TEGO NIE ZOBACZYSZ W FILIŻANCE KAWY [5]

Uprzednio: https://naszeblogi.pl/56492-te...

Listy I

"Cześć Kochanie. Jest 23,20 i nie wiem co się stało... – nie odbierasz telefonu, a przecież się o 23,00 umówiliśmy. Ale spróbuję jeszcze za chwilę...
W międzyczasie, jak się zabrałam do jedzenia, to zdążyło zapukać Chrisiątko (głodne, bo właśnie ma Wielki Tydzień w jej religii i nic nie może jeść), Iza (która, bez kitu, chyba "wpadła" i jest w ciąży, bo nie je, tylko żre...), Nagib (który nabił punktów, bo mi powiedział, że chyba schudłam) i Abdu (z którym się oczywiście tradycyjnie pobiłam, bo mi zabił takiego wielkiego pająka na ścianie, złośliwie, moją bagietką, przygotowaną właśnie do jedzenia). Czyli jak widzisz wszystko w normie.

Pierwszy raz ukatrupił w ten sposób "śmiercicę". Dla wyjaśnienia, bo nie wiem jak Ty to coś nazywasz: 'śmiercica' to takie "fuj!", co fruwa, najczęściej wirując jak obłąkane pod sufitem, ma długie nogi – wiesz, taki olbrzymi komar "wirnikowy". A moje "zamiłowanie" do wszelkiego rodzaju robactwa znasz. Pamiętasz, jakiego wrzasku narobiłam, gdy we Włoszech w przyczepie znalazłam pająka, co go wszyscy Italiańcy spod namiotów obok na wyścigi tropili i chcieli zabić!? Więc śmiercica znalazła się u mnie w pokoju o 2,00 w nocy. Próbowałam ją wygonić, ale ta, nie wiedzieć czemu, sfrunęła mi prosto na oczy. Tak się zlękłam, że aż wrzasnęłam. I słyszę za drzwiami, że ktoś puka i się pyta: ".– Laura, ça va?" A ja, zamiast otworzyć drzwi, to się drę na cały akademik, że u mnie jest wielki pająk. OK, w końcu wkracza Abdu (bo to on się przypałętał przechodząc akurat moim piętrem) i zaczyna robić polowanie na śmiercicę. Oczywiście jak wszedł, to nie domknął drzwi i wszystko się niosło na korytarz. Robak był bardzo chytry i się nie dawał złapać, więc Abdu cap za bagietkę i wali w insekta! A ja jak wryta stoję i patrzę, co on robi, i nagle się drę: "– Nie!, Abdu, nie!, przestań! Tylko nie moją bagietką – ja ją rano muszę jeść!" I teraz wyobraź sobie strażników, którzy idą korytarzem i słyszą takie wrzaski panienki, w dodatku z obcym akcentem... Więc, mimo drzwi uchylonych, kulturalnie zastukali do mnie i pytają, czy ça va?, i tak jakoś dziwnie na nas patrzą... My się skapnęliśmy, o czym oni myśleli...; oni, nieco skonfundowani, że się chyba pomylili... Mówię ci – jak zaczęliśmy się w czwórkę śmiać, to trwało to chyba z 10 minut. Dawno się tak nie uśmiałam do rozpuku.

Wracając do dzisiejszego nieoczekiwanego przyjęcia... Na tę późną kolację podano bigos, bo Iza przywiozła 6 kg i chyba go będziemy przez dwa tygodnie jeść! Poza nami obiema inni tylko podziobali widelcami i nawet ich nie oblizali...

Będę już kończyć z tak prozaicznego powodu, że kończy mi się kartka. Dołączam Ci do tego listu "wymowną pocztówkę" zrobioną z naszego zdjęcia na dziedzińcu w Wersalu i mam nadzieję, że już niedługo też będę się tak mogła do Ciebie przytulić. Kocham Cię.
Twoja L.
P.S.
To "L" rozszyfruj jak chcesz..."

"Lubiątko moje Kochane! Ten znak powyżej, to czekoladowy odcisk linii papilarnych prawego kciuka, który teraz podnoszę do góry! To w odpowiedzi na Twoją/Naszą pocztówkę.

Jest piękny, słoneczny, poniedziałkowy poranek, wszyscy się wynieśli, a ja, mrużąc oczy od słońca (bo promienie padają mi na kartkę), jestem myślami przy Tobie i będę się starał sprostać Twojemu życzeniu, by Ci opisać tak od serca ("tylko nie kłam!"), jak znoszę naszą rozłąkę.

Najdroższa, wszystkie esemesowe wiadomości od Ciebie były najsłodsze! Kochanie moje...! Aż boję się myśleć, co robić, by być godnym gorącości Twych uczuć! Jeśli kiedyś wydawało mi się, że wiem coś o wyrażaniu emocji (np. mową wiązaną), to przy Twoich znakach, gestach i czynach moje umiejętności (pseudo) zblakły. Widzę świat Twoimi oczami, przywołuję sobie Twoje celne powiedzonka, dowcipne komentarze na temat ludzi, sytuacji, zachowań. Tu cywilizacja, tam stosunki społeczne – a Ty pach! Patrzysz pod nogi i widzisz więcej...

Ten mój zachwyt Tobą...! Udziela mi się wszechogarniająco, mówiąc górnolotnie...
Zachwycam się przyrodą, architekturą, prędkością, gdy jadę, upajam zdarzeniami, które są z moim i Twoim udziałem, tak jakbym się odrodził, zaczął życie od nowa, odnalazł zapomniane pokłady wrażliwości, które przecież kiedyś umiałem mądrze eksploatować, a poźniej, w natłoku codzienności, odsuwane były skutecznie na tor boczny, coraz dalej i dalej, ku niepamięci, osiągając stan zamulonej inercji. Miłość – na pewno – to dobry drogowskaz jak cudownie można być!
Całuję Cię i przytulam "najsilniej"... – Twój Salvin".

"sumienie
Zatytułowałam tego mejla "sumienie", bo mam nadzieję, że jak będziesz otrzymywał 6 razy dziennie informacje ode mnie, to może ruszy Cię sumienie i ja w tej beznadziejnie rozlatującej się skrzynce Residence Universitaire też coś w końcu znajdę. To tyle użalania się, liczę, że to Tobą potrzepie i w końcu do Ciebie dotrze, że jest tu ktoś, komu na Tobie zależy i kto chciałby wreszcie coś od Ciebie przeczytać.
Smutno mi bez Ciebie, zrób wszystko, żeby mnie tu odwiedzić. A w ogóle było mi bardzo przykro, kiedy mi wczoraj powiedziałeś: "Pięknie, pięknie..., bardzo długo wytrzymała ta Twoja miłość...?" W końcu to nie ja Cię zaniedbuję...
Całusy.
Twoja Laurka"

"po Bawarii
Moja Najdroższa, telefon głuchy, próbuję wgrać się w tę pieprzoną telekomunikację, ale na razie bez efektu. Nerwy, bo przecież jestem po przerwanej rozmowie z Tobą i dalej internet nieuchwytny. W każdym bądź razie to cudowne choć przez moment usłyszeć Twój głos i wiedzieć, że jesteś, żeś mi wierna i czekasz na mnie, a mój kontakt z Tobą nadal trwa, i wskutek rozłąki nie wygasa.

Jutro na pewno będą już Twoje listy i czeka mnie wspaniała lektura, co mnie podnieca i trzyma w stałym napięciu emocjonalnym, ważnym niezwykle w tej ciągłej kołomyi i krzątaninie wokół spraw przyziemnych i banalnych.

Ten miłosny efekt, czar, który jest nam od Boga dany, należy się przecież istotom nieziemskim, a jednak spotkał nas oboje i nie wiadomo komu za to dziękować – bo losowi to z pewnością, ale komu też jeszcze? Czy Ty również tak to widzisz? Nie uzurpuję sobie jakiejś specjalnej przenikliwości w ocenie tego fenomenu, jakim jest stan zakochania, ale wydaje mi się, że Ty możesz traktować to bardziej naturalnie (jako coś przynależne młodości), w przeciwieństwie do mnie, który chyba – summa summarum – na coś takiego, jednak, z racji swego wieku, już nie zasługuje. Z tego też względu tak cenne są dla mnie to zachwycenie się Tobą, Twa czułość mi okazywana i w ogóle aura, która emanuje z Twojej niezwykłej osobowości, wraz z intencjami skierowanymi tak szczerze i oddanie ku mnie.

Będąc w Bawarii i podziwiając to wszystko, co ma ta kraina najpiękniejszego do zaoferowania (góry, jeziora, lasy, muzea, zamki i w ogóle oryginalną architekturę), cały czas miałem wrażenie jakiegoś "braku z prawej strony". Komentowałem oglądane atrakcje co i rusz po cichu, w głowie, ale za każdym razem zerkając bezwiednie na bok, jakby ten nieobecny interlokutor trzymał mnie na uwięzi, jednocześnie nie pozwalając mi być niemową.

Mam nadzieję, że na tym zadupiu esemesy i mejle w końcu do mnie tak czy siak dotrą i uradują zduszone serce.

Twój Salvin".

Ciąg dalszy nastąpi

[By skosztować kawy włoskiej z pierwszej ręki zerknij na Allegro/italiAmo_caffe; po zakupie upomnij się – dorzucam moim czytelnikom jakąś książkę gratis.]

Tekst, na prawach pierwodruku prasowego, ukazał się na łamach kanadyjsko-amerykańskiego tygodnika polonijnego "Głos" nr 29/2020 (15-21.07) s.17.