Opłacało się być Bolkiem. Szyderca nadaje.

Nie mogąc w nocy zasnąć przeglądam w telefonie internet. Oczywiście wiele o Smoleńsku. Między innymi jak zwykle w takich momentach wiele notek i artykułów mających zabełtać ludziom w głowach, omamić, zniekształcić i zaklajstrować prawdę. Wszystko po to by pomniejszyć wagę i znaczenie tego co się zdarzyło.

Nie zabrakło i głosu Wałęsy, oczywiście. Bolek zawsze wierny i na posterunku. I znowu : „To wina Kaczyńskich itd...”. Ale to oczywiście nie objawy wałęsowej choroby. Trzyma się krzepko. To przemyślane, konsekwentne działanie. Praca „na rzecz”.....

W morzu szkód jakie wyrządził sprawie polskiej niepodległości Wałęsa, to tylko jeszcze jedna kropelka. Tupet nie opuścił go do teraz. Syty, spasiony, co jakiś czas wysyła rodakom zdjęcia z Florydy, kiedy paradując w bermudach i grzejąc się w słoneczku konsumuje pożytki swojego zaprzaństwa. I bije z niego widoczna radość, poczucie sukcesu: „Patrzcie, w konia zrobiłem cały świat, jeszcze sobie ze mną fotki trzaskają, opłacało się postawić na dobrego konia”. Tak, ci co na Kiszczaka postawili, grzeją się teraz w słoneczku Florydy, okupują Sopoty i Zakopane. Stać ich

Więc ja przyznaję, jak wiele milionów też na tego osobnika głosowałem, licząc, że się nawrócił. Że może był „takim Wallenrodem” a teraz „siekierką” poucina łby czerwonej zarazie. Moja wina. Moja naiwność. Moja głupota. Mocodawcy Bolka znali go lepiej i ocenili go trzeźwiej.

Można powiedzieć, że „nie posłuchałem ojca”. Bo w tym się nie mylił. Jako człowiek był nie za bardzo dobrym ojcem rodziny, ale gdy chodzi o komunistów, nie pomylił się nigdy. I wybierając ścieżkę, którą można tylko samemu wybrać, nikomu nie wolno jej polecać, tak sobie życie ustawiał, by wykonując w życiu nic nie znaczące prace, nigdy nie być ani na „wyborach” ani na jakimkolwiek pochodzie pierwszomajowym. Nie musiał. Nie mieli mu co zabrać, on od nich nic nie chciał. Nie, żeby zgrywał jakiegoś bohatera, o nie, największych „bohaterów” opozycji zgrywały przecież często dzieci z komunistycznych rodzin i agentura SB. No i Bolek Wałęsa oczywiście tak skutecznie „wypromowany”. Prawdziwi i uczciwi opozycjoniści jak Gwiazda czy Walentynowicz, ale i wielu innych, byli poniżani, ośmieszani, spychani na margines, umniejszani i zastraszani. Czasami ginęli w niejasnych okolicznościach.

A niektóre osoby, jak mój ojciec, „wycofywały” się . Nie wiem dlaczego tak spokojnie ich nienawidził i tak nimi pogardzał. Być może dlatego, że komuniści zabrali mu wymarzoną restaurację a może dlatego, że za dużo widział? Zresztą i matkę rosyjski żołnierz chciał zgwałcić, miał pecha ale ojciec o mało nie przepłacił tego życiem. Wiedziałem od matki. Może te stresy spowodowały milczącą pogardę i nienawiść? Nigdy na ten temat nie mówił. A na stare lata... Na stare lata był już tylko pogodnym staruszkiem.

Ale być może dlatego że on był taki, ważniejsi byli dla mnie zawsze bohaterowie „wycofani”, nie angażujący się, oderwani od głównego nurtu życia. Był nawet okres w młodości, gdy , będąc wnukiem i przedwojennego kolejarza i tramwajarza,/ żadne tam „szlacheckie herby”/, chciałem zostać rolnikiem. Zamknąć się w swojej fortecy-gospodarstwie, by nie musieć się kontaktować, nic ponad to, co do życia niezbędne. Ponieważ były to lata, że aby kupić jakiekolwiek gospodarstwo, trzeba było mieć rolniczy papier, zrobiłem nawet zaocznie szkołę rolniczą. Ale nigdy później na realizację takiego pomysłu nie było pieniędzy. A zanim by były, wszedłem już w wiek, kiedy zwiodły mnie piękne oczy kobiety z miasta i sprawa upadła. Już było to niemożliwe.

