Kto, do kogo pukał? Wałęsa do Trumpa, czy Trump do Wałęsy?

                                                                     Dedykowane różowemu "salonowi" Polonii Amerykańskiej

Na portalu TVN24  – vide: http://www.tvn24.pl/pomorze,42... oraz oraz na portalu "wPolityce" - vide: http://wpolityce.pl/polityka/3... , znalazłem następujący materiał wraz ze zdjęciem Lecha Wałęsy z Donaldem Trumpem, cytuję:

Wałęsa: Byłem inspiracją dla Trumpa

"Skoro w Polsce możliwe było, aby robotnik obalił komunizm i został prezydentem, to dlaczego w kapitalistycznej Ameryce milioner nie może zostać prezydentem…" - według Wałęsy to właśnie jego historia skłoniła Donalda Trumpa do działania i zwycięskiego startu w wyborach. Jak pisze na portalu społecznościowym Lech Wałęsa, przedstawiciele Polonii ze sztabu wyborczego Donalda Trumpa przekazują byłemu prezydentowi Polski pozdrowienia od prezydenta elekta. Lech Wałęsa powiedział dalej: „Otrzymałem wczoraj od przedstawicieli Polonii obecnych w sztabie wyborczym Donalda Trumpa informację, że Prezydent Elekt przesyła mi serdeczne pozdrowienia. Cieszę się, że pamięta on naszą rozmowę w 2010 w jego klubie na Florydzie. Podobno wtedy pomyślał: „Skoro w Polsce możliwe było aby robotnik obalił komunizm i został prezydentem, to dlaczego w kapitalistycznej Ameryce milioner nie może zostać prezydentem…”, koniec cytatu.

Powyższa wypowiedź naszego noblisty została zilustrowana zdjęciem Lecha Wałęsy z obecnym prezydentem elektem Donaldem Tumpem (patrz stosownie wykadrowane zdjęcie nr 1), z którego szeregowy obywatel może wywnioskować, że panowie są zaprzyjaźnieni i spotkali się sam na sam, można by rzec jak „starzy kumple”. Otóż wykadrowane zdjęcie nr 1 to część zdjęcia grupowego, do którego pozowały nie dwie osoby (Trump i Wałęsa), lecz sześć osób.

Otóż tak się składa, że przez przypadek znam historię tej sesji zdjęciowej, na której wykonano kilka zdjęć grupowych  w klubie Donalda Trumpa na Florydzie, gdyż na tym spotkaniu była obecna mieszkająca od lat w Chicago krakowska kuzynka jednej z moich małżonek, - Basia Cooper, która, co trzeba po ludzku zrozumieć, chcąc się w rodzinie pochwalić swoimi koneksjami zostawiła w Krakowie zdjęcie przedstawiające wszystkich  obecnych na rzeczonym spotkaniu (patrz zdjęcie nr 2). Zaś, żeby wszystko było jasne dodam, że zdjęcie nr 1 zostało wykadrowane nie ze zdjęcia nr 2, lecz z jednego z kilku zrobionych na tej sesji zdjęć grupowych. Zaś o tym, że zdjęcia zrobiono na tym samym spotkaniu świadczą te same ubiory Donalda Trumpa i Lecha Wałęsy (muszka, krawat, garnitur itd.), a w prawym dolnym rogu wykadrowanego zdjęcia widać dłoń Lady Blanki Rosenstiel, jak sądzę po pierścieniu z brylantem multikaratowym.

Z tego, co wiem od byłej pięknej Małżonki, jej równie piękna kuzynka Basia będąca znaną chicagowską bizneswoman, odwiedziła wtedy Donalda Trumpa ze swoją przyjaciółką multimilionerką z Miami na Florydzie, wdową po dawnym „królu whisky” Lady Blanką Rosenstiel, która na to spotkanie zabrała ze sobą naszego noblistę, co pozwala mniemać, że to Lech Wałęsa chodził do Donalda Trumpa, a nie odwrotnie, jak ktoś mógłby pomyśleć, a portal TVN chciałby go utwierdzić w tym przekonaniu.

Prezydent elekt Donald Trump zapowiada „krwawe” rozprawienie się z amerykańskim establishmentem, acz skoro przyjmował u siebie wyżej wymienionych pozwolę sobie zaryzykować tezę, że to raczej pic na wodę.

Dlaczego?

O tym opowiedziałem w mojej notce pt. „Bal Konfidenta w Miami Beach na Florydzie” – vide: http://salonowcy.salon24.pl/69... , gdzie opisałem pewien bal amerykańskiego establishmentu właśnie.

