Najbardziej zapomniani bo ... polscy ?

Edwin Topolnicki z żoną i synem, 1910 r. Kresy Płd.Która grupa społeczna w XIX wieku wieku oddała procentowo największą służbę Ojczyźnie? O której grupie nie ma żadnych opracowań naukowych? Która grupa została najbardziej zdziesiątkowana zsyłkami, procesami za "zdradę cara", parcelacją majątków, szykanami, zmuszaniem do emigracji?

Około pół miliona osób w czasach zaborów pełniło służbę w dworach właścicieli prywatnych na stanowiskach ekonomów, rządców, leśniczych. Byli to ludzie niezwykli gdyż stanowili spoiwo dwóch niekontaktujących się grup - arystokracji i włościan. Do arystokracji należeli właściciele przynajmniej 500 ha gruntów. Taki majątek zapewniał utrzymanie odpowiedniej liczby pracowników tak, aby nie trzeba się było kłopotać jego działaniem. W dobrym guście towarzystwa arystokratycznego było wręcz niezauważanie, że jest coś takiego jak "pieniądze" a w związku z tym niezauważaniem również ludzi zajmujących się uzyskiwaniem tych "pieniędzy". Arystokracja ustanawiała prawa, była mecenasami kultury, nauki, ale nie miała pojęcia o tym jak wygląda praca na roli. Z kolei włościanie, chłopi nie kontaktowali się z "panami" nie tylko ze względu na trudność dostępu, lecz z powodu ostracyzmu, którym byli by od razu poddani w swoim środowisku. Jedyną grupą łączącą byli tzw "oficjaliści".

Role społeczne w XIX wiekuZazwyczaj administratorami majątków, rządcami zostawali przedstawiciele zubożałej szlachty, lub dzieci organistów i nauczycieli - ludzie wykształceni, świadomi, uczciwi, odpowiedzialni. Czy można się dziwić, że także oni najsilniej i najbardziej realnie odczuwali potrzebę obrony Ojczyzny? W pamiętnikach z Powstania Styczniowego bardzo często przewija się zdanie, że trzon oddziału stanowili właśnie oficjaliści prywatni. Żony oficjalistów najczęściej zajmowały się edukacją wiejską, pierwszą pomocą medyczną, akcjami takimi jak budowa szkół, kaplic a nawet dróg. Liczne zrywy wolnościowe w XIX wieku doprowadziły jednak do tego, że grupa ta była dziesiątkowana. Nie mając dużych majątków nie mogli łatwo przetrwać na emigracji. Często uciekali do innego zaboru zostając tzw "gracjalistami" czyli starymi wiarusami na dworze dalekiego krewnego, kimś kto wiele nie pomagał, ale był szanowany za obronę Ojczyzny. O ile o synach właścicieli dóbr biorących udział w powstaniach wiemy dużo, o tyle o oficjalistach praktycznie nic.

Dzisiaj większość mieszkańców Polski ma wśród swoich przodków takich oficjalistów. Zabory, komuna rozerwały więzi z przeszłością. Teraz gdy próbujemy je odzyskiwać natrafiamy w przypadku oficjalistów jednak na ogromną trudność. Była to grupa ludzi, która z racji zawodu często zmieniała miejsce pracy i mieszkania. Często też zmieniali oni nazwiska, ukrywali swoje losy.  Bardzo często stajemy więc wobec faktu, że znamy naszego pradziadka ze zdjęć lub opowiadań rodzinnych, ale nie wiemy nic o jego urodzeniu, pochodzeniu, o jego rodzicach. Nie pomagają tutaj na ogół źródła archiwalne ani księgi metrykalne, gdyż fakty te często nie były tam odnotowywane a szukanie po omacku jest nierealne Oczywiście w grupie tej, jak każdej, było też sporo osób obojętnych. Wielu też pochodziło z kolonizacji austriackiej - nie mniej w przeciągu dwóch pokoleń szybko stawali się oni gorącymi polskimi patriotami.

