Jej pierwszy raz czyli... Merkel w Warszawie!

Pierwszy raz oczywiście za premierowania Beaty Szydło...
Jutro Wielka Kanzlera wreszcie raczy  gościć w Warszawie!...
Ta wizyta już od dawna jest historyczna z powodu historycznych powodów zwłoki Merkel, których głównym był „przeładowany program pani kanclerz” o czym uprzejmie informowała jej kancelaria. Argument dość kuriozalny bo program pani kanclerz, zwłaszcza w II połowie 2016 roku był tak pusty jak za przeproszeniem zeszyt z „programem” Nowoczesnej, licytowany w styczniu przez Owsiaka, a i w I-szej nie był aż tak intensywny jak wcześniej bywało.  
 
Dlaczego Merkel dopiero teraz zdecydowała się na wizytę w Warszawie choć  zaproszenie jej do Polski przez polską premier Beatę Szydło datuje od lutego 2016 r.? 
Beata, właściwie niewiele znana po wyborach jako polityk, nie bała się zjawić w Berlinie wkrótce po swej nominacji na Premiera RP. Miała na dodatek co zaoferować Angeli – szefowej Niemiec i jej wciąż jeszcze wtedy „zmerkelizowanej” Brukseli.  Angela, polityk od lat znana w Europie i w świecie, znana również ze swych cojones nagle zabała się chwili w Warszawie, niechby tylko w formie całkiem zwyczajnej kurtuazyjnej dyplomatycznej blitzrewizyty u sąsiada.
Już choćby z tego powodu wszelkie deklaracje i peany strony niemieckiej po październiku 2015 r. - od kanclerz Merkel przez prezydenta Gaucka po ministrów itd.  o fundamentalnym znaczeniu i wyjątkowej wartości wzajemnych stosunków obu rządów i obu państw, to bujda na resorach. Zwłaszcza przyprawione  wzmożonym antypolskim jazgotem różnych Spiegli, FAZów, SZ-tów itd. zeitungów, było nie było „organów” Berlina, które bez specjalnych instrukcji z najwyższej „góry”  same nie pozwolą sobie na bezczelne pląsy na czerwonej linii  stosunków międzynarodowych, prowadzące do międzynarodowego skandalu.
Cel był jeden i był jasny – szybka i skuteczna kompromitacja i dyskredytacja Polski zupełnie nowej jakości i prędkości. Polski niebezpiecznej bo chcącej zrzucić wreszcie z siebie balast ponad ćwierćwiecznego syfilisu okrągłego stołu, „reform” Balcerowicza, Wałęsów i Kwaśniewskich, sprzedajnych  magdalenek. Polski już nie po tusku potulnej i głupiej jak Kopacz i Komorowski.
Służyć temu miały również UE „debaty o  Polsce”, „rezolucje” PE - polityczny hejt w wersji superhard+, którymi w międzyczasie Bruksela walcowała Polskę i polski rząd, a który bez dyskretnego błogosłowieństwa Berlina nie miałby miejsca. Jeśli już to na pewno nie na taką gigantyczną skalę i bez poważnych skutków. Pamiętne jest chamstwo człowieka Angeli w Brukseli, przew.PE Martina Schulza względem Premier RP, prawie jednocześnie obściskującego się na słitfociach z Kijowskim - alimenciarzem, inicjatorem antypaństwowych burd i oszustem finansowym, facetem z szamba obyczajowego, co zakończyło się wręczeniem jego Komitetowi Opluskwiania Demokracji nagrody Parlamentu Europejskiego za „nieustępliwe dążenie obywateli do kształtowania postaw demokratycznych”, polanej w centrum Brukseli na obscenicznym uchlaju odbiorców statuetki, opłaconym pieniędzmi zaoszczędzonymi na lekach i chlebie przez sędziwych darczyńców KOD-u.
Nie ma też jak pominąć terroryzującego i szantażującego Polskę i polski rząd Fransa Timmermansa i jego weneckiej małpiarni, ferujących swe „wyroki” nie na podstawie dokumentów dostarczanych im przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów RP, które lądowały w koszu na śmieci, a na podstawie donosów liderów PO i Nowoczesnej oraz instrukcji ówczesnego prezesa TK, A.Rzeplińskiego, pisanych pod okiem jego „I oficera prowadzącego” – Marka Safjana,  sędziego Trybunału Sprawiedliwości UE.
To też nie odbywało się bez cichej zgody Berlina...
 