W tym balu zorganizowanym pod patronatem (Sic!) ambasadora Rzeczypospolitej w Waszyngtonie Ryszarda Schnepfa i jego małżonki (patrz zdjęcie nr 3) uczestniczył, a jakże by inaczej Lech Wałęsa idący w pierwszej parze poloneza, a jakże by inaczej z Lady Blanką Rosenstiel, a wśród gości, którzy pojawili się na balu byli m.in.: UWAGA! król Rwandy Kigeli V, sułtan Muedzul Lail Tan Kiram, książę Ermias Sahle-Selassie Haile z Etiopii, książę David Bagrationi z Gruzji, markiz Alberto D' Ornellase de Vasconcellos Jardim, hrabia Antonio De Deus Ramos Ponces De Carvalho. Przybyli także członkowie poszczególnych komitetów organizacyjnych z innych miast na czele z księżną Barbarą Pagowską-Cooper oraz wielu gości z Polski i innych państw świata – vide:  http://www.dziennik.com/public... ...

Więc przyznacie Państwo, że to arcyciekawy łańcuszek powiązań i koneksji, a ten amerykański establishment to jedno wielkie bajo bongo, gdzie prezydent elekt pływa, jak przysłowiowa rybka w wodzie.

I tak, od wesela do wesela kręci się ta biznesowa karuzela, zaś my się kłócimy o aborcję i ekshumacje, a Świat bezlitośnie ucieka do przodu.

Więc coś mi się widzi, że zanosi się na niezły ubaw. Tylko sęk w tym, kto się będzie bawił? Bo to bynajmniej nie nad Wisłą karty tasują.

SUMMARY
Będę codziennie dziękował Bogu, że amerykańskich wyborów nie wygrała lewaczka Hilary Clinton, ale także każdego dnia będę się uważnie przyglądał prezydenturze biznesowego salonowca Donalda Trumpa.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum

Na salonie 24 ( http://salonowcy.salon24.pl/73... ) blogerka pisząca pod Nickiem @E.B napisała w komentarzu, cytuję:

„Panie Krzysztofie! Nasze wczorajsze nocne Polaków rozmowy odbiegły od tematu notki, ale kiedyś jeszcze do tego wrócimy, bo dobrze by było pewne sprawy wyjaśnić. Macie Panowie wiele wspólnego…”, koniec cytatu (E.B 12.11 23:02) Wyjaśniam, że chodziło o Antoniego Macierewicza.

Zaś bloger piszący pod nickiem @SPIKE odpisał owej blogerce, cytuję:

„przyznam, że jestem trochę zaskoczony, sądziłem że z Trumpem, który jest Bykiem, p.Krzysztof Lwem, te znaki nie uznają sprzeciwu, a p.Macierewicz to Rak...”, koniec cytatu (SPIKE 12.11 23:58)

Więc chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości odpisałem im, że nie mam żadnych cech wspólnych ani z Donaldem Trumpem (no może oprócz zamiłowania do pięknych kobiet), ani z Antonim Macierewiczem (no może za wyjątkiem "smykałki" do handlu helikopterami), o czym powinna ich przekonać to oto opowieść:

