Zła sytuacja! Dezubekizacja! A więc zarządzam! Ewakuacja!

Lekturze notki doda smaczku wysłuchanie pisanej w nieco innych „okolicznościach przyrody” kultowej pieśni starej Piwnicy pod Baranami pt. „Ta nasza wyspa” do słów Wiesława Dymnego i muzyki Jacka Zielińskiego, w wykonaniu zespołu nowej Piwnicy, która tym razem stała się azylem dla sierot władzy oderwanej od piersi we wrześniu 2015 – posłuchajcie proszę jak można koniunkturalnie wypaczać adres słów w innej epoce pisanych:

( https://www.youtube.com/watch?... )

Na naszej wyspie
żyjemy wszyscy
śliczni i czyści
nagle do wyspy
płynie nieczysty
chrapie i sapie
on nas na pewno
łajnem ochlapie
wszystko nam wyje
whisky wypije.
Zła sytuacja!
Zła sytuacja!
A więc zarządzam:

EWAKUACJA!!!

A teraz do rzeczy.

Pierwszą połowę sierpnia spędziłem zwyczajowo w mojej ukochanej Jastarni na Półwyspie Helskim, gdzie od ponad półwiecza każdego lata ciągnę skądkolwiek bym był i cokolwiek ważnego miał do zrobienia. Tam, bowiem trafiłem w dzieciństwie, tam rokrocznie zbierałem siły, świętowałem sukcesy, bądź lizałem rany, tam przywoziłem swoje kobiety, z tamtejszych plaż napisałem doktorat i również tam wykładałem studentom pradzieje jeziora polodowcowego nazywanego szumnie „morzem”.    

Tam, nieraz pod jednym dachem pomieszkiwałem w młodości z helskimi Kaszubami zrazu w ich skromnych i zgrzebnych obejściach z wychodkiem na podwórzu i odbijającym zabójczo na zmianę pogody wiecznie przelanym szambem, gdzie za łazienkę służyły: mosiężna miednica i cynowy kubeł z lodowatą wodą, zaś, w dobie wolnego rynku, kiedy Jastarnia poczęła się zmieniać z surowej rybackiej wioski we wzięty wczasowy kurort, gdzie jak grzyby po deszczu wzrastały coraz to piękniejsze pensjonaty, znalazłem w Jastarni przycupniętą u stóp uśpionych bałtyckich wydm baśniowo urokliwą willę o niespotykanym już dzisiaj klimacie przedwojennego letniska, gdzie każdego roku miałem szczęście przeżywać z przeuroczymi Gośćmi owego dworzyszcza obrządek rytualnej porannej kawy popijanej w zacisznym patio drobnymi łyczkami w atmosferze cudownie leniwej beztroski, cienkiego dowcipu i frywolnej plotki, co potwierdziło maksymę mych dawno już nieżyjących rodziców, którzy mi mówili, że do osiągnięcia pełni wakacyjnego komfortu niezbędne są starannie dobierane miejsca i ludzie.  

I także tam przez cztery przeszłe dekady bawiłem w towarzystwie wziętych artystów jeżdżących latem do Chałup, buszujących w Jastarni wagantów kultowej GRUPY i rezydujących w Juracie biznesmenów, którym towarzyszyli nieodłącznie aspiranci z kręgów naukowych.   

Więc chyba mam prawo powiedzieć chełpliwie, że o Półwyspie Helskim wiem, jeśli nie wszystko to prawie.

Tego roku, jak już się nacieszyłem Jastarnią, postanowiłem zobaczyć, co słychać w Juracie, gdzie wraz z nastaniem Trzeciej RP zagnieździły się jej „elity”, które Półwysep Helski upodobały sobie za miejsce swych letnich wakacji.