Kanclerz Merkel unikała wizyty w Polsce Szydło i Dudy jak diabeł święconej wody bo po prostu nie miała nic do zaoferowania polskiemu rządowi i Polsce ani po „linii” berlińskiej, ani po brukselskiej. Za to Beata Szydło zaczęła reanimować pogrzebane przez Tuska, Kopacz i Komorowskiego V4. Reanimowała tak skutecznie, że w rezultacie nie tylko ABC śp.Prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaczęło stawać się ciałem, a chęć udziału w V4 zaczęły zgłaszać inne państwa... 
Wydawało się, że jakimś przełomem w stosunkach polsko-niemieckich będzie udział  Merkel na spotkaniu V4 bezpośrednio przed szczytem UE w Bratysławie, zainicjowanym przez premier Szydło, na które Merkel się wprosiła. Pojechała nań zaraz po swym intymnym spotkaniu z Włochami i Francją na pewnej wyspie i nabuzowana wizją Europy i Unii, którym szczyt w Bratysławie miał dać początek odrodzenia coraz bardziej pyziejącego eurokołchozu, Bruksela i Europa miały nabrać nowych kształtów, obrać nowy  kierunek, przyjąć nową strategię itd.  
Na wyszehradzkim spotkaniu Merkel od progu zaczęła narzucać spotkaniu własny ton i kierunek. „Vyszehradcy” się nie dali i dyktatorka wyjechała z niego z podkulonym ogonem, a szczyt w Bratysławie zakończył się tradycyjnym fiaskiem,  równym temu wcześniej na Malcie, z której organizator i gospodarz wyparował zawczasu w skarpetkach do Brukseli jak przysłowiowy „Tusk z Warszawy”, Schulz został by podospijać kieliszki ze szwedzkich stołów, a Unii zostało płacenie haraczu Erdoganowi za „powstrzymywanie” inwazji gości Merkel na Europę. Jak to powstrzymywanie wygląda to widać i czuć.
 
Właściwie cały 2016 r. był stopniowym zapadaniem Angeli Merkel w polityczny letarg, a po referendum we Włoszech, które jej Fafik Rienzi koncertowo przerżnął,  zupełnie udała się na „wewnętrzną emigrację”  i  jej brukselskie pudle, „Bronek” Hollande itd. zostali sierotami.  Ba – Makrela zarżnęła nawet własny Vaterland. Świadczą o tym liczne roszady w rządzie Bundes Republic D., rezygnacje poważnych polityków  na miejsce których wskakują „Marsjanie”  kalibru  Nitrasa, Muchy czy Pomaskich. Świadczy o tym stanięcie Merkel w szrankach o fotel kanclerza Niemiec z  bezmaturalnym ćwierćinteligentem  „doktorem Schulzem”. Może sam Bismarck jakoś szczególnie w grobie się nie przewraca bo on też był fanatycznym idiotą jak Martin Schulz ale był nim trochę „inaczej” i  mimo wszystko był człowiekiem wykształconym. Bismarcka z Schulzem może najwyżej łączyć tzw.”pozytywny stosunek do promili” ale na tym podobieństwo się kończy.  Bismarck miał hysia na punkcie zjednoczenia Niemiec, Schulz ma hysia na punkcie zjednoczenia świata, które jak praktyka pokazuje ma siłę tylko i wyłącznie rozruszającą  co widać nawet w Niemczech gdzie po inwazji „gości” pani kanclerz wiele landów domaga się dla siebie większej autonomii i ma w rzyci merkelowe bajeczki o bundes- i eurosolidarności. Landy wiedzą, że Berlin nie tylko nie  chroni obywateli przed przemocą tzw.uchodźców, ale również ogranicza działania służb zakazami ich zatrzymywania. Berlińskie tuby zaś – niech w najlepsze używają sobie na Polsce i bez ograniczeń ale informować opinię publiczną o ekscesach uchodźców mogą tylko na tyle, na ile Berlin im pozwoli.   
 