Do czego jak, do czego lecz do interesów nie miałem smykałki. Jak zrobiłem doktorat, w moje życie wkroczyła, na szczęście na krótko, niejaka Szefowa, niezwykle przedsiębiorcza kobieta biznesu. Była to bardzo nad wyraz piękna i zgrabna dziewczyna, która prócz niezwykłej urody miała jeszcze jedną nadzwyczajną cechę, a mianowicie, iście nadprzyrodzoną zdolność robienia pieniędzy.
Pewnego dnia umówiła się ze mną na, jak to podkreśliła, poważną rozmowę. W trakcie spotkania stwierdziła z wyrzutem, iż jej skromnym zdaniem, taki świetny facet, i to z doktoratem, nie może się marnować na jakiejś uczelni, bo jego właściwe miejsce jest w wielkim biznesie, a dokładniej w handlu. Szefowa w branży handlowej stała bardzo mocno, albowiem miała tak zwane układy bez przesady wszędzie, od księdza proboszcza aż po sekretarza. Jako wprawkę do mojej kariery handlowca zaproponowała wyprawę barterową na bazar w Belgradzie, gdzie metodą wymiany towaru za towar miałem się w trzy dni wzbogacić mniej więcej o, tyle, co na swojej uczelni przez kilka lat z rzędu.
Ponieważ była klasyczną krakowską bigotką i strasznie się bała plotek w towarzystwie, dobrała do tej akcji mojego kolegę pracującego w Polskiej Akademii Nauk. Tadziu, bo tak miał na imię, był mężczyzną tyle samo przystojnym, co strasznie leniwym, znanym na mieście z tego, iż często się chwalił, że czasem specjalnie wcześniej rano wstaje, by dłużej nic nie robić. Tutaj trzeba dodać, że mimo wrodzonego próżniactwa, był to drugi szablista Krakowa. I jak mi kiedyś wyznała pewna miła pani, bezwzględny egzekutor.
Szefowa zdecydowała, że skoro mamy wystąpić w roli biznesmenów musimy wyglądać jak ludzie. Wzięła nas tedy do Bielska, ówczesnego zagłębia branży włókienniczej. Tam po znajomości, w sklepie zakładowym, zakupiła kupon cajgowego płótna w czarno-białe paski, z czego nam potem uszyła modne garnitury, w których wyglądaliśmy, bez cienia przesady, jak bliscy zausznicy Don Vito Corleone z pewnego znanego filmu gangsterskiego.
Jak się przejrzałem w lustrze w nowym uniformie, chciałem się z miejsca wycofać z planowanej akcji, lecz Szefowa, która była grzechu warta, przekonała mnie w końcu do owej wyprawy jednym z dziesięciu punktów biznes planu, który przewidywał, że jak już będziemy na miejscu, to sobie na spółkę weźmiemy łóżeczko, a ja wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, co miała na myśli.
Następnie wspólnie z Tadziem, powierzyliśmy Szefowej życiowy majątek, za co zakupiła towar na wymianę, a dokładniej mówiąc parę kilo pieprzu, karton kremu NIVEA i biseptol luzem, gdyż nie wiedzieć czemu Jugole nim wtenczas leczyli swe wszystkie choroby. Potem nas spakowała i następnego dnia ruszyliśmy pociągiem nad ciepły Adriatyk.
W Belgradzie zamieszkaliśmy w prawdziwych luksusach u bynajmniej nie odrażającej kumpelki Szefowej o imieniu Beca, jak się okazało córki jakiegoś ministra, bliskiego zausznika prezydenta Tito. Jak do dziś pamiętam, w przepięknych apartamentach owej rezydencji w każdym pokoju był wytworny barek pełen szlachetnych trunków, jakie w Polsce widziałem jedynie w peweksie.
Wieczorem, kiedy nasza Szefowa układała z Tadziem plan handlowej akcji, ja się zaprzyjaźniłem z Becą, a po którejś z kolei szklaneczce rakiji kompletnie zapomniałem, po co przyjechałem.
Następnego ranka miał się zacząć handel, a nasza Szefowa zdradziła wreszcie szczegóły planowanej akcji. Wówczas zrozumiałem, w jaki wpadłem kanał. Otóż owe łóżeczko, na którym, jak naiwnie myślałem, miałem pokosztować ciała przepięknej Szefowej, okazało się łóżkiem, jakie się wynajmuje na miejskim bazarze, by na nim wystawić przywieziony towar. Wychowany w tradycji pogardy dla handlu, dotkliwie upokorzony, udałem ból głowy i zostałem w domu.
Wieczorem Tadziu z Szefową wrócili z bazaru szczęśliwi, bowiem nie tylko sprzedali towar, ale go zamienili na zestaw produktów, na których mieli w Polsce zarobić majątek. Zakupili, bowiem od jakiegoś Turka kilka kilogramów idących jak woda klipsów do obcinania paznokci, na co Szefowa miała gęstą sieć odbiorców w połowie Małopolski i całym rzeszowskim. A Szefowa widząc, że nadal gaworzę z córeczką ministra, spojrzała na mnie wzgardliwie i skonstatowała: - Wiesz, co Pasierbiewicz, ty jesteś po prostu dupa nie biznesmen.
Około północy, zaczęła pakować zakupiony towar. Jako że znała wszystkie tajniki przemytu, wskazywała Tadziowi, co i gdzie spakować. Następnego ranka niezwykle elegancki kierowca ministra zawiózł nas na dworzec. Po wejściu do przedziału, rzuciłem walizkę na półkę marząc, żeby się nareszcie znaleźć w swoim własnym domu. Lecz Tadziu wciąż kombinował, jak wyprowadzić w pole czujnego celnika i w końcu mnie poprosił żeby nasze walizki zamienić miejscami albowiem wymyślił, że moją, która była czysta, trzeba wystawić na oku. Zgodziłem się bez problemu. Ale ku rozpaczy Tadzia celnik po wejściu do przedziału wskazał od razu palcem na walizkę Tadzia. Idąc za radą Szefowej, kupione od Turka klipsy do paznokci Tadziu schował w skarpecie nie pierwszej świeżości. Niestety, doświadczony urzędnik dobrze znał te sztuczki i z miejsca wywąchał trefny towar.
Wtenczas z kamienną twarzą poprosił biednego Tadzia o dowód osobisty i tak zwaną wkładkę, na którą w tamtych czasach można było jeździć do krajów bałkańskich. Ku rozpaczy mojego kolegi, w dowodzie osobistym zobaczył pieczątkę z miejscem zatrudnienia, co skomentował z ironią: - No pięknie! Polska Akademia Nauk! Oj będzie trochę wstydu, gdy wyślemy raporcik o próbie przemytu!
Tadek wymiękł do reszty i nie zważając na obciach ukląkł przed celnikiem na oba kolana, i wzniósłszy w górę ręce jak żebrzący Rumun, począł go z płaczem błagać, cytuję: „Panie celniku! Ja już nie będę! Przyrzekam! Ja już nigdy nie będę niczego przewoził!”.
Dławiąc się ze śmiechu kątem oka dostrzegłem struchlałą Szefową całującą medalik ze świętym Antonim, który jak mawiała przynosił jej szczęście w największych opresjach. No i chyba przyniósł, albowiem ta odlotowa scena tak rozśmieszyła celnika, iż chcąc ratować powagę, odwrócił się na pięcie i wyszedł z przedziału.
Po powrocie do kraju rozczarowana Szefowa porzuciła zamiar uczynienia ze mnie człowieka biznesu i wyjechała do pięknej Italii, gdzie wkrótce została uwielbianą żoną jakiegoś milionera, który jej zapewnił luksusowe życie w przepięknych apartamentach w samym centrum Rzymu.
A ja powróciłem do pracy na swojej uczelni.
Po kilkunastu latach, szukając czegoś w przepastnym pawlaczu, znalazłem kilka pożółkłych torebek wyschniętego pieprzu, którego nie dość, że wtedy nie umiałem sprzedać, to się go wstydziłem wyrzucić na śmietnik.
Szefową spotkałem ponownie po dwudziestu latach, już w nowym stuleciu, w niezwykle eleganckim business class lunchroomie na lotnisku w Zurychu, kiedy jako tłumacz-konsultant koncernu tytoniowego Philip Morris Europe leciałem z bossami tej firmy na jakieś rozmowy, odwalony w dyżurny garnitur od Bossa, płaszcz od Bugattiego i buty od Gucci.
A Szefowa, kiedy mnie zobaczyła w tym nowym wcieleniu, przetarła swe piękne oczy i nie kryjąc zachwytu, rzekła na przydechu, cytuję: - O Kurwa! To ty Pasierbiewicz!? Chyba się, co do ciebie wtedy pomyliłam!..., koniec opowieści.