To ogromna luka w historii Rzeczypospolitej a w szczególności jej walk o odzyskanie niepodległości. Do tej pory badania naukowe nad tą grupą były praktycznie niemożliwe. Mało osób podejmowało się jakiegokolwiek podsumowania, gdyż wymagało by to nierealnego ustalania pochodzenia wielu osób. Na szczęście wraz z postępem techniki istnieje szansa pokonania "niemożliwego". To specjalnie prowadzone społeczne bazy na zasadzie tzw. "crowdsourcingu" gdzie łączy się pracę zarówno naukowców, archiwistów, amatorów jak i wiadomości dostarczane przez zwykłych użytkowników na temat swoich rodzin. To również ogromna szansa dla tysięcy rodzin na odzyskanie pamięci biegnącej aż do czasów wolnej Rzeczypospolitej.

Na nieszczęście tego typu programy wciąż nie mogą być dofinansowane ze środków publicznych. O ile prywatne (niepaństwowe) domy kultury, szkoły, towarzystwa, akcje, wyjazdy, konferencje, wystawy mogą być dofinansowane o tyle niepubliczne badania naukowe wciąż nie mają żadnego programu wsparcia. Bazy takie  - jak program gromadzenia informacji o tej niezwykłej grupie pół miliona osób - wymagają jednak utrzymania serwerów, pracy programistów  jak też opłacania kosztów uzyskiwania źródeł archiwalnych i in. Jedną szansą na prowadzenie takich programów jest wsparcie społeczne.

Baza oficjalistów prywatnych jest prowadzona przez Fundację Odtworzeniową Dóbr Kultury i Dziedzictwa Narodowego, która prowadzi także takie dzieła jak jedyna online pełna Baza Powstańców Styczniowych, portal "Genealogia Polaków", czy akcja "Ojczyzna sięga dalej niż myślisz" - pomocy Polakom na Kresach. Jeśli znajdzie się grupa ludzi rozumiejąca tę wielką potrzebę wsparcia programu, to dzieło odbudowy pełnej historii i tożsamości narodowej prace będą mogły być prowadzone.

Bazę można zobaczyć tutaj http://genealogia.okiem.pl/rzadca/

Wsparcie programowi można przekazać przez pierwszy w Polsce program wspierania prywatnych humanistycznych badań naukowych na platformie scienceship.com - http://scienceship.com/project/materialygenealogiczne

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Domasuł

22-11-2016 [15:37] - Domasuł (niezweryfikowany) | Link:

Wspaniala inicjatywa

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

22-11-2016 [16:45] - Zygmunt Korus | Link:

Panie Marcinie, dziękuję za bardzo ciekawy wpis. A czy myśli się o współpracy z takim prężnym internetowym przedsięwzięciem o zasięgu międzynarodowym, którego prowadzący mają rozmaite dynamiczne narzędzia porównawcze scalające cząstkowe bazy danych. Wydaje mi się, że polscy liderzy rozgałęzień koaligacyjnych, których spotykam w sieci, którzy prowadzą jakieś rodzinne grupy genealogiczne związane z naszą przeszłością, mogliby specjalnymi ankietami dopytywać o informacje historyczne dotyczące "oficjalistów". Może byłoby dobrze zrobić taką zakładkę w bazie
Zespołu MyHeritage (UK) Ltd., Unit 4635 PO Box 6945, London, W1A 6US, England ,
albo przynajmniej starać się z nimi podjąć rozmowy za pieniądze, bo to inicjatywa komercyjna wykorzystująca ciekawość przodków i resentymenty familijne.
Pozdrawiam serdecznie.

Obrazek użytkownika Marcin Niewalda

22-11-2016 [19:39] - Marcin Niewalda | Link:

Szanowny Panie - dziękuję za cenną sugestię jednak wspomniany portal nie jest firmą genealogiczną. Jest to projekt który powstał prawd. po to aby kolekcjonować pod pozorem genealogii dane statystyczne o ludności i sprzedawać je do korporacji zajmujących się marketingiem. Z tego co pamiętam założony przez firmę w Hamburgu. Portal notorycznie powiela gigantyczną masę błędów, jest całkowicie niemerytoryczny, umożliwia niesprawiedliwe korzystanie z pracy innych pod pozorem "prywatnych" danych. Nie ma tam żadnej weryfikacji czyjegoś stylu prowadzenia badań, żadnej "eksperckości". Umożliwia się jedynie rysowanie drzewek i łączenie ich z innymi na boki w celu promocji. Firmy uzyskują dzięki temu pełny obraz naszych stosunków rodzinnych, dzietności, ilości mieszkańców, korzystania z netu, poziomu życia itp itd. Dzięki tym drzewom portal uzyskuje o wiele bardziej dokładne dane niż Facebook - i jeszcze użytkownicy za to płacą! Powszechność stosowania tego portalu, tylko dlatego bo ładnie wygląda i łatwo tam rysować drzewka przeraża mnie.

Moje prywatne dane rodzinne są na przykład wielokrotnie powielone przez różnych użytkowników, którzy zwyczajnie ukradli te dane bez pytania, wkleili je jako swoje drzewka, bez podania źródła. A jeśli czasem podają to oczywiście bez linku zwrotnego. Jeśli przypadkiem ktoś poda link to jest on objęty flagą "nofollow" co niesprawiedliwie obniża ranking takich stron.

Naszymi bazami był już dawno zainteresowany portal Ancestry ale my chcemy współpracować z polskimi firmami i przede wszystkim grupami fascynatów. Rozważamy tę ofertę i podejmiemy ją tylko jeśli zysk dla Polaków będzie większy niż dla strony zagranicznej. Nasze opisywane programy "crowdsourcingowe" są bardziej zaawansowane niż wszystkie bazy genealogiczne na świecie, gdyż są merytorycznie ręcznie łączone. Mało kto docenia tę jakość i rozumie na czym polega unikalny skuteczny charakter tych programów. Dzięki bazom udało nam się np. połączyć rodziny powstańców-zesłańców rozłączone 150 lat temu, czy dosłownie, fizycznie uratować cmentarze kresowe od zrównania z ziemią. Opowiadam o tym prawie na każdym wywiadzie.

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

23-11-2016 [10:04] - Zygmunt Korus | Link:

Panie Marcinie, dziękuję za źródłowe "korekty o mniemaniach". Choć muszę przyznać, że na najniższym poziomie, czyli scalenie informacji przez 2-3 prowadzących jakąś gałąź familijną (maksimum 3-4 pokolenia wstecz), gdy mi to pokazywali znajomi, działania wspomnianego "Genealogicznego Operatora/Przedsiębiorcy" z Anglii/Hamburga trzymały się kupy. A że zarabiają na czym się da...? Cóż, dziś śledzą nas (firmy, korporacje, kto???) za pomocą telefonów na każdym kroku. Pstryknie Pan komórką zdjęcie prywatne na przyjęciu komunijnym, a Gooogle Pana informują, że jest Pan w restauracji o nazwie takiej a takiej, gratulują pięknej fotki i pytają, czy zrobi Pan dalsze i umieści je na ich portalu. Jestem wysoko w Alpach, loguje mi się telefon, potem na dole w hotelu otwieram komputer na żetony, a tam na mojej skrzynce pocztowej mam mnóstwo ofert mejlowych proponujących ubezpieczenie nóg. Itd, itp. Nie da się dziś uniknąć tej wszechogarniającej inwigilacji! Jedyna nadzieja w tym, że jak jest czegoś przesyt, to nikt w tym bałaganie nie umie się połapać. Czyli wracamy do dżungli. Oczywiście informacyjnej, gdzie o prywatność o tyle łatwiej, że po prostu nie należy się tym przejmować. Widzi Pan, jak te służby od zbierania informacji w celach bezpieczeństwa są skuteczne... terroryści robią co chcą. Spece od prokurowania kamikadze dawno zauważyli, że im więcej danych jest do przerobienia, to masz stale jakieś "alarmy falstarty" i w końcu obojętniejesz... A niech się dzieje co chce! Więc co i rusz słyszymy, że niby ostrzegano, ale jednak zlekceważono sygnał, i pierdyknęło!!!
Ukłony.