym muzułmanom-mieszkańcom Suomi. Uraża ich  uczucia religijne. Gdyby zamiast tradycyjnego krzyża był np. zielony (kolor islamu) półksiężyc, to by pewnie gitara grała.
 
Tak, teraz było inaczej. Trochę wody w Motławie upłynęło, więc to napiszę. Uroczystości żałobne w Gdańsku i atmosfera wokół nich różniły się od tego, co było prawie dziewięć lat temu po tragedii smoleńskiej. Nikt publicznie nie kwestionował miejsca pochówku prezydenta Gdańska, tak jak wtedy czyniono to wobec Pary Prezydenckiej czy prezesa IPN. Nikt też jakoś nie pytał o ubezpieczenie śp. prezydenta Gdańska i na jaką kwotę ono było. Po tej tragedii ktoś pokazał klasę, po tamtej - brak klasy.
 
Po lewej stronie od mojego biurka z komputerem na którym właśnie pisz dla Państwa ten felieton jest zdjęcie śp. Prezydenta RP i Pierwszej Damy. I tak zostanie. Zacząłem dziś szyderczo, skończyłem poważnie. Takie czasy.
 
*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (06.02.2019)