Pierwszym zaskoczeniem było podejrzanie łatwe znalezienie miejsca do zaparkowania tuż przy wejściu na jurackie molo, co zwykle graniczyło z cudem. Zaś drugą niespodzianką był widok prawie pustych molo i deptaku, gdzie o tej porze roku niezależnie od pogody kłębiły się nieprzebrane tłumy „biznesowych” czeladników spozierających zazdrośnie w stronę już ustawionych beneficjentów Okrągłego Stołu rozpartych w fotelach przycupniętych wzdłuż corso modnych kawiarenek.

Zawróciłem tedy i ruszyłem w stronę otwartego morza, gdzie na północnym krańcu jurackiego corso, dosłownie na plaży, gdzie restrykcyjne przepisy ochrony środowiska nawet źdźbła trawy zerwać zabraniają puszy się „polskie Saint Tropez”, czyli hotel „Bryza” będący własnością czarodzieja interesu niejakiego Zbigniewa Niemczyckiego, serdecznego przyjaciela prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Ten szpanerski zajazd, gdzie jak słusznie kiedyś zauważył Jerzy Iwaszkiewicz „goście kłaniają się właścicielowi, a nie odwrotnie”, od czasu nastania III RP stał się obiektem marzeń, westchnień i kultowego uwielbienia „salonu III RP”, dokąd, jak muzułmanie do Mekki każdego lata pielgrzymowali najwięksi baronowie polskiego biznesu i ich popłuczyny. To rezydujące w Bryzie „elitarne towarzystwo” żywiło się nie tyle frykasami ze szwedzkiego stołu, co nade wszystko głębokim przeświadczeniem o własnej doskonałości, polityką miłości i tańcami na lodzie spędzając czas podług niezmiennego od lat biorytmu: „ranny spacer obowiązkowo z tenisową rakietą lub kilem golfowym – plażowa rewia mód – biznesowy lunch na deku, popołudniowy przemarsz wahadłowy po molo – szkiełko – lulu”. 

Modelowy gość hotelu Bryza ubierał się wyłącznie w najdroższych butikach, co zwykle skutkowało wrażeniem jakby nie miał lustra w domu, rutynowo grywał w golfa, żeby zaszpanować wysokością składki przed takimi samymi jak on kabotynami i choć z trudem odróżnił drivera od cepa bez obciachu, startował we wszystkich hotelowych turniejach, których największą atrakcją był finalny bankiet, gdzie można było załapać okazję klecenia doraźnych strategii i dętych aliansów.

Ulubionym zajęciem rezydujących w Bryzie rekinów finansjery było chełpienie się ilością hotelowych gwiazdek na wyspach skąd właśnie wrócili przeplatane przechwalaniem się mocą silników świeżo zakupionych audic i beemek, oraz przebijanie się pań ilością kafelków Versace w domowej łazience. Zaś atrakcją każdego nowego sezonu był nad wyraz obfity wysyp prawdziwków. Dobrze widziany był także nabyty na bazarze sygnet herbowy. Och! Zapomniałem jeszcze dodać, że wielce symptomatyczne było obwieszanie się pań brylantami i złotem w najtęższe upały. Najzabawniejszym zaś było to, że niczym niezrażeni rezydenci hotelu Bryza tkwili w świętym przekonaniu, iż są rzeczywiście „elitą” krajową – by wspomnieć choćby niedawny występ w Bryzie „Aniołków” Nawałki przed Euro 2016.

Blogerska rzetelność nakazuje mi w tym miejscu uszczknąć rąbka tajemnicy prawdziwej historii owej helskiej Mekki polskiego biznesu zwłaszcza, że w Internecie skrupulatnie wyczyszczono wszelkie informacje na ten temat.

Otóż bajerancki hotel Bryza – vide galeria obrazów:  http://www.booking.com/hotel/p... to w rzeczywistości podrasowana rekonstrukcja wybudowanego w tym miejscu jeszcze za komuny Domu Wczasowego Komitetu Wojewódzkiego PZPR - młodszym internautom wyjaśniam, że ten skrót oznacza grupę przestępczą o nazwie „Polska Zjednoczona Partia Robotnicza”. W tym czerwonym eldorado, gdzie wpuszczano tylko za przepustką, wypoczywali niegdyś najwięksi baronowie ludowej władzy. A Potem było już modelowo, czyli ów „Dom Wczasowy” doprowadzono do ruiny, którą wzięła w zarząd jakaś Fundacja Zdrowia, którą konsekwentnie doprowadzono do upadłości i bliski kumpel Olka mógł okazyjnie nabyć złotodajną działkę, aż się boję pomyśleć za ile.

