„Dramat 3-go Maja w świetle najnowszych badań. Cztery przestrogi z XVIII-go wieku” – odczyt Adama Doboszyńskiego, wygłoszony 24 maja 1939 roku w sali Stowarzyszenia Techników w Warszawie staraniem redakcji tygodnika literacko-społecznego „Prosto z Mostu".
„Projekt włoskiego przybłędy”
Rok temu, w więzieniu lwowskim, wpadła mi w ręce książka wypożyczona jednemu z moich współwięźniów z biblioteki więziennej, napisana przez Józefa Bielińskiego w r. 1905 pod tytułem: „Żywot ks. Adama Czartoryskiego".
Przypadkowo wziąłem tę książkę do ręki i zwróciłem uwagę na pewien niezmiernie charakterystyczny ustęp. Autor książki wspomina o memoriale, który ma się znajdować w archiwum Czartoryskich w Krakowie, memoriale podyktowanym w Paryżu w r. 1788 młodemu ks. Czartoryskiemu przez ks. Piattolego, włoskiego przybłędę, wówczas wychowawcę młodego Lubomirskiego, a następnie sekretarza Króla Stanisława Augusta i jedną z najwybitniejszych osobistości Polski w okresie Sejmu 4-letniego. Ks. Piattoli podyktował młodemu Czartoryskiemu schemat poczynań konspiracyjnych, które miały na celu przeprowadzenie w Polsce reform. Na czele tej konspiracji miał stać Quatuorvirat – czterech mężów, związanych przysięgą i tajemnicą. Mieli to być ludzie bardzo wpływowi, dobrzy patrioci, bogaci, światli. Do pomocy tym Quatuorvirom miano wybrać 8 członków, również wpływowych i możnych.
Ta dwunastka stanowiłaby Kongres patriotyczny, który miał przeprowadzić zmianę ustroju w Polsce. Pierwszym zadaniem tego Kongresu byłoby skonfederowanie wszystkich województw, zawładnięcie wojskiem przy eliminowaniu zupełnym ówczesnego rządu, następnie przeprowadzenie wyborów do sejmu skonfederowanego. Sejm ten powinien był postanowić stworzenie stutysięcznej armii, wyznaczyć dwóch regimentarzów, jednego dla Korony, drugiego dla Litwy i wres
[...USUNIĘTO: zbyt długa wklejka...]
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 11713
Cześć jego pamięci.
Przeczytałem ten tekst i w jego trakcie skonstatowałem że jest on bardzo aktualny. Wręcz jaskrawo aktualny w tych dniach. Może tylko taka jest różnica że nie mamy armii i nie mamy żadnej busoli prowadzącej nas w tym żmijowisku. Mamy jakby sytuację sprzed rozbiorów, tuż przed. I co przeraża, autentycznie przeraża, nikt nie woła larum. Nikt nie ostrzega. Wszyscy traktuja sytuację jakby to była jakaś norma, jakiś stan który chwilę trwa, ale zaraz się zmieni na lepsze. Tymczasem nic na lepsze się nie zmieni. NIc nie będzie się działo tak jakbyśmy tego sobie życzyli, gdyby mieć na myśli pomyślność Polski. Naszą pomyślność. Bo nikt nie walczy, bo nie widać woli zmiany, woli odepchnięcia wroga. Polska stała sie w tych latach odarta z mocy. Nie ma jej ducha, nie ma jej woli, nie ma głowy ni ręki zdolnej dzwignąć miecz. Dryfujemy oczekując że ktoś coś za nas zrobi. I robi. Za nas, po swojemu, wedle wlasnego widzi mi się, dla własnych korzyści. Naszym kosztem. Kosztem istnienia Polski.Jestem pewny że liczba wrogów wewnętrznych jest ogromna. Pozostali w Polsce NKWUDziści i ich rodziny (ca. 27 tys.), przysłani po nich dodatkowi czynownicy pilnujący np. LWP aby przypadkiem coś nie wymknęło się z ich rąk. Tacy co to w roku 1975 w czasie przysięgi wojskowej żołnierzy mówili do wojka bacznost! zamiast baczność! Takie to były "zielone ludziki" w mundurach polskich oficerów LWP. Dlatego trzeba oddzielić w brutalny sposób tych którzy nie są Polakami. Bo noszą tylko polsko brzmiące nazwiska. Mam takie wrażenie że w tych dniach, tych latach ostatnich, jesteśmy jak ta złapana w sieć pajęczą mucha. Jeszcze nie rozumie sytuacji, jeszcze nie wierzga w ostatnich podrygach życia. Ale już nie ma szans, już nie widać ratunku. Za chwilę jeszcze wierzgnie, zatrzepocze, ale to będzie juz tylko oznaką bezradności i rozpaczy. Obudżmy sie nareszcie i skopmy tyłki zdrajcom, renegatom, sprzedawczykom. Ukraińców stać na jakiś wysiłek. My chowamy się za parawanem niechęci do przeżycia kolejnej narodowej tragedii. Ale zapominamy że my już staciliśmy przynajmniej 96 ludzi w walce o nasz byt i wolność. My tylko traktujemy to co się stało z przymrużeniem oka. Oswajamy się i niedopuszczamy myśli że ta wojna już trwa.
Też wzrastałam w kulcie 3 maja ("Witaj, majowa Jutrzenko!")- kulcie wzmacnianym niechęcią władz "prylu" dla tej daty. Zwątpienie zakradło się do mej duszy pod wpływem wypowiedzi Grzegorza Brauna: "3 maj - nieodrobiona lekcja".
Grzegorz Braun gruntownie spenetrował żródła historyczne dotyczące Powstań - Listopadowego i Styczniowego, nie darzy też zbytnia estymą Insurekcji Kościuszkowskiej. Tak więc cała szkolna wykładnia historii Ojczystej leży w gruzach. W internecie można znależć znakomite wykłady "Kto naprawdę wywołał Powstanie Listopadowe" i "Prowokacja Styczniowa 1863 roku".
Polecam napisaną w lekkim, dowcipnym tonie przez Karola Zbyszewskiego książkę "Niemcewicz od przodu i tyłu". Wyd. Zysk i spółka, 2013. Zbyszewski pisze w przedmowie: "Jeśli zdechnie osioł - może istotnie to tylko pech, ale gdy ginie całe państwo, ktoś jednak jest temu winien."
"Saska choroba" opisana przez pana Doboszyńskiego wciąż toczy nasz kraj, wykrwawiony, zainfekowany, okaleczony, zagłodzony, okradziony. Aby można marzyć o wyzdrowieniu - trzeba postawić prawdziwą diagnozę. Spojrzeć prawdzie w oczy, a następnie oczyścić organizm, zadbać o wzmocnienie odporności na infekcje (masońskie)Pokazać siłę żarłocznym drapieżnikom z zachodu i wschodu.
Pan Adam Doboszyński został zamordowany w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie strzałem w tył głowy, 29 sierpnia 1949 r. Nie znaleziono ciała, jest tylko grób symboliczny i jedna tablica pamiątkowa.
W mojej świadomości zaistniał On dopiero dziś. Bardzo dziękuję autorowi wpisu.
Analiza polskich klęsk jest nieoceniona i niezbędna. Brak mi tylko w wykładzie pana Doboszyńskiego pochwały dla udanych Powstań Wielkopolskich.
Do "Zawadiaki": trochę więcej zawadiaki w "Zawadiace"! Pozdrawiam!