W zasadzie dopiero co zrozumiałem, dlaczego na mnie jako nastolatku takie wrażenie zrobił pierwszy, czarno biały, a dla mnie najlepszy film Zanussiego, „Struktura kryształu”. Pamiętam, że widziałem ten film jako szesnastolatek o już uformowanych poglądach politycznych, tylko zresztą politycznych/ ale w filmie żadnej polityki nie ma, jest za to pewna filozofia życia/. To nieprawda, że dzieci nic z tych spraw nie rozumieją, spokojnie powinno się nad nimi pracować, jak nie, to zrobią to inni, wysłannicy zła.

Więc oglądając telewizyjną premierę pierwszego filmu Zanussiego patrzyłem w ekran jak zahipnotyzowany, z otwartą buzią słuchając dyskusji głównych bohaterów. I moje serce było po stronie tego, który wybrał głuchą ciszę najdalszej prowincji, mniej niż wsi. Może dlatego później taką sympatią darzyłem Bieszczady, które przyciągały wtedy skrajnych outsiderów , pomieszkujących okresami po leśnych, nielegalnych chatynkach, i mnie także przyciągnęły w pewnej chwili?

A jednak to ciągłe rozerwanie, pomiędzy wycofaniem się, by „nie mieć z nimi do czynienia”, a poczuciem obowiązku i solidarności wobec niewielu tych którzy wybrali inną drogę, drogę konfrontacji. Nie oszukujmy się, ogromna, ogromna większość czynnie nie robiła nigdy nic, zawsze tak było i to jest norma, a więc to jest prawidłowe. Tak zawsze będzie i tu nie ma co się dąsać, takie są i prawa przyrody i prawa dynamiki społecznej. Nie można się dąsać na coś co jest naturalne. Bo bierność polityczna jest normą. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to jest zdrowiem, inaczej ludzie masowo by się zabijali / na przełomie XIX i XXw zbrojnych konfrontacjach pomiędzy endecją a PPSem zginęło ok 250 osób z obu stron, ataki zaczęła endecja/.

Bierność to norma. Tak zawsze było. Więc trzeba na to spokojnie patrzeć. I nie wymagać od ludzi rzeczy nierealnych. Można tylko próbować tych ludzi przekonać, aby dobre rzeczy poparli w sposób dla nich jak najmniej ryzykowny. A czasami tylko, raz na tzw”ruski rok” , gdy sytuacja się zagęści , część z nich, w sposób bardziej aktywny zareaguje. Zrobią to.

Ojciec na te tematy nigdy nie rozmawiał, milczał. Co najwyżej jak go niespodziewanie zagadnąłem. Pamiętam taką scenkę. Oglądanie telewizji. Mały chłopiec nie potrafi rozpoznać rzeczywistości. Czasami pyta. Musi się posiłkować zdaniem rodziców. Więc patrząc w ekran telewizora, gdzie akurat szedł „lans” jakiejś „osobowości”, często i pozytywnie tą postać pokazywali, nagle pytam: „Tata, a ten jest dobry? Bo wygląda na dobrego?”/Dobry jako uczciwy, ale nie chodziło bynajmniej o to czy nie kradnie/. A on, patrząc w ten samym telewizor odpowiada jakby w zamyśleniu: „ Widzisz, jak to byłby dobry człowiek, to ONI /czyli komuniści/ by go tak często w telewizji nie pokazywali”.

Żyliśmy w powojennym mieszkaniowym kołchozie, sto metrów, jedna kuchnia, trzy obce rodziny, dzieci. Codziennie rano kilkanaście osób do jednej łazienki. Kiedyś, w latach sześćdziesiątych, gdy miałem 7-8-9? lat, spółdzielnia w której ojciec pracował jako magazynier / zawsze brał pracę tam, gdzie się specjalnie nikt nie pchał i która łatwo było zamienić na inną, równie nieznaczącą, z natury rzeczy mało płatną/ , dostała pewną pulę mieszkań, rzekomo w pierwszej kolejności „dla rodzin z dziećmi i w trudnych warunkach”. Przed przyznaniem mieszkania podsunięto mu deklarację do PZPRu. Każdy zakład , komórka POP, chciały się wykazać, taka okazja była dobra do „powiększenia szeregów”. Wyszedł. Skoro tak, następne lata mieszkaliśmy dalej jak mieszkaliśmy.