 

GALERIA

...

...

...

Autor z piękną kuzynką Basią Cooper-Pongowską

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Domasuł

13-11-2016 [02:26] - Domasuł | Link:

No, panie doktorze, nie wiedziałem, że w takim towarzystwie Pan się obraca. To bardzo ciekawa historia, ale jakie można z tego mieć wnioski? Pierwsze co mi przyszlo do glowy to ze nasz Bolek musi tam być w środowiskach polonijnych hołubiony. Ze robi tam za gwiazdora. Drugie co mi przyszlo do glowy, to pytanie ile byłych zon Pan ma. Natomiast co do Trumpa to nic mi ta notka nowego nie mowi. Trump nigdy tego nie ukrywal, ze spotykal się z ludzmi władzy w wielu miejscach na swiecie. Podkreslal to, ze lepiej wie, jak z nim rozmawiać niż zawodowi politycy. A nawet z samymi Clintonami zna się od lat. Tylko Obamy wcześniej nie spotkal. Wedlug mnie nie działa to na jego niekorzyść. Co nie znaczy, ze wiem, jaka będzie jego prezydentura, bo tego nie można wiedzieć na pewno.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-11-2016 [10:16] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Domasuł

„nie wiedziałem, że w takim towarzystwie Pan się obraca…”
------
dokładniej kiedyś się obracałem, ale szybko się z tego wyplątałem, bo są to ludzie o hierarchii wartości obcej mojej naturze, że tak powiem w skali odwrotnie proporcjonalnej, bo dla tych ludzi liczą się wyłącznie pieniądze, którymi gardzę. Poza tym ich patologiczny snobizm przyprawiał mnie o ból zębów.