Z czym jutro przybędzie Merkel do Warszawy? Może przywiezie na lawecie polski TIR, który aresztowany przez jej prokuratorów staje się powoli symbolem aresztowanego przez prokuratorów Putina wraku Tu154M w Smoleńsku? A może z protestacyjnym listem otwartym do niemieckich i światowych mediów o natychmiastowe zaprzestanie publikacji tekstów zawierających termin „polskie obozy koncentracyjne”, który w obecności premier Szydło uroczyście podpisze i roześle do adresatów z jej komputera, gwarantując jednocześnie osobiste stanie na straży prawdy?
Merkel zjawia się w Warszawie bo nagle usłyszała ostatni dzwonek. Wycofując się latem zeszłego roku z życia politycznego Europy liczyła, że jej mały urlop od aktywności politycznej pomoże wszystkim zapomnienieć jej ostatnie błędy i błędziki, a zwłaszcza jej potencjalnym wyborcom w zbliżających się wyborach w Niemczech. Merkel zobaczyła nagle, że jest sama. No, może nie tak zupełnie sama bo został jej przecież Tusk i Schulz, a obaj są w końcu jej największymi dłużnikami. Schulza - człowieka nijakiego i znikąd właśnie Merkel wypchnęła na jeden z najwyższych szczebli unijnej drabiny, a po pokazaniu mu kawałka nogi fotela kanclerza Niemiec ów dostał na niego takiej chrapki, że zaczął zachowywać się jakby już  kanclerzem był. Tusk zaś – zwykły podwórkowy cwaniaczek, któremu Parki przeznaczyły rolę wiecznego wisielca u rąbków nogawek,  kiecek i rozporków aktualnych władców wierzchołka świecznika politycznego, na  początku tego polskiego, później europejskiego. Cała polityczna kariera Donalda od samego początku przebiegała na osiąganiu kolejnych i coraz wyższych stanowisk po cudzych plecach. Od samego jej początku był tylko słupem, bez własnego zdania i inicjatywy, wazeliniarzem, lizusem, dyżurną papugą od cytowania cudzych myśli i pomysłów – wystarczyło, że np. Merkel, Obama czy  ktokolwiek ze świecznika coś powiedział i Tusk za chwilę już  „mówił” Angelą, Obamą, nawet N.Farage’m  itd. Tusk ostatnio – w swym liście do europejskich przywódców -  „mówił” nawet Donaldem Trumpem ale szybciutko przeszedł na tajemniczą narrację D.Lyncha typu „sowy nie są tym czym się wydają”.
To wszystko jest do sprawdzenia i może być nawet ciekawym pomysłem na doktorat o parafrenii dla senatora Klicha lub habilitację 2-3 profesorów socjologii, jeszcze półtora roku temu dosłownie koczujących na waleta w labiryntach  TVN ze Stefanem Niesiołowskim by zdążyć na darmową kawą w  kolejnej kropce nad czymś tam czy na  śniadaniu po podwieczorku.  
 