Kiedy opiekując się nim kilka lat przed śmiercią i przeglądałem stare papiery, wiek, czas , choroby i sytuacje zacierają urazy z lat dorastania, zapytałem z ciekawości: No dobrze, ale jak to wyglądało, ta rozmowa, co ty im powiedziałeś? Odpowiedział tylko skrępowany; „Nic”. Jak to nic?. „Nic, wzruszyłem tylko ramionami i wyszedłem”. Tak po prostu? On spokojnie, jakby się tłumacząc:„A co miałem powiedzieć? Żeby zwolnili mnie z pracy? Rodzina, dzieci, trzeba jakoś żyć, gdzieś pracować”. Po chwili: „Przecież wszystko o nich wiedziałem, nigdy nie miałem żadnych złudzeń, wiedziałem z kim mam do czynienia, oni byli zawsze zdolni do wszystkiego”.

Na szczęście po kilku latach z mieszkania wyprowadziła się inna rodzina, później ktoś tam zmarł i się „poluzowało”. A ojciec, który nigdy się nie pomylił /jak wspomniałem, prawie nigdy zresztą ze mną na takie tematy nie rozmawiał, co najwyżej monosylaby, to co piszę to te zapamiętane momenty, moja wiedza od dziecka to były raczej podsłuchane rozmowy z matką/, założył „a priori”, że jeżeli istnieje jakieś 100% zła, to oczywiście jest to komunizm. To mu dawało „nieprzemakalność” i odporność na jakąkolwiek propagandę. Milczący sceptycyzm.

Pamiętam, że po nim, bez żadnego przecież „szkolenia” przejąłem patent, by dla poznania prawdy, odwracać zawsze to co mówili komuniści o 180 stopni. Nie analizować wszystkiego, bo to bez sensu, szkoda czasu. Jak mówią tak, znaczy się jest odwrotnie. Proste. Sprawdzało się tylko na 95% ale to i tak to świetny wynik. Zresztą te 5% prawdy i tak było tylko po to, by kłamstwo było bardziej wiarygodne, a więc można powiedzieć, że patent działał w stu procentach.

Z czasem zaczął pracować w miejscu, gdzie była szansa na większe zarobki, a gdzie nikt nie chciał wtedy pracować, bo wiele zależało od prowizji. Jako agent ubezpieczeniowy w jedynej wtedy firmie, miał swój rejon i pewne możliwości obsługi klientów spoza rejonu. Zaczął zarabiać lepiej, później dobrze. Tam zresztą, w tej pracy której nikt nie chciał, pracowali niekiedy i inni specyficzni ludzie. Żadni tam chojracy, co to, to nie. Ale jednak „nieprzemakalni”. Czasami dystyngowani, zubożała przedwojenna inteligencja. Niektórych poznałem u schyłku ich życia opiekując się ojcem i mieszkając z razem nim. Jak np. przedwojennego ekonomistę a powojennego dyrektora banku. Był dyrektorem tego banku jeszcze trzy lata po wojnie. Po czym chciano go zapisać do partii. Odmówił, nie tylko stracił posadę ale i przez następne lata pracował gdzieś jako skromny referent. Później długie lata jako agent ubezpieczeniowy. O polityce nigdy z nikim nie rozmawiał. Do nowszych czasów. Po śmierci ojca zdążyłem go jeszcze kilka razy spotkać, uprzejmego i małomównego, o czym tu gadać, na spotkaniach w patriotyczno - religijnej księgarni.

Czasy się zmieniały, po kilkunastu latach skromnej pracy w PZU, przy pomocy koleżanek i kolegów ojciec nabił sobie zarobki / taka praktykowana wtedy „samopomoc”/ i poszedł na przyzwoitą jeszcze w tych czasach najpierw rentę a później przyspieszoną emeryturę. Tak, że zdążył jeszcze nieco liznąć przyjemności zwiedzania, no może nie świata ale Europy. Co do Niemców i Rosjan nigdy nie miał żadnych złudzeń. Zero. Ale nigdy z nikim się nie spierał. Czasami uprzejmie wyrażał swoją opinię. Tylko tyle.

