Koniec lekarza? Rozważania o postępie, czasie i odległości

Gdy kilka dni temu przeczytałam na portalu rp.pl, że „ponad połowa pacjentów chciałaby korzystać ze zdalnych konsultacji z internistą” i „mniej więcej tyle samo jest gotowych na zastąpienie lekarzy przez zaawansowane technologie oraz roboty wyposażone w sztuczną inteligencję”, zadziwiona tym, pomyślałam: koniec lekarza? Lekarza, jakiego znamy od wieków? Z krwi i kości, z wszelkimi zaletami umysłu i charakteru, za które jesteśmy wdzięczni i wadami tychże samych, które potępiamy i których negatywnych skutków czasem doświadczamy jako pacjenci? Ale jednak lekarza-człowieka, który i za rękę weźmie, i to nie tylko wtedy, gdy bada puls, ale też, ot tak, by dodać otuchy. I który tak po ludzku napsioczy na nas, że nie przestrzegamy zaleceń, ale i tak jeszcze raz wytłumaczy, o co w tym wszystkim chodzi.

No właśnie, z tym jakby coraz trudniej. Dlaczego? Każdy gdzieś goni, lekarze też, a czas niezwykle się skurczył. Bywa, że na wywiad i badanie lekarskie musi wystarczyć trzy-pięć minut bezpośredniego kontaktu z pacjentem. I może właśnie w czasie, a w zasadzie jego permanentnym braku tkwi sedno sprawy tak zaskakująco – moim zdaniem – wysokiego poparcia dla pomysłu zastąpienia lekarzy robotami. Bo skoro i tak lekarze czasu nie mają, a na dodatek jest ich za mało, o czym świadczą wydłużające się kolejki, to niech tę lukę wypełnią roboty. Co prawda bezduszne i sztuczne, ale inteligentne. Zrobią co swoje i skrócą nie tylko czas oczekiwania – bo ten to akurat się wydłuża (hm, w sumie to ciekawa jest elastyczność czasu: dłużej do lekarza czekamy, ale za to krócej w jego gabinecie siedzimy) – ale też odległości. Toż to same zalety telemedycyny! I jak pokazują badania, prawie 60 proc. Polaków jest nią zainteresowanych. Wśród usług o największym potencjale wymienia się telekonsultacje, telediagnostykę i telerehabilitację. I kilka innych tele.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na telemedycynę? W zasadzie można by odpowiedzieć krótko – z potrzeby, która jest matką wynalazku. Pierwowzorów telemedycyny można szukać już w czasach, gdy przeszkodą w bezpośrednich kontaktach między ludźmi, a tym samym pomiędzy lekarzem a pacjentem, nie był brak czasu, ale odległość. By ją pokonać, korzystano z dostępnych środków komunikacji. Goniec czy gołąb pocztowy – nic nadzwyczajnego, ale przekazywane tą drogą listy pozwalały na wymianę informacji o chorobach i metodach postępowania. Właśnie z lat 20. XVIII w. pochodzi korespondencja pomiędzy pewną angielską pacjentką a jej lekarzem. Kobieta opisywała swoje dolegliwości, a lekarz w odpowiedzi udzielał jej porad i przepisywał leki. Jakie piękne początki telediagnozy! Oczywiście postęp techniczny, jaki w XX w. dokonał się w telekomunikacji, dał asumpt do rozwoju telemedycyny, jaką znamy dzisiaj. Jej historia jest w ogóle niezwykle ciekawa i kiedyś jeszcze do niej wrócę. A w tym miejscu wspomnę krótko o polskich początkach telemedycyny, gdyż cudze chwalimy, swego nie znamy.