Ale wróćmy do tematu, bowiem czekała mnie w Juracie kolejna siurpryza.

No, bo wchodzę ja do Bryzy i znów oczy ze zdumienia przecieram, bowiem na dziedzińcu z okrzyczaną fontanną, nad basenem i na deku ani żywego ducha. Może się wystraszyli pogody? – pomyślałem udając się do kawiarni, gdzie zwykle o tej porze przy vipowskich stolikach, w trosce o kosztowne efekty chirurgii plastycznej tkwiły w żółwim bezruchu, że tak powiem modelowe eksponaty salonowe przebogatej palety pań biznesmenowych, ministrowych, dyrektorowych, profesorowych, mecenasowych et consortes, zaś ich partnerzy przebijali się na wyścigi ilością właśnie nabytych działek na Majorce, bądź Ibizie. I znowu musiałem oczy przecierać, bo w szczycie sezonu, w najbardziej prestiżowej kawiarni w Polsce nie było nikogo.

Krańcowo zadziwiony pomyślałem, że być może towarzystwo siedzi w słynnym „grajdole intelektualistów”, gwoli wyjaśnienia dodam żmijowisku przemądrzałych snobów, gdzie od roku 1989 o losach Polski deliberowało trendotwórcze grono salonu mazowieckiej Warszawki uformowane z kolegów prezesa Rzeplińskiego z Wydziału Prawnego Uniwersytetu Warszawskiego, które na swój prywatny użytek nazywam „międzynarodową mafią opiniotwórczych instytucji prawnych” z kwaterą główną w Wenecji i zaufaną "tutti di capi" Hanną Suchocką na czele. Tu wypada także wspomnieć, że to wiecznie rozgadane towarzystwo wzajemnego zachwytu nad samymi sobą nie zostawiwszy zwykle suchej nitki na rezydujących z Bryzie biznesmenach, modliło się jednak skrycie by owi aferzyści nie zapomnieli ich jednak zaprosić na swojego grilla rozpalanego w miejscu, w którym warto bywać, gdyż tam właśnie zrodziła się na Helu złotodajna symbioza docentów marcowych z ober majstrami od kręcenia lodów. No i do reszty zdębiałem, gdyż po "grajdole intelektualistów" nie zostało ani śladu, zaś na pustej plaży łopotały na wietrze białe baldachimy pustych łóżek, na których zwykli leczyć swe kompleksy genealogiczne pretendenci do elit biznesowo-naukowych.  

Ki diabeł? Pomór jakiś, czy co? – pomyślałem opuszczając wymarły hotel. Ale na deptaku zoczyłem stojącego tam od zawsze sprzedawcę wakacyjnych pamiątek i spytałem go z głupia frant, czy przypadkiem nie wie, co się stało, że Bryza świeci takimi pustkami, a on bez namysłu odpowiedział:

Jak to, co? Nie słyszał pan? Dezubekiazcja! Jak byś pan przez ponad 20 lat brał osiem tysięcy emerytury, a Kaczyński by to panu obciął do średniej krajowej, to też byś pan z Bryzy zrejterował!

I wtenczas uświadomiłem sobie, że właśnie jestem świadkiem drugiego już exodusu z Półwyspu Helskiego „elit” o agenturalno-pezetpeerowskim rodowodzie. Bowiem pierwsze uchodźstwo z Półwyspu tej jeszcze młodej czerwonej szajki miałem okazję obserwować w sierpniu 1980, kiedy na wieść o strajkach robotniczych na Wybrzeżu odwołano z urlopu wszystkich funkcjonariuszy służb i kacyków PZPR-u. Nigdy nie zapomnę bezkresnego sznura polonezów z mającymi śmierć w oczach ówczesnymi bonzami wiejącymi z Półwyspu, jak szczury z tonącego okrętu.