W międzyczasie, ja sam z wewnętrznej i zewnętrznej konieczności zostałem przewodniczącym „Solidarności” w swoim zakładzie pracy na Dolnym Śląsku. Dziś nie ma się czym chwalić, totalna porażka, bo gdzie jesteśmy? Zaczynamy od nowa. Jako Polacy. Przegraliśmy na całej linii, i dopóki świadomość tego nie stanie się nie tylko powszechna, ale i wręcz doktryną, szanse na prawdziwą i trwałą wygraną w walce o niepodległość, wydają się nieduże. Tkwiąc w błędzie i nieświadomości, że porażka była i jest jakoby zwycięstwem, nie wyciąga się właściwych wniosków i nie robi korekty sposobów działania na przyszłość. To jak zez lub po prosu złudzenie. Celowanie w coś co nazywa się „wolność i niepodległość”, bez trzeźwego widzenia realnego stanu rzeczy.

I tu wracam do Bolka, który wczoraj, 10 kwietnia, w piątą rocznicę tragedii smoleńskiej, znowu dał głos. Gdy pod koniec 80r odwiedziłem swojego ojca co nigdy się nie pomylił w ocenie komunistów, takich ojców było pewno zresztą wielu, trochę mnie jednak zaskoczył.

Kiedy mu powiedziałem, że zgłosiłem się na przewodniczącego Solidarności , / miałem lat dwadzieścia i kilka, wyglądałem na 20/, i że musiałem to zrobić, bo nie było chętnych, zakład duży, 700 pracowników ale w większości kobiety, a jedyny wystawiony kandydat był z PZPR, nie mogłem na to pozwolić,/ pracowałem wtedy na etacie nawet mniej ważnym niż magazynier, później zresztą , w przyszłości, także jako agent ubezpieczeniowy/, to wypełniając jakieś papiery przy stole, wzruszył tylko ramionami. Po chwili rzucił nie podnosząc głowy: „Wsadzą wam tam na górę samych swoich ludzi” . Byłem młody, entuzjastyczny, naiwny. Sarknąłem i zapytałem zaczepnie: „ Taaa, a Ty niby po czym ich poznasz?” Podniósł głowę i powiedział zupełnie spokojnie, bez emocji: „Właśnie po tym. Po tym, że będą wysoko. Najwyżej jak to będzie możliwe”.
Profesorem nie był. Kilka lat spędził także w piwnicy, wyciskając na małej wtryskarce, zarejestrowanej na matkę, plastikowe żołnierzyki, które ktoś później malował. Szare, bezpartyjne i „nienawistne” życie w Polsce Ludowej.

Wałęsa ma powody do radości. Ograł wszystkich. Nawet swoich mocodawców. Zaszedł dalej niż oni. Został nawet prezydentem. Z małego, sprytnego donosiciela stał się światowym królem życia. A ileż to tysięcy w ostatnich latach poumierało w Polsce nie otrzymawszy żadnej pomocy medycznej. Ile polskich firm wyniszczono. Ile sprzedano za bezcen. O ile wzrosła liczba samobójców, ludzi doprowadzonych do skrajnej, przeważnie materialnej rozpaczy. Ile dzieci polskich się nie urodziło, z obawy przed nędzą u młodych ludzi. Ilu z biedy wyemigrowało. A jego rodzina, rodzina Wałęsy na szczycie. Jak marzył. Człowiek sukcesu.

Przypomina mi się książka Cenckiewicza,gdzie autor opisywał, jak to Wałęsa marzył kiedyś o wielkości dla siebie i swojej rodziny , jak fantazjował głupkowato o tajemniczym pochodzeniu swoich przodków z „królewskiego rodu”.Więc się prawie spełniło . Są królami życia. Wałęsa przyjmowany na salonach, w pałacach. Urodzinowe rauty na 1000 osób. Syn w Europarlamencie, nawet ostatnio odniósł sukces, bo udało mu się zablokować budowę autostrady przez wschodnią część Polski. Tam gdzie najbardziej patriotycznie i gdzie najwięcej głosów na PiS, niech ta Polska się wyludnia. Praca „dla dobra Polski” przechodzi wyraźnie z ojca na syna.

Decyzji niekorzystnych dla Polaków Wałęsa podjął wiele. Wspieranemu z tyłu przez ciemne siły, udało mu się wyrządzić wiele szkód sprawie niepodległości Polski.