„Miałeś chamie złoty róg”...
...Angeli Merkel został już tylko Donald Tusk i ewentualnie Martin Schulz (z Putinem nie chce się na razie afiszować). To o wiele za mało by wrócić do status quo tej Angeli sprzed „wewnętrznej emigracji”.  Merkel na cito potrzebuje  trampoliny w postaci dobrych stosunków choć z jednym liczącym się państwem europejskim i fanfar, głoszących jej powrót na polityczną scenę w roli dyktatorki i mężyny stanu jaką była.
Takim państwem jest dziś właśnie Polska.
Cóż za ironia losu!...
Jej szansą jest Polska – od ponad roku piętnowana i traktowana jak outsider Unii, jak  przestępca depczący podstawy i zasady europejskiej demokracji na straży których stoi Bruksela, chłopiec do bicia trzaskany po pysku i opluwany bez opamiętania z wysokości najwyższych unijnych organów - przez nie,  ich tuby i ich babcie klozetowe tylko za to, że broni własnych interesów i własnej racji stanu.
Na dodatek ta Polska okazała się o wiele bardziej zainteresowaną zdrowiem i kondycją UE od wielu europejskich tłustych kotów – pupili Berlina i Brukseli, ich pudli i kamerdynerów na eurokołchoźnym wikcie i opierunku.  
Dlatego Angela Merkel będzie jutro w Warszawie, a nie w Paryżu czy w Rzymie...
Ponieważ do tej pory nie miała z czym przybyć do Warszawy, teraz ma choć pretekst – Donald Tusk jest jej potrzebny w najwyższych strukturach UE ale wsparty i zainstalowany na drugą kadencję na fotelu przewodniczącego RE tylko przez nią, nie zdejmie z niej już przyklejonej etykietki kwoki i patronki nepotyzmu.
Cel jest jeden i jest cwanie zamyślony – wynegocjowane przez Merkel poparcie Donalda Tuska przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej na drugą kadencję jest w stanie przywrócić  Merkel sporą część blasku wcześniejszej Merkel - wielkiej negocjatorki, mężyny stanu, polityka z cojones, a może nawet pomóc w zwyciężeniu Martina Schulza w wyścigu o kanclerski fotel.
Jakby nie było... Angela Merkel przybywa do Warszawy ze swymi dwoma tradycyjnymi i charakterystycznymi dla kontaktów  i stosunków z Polską atrybutami - marchewką i batem! 
Choć wielu obserwatorów i analizatorów polityki całkiem niedawno twierdziło, że jedzie do Warszawy z "wyciągniętą ręką"... 
 

Moim zdaniem...
Z poparciem Tuska czy bez ta wizyta niczego nowego i niczego zdrowego w stosunki polsko-niemieckie nie wniesie. Na Niemcach wciąż ciążą stare grzechy, wciąż będą się bronić zrzucaniem własnych win na innych niewyszukanymi sposobami jak do tej pory z tytułu wiodącej siły Europy.  Polska za to przywraca sobie dawną pozycję i wpływy, zdobywa nowe obszary wpływów, odbudowuje gospodarkę przefrymarczoną przez poprzednie władze na korzyść głównie właśnie Niemiec i tu pola na jakikolwiek „pax”  nie ma i nie będzie. Poza tym - dla Niemiec nijak nie jest wygoda reaktywacja V4 i zalążek ABC. Dla Niemiec wczoraj,dziś i jutro najwygodniej by było żeby między Berlinem i Moskwą leżał zamiast Warszawy Paryż albo nic, dlatego Berlin nigdy nie będzie traktował Polski jak przystało i wypada  traktować państwo przez inne państwo. Dlatego Niemcy wobec Polski zawsze będą zachowywać się po chuligańsku. Np. jak KOD, Nowoczesna czy PO, które względem Polski zachowują się po chuligańsku i dokładnie tak samo jak Berlin.
W końcu... to przecież ten sam garnuszek!
 

 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika mmisiek

07-02-2017 [02:58] - mmisiek | Link:

Raczej nie liczyłbym na to, że Merkel przyjeżdża tu po dobre stosunki z Polską.
Medialny ciężki ostrzał i prowokacyjne zawezwanie tzw. opozycji totalnej na odprawę do niemieckiej ambasady świadczy o intencjach dokładnie odwrotnych, a i głos fińskiego pieska z KE też nie jest przypadkowy.
Specjalnie bym się nie zdziwił gdyby przywiozła jakieś ultimatum jak to Niemcy mają w zwyczaju - tym bardziej, że pomimo ponad roku nowych rządów pruskiej agenturze nie spadł nawet przysłowiowy włos z głowy i zdolność Berlina do rozgrywania sytuacji w Polsce nijak nie została osłabiona. To daje Niemcom poczucie siły i w żaden sposób nie zachęca do szukania kompromisu.
Od wieków jesteśmy dla Niemiec kierunkiem ekspansji i terenem do podbicia, nie należy się łudzić, że nagle to się w cudowny sposób zmieniło.

Obrazek użytkownika StachMaWielkieOczy

07-02-2017 [14:48] - StachMaWielkieOczy | Link:

A mnie zastanawia dlaczego " zaszczytu " spotkania w (eksterytorialnej w koncu ) ambasadzie nie dostapila Nowoczesna?
Przeciez wiedzac jak ten oficjalny akt zdrady bedzie odebrany przez polska opinie publiczna i wyborcow....
to bedzie najprawdziwszy " pocalunek smierci" dla tych parti ktore wezma udzial w tym spotkaniu niezaleznie co oglosza po nim.
Tylko Nowoczesna pozostanie (niechcacy) na opozycyjnym placu boju bez tej wstydliwej karty.

A moze to dil Prezesa Kaczynskiego z Merkel? Ona wystawia mu totalna opozycje do samozaorania a z pacynkami "Najnowoczesniejszej Madera Travel" PiS juz sobie poradzi.
W zamian Slup zostaje na kolejna kadencje "nagiego krola europy" Przeciez po tym jak rozlozyl PO i wlasciwie cala Polske
robi tam w Brukseli doskonala robote .... Jeszcze kadencja i nie bedzie z Uni co zbierac.
Niemcy to wiedza... Przeciez kosztowne plany kolejnego Nord Stream jako prywatnego projektu Niemiec a nie Uni to wlasnie plany na " po" Uni...

Obrazek użytkownika StachMaWielkieOczy

07-02-2017 [15:26] - StachMaWielkieOczy | Link:

No chyba ze Nowoczesna bedzie kiedys dla odmiany jako jedyna zaproszona do rosyjskiej Ambasady na okolicznosc ewentualnej oficjalnej wizyty ze wschodu.

Obrazek użytkownika Tarantoga

07-02-2017 [09:10] - Tarantoga | Link:

Idą wybory w Niemczech...i Merkel szuka poparcia...uważa,że ona jest lepszym wyborem niż Schulz i Polacy dadzą się nabrać.
Tusk nie napisał od roku żadnego listu do Szydło,Dudy...milczy...to nie powinien chcieć poparcia z Polski.

Fajny tekst...mogę się pod nim podpisać.:-))

Obrazek użytkownika angela

07-02-2017 [16:04] - angela | Link:

Jak zwykle tekscik... cudo.
Jezeli juz, to niech Rzad tanio, tej rudej, wylenialej skory nie sprzeda.

Obrazek użytkownika krzysztofjaw

08-02-2017 [13:53] - krzysztofjaw | Link:

Zgadzam się z głównymi Pani wnioskami. Też nie ufam w ogóle Niemcom i A. Merkel. Po prostu teraz chce niby dobrych relacji z Polską bo de facto została do tego zmuszona swija fatalna polityką, w tym imigracyjną.

Dla mnie np. spawdzianem jej intencji byłoby odwzajemnienie statusu polskiej mniejszości w Niemczech w stosunku do statusu jaka ma mniejszość niemiecka w Polsce. Nic takiego nie nastąpiło, nie było żadnych deklaracji.

Sądzę, że tak naprawdę strony pozostały przy swoim zdaniu i to tylko dobrze swiadczy o nowych rządach PiS-u - Polska staje się twardym negocjatorem i ma w zanadrzu rozszerzenie V4, D. Trumpa a nawet Chiny.

Oczywiście, że lepiej dla nas jakby Merkel została na swoim stanowisku, bo Schulz jest fanatycznie antypolski a do tego po prostu głupi jak nasz Wałęsa, z przerostem własnego ego... tacy mitomani. 

Merkel też nie zapomniała o swoich pieskach z PO i PSL i przyjęła tych zdrajców w swojej niemieckiej siedzibie w Polsce, czyli w ambasadzie Niemiec. Pewnie się bała, że gdzie indziej mogłyby nastąpić przecieki o czym rozmawiali a na pewno nie były to romowy dla dobra Polski a jedynie Niemiec.

Jedno jest ważne: nie możemy się dać wyrolować przez Merkelową, ale chyba nasz rząd wie, co robi i nie da się wpuścić w maliny.

Pozdrawiam

 

Obrazek użytkownika StachMaWielkieOczy

08-02-2017 [14:58] - StachMaWielkieOczy | Link:

Niemcy dmuchajac na zimne wpuscili do swojej ambasady tylko dwoch totalnych opozycjonistow.
Najpewniej w obawie ze w razie jakich dyskrapancji moga spontanicznie urzadzic sobie tam jakis
"protest okupacyjny" i spiewajac albo z "obowiazku dziennikarskiego" grzebac po szufladach