„nasz Bolek musi tam być w środowiskach polonijnych hołubiony. Ze robi tam za gwiazdora…”
------
Jakiego tam gwiazdora! Po prostu brand o nazwie Wałęsa jest niektórym rekinom biznesu potrzebny do zdobywania kontaktów, które w wielkich interesach są niezbędne. I to tylko dlatego Trump zaprosił do swojego klubu moją przyszywaną kuzynkę Basię Cooper, która mu umożliwiła kontakt z Wałęsą i multimilionerką Blanką Rosenstiel, która w świecie biznesu zna jeśli nie wszystkich, to prawie.

„ile byłych żon Pan ma…”
-------
To jest do dzisiejszego dnia sprawą sporną, gdyż jedni uważają, że dwie, zaś inni, że trzy. A to, dlatego, że z pewną top-modelką Mody Polskiej mieszkałem na kocią łapę, co się nie podobało moim zdewociałym krakowskim kuzynkom. Więc zrobiłem ściemę, że biorę z nią ślub, który jednak odbędzie się w góralskim kościółku. Oczywiście żadnego ślubu nie było, ale w Krakowie wydałem wesele. I jeden z moich kumpli pokłócił się kiedyś z innym moim kumplem który twierdził, że Pasierbiewicz miał dwie żony, a on uważał, że trzy, bo był na jego weselu i nawet dał mu w prezencie portfel.

Obrazek użytkownika Domasuł

13-11-2016 [02:35] - Domasuł | Link:

A tak na marginesie, od kiedy Pagowscy sa rodzina ksiazeca? Pagowscy herby Pobog nie byli nawet rodzina senatorska. Czyli zwykla szlachta (o ile w ogole w tym przypadku mówimy o rodzinie szlacheckiej). Wiec kiedy i gdzie dostali tytul ksiazecy? Nie ma tez ksieciow Cooper.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-11-2016 [11:11] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Domasuł

„od kiedy Pągowscy są rodziną książęcą? …nie ma też księciów Cooper.
-------
Powiem tak. Nieodłącznym atrybutem gatunkowym żon nowofalowej „elity” biznesowej jest rzucająca się w oczy intelektualna cofka stojąca w ewidentnej sprzeczności z teorią Darwina, która zakładała, że ewolucja postępuje zawsze w trendzie rozwojowym, - czego niezbitym dowodem okazał się emitowany niedawno w TVN odlotowy serial „Żony Hollywood”, który z kolei dowiódł, że poziom zidiocenia polskich małżonek amerykańskich biznesmenów zbliżył się już niebezpiecznie do granicy debilnego absolutu, za czym jest już tylko czarna dziura. Ta tragikomiczna inwolucja tyczy się niegdyś pięknolicych kopciuszków, którym się udało wyjść szczęśliwie za mąż za amerykańskich milionerów, najczęściej dynastów narodu wybranego, a te nasze nadwiślańskie mizerotki w miarę pomnażania majątku przez ich nadzianych żonkosiów przepoczwarzyły się z czasem z buraczanych kokonów w paź królowe polonijnych salonów amerykańskiej ziemi obiecanej. I na tej właśnie zasadzie przebiegała rozbawiająca mnie do łez genealogiczna metamorfoza mojej przyszywanej kuzynki, która jako kopciuszek z krakowskiego bloku z wielkiej płyty, za dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki, przepoczwarzała się kolejno z hrabiny, przez baronową, a jak donoszą amerykańskie kolorowe polonijne pisma jest już, jak widzę księżną – vide: http://www.dziennik.com/public...
I proszę mnie już nie ciągnąć za język, bo się to może bardzo źle dla mnie skończyć.
Pozdrawiam sedrdecznie

Czytaj więcej:
http://salonowcy.salon24.pl/37...
http://salonowcy.salon24.pl/69...

Obrazek użytkownika Kazmirz

13-11-2016 [03:27] - Kazmirz | Link:

" my się kłócimy o aborcję i ekshumacje, a Świat bezlitośnie ucieka do przodu." Panie Krzysztofie ... Z calym szacunkiem , ale najwyrazniej Panu ucieka. Dobrej nocki zycze,a jutro z wypoczeta glowka .... Nie o pierdolach. Swiat sie rzeczywiscie zmienia , Polska tez :)

Obrazek użytkownika Domasuł

13-11-2016 [15:33] - Domasuł | Link:

Przeczytalem jeszcze to co Pan dopisal. Kapitalne historie!

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

14-11-2016 [09:00] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Domasuł

Ktoś, kto nie ma wspomnień to tak, jakby się nigdy nie urodził.

Serdecznie pozdrawiam