Oprócz storpedowania strajku generalnego w marcu 81r., ja zapamiętałem szczególnie dwie sprawy, już po 89r. To Wałęsa tak naprawdę zadecydował o oddaniu „Gazety Wyborczej” w ręce Michnika i jego środowiska. Skutki znamy. I to on jako prezydent zadecydował o oddaniu pasm częstotliwości pierwszej ogólnopolskiej telewizji komercyjnej w ręce nieznanemu wtedy nikomu biznesmenowi ,Zygmuntowi Solorzowi. A nie każdy pamięta jak to było. Do ostatniej chwili ważyło się, czy koncesja zostanie przyznana twórcom telewizyjnej Solidarności z świetnie przygotowanym merytorycznie Marianem Terleckim z Gdańska, czy Solorzowi. Wałęsa z kapciowym koncesję dali temu drugiemu.

Te dwie decyzje to jedne z kluczowych jakie zaważyły na ostatnich 25-iu latach. Bo to były i są lata mediów. Media to był i jest czynnik w wielu sprawach decydujący.

Przegraliśmy. Trudno. Będąc mądrzejszym o doświadczenia z porażek, trzeba robić znowu to, co jest możliwe. Ale poprzeczkę mieć zawieszoną wysoko./Popatrzmy jak robił to Piłsudski, działając zaczynał od analizy porażek, z tego wyciągał wnioski, czyt. Urbankowski /. A dopiero na bazie trzeźwiej analizy, bez złudzeń, działanie. Urozmaicone i bez końca. Cierpliwe i wielowątkowe. Wiele drobnych działań. Pracy „trochę” jest. Chyba, że ktoś dziś czuje się zwyciężcą. Jak Wałęsa.  

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika NASZ_HENRY

11-04-2015 [16:46] - NASZ_HENRY | Link:

Trochę długie ale wciągające ;-)

Obrazek użytkownika maks jamnicki

11-04-2015 [18:27] - maks jamnicki | Link:

To się nazywa brakiem dyscypliny w pisaniu. Miało być krótko o Bolku a poszło w reminiscencje. Na koniec wróciło do Bolka. Dzięki Panu i pewnej refleksji, zajrzałem do słownikowego znaczenia tego słowa i przypadkiem, dookreśliłem sobie jego znaczenie.
Wiki/Reminiscencja: W psychologii nieświadome wspomnienie, refleksja:...Istota tego zjawiska polega na tym, że ludzie po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia lepiej/.../ pamiętają zjawiska z okresu kiedy mieli od 10 do 30 lat.itd. Wypada mi się tylko wytłumaczyć tym, że blog nazwałem nazwałem jako "patriotyczno-osobisty". Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika Marcus Polonus

11-04-2015 [17:21] - Marcus Polonus | Link:

To się nazywa po polsku "trafieniem w sedno". W tym swietnie opisanym,skrócie swojego życia rodzinnego (moje było podobne), zawarta jest kwintesencja cech naszej nacji i kraju.Tak, przegralismy -ale to była (w skali historii i naszego raczej krótkiego życia) - przegrana bitwa, nie wojna.Wygramy - może już nie my osobiscie, ale nepewno.Bo czego parszywe komusze gnidobolki nie są w stanie swoimi prostackimi rozumkami pojąć, w tym kraju będą się zawsze rodzić,dorastać i walczyć nowe pokolenia Kolumbów. Ja też jestem optymistą. Pozdrawiam, MP.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

11-04-2015 [18:42] - maks jamnicki | Link:

Tak, własnie tak. W świetle życia to była tylko bitwa, ważna, ale tylko bitwa. Teraz, nazywając prawdę po imieniu, że tą bitwę przegraliśmy, trzeba pomóc młodym /tu myślę o pokoleniu dwadzieścia i kilka, a nawet młodszym, ich samoświadomość zaczyna być większa, także dynamika większa, mają szansę/.Nasze pokolenie może coś zrobić już nie dla siebie, ale najbardziej dla pamięci tych co kiedyś, po wojnie zostali pomordowani i tych, z lojalności dla tych, co zginęli w Smoleńsku. A ta lojalność, gdzieś zbiegnie sie z walką tych młodych, którym się chce. By nie startowali od zera i znowu nie uczyli się tylko na swoich blędach. Niech się uczą na naszych. Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika jaja -cek

11-04-2015 [18:53] - jaja -cek | Link:

dziękuję za tekst

po prostu DZIĘKUJĘ

moja historia jest nieco inna
mój Ojciec po wojnie przyjechał z małego miasteczka do dużego miasta. Tutaj studia, nakaz pracy i wojsko.
Chyba to tam Go zindoktrynowali, wytresowali jak jakiegoś psa (przepraszam Tato) bo ciagle szukał u NICH swojego Pana
To oni (jak mówił) dali mu mieszkanie, to oni dali darmowe studia, to oni dali pracę, to oni dali mu porucznika rezerwy. Dobrze się czuł w mundurze ale nie wezwali Go do Czechosłowacji
On się niemal łasił do tych sekretarzy, na tych zebraniach partyjnych -ale jakoś w dwóch pokojach mieszkaliśmy w 6 osób razem z Babcią i wujkiem.
Czułem, że coś jest nie tak i że gdybym nie zaczął pracować to by telewizora nie było.
Ale wydawało się, że ODNOWA, że hasła SOLIDARNOŚCI mogą być też w partii politycznej - bo przecież ani związek zawodowy ani fundacja ani stowarzyszenie nie bierze się do sterów rządu z kierunkiem na ZMIANY

i przypadek (NAPRAWDĘ PRZYPADEK), że w Zjednoczeniu (które wówczas likwidowano) jako młody z bodaj rocznym stażem w PZPR ... dostałem mandat na IX Zjazd
i zobaczyłem młodych ludzi - którzy byli jak janczarzy, aj roboty -oddali by swoje życie za jaruzelskiego
i zobaczyłem od środka, że to wszystko pic na wodę

i się ... wypisałem

ps
a dopiero niedawno ktoś mi pokazał, że o tym (o mnie) jest też w internecie

Obrazek użytkownika maks jamnicki

11-04-2015 [20:02] - maks jamnicki | Link:

No i jeszcze , na szczęście, jest sporo czasu by coś zdziałać. Chociażby przez aktywne popieranie patriotycznych i niepodległościowych inicjatyw, mediów itp.Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w małe i nie spektakularne akcje włącza się na pewno nie więcej niż kilka procent populacji,/ o spektakularnych akcjach nawet nie wspominam/ to ktoś, kto przez 3-5 lat swiadomie by działał i wspomagał albo inicjował otoczenie na tym polu, i tak zrobi więcej niż kilku-nastu nieświadomych Polaków przez całe życie. Taka jest natura rzeczy. Tylko spokojnie trzeba się rozglądać. Ziarenko do ziarenka. Pozdrawiam :)

Obrazek użytkownika Andrzej W.

11-04-2015 [20:25] - Andrzej W. | Link:

A Pamięta Pan ten fragment z filmu "Bóg nie umarł"?
To przesłanie także dla Bolka. Gdyby był wierzący może przemówiła by do niego także wizja Św. Faustyny o dwóch drogach.W każdym razie nie zamieniłbym się z nim na miejsca.

Zupełnie inna sprawa, że w normalnym państwie byłby na innym miejscu. Ale to jego strata.
W tym sensie przegraliśmy.
Lecz nawet, jeśli i teraz przegramy (szanse są, jeśli zostanie wszystko należycie dopilnowane), to i tak nie można było postawić na lepszego "konia". Mamy tylko jedną opozycję. Możemy przynajmniej powiedzieć, że głosowaliśmy na przyzwoitych ludzi. Na patriotów.

Pański Ojciec był porządnym człowiekiem.
Świetnie się czytało; wzruszający tekst.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

11-04-2015 [22:46] - maks jamnicki | Link:

Dziękuję. Abyśmy "należycie dopilnowali".Przyznam, że nieco się niepokoję, że to za mało. Oni są zdolni do każdego przekrętu, najbardziej bezczelnego. Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika waga

11-04-2015 [21:55] - waga | Link:

Polacy nie zaczynają teraz od nowa!
Wzorując się na Józefie Piłsudskim, Polacy muszą ciągle sięgać wysoko.
Możliwie jak najwyżej. Dobrze rządząc, umożliwią odbudowę i prawidłowy rozwój naszej Ojczyzny.