Lecz te gryzonie nie potopiły się bynajmniej i w czasie, gdy „Solidarność” walczyła z komuną narażając życie, przefarbowani na różowo dekownicy tworzyli na sępa przy Okrągłym Stole obłudne pryncypia Trzeciej Rzeczpospolitej.

I niestety skołowany naród dał się zrobić w konia, bo uwierzył zwolennikom grubej kreski i w roku 1995-tym wybrał Olka prezydentem, a post-komusze szczury już w wieku emerytalnym znów na ponad 20 lat do hotelu Bryza powróciły.

Lecz Pan Bóg się jednak od nas nie odwrócił i jesienią 2015 oszkapiony naród w końcu się skapował, co jest grane i najpierw wybrał prezydentem Andrzeja Dudę, a parę miesięcy później w wyborach parlamentarnych dał partii Kaczyńskiego zwycięstwo z przewagą sejmową.

A więc wychodzi na to, że podczas helskich exodusów 1980 i 2016 ulatniali się z Półwyspu de facto ci sami cwaniacy tyle, że w roku 1980 wiali polonezami, zaś w 2016-tym czmychali wozami nieco lepszych marek, czego dowód znalazłem przypadkiem w „wakacyjnej księgarni” nomen omen vis a vis kortów tenisowych hotelu Bryza, gdzie nabyłem promowaną tam przed dwoma tygodniami wydaną przez Edipresse Polska S.A. książką pt. „Piegi na katar” autorstwa łasującego w Bryzie pieczeniarza, od jakiegoś czasu jawnego współpracownika Szkła Kontaktowego niejakiego Iwaszkiewicza Jerzego, obecnie redaktora naczelnego drukowanej na przedostatniej stronie ambitnego dwutygodnika VIVA! szpalty o bajeranckim tytule „Salony Iwaszkiewicza” będącej obiektem westchnień naczelnych bufonów w państwie, gdyż jak fama niesie zamieszczenie czyjegoś nazwiska na tej stronie VIVY! nobilituje do (Sic!) „krajowych elit”.  

We wstępie do tej ambitnej pozycji literackiej, niemogący się pogodzić z porażką starej władzy i niemniej od Jerzego Iwaszkiewicza uwielbiany pieszczoch różowego salonu niejaki Głowacki Janusz łże w zaparte pisząc, cytuję:

Pierwszy wybór felietonów Iwaszkiewicza z „Vivy!” poszedł świetnie. No to jest drugi. Ten drugi, podobnie jak pierwszy, mógłby nazywać się „Dyskretny urok burżuazji”, gdyby Buñuel już tego nie użył.A rzecz dotyczy nadwiślańskich elit. Świat schodzi na psy, bomby wybuchają, głowy obcinają, dookoła wygnani, wściekli i odrzuceni. Ale na salonach całego świata ruch. Titanic zatonął, ale bal w Bryzie trwa…”, koniec cytatu.

Zaś sam Autor rzeczonego dzieła znany na salonach Warszawki pod ksywą „Iwaszko” również mija się z prawdą pisząc, cytuję:

Na salonach nic się specjalnie nie zmienia. Bogaci stają się coraz bardziej bogaci, a pozostali vice versa. W tym roku na urlop do hotelu Bryza w Juracie przyjechało dwanaście samochodów porsche, jeden bentley, parę mercedesów oraz jeden ambitny jeep grand cheeroke, ale z napędem na cztery koła i można pojeździć po plaży…”, koniec cytatu. Lecz w czasie mojej wizyty w Bryzie nie omieszkałem zajrzeć na hotelowy parking, gdzie próżno było szukać wymienionych przez Iwaszkę marek.