Cofnijmy się do okresu II Rzeczpospolitej, do Lwowa. Na Uniwersytecie Jana Kazimierza działał wówczas Zakład Patologii Ogólnej i Doświadczalnej UJK – ośrodek naukowo-dydaktyczny zajmujący się problematyką internistyczną. W 1921 r. kierownikiem Zakładu został prof. Marian Franke (1877-1944). W polu jego naukowych zainteresowań była szczególnie nefrologia i kardiologia. Prof. M. Franke uważany był podówczas za czołowego nefrologa lwowskiego, który dbał także o wyposażenie swojego Zakładu w nowoczesną aparaturę i sprzęt medyczny. Jednym z nich był elektrokardiograf, co pozwalało na prowadzenie badań naukowych dotyczących fizjologii i patologii narządu krążenia. To właśnie w Zakładzie Patologii UJK powstała, jako pierwsza w Polsce, pracownia teleelektrokardiograficzna. Dzięki poprowadzonym przewodom z budynku pracowni do pawilonów szpitala można było przesyłać na odległość około pięciuset metrów wyniki czynnościowych badań serca.

Skąd pomysł, by przesyłać EKG na odległość w ramach tego samego kompleksu budynków szpitalnych, nie tak daleko od siebie położonych, by nie móc przewieźć pacjenta na łóżku? Oczywiście – z potrzeby. W tym przypadku chodziło o uniknięcie komplikacji związanych z transportem chorych z oddziału chorób zakaźnych na badania EKG do budynku Zakładu, po to tylko, by wyniki badań wykorzystać potem w pracy naukowej. Metodę teleelektrokardiografi zastosowano wówczas u ponad stu chorych, z czego zdecydowaną większość stanowili chorzy na płonicę, pozostali na błonicę. W 1936 r. ukazał się pierwszy artykuł o obrazach zapisu elektrokardiograficznego w chorobach zakaźnych przygotowany przez prof. M. Frankego wspólnie z epidemiologiem Wacławem Lipińskim. To właśnie prof. M. Frankego uważa się za pioniera badań w Polsce nad przesyłaniem zapisu elektrokardiograficznego na odległość. Telemedycyna, która wyrosła więc z potrzeby skracania odległości, teraz rozwija się w odpowiedzi na kurczący się czas i niedobór lekarzy.

Czy to koniec lekarza? Mam jednak nadzieję, że nie. Że zawód lekarza-człowieka nie wszystek umrze wraz z naporem nowoczesnych technologii. Przecież zawsze gdzieś, za takim czy innym robotem, siedzi ten ktoś, kogo od wieków zwiemy lekarzem i który kiedyś pochylał się nad nami niczym Bóg, a teraz jak demiurg, gdzieś w cieniu robota przyciska tajemnicze guziczki, by mieć panowanie. Nad robotem. Nad chorobą. No cóż, tym samym i nad naszym ciałem.

Oby bezbłędnie. Bez telebłędnie też.

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika benn

27-04-2017 [06:42] - benn | Link:

A na co komu taki lekarz - urzędas na usługach korporacji farmaceutycznych, któremu nie zależy na wyleczeniu pacjenta tylko na jak najdłuższym i najdroższym jego leczeniu. Status przedwojennego lekarza ginie w ogólnej tendencji do uczestnictwa w wyścigu szczurów. Ja osobiście polegam na dobrych artykułach w internecie. Najważniejsze jest dobrze samemu zrozumieć chorobę we wszystkich szczegółach i słuchać się Natury. Często można się wyleczyć samemu tanio i skutecznie.

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [11:46] - Teofila77 | Link:

Dr Google jest najlepszym lekarzem :-) a tak na poważnie, to faktem jest, że lekarz dzisiejszy a przedwojenny to inna klasa, przy czym proszę tego nie rozumieć, że dzisiejszy lekarz jest zły, a przedwojenny dobry, to nie w tych kategoriach. Też kiedyś o tym  napiszę, bo to ciekawy temat.

Obrazek użytkownika Goral Supreme

28-04-2017 [14:14] - Goral Supreme | Link:

Po co ten sarkazm szanowna pani ?
Konkluzja Adwersarza jak najbardziej trafna.
Chce pani otwartej dyskusji na swoim blogu czy balochwalczej Kongregacji ,pjejacej z zachwytu z kolejnych frazesow ,ktore od pani uslysza..
Ciekaw jestem czy wziela pani kiedys lapowke w jakiejkolwiek formie  od pacjenta ?

Obrazek użytkownika gorylisko

27-04-2017 [06:55] - gorylisko | Link:

mówienie o inteligencji a propos robotów to nadużycie... generalnie można mówić o czynnościach rutynowych z którymi maszyny sobie poradzą...ale zawsze w którymś momencie, decyzję musi podjąć człowiek... a nawet musi, żeby nie doszło do fatalnych w skutkach błędów...niedawno czytałem jak kobieta miała problemy z oddychaniem...zapalenie oskrzeli, płuc etc. okazało się, glista ludzka ale po zbadaniu  przez doświadczonego lekarza który dysponował na dodatek dobrą aparaturą...

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [11:41] - Teofila77 | Link:

bo w medycynie ważna jest także intuicja, oparta na doświadczeniu i pewnej szczególnej uważności

Obrazek użytkownika Kazimierz Koziorowski

27-04-2017 [07:00] - Kazimierz Kozio... | Link:

w telemedycynie po drugiej stronie jest lekarz. jezeli pacjent przynosi czy wysyla lekarzowi emailem wynik z urzadzenia diagnostycznego, ktore. moze obsugiwac nie-lekarz to tez jest forma telemedycyny. rozmowe czy widerozmowe pacjenta z lekarzem niezle moga zastapic wspolczesne zabawki telekomunikacyjne.
napewno mozna znacznie ulatwic zycie pacjentom i lekarzom w wielu przypadkach formalizujac leczenie telemedyczne. skoro mamy kosmiczne kolejki to ich znaczna czesc moznaby zredukowac konstruujac uregulowania gdzie obie strony pacjent i lekarz zabezpieczeni w paragrafy ochronne mogliby zrezygnowac ze spotkan w przychodni. mniemam ze biznes lekarski bylby przeciw takiemu ulatwieniu zycia pacjenta.
jakie sa wlasciwie przeszkody zeby recepte lekarz wpuscil do sieci informatycznej z ktorej pobierze ja apteka internetowa i dostarczy lek pacjetowi? przeszkody formalne

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [11:37] - Teofila77 | Link:

zainspirował mnie Pan swoim komentarzem do napisania pewnego tekstu, więc na razie więcej nic powiem :-)

Obrazek użytkownika Domasuł

27-04-2017 [11:02] - Domasuł (niezweryfikowany) | Link:

Przepraszam za szczerość, ale to co Pani tu bardzo ciekawie opisuje to pierwsza od dawna dobra wiadomość dotyczaca służby zdrowia :)

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [11:32] - Teofila77 | Link:

Za szczerość nie ma co przepraszać :-) a z pozostałej części wypowiedzi wyczytuję, że nie zdanie o służbie nie najlepsze

Obrazek użytkownika Domasuł

27-04-2017 [12:05] - Domasuł (niezweryfikowany) | Link:

Jak najgorsze :)

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [12:27] - Teofila77 | Link:

W takim razie życzę, by dobrych wiadomości było więcej, pozdrawiam :-)

Obrazek użytkownika jazgdyni

27-04-2017 [13:10] - jazgdyni | Link:

Witam

Proszę Pani,
tata mój był lekarzem, którego kochali wszyscy pacjenci. I miał olbrzymie sukcesy. Był z tej przemijającej grupy, która uważała, że osobisty kontakt z pacjentem jest warunkiem niezbędnym prawidłowego leczenia. I to najlepiej w naturalnym otoczeniu pacjenta, więc pół dnia spędzał na wizytach domowych.
Śledzę postęp techniczny i zgadzam się, że w przyszłości komputer będzie w stanie precyzyjnie zdiagnozować konkretną chorobę. Zgadzam się też, że komputer będzie w stanie zaproponować adekwatną procedurę leczniczą. Tylko czy wyleczy chorego? Osobisty wpływ lekarza - słowa, dotyk, uśmiech, widoczna empatia, itp., mają dodatkowy, wielki efekt terapeutyczny.
Mądrzy, prawdziwi doktorzy ciągle dobrze o tym wiedzą.

Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [18:34] - Teofila77 | Link:

Proszę Pana,
gratuluję wspaniałego taty-lekarza. Tacy lekarze, jak Pan opisuje, odchodzą do przeszłości i na wieczny dyżur. Niestety, system kształcenia na studiach medycznych nie sprzyja kształtowaniu podejścia humanistycznego, a czyni z lekarza robota, nawet bez robota. Ja w swoim życiu na szczęście trafiłam na wspaniałego lekarza, profesora, u którego w klinice podjęłam zaraz po studiach pracę i robiłam specjalizację. Jestem mu dozgonnie wdzięczna za naukę, nie tylko merytoryczną, ale też budowanie u mnie właściwej postawy etycznej.
Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika jazgdyni

27-04-2017 [22:28] - jazgdyni | Link:

To ja pozwolę sobie jeszcze dodać w temacie, że jako elektronik broniłem dyplom z przesyłania EKG przez zwykłą, klasyczną, jeszcze komunistyczną linię telefoniczną. Oczywiscie od pacjenta w domu do kardiologa.

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [22:46] - Teofila77 | Link:

A kiedy to było? Może Pan podać jakieś szczegóły tej pracy dyplomowej?

Obrazek użytkownika Marek1taki

27-04-2017 [21:52] - Marek1taki | Link:

Telemedycyną jest najczęściej telefoniczny kontakt pacjenta z lekarzem, który jest formą najbardziej podstawowego narzędzia diagnostycznego jakim jest wywiad lekarski. W dodatku pozwala na utrzymanie więzi między pacjentem a lekarzem. Albo na jej nadszarpnięcie.
Codziennością stało się odbieranie wyników badań laboratoryjnych w smartfonie, albo ocena badań obrazowych na odległość. To zastosowania komunikacji, które wypłynęły naturalnie.
Są też telepomysły na szukanie źródeł finansowania, jakże by inaczej, w budżecie państwa:
http://wolnosc24.pl/2017/04/27...
Telemedycyna stwarza warunki by zrewolucjonizować medycynę w ten sposób, aby zunifikować jej działania. Mimo propagandy nie jest łatwo sprzedać usługi zmierzające w tym kierunku. Pacjent chce być traktowany indywidualnie (również gdy płaci zbiorowo). Od czego jednak cyfryzacja, ramię zbrojne telebizantynizmu? Scyfryzowany pacjent jest gotowy do obróbki w systemie nakazowo-rozdzielczym nowego ładu, czyli w systemie doktorless. Tego już pacjent nie przeskoczy.

Obrazek użytkownika Teofila77

27-04-2017 [22:55] - Teofila77 | Link:

Foucault swego czasu pisał wiele o medykalizacji, czyli o procesie, w wyniku którego pewne obszary życia społecznego stają się domeną medyczną i "są kolonizowane przez przedstawicieli służby zdrowia". Teraz mamy telemedykalizację - ze wszystkimi tego korzystnymi i negatywnymi skutkami. Ja mam wiele obaw z tym związanych i nie chodzi o udogodnienia, które technika daje, ale zmiany w mentalności - człowiek nie tylko korzysta z maszyn, ale sam staje się jak maszyna.

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

28-04-2017 [01:44] - Imć Waszeć | Link:

To jest absolutnie pewne. Analiza falkowa (wielorozdzielcza) jest dziś w stanie wykrywać w wykresie rytmu serca choroby, których najlepszy lekarz nie zobaczy jeszcze miesiące lub lata. To nie jest żadna sztuczka, jak z magnesami przykładanymi do pięt, albo wodą z węża na wszystkie choroby, ale po prostu czysta matematyka. Wahania rytmu serca z założenia są strukturą bardzo złożoną i fraktalną. Nie mają nic wspólnego z idealnym okresowym cyklem. W sygnale zapisane jest więc dużo więcej niż tylko sam fakt prawie cyklicznych skurczów, ale człowiek nie jest w stanie przetworzyć takiej ilości danych. Mogę podać jeszcze inne analogiczne zagadnienia, rozwiązywane kiedyś właśnie dzięki analizie wielorozdzielczej: 1) wykrywanie anomalii w pracy silnika lub urządzenia, 2) wykrywanie i rozpoznawanie typu okrętu po hałasie jego śruby (to była praca na cywilnej uczelni w USA, badacz podobno zaginął, a materiały przejęło wojsko - dane z wykładu na UW), 3) dopasowywanie odcisków palców na podstawie bazy policyjnej (książka), 4) wykrywanie montażu i retuszu w zdjęciach

http://www.plgrid.pl/uzytkowni...
http://www2.im.uj.edu.pl/kated...
http://gdr.geekhood.net/gdrwpl...
http://ics.p.lodz.pl/~stolarek...
http://www.dbc.wroc.pl/Content...

To może wygląda koszmarnie dla kogoś, nie mającego styczności z matematyką lub informatyką, ewentualnie z fizyką, ale w rzeczywistości mówi o rzeczach dość oczywistych. Zwykle wykład zaczyna się od omówienia klasycznej transformaty Fouriera i pokazania, że w wielu przypadkach zachowuje się źle, bowiem rozwinięcia w szereg Fouriera "machają ogonami" ;). Znaczy to mniej więcej tyle, że gdy dopasowujemy jakieś przeskalowane sinusy do różnych wykresów funkcji, to najpierw robimy przybliżenie grube, potem do tego co zostanie dopasowujemy mniejszy i gęstszy sinus itd. aż do nieskończoności. Błąd "machający ogonem" polega właśnie na tym, że sinus rozciąga się od minus do plus nieskończoności, czyli nie jest zlokalizowany. Falki zaś są określone na króciutkim przedziale, więc nie "machają ogonem", są skalowane i rozciągane za pomocą dyskretnych wartości, a więc zmniejsza się istotnie liczba danych potrzebnych do opisu sygnału, wreszcie zachodzą analogiczne zależności w zakresie przejść pomiędzy dziedzinami czasu i częstotliwości (taka analogia do nieoznaczoności Heisenberga): http://www.fuw.edu.pl/~durka/k...

Gdy pojawią się wyniki wiążące inne dane, jak wahania ciśnienia, ilości określonych związków we krwi itp., to także inne diagnozowania zostaną odczłowieczone dla dobra pacjenta. Tu nie ma co włosów rwać, ale szykować się na nadejście zawodu hybrydowego: lekarz/informatyk do nadzorowania całego procesu plus technicy do obsługi aparatury i baz danych.

Obrazek użytkownika Teofila77

28-04-2017 [12:38] - Teofila77 | Link:

Bardzo dziękuję za tak pogłębiony komentarz i załączone linki. Zastosowania matematyki w medycynie i zdrowiu publicznym są niezwykle ciekawe, np. wykorzystanie modelowania matematycznego do analizy szerzenia się epidemii i prób przewidywania procesów epidemicznych, wykorzystaniu teorii zbiorów rozmytych do analizy danych wieloznacznych lub nieprecyzyjnych, np. ustalanie dawki leku. Niezwykle ciekawy jest też cały obszar wiedzy zwany chronobiologią, w której do analizy rytmów różnych procesów zachodzących w organizmie też stosuje się metody analizy matematycznej. A lekarz-informatyk? Czyżby kolejny typ lekarza na ścieżce kształtowania się zawodu lekarza - od lekarza-kapłana w zamierzchłych czasach, przez lekarza asklepiadę i kilka innych typów, do lekarza-mamematyka-informatyka w zbliżającej się wielkimi krokami przyszłości? Może!

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

28-04-2017 [14:07] - Imć Waszeć | Link:

Muszę tu parę spraw od ręki wyjaśnić, gdyż media popularyzujące naukę robią straszliwe zamieszanie w umysłach widzów zaciekawionych tymi sprawami. Zwłaszcza mam tu na myśli nową Sondę lub Galileo. Temat medycyny był już tam poruszany kilkakrotnie. Zupełnie analogicznie ma się sprawa z gazetami o profilu popularnonaukowym.

1) Może zacznijmy od tych epidemii. Temat został sformułowany jeszcze w czasach burzliwego rozwoju cybernetyki i był modelowany za pomocą modnych wtedy środków wyrazu, czyli rachunku różniczkowego, a konkretnie równań różniczkowych cząstkowych bardzo podobnych do tych, które spotykamy w modelowaniu pogody (Lorenz), reakcji chemicznych (Biełousow-Żabotyński), w których z różną intensywnością substancja X powstaje i rozpada się, problemów populacyjnych typu drapieżnik-ofiara (Lotka-Volterra), wreszcie we współczesnych modelach ekonomicznych. To były czasy ogólnej teorii systemów, gdzie starano się znaleźć na siłę nowe zastosowania starych koncepcji w nowych dziedzinach. Niestety, są to metody ładne w sformułowaniu, ale koszmarne w zastosowaniu, czyli obliczeniach i wyciąganiu użytecznych wniosków. Po prostu rzeczywistość nie daje się wyjaśnić przy użyciu jedynie funkcji gładkich, a użyteczne rozwiązanie problemu wcale nie musi być funkcją. Ja już tu kiedyś pisałem o dystrybucjach (archiwum).

W tamtych czasach też bardzo popularne w matematyce stawały się tzw. metody elementu skończonego (1950) i metody Monte-Carlo (szczyt publikacji około 1950). Było to kompletnie nowe podejście do modelowania i miało ścisły związek z rozwojem komputerów i powstaniem informatyki. Metoda elementu skończonego jest bardzo blisko związana ze wspomnianymi transformatami falkowymi poprzez dziedzinę matematyki zwaną analizą funkcjonalną (przestrzenie Banacha, Hilberta, operatory liniowe i te rzeczy). Metody Monte-Carlo zaś to probabilistyka, odrębny paradygmat w matematyce, ale to długa historia do opowiadania.

W każdym razie, reasumując, współczesne modele są stochastycznymi równaniami różniczkowymi, napędzanymi uogólnionymi ruchami Browna (błądzenie przypadkowe, dyfuzja), których rozwiązania są procesami stochastycznymi, a nie funkcjami. Mogą one mieć "rozwiązania", czyli trajektorie procesu, które są funkcjami i to nawet ciągłymi, tak jak w poprzednim sensie, ale nie muszą. W każdym razie widać jak wyłonił się w ostatnich latach zupełnie nowy rodzaj modelowania w nauce.

Mnie osobiście zaintrygowało pojęcie fraktalnego ruchu Browna i ogólnie dopatrywanie się fraktali w każdym rodzaju sygnału mającego wygląd dość chaotyczny. Jeszcze 25 lat temu było to niemożliwe, a na uczelni próbowano w zupełnie innym kierunku rozwijać geometryczną teorię miary. Choć dziś geometria i miara może już być fraktalna i definiować różne ciekawe rodzaje operatorów, to po prostu kiedyś nikt tego jeszcze nie zauważył i nie skojarzył.

Obrazek użytkownika Imć Waszeć

28-04-2017 [14:51] - Imć Waszeć | Link:

ad 1) Zmiana w sposobie modelowania epidemii jest widoczna tu: http://www.fuw.edu.pl/~jarekz/...

2) Chronobiologia to musi być coś niezwykle interesującego dla takiego pasjonata nauki jak ja ;) W ostatnich latach w naukach nastąpiło faktycznie oderwanie od opisywania rzeczywistości, na rzecz tworzenia nowej rzeczywistości. Widać to wyraźnie w dziedzinach takich jak ekonomia (próba wyjścia na przeciw wyzwaniom, kiedy roboty i komputery masowo odbiorą pracę i środki do życia ludziom. Można tu wymienić dochód gwarantowany, uczenie ustawiczne w sensie bycia częścią pracy zawodowej (ten system jest powszechny w Niemczech), kryptowaluty. Inżynieria genetyczna i GMO to najbardziej znany przykład z biologii, ale nie tylko to. Obecnie intensywnie rozwija się dziedzina zwana syntetyczną biologią.

Powstało więcej dziedzin z przydomkiem "syntetyczna". Jest np.:

a) syntetyczna fizyka - https://isea2011.sabanciuniv.e...
b) syntetyczna kosmologia, o której dopiero się mówi, wygląda jakby była częścią syntetycznej fizyki, ale ma dużo śmielsze plany. Chce np. odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe jest istnienie innych wszechświatów, a gdy założymy jakiś podstawowy model cząstek i oddziaływań, to czym w tym modelu będą pojęcia materii, czasu, przestrzeni, a być może także życia :/ (tchnienie science fiction, ale ludzie naprawdę o tym dyskutują).
c) ekonofizyka - połączenie fizyki z ekonomią
d) nanotechnologia, którą z pewnością można nazwać syntetyczną technologią wzorowaną na biologii i robotyce. Szacuje się, że to może być przełom w medycynie w zakresie rozprowadzania leków i substancji czynnych w organizmie, np. leczenie chorób genetycznych. Są bezpieczniejsze niż wirusy i fagi.
e) syntetyczna ekologia - wynika z synt. biologii, ale także próbuje się zajmować społecznościami (jak koloniami bakterii), współpracą, dobrym modelowaniem organizmów,
f) syntetyczna socjologia, jw. ale dotyczy społeczeństw i organizacji. To ciekawe podejście, bo takie zjawiska jak dzielnice nędzy, przestępczość, analfabetyzm, bezrobocie, głupota i lemingowatość, będzie można modelować matematycznie i traktować analogicznie do zanieczyszczeń w ekologii lub epidemii w biologii. Są one niezwykle podobne do zanieczyszczania przyrody przez przemysł ciężki w XIX i XX w., tyle tylko, że powodują je ideologie, religie, prawa, stosunki społeczne, polityczne i gospodarcze.

3) "lekarza-mamematyka-informatyka" - to dzieje się na naszych oczach. Jeśli nie damy się przygnieść bezmyślnemu islamowi, liberalizmowi lub lewactwu, to w Europie może powstać pierwsze w historii społeczeństwo już nie tyle technokratyczne, co merytokratyczne. To oczywiście kłóci się rażąco z systemem demokratycznym, gdzie w wyborach na szefa państwa może wystartować byle idiota.

Obrazek użytkownika Czesław2

28-04-2017 [13:11] - Czesław2 | Link:

Komputerów-lekarzy jeszcze nie ma, ale jest internet. No i on zastępuje lekarza. Ludzie siedzą w internecie i "się" leczą szukając porady na forach. Następnie swoje znaleziska konsultują z sąsiadką. Po czym następuje owocna wizyta w aptece.

Obrazek użytkownika Goral Supreme

28-04-2017 [14:07] - Goral Supreme | Link:

No niezupelnie.Do apteki potrzebna jest recepta.A ta moze tylko wypisac lekarz..Wiec trzeba go "odwiedzic" a FOZ ZUS ,czy prywatny pacjent jak ja oplaca ta wizyte..I tak sie to kreci..
Czy wirtualny "lekarz" bedzie wypisywal recepty ?
Czy odpowiednio zaprogramowany software "lekarza" sprawi ,ze farma-korporacje beda decydowaly jakie leki tylko wlasnej produkcji bedzie ow "lekarz"przepisywal ?
Jezeli tak to zmiany sa niepotrzebne bowiem obecni lekarze "siedza w kieszeniach: farma-korp i przepisuja tylko leki produkowane przez swoich mocodawcow..
Czy dojdzie do "specjalizacji" aptek (jak obecnie" gdzie owe recepty wydawane przez wirtualnego "lekarza"beda akceptowane przez apteki majace porozumienie tylko z pewnymi producentami.
Duzym zaskoczeniem dla mnie bylo ,kiedy na Slasku,apteka  w duzym Mall, nie moglem kupic generycznej aspiryny..Prowadzili tylko sprzedaz orginalnej Bayer-owskiej..2-krotnie drozszej od generycznej..
Obecna tutaj pani dr. nie jest gotowa na rzeczywista otwarta dyskusje...Gladkie slowka,pol-prawdy ..Typowy przyklad srodowiska ,ktore reprezentuje..:-))