Aby im to wreszcie umożliwić, tragicznie doświadczeni starsi Polacy
MUSZĄ NIEUSTANNIE uczyć młodych jak rozpoznawać współczesnych wrogów.
To jeden z podstawowych, patriotycznych obowiązków
od dnia dramatu 10 kwietnia 2010 roku.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

11-04-2015 [22:56] - maks jamnicki | Link:

Tak, tylko że Oni mają w tej chwili w ręku wszystko. Rząd, prezydenta, telewizję i telewizje, sądy, wojsko, policję, uczelnie."Swoich" zabezpieczonych emeryturami. "Dobrze rządząc" i "odbudowa".Na razie to wszystko w ich rękach. Nie ma co odbudowywać, bo tego nie mamy. Najpierw trzeba wygrać i przejąć. Bo wygrać by tylko kosmetyczne zmiany robić... A jest jeszcze wroga zagranica. To wyzwanie na miarę historii...Ale...Jak się większość zbierze.... Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika cassiodorus

12-04-2015 [01:47] - cassiodorus | Link:

Skoro mamy mierzyć wysoko, to na mysl przychodzi wiersz Wierzyńskiego
'' Bo z krwi i z mąk ich, nad miasto, nad gruzy,
Nad niebotyczne, ogromne pożary
Gorzkim rozwiane dymem,
Los nasz się dźwignął wysoko i w burzy
Stoi przed nami olbrzymem.''

Jakaż może być większa ofiara, by dotarło , że zgubą naszą jest być małymi ?? Jeżeli to nie do ich wielkośći się odwołamy,[styczniowych, warszawskich] a do tych ''rozumnych'' jak Braun czy Mikke to znajdziemy w sobie małe sprawki, karierowiczostwo, świecidełka i inne muszelki, nic więcej
Chcąc wielkości musimy wzorować się na wielkich, jeżeli sami zrobimy z nich idiotów, wyręczając 'żydów, prusaków i masonów' to o polsce nalezy zapomnieć

A swoją drogą jakież uczcia musiały targać Baczyńskim i innymi, gdy miejsce hitlerowców zajmowali bolszewicy..Że Polska jeszcze bedzie???TO musiała być dopiero zgroza, chyba nie do pojęcia dla dzisiejszych nająmdrzejszych z mądrych

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-04-2015 [03:13] - maks jamnicki | Link:

Akurat kończę czytać Piłsudskiego/Urbankowskiego. O ileż mniej bym rozumiał, gdybym jej teraz nie przeczytał.Romantyzm celów-pozytywizm środków.Szczegóły. To wysokie postawienie poprzeczki, to właśnie romantyzm. A realia działania "przaśne", mało romantyczne, twarde, bez sentymentow.
Brauna dość lubię, ale jest nieobliczalny. PKW popieram jak najbardziej. Ale kiedyś na KULu, wdeptując w glebę ś.p. Życińskiego/mnie prywatnie to nie przeszkadza, Ż.sobie na to zapracował współpracą z antypolską opcją Czerskiej /, zrobił świństwo zapraszającym go, zachował się bardzo egoistycznie. Są pewne zasady, wszędzie mógł tak ostro ale nie tam.
JKM to urodzony egoista, "lojalizm" wobec cara ponad głowami Polaków. Oczywiście jemu wtedy dobrze, reszta go nie obchodzi.

Obrazek użytkownika kwintesencja

11-04-2015 [23:39] - kwintesencja | Link:

"Zło dobrem zwyciężaj". Jezus z Nazaretu głosił dobrą nowinę. Zapłatą była śmierć na Krzyżu. Za naszego czasu, Ksiądz Jerzy Popiełuszko za głoszenie dobrej nowiny "otrzymał" okrutną śmierć w wodach Wisły. Prawda rodzi się w bólu. Judasze otrzymują swoje srebrniki. Historia się powtarza. Nadzieja jest w Zmartwychwstaniu i Miłosierdziu Bożym! Trzeba tylko w to uwierzyć.

Obrazek użytkownika maks jamnicki

12-04-2015 [03:23] - maks jamnicki | Link:

Ksiądz Jerzy prawdopodobnie znalazł okrutniejszą śmierć niż wody Wisły, przez kilka dni był dręczony i torturowany. Coś na ten temat niedawno czytałem, pewne analizy. Mordercy prowadzą sobie wygodne życie,pobieraja emerytury! resortowe. Ba, pisują w gazetach antykościelne paszkwile. To jest normalne? Myśmy wygrali? Niby co i z kim? Z Kiszczakiem?