Ale te butne łgarstwa to pestka, wobec opisanych kryteriów hierarchii wartości i listy osób godnych szacunku rekomendowanych przez Autora rzeczonego dzieła, cytuję za Jerzym Iwaszkiewiczem:

Minęły wakacje, wrócić trzeba do rzeczywistości, ale mamy też sprawę ciekawą. Dawno to było, ale było, kiedy to w Expresie Wieczornym napisaliśmy felieton pod tytułem „Osoby godne szacunku” i proponowaliśmy utworzenie listy osób, które byłyby ogólnie aprobowanym autorytetem, uczyły jak żyć i w ogóle byłyby swego rodzaju wzorcem moralnym. Wszyscy pytają teraz, jak żyć, ale premier Donald Tusk wyjechał i nie chce powiedzieć. Sprawa jest aktualna, jak najbardziej. Potrzebny jest ciągle jakikolwiek autorytet. Tomasso di Lampedusa mówił ustami don Fabrizio w książce „Lampart”: „My byliśmy lampartami i Lwami, zastąpią nas szakale i hieny”. Hieny – jak mówi don Fabrizio – pojawiają się na każdym zakręcie historii. „Potrzebny jest, jako autorytet – pisaliśmy 9 sierpnie 1983 roku przed 32 laty – człowiek bezinteresowny, życzliwy, obdarzony jednocześnie promykiem intelektu i etyki”. Autorytetami tamtych lat byli Tadeusz mazowiecki, Bronisław Geremek, Ksiądz Józef Tischner, a także Jacek Kuroń i Adam Michnik, którzy dodatkowo jeszcze siedzieli. Czasy były takie, że jak ktoś miał swoje zdanie, to z reguły szedł siedzieć. Obecnie dla świata autorytetem jest bez wątpienia prof. Zbigniew Brzeziński bez względu na to, co mówi rzecznik PIS Mariusz Błaszczak (…). Na liście godnych szacunku widzielibyśmy też byłą wicemarszałek Sejmu Olgę Krzyżanowską, a może nawet Waldemara Pawlaka, który w zasadzie nikomu nie zrobił żadnej krzywdy (…). Autorytetami są też bez wątpienia Marek Borowski i Włodzimierz Cimoszewicz (…), pisarze Jerzy Pilch i Józef Hen, a także Kazimierz Kutz (…). Na autorytet pasowałby również Janusz Głowacki, który wraz z laureatem Oscara za film „Ida” Pawłem Pawlikowskim pisze nowy scenariusz, ale nie chcą mówić o szczegółach (…). Dobry byłby także, jako autorytet Radosław Sikorski (…). Autorytety obecne to, może nie dla wszystkich, ale jednak, to Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski (…). A także marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska i Ewa Kopacz. Autorytety to na pewno Andrzej Wajda i Jan Englert”, koniec cytatu. Przyznacie Państwo, że ta creme de la creme może na kolana powalić! Ja tylko dla porządku dodam, że, kultowy tenisista kortów w Bryzie Jan Englert słynie na Półwyspie z tego, iż rakietą macha głównie na deptaku.

I na koniec jeszcze jedno godne uwagi spostrzeżenie. W przeddzień wyjazdu z Jastarni odebrałem od już ostatniego na Półwyspie starego rybaka wędzącego bałtyckie ryby na czereśniowym drewnie, - wierzcie mi - nieziemskie cymesy o smaku, który podlany kieliszeczkiem czystej przywraca wątpiącym pewność, że życie potrafi być piękne.  A, że czekała mnie długa droga poszedłem zakupione pyszności zafoliować do punktu sprzedaży ryb wędzonych, którego właścicielem żeby było śmieszniej jest pewien biznesmen spod Warszawy. Na odchodnym zapytałem go jak im minął sezon, a on poczerwieniał ze złości i wyrzucił z siebie: „Panie! Od ponad dwudziestu lat tak złego sezonu nie było! Tragedia! Istna katastrofa”.

Jak to? – spytałem, przecież w Jastarni pełno ludzi. A on jeszcze bardziej spurpurowiał, wybałuszył gały i zasyczał: „to wszystko proszę pana przez to pieprzone „500 Plus! Całymi rodzinami poprzyjeżdżają! Kupują panie jedną rybę i dzielą między sobą. Jak tak dalej pójdzie to na przyszły sezon będę musiał zamknąć budę, albo zjechać z ceną!”.

A zawistnicy od Petru i Schetyny jojczą, że nie widać następstw „dobrej zmiany”.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

GALERIA

Wymarła mekka biznesu III RP

Iwaszko

...

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika gorylisko

24-08-2016 [14:46] - gorylisko | Link:

hmmmm... skoro w czasach komuny było niełatwo być gosciem hotelu "Bryza" ze względu na jego prominencki poziom warunkowany legitymacja pzpr... to jak to możliwe, że pan tam bywał, widział i czuł bez w/w legitymacji...
tak pytam tylko... no i czzdarzyło się panu strzelić kielonka z kwachem i zakąseczką jaką pan był opisał na sam koniec...tak przy okazji jakiegoś pobytu ?

Obrazek użytkownika DOBOSZ

24-08-2016 [19:00] - DOBOSZ | Link:

w czasach komuny nie bylo hotelu Bryza,był to rządowy ośrodek dla wypasionych członków PZPR

Obrazek użytkownika DOBOSZ

24-08-2016 [19:01] - DOBOSZ | Link:

w czasach komuny nie bylo hotelu Bryza,był to rządowy ośrodek dla wypasionych członków PZPR

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

24-08-2016 [19:18] - Krzysztof Pasie... | Link:

@DOBOSZ

"w czasach komuny nie bylo hotelu Bryza, był to rządowy ośrodek dla wypasionych członków PZPR..."
---------------------
No właśnie. Ale sęk w tym, że pan @gorylisko ze zrozumieniem nie potrafi czytać.

Pozdrawiam Pana

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [17:07] - janhenryk | Link:

I jeszcze jeden przykład (nie)rozgarnięcia p. dr inż. KP.
Napisał "obskurne komusze sanatorium przerobił na snobistyczny hotel „Bryza”". DOBOSZ utrzymuje, że to był rządowy ośrodek dla wypasionych członków PZPR. A p. dr inż KP zgadza się (No właśnie). Po prawdzie, to takowy ośrodek był w "Neptunie" a "Bryza" należała do CRZZ lub jakiegoś związku branżowego, a była zwyczajnym domem wczasowym.
Jan Woleński
PS. Możliwe, że mylę się w szczegółach, ale p. dr inż. KP myli sie na pewno. Jak zawsze. Ciekawe, czy będzie można komentować jego utwór o Jad Waszem (poprawnie Yad Vashem).

Obrazek użytkownika gorylisko

24-08-2016 [20:59] - gorylisko | Link:

no w rzeczy samej...ośrodek dla wypasionych członków w/w grupy przestępczej... bez legitymacji odpowiedniej nie dało rady ? to jak to mozlwe mając taką przeszłość opozycjonisty jak pan drrrrr...plus tatko też nie ten teges, przebywać na terenie tego ośrodka... nadmienię, że pamiętam czas kiedy nie za bardzo można było ot tak sobie wjechać na obszar zdominowany przez marwoja... z kontrolą dokumentów etc.
chyba, że drrrr...szwendał się po okolicy w krzakach podpatrując życie czerwonej burżuazji... podziwiał ich ? zważywszy na patrole, wzmożona czujność kiedy ktoś ważny przebywał w rzeczonym ośrodku dla wypasionych członków przewodniej siły narodu...tak tylko pytam... mam wątpliwosci... a co nie można ?
ponieważ drrrr uwaza się za baaaardzooo inteligentnego to w czym problem ? przeczytałem jego tekst, całkie, całkiem a propos klimatów które sam lubię... wcale nie przeczę, że mam często kłopoty z myśleniem bo nie przyjmuję produkcji pana drrrra jako prawd objawionych... stąd moje wątpliwości które wyraziłem...
natomiast uwaga, że nazywał się inacze w tamtycz asie brzmi tak samo jak uwaga, że kgb nie istnieje ;-) nieprawdaż ?

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

25-08-2016 [11:53] - Krzysztof Pasie... | Link:

@gorylisko

Ma Pan rację! Z Kwaśniewskim wódę chlałem, Kiszczakowi pisałem rozkazy, a Michnikowi gazetę redagowałem. Pasuje?

Obrazek użytkownika gorylisko

26-08-2016 [01:05] - gorylisko | Link:

hmmmm sporo tej wódy musiało być skoro takie rojenia się kręcą... ale głośno bym o tym nie mówił...michnik może pozwać... mnie to tam wsio ryba...

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [09:39] - Krzysztof Pasie... | Link:

@gorylisko

"michnik może pozwać..."
----------
Pana??? Mimo wszystko, proszę sobie nie pochlebiać!

Obrazek użytkownika janhenryk

25-08-2016 [21:39] - janhenryk | Link:

"Lekturze notki doda smaczku wysłuchanie pisanej w nieco innych „okolicznościach przyrody” kultowej pieśni starej Piwnicy pod Baranami pt. „Ta nasza wyspa” do słów Wiesława Dymnego i muzyki Jacka Zielińskiego, w wykonaniu zespołu nowej Piwnicy, która tym razem stała się azylem dla sierot władzy oderwanej od piersi we wrześniu 2015 – posłuchajcie proszę jak można koniunkturalnie wypaczać adres słów w innej epoce pisanych:

( https://www.youtube.com/watch?... )"
--------------------------------------------------
Ciekawostka, p. dr inż. KP, emerytowany nauczyciel akademicki w randze starszego wykładowcy skorzystał z nagrania w YouToube z 2012 r. i sugeruje, że zapowiedź prowadzącego program jest aluzją do czasów obecnych.
"Pierwszym zaskoczeniem było podejrzanie łatwe znalezienie miejsca do zaparkowania tuż przy wejściu na jurackie molo co zwykle graniczyło z cudem."
---------------------------------------------------------------------
Faktycznie cud niesłuchany, gdyż tuż przy wejściu na juracke molo (po polsku "molo w Juracie") w ogóle nie parkuje się samochodów.
A ponieważ przez dwa tygodnie w I połowie sierpnia mieszkałem jakieś 400 metrów od "Bryzy" mogę zaświadczyć, że wcale nie była pusta czy też wymarła.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

25-08-2016 [23:59] - Krzysztof Pasie... | Link:

@janhenryk (prof. Jan Woleński)

"Ciekawostka, p. dr inż. KP, emerytowany nauczyciel akademicki w randze starszego wykładowcy..."
----------------
Znowu Pan łże Panie Woleński, bo nigdy nie pracowałem jako starszy wykładowca.

Może Pan o to spytać mojego uczelnianego kolegę pana profesora Tadeusza Słomkę, obecnie Jego Magnificencję Rektora AGH, z którym przepracowałem ponad 30 lat w jednym Zakładzie Geologii Matematycznej i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie, właśnie wybranego na drugą kadencję.

A to Pańskie łgarstwo to kolejny dowód tego, że Pan jest zerem Panie Woleński.

Krzysztof Pasierbiewicz

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [09:56] - janhenryk | Link:

Znowu Pan łże Panie Woleński, bo nigdy nie pracowałem jako starszy wykładowca.
* Czyżby trzymali Pana jako adiunkta (z doktoratem) przez dwadzieścia kilka lat. A to epokowa ciekawostka, ale nie będę zajmował się szczegółami. Nawiasem mówiąc, starszy wykładowca to całkiem dobre stanowisko. O ile ktoś nie zrobił habilitacji, zostawał (zostaje) starszym wykładowcą, o ile był (jest) potrzebny danej uczelni jako dydaktyk. Widocznie Pan nie spełniał warunków i postanowiona Pana trzymać na stanowisku adiunkta. A może była Pan aż wykładowcą?
Może Pan o to spytać mojego uczelnianego kolegę pana profesora Tadeusza Słomkę, obecnie Jego Magnificencję Rektora AGH, z którym przepracowałem ponad 30 lat w jednym Zakładzie Geologii Matematycznej i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie, właśnie wybranego na drugą kadencję.
* Szkoda czasu na takowe pytania, bo istotne jest to, że Pan nie zrobił żadnej kariery naukowej, czy to adiunkt czy na jakimkolwiek innym stanowisku. Powtórzę to, co kiedyś już napisałem. Kilka lat temu przyszedł do mnie pewien geolog z AGH na metodologiczne konsultacje w sprawie metody datowania radiowęglowego. Zapytałem go o Pańską pozycję jako geologa. Odrzekł, że nie słyszał. A pewien profesor geologii z AGH wyjaśnił, że od początku było wiadome, że KP nie pójdzie drogą naukową. Aluzja do telefonu od sekretarza KU PZPR? Nawiasem mówiąc, owe 30 lat pracy nie nauczyło pana, ze poprawnie jest "Akademii Górniczo-Hutniczej: a nie "Akademii Górniczo Hutniczej". To wprawdzie mniej śmiesznie niż "Ala Matris", jak Pan kiedyś malowniczo określił AGH, ale też zabawnie.

A to Pańskie łgarstwo to kolejny dowód tego, że Pan jest zerem Panie Woleński.
* Jakoś przeżyję Pańskie matematyczne spostrzeżenie na miarę odejmowania w stylu 1952-1944 = 7, m. in. dlatego, że Pańska opinia jest raczej odosobniona, w obu materiach tj. zera i wzmiankowanego odejmowania.
Krzysztof Pasierbiewicz
* Jan Woleński

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [11:28] - Krzysztof Pasie... | Link:

@janhenryk (em. prof. UJ Jan Woleński)

Chyba jednak Pan nie jest Żydem, Panie Woleński. A wie Pan skąd to moje przypuszczenie? Bo Żydzi są mądrzy.

Krzysztof Pasierbiewicz

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [14:27] - janhenryk | Link:

Panie Pasierbiewicz,
Być może ja jednak nie jestem Żydem, Pan nie jest nim na pewno. A wie Pan skąd to moje przypuszczenie? Bo Zydzi sa mądrzy, a Pan nawet nie załapie się jako statystyczny wyjątek. Hierarchia jest taka (biorąc pod uwagę tylko Zydów i Pana):
Mądry Żyd
Żyd
Głupi Żyd
Krzysztof Pasierbiewicz
--------------------------------
Parafrazując Leca. Głupi Żyd powiada "Już myślałem, ze jestem na dnie, a tu słyszę pukanie od dołu. Patrzę, a tam stuka p. Krzysztof Pasierbiewicz".
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Tarantoga

26-08-2016 [16:34] - Tarantoga | Link:

janhenryk
2016-08-26 [14:27]

########################

TOUCHE!!! :-))

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [17:10] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Tarantoga

Pan, Panie Tarantoga, podający się za patriotę i działacza krakowskiej "Solidarności" komplementuje kochającego Polskę inaczej anty-lustratora niszczącego polski Kościół!

Tylko pogratulować!

Obrazek użytkownika Tarantoga

26-08-2016 [19:56] - Tarantoga | Link:

Krzysztof Pasie...
2016-08-26 [17:10]
***********************
Szanowny Panie emerytowany nauczycielu akademicki...
Nie znam profesora Woleńskiego i nie pałam żadzą poznania,awantury personalne pozostawiam Panom...macie juz ponad 70 lat obaj...i może to jedyny wytrysk...adrenaliny,na który was stać.

Ja jedynie skomplementowałem jego słowa...te o pukaniu spod dna...mozecie obaj sobie przypisać to pukanie.
Na S24 ma Pan kilkoro "wyznawców",a krytyków Pan banuje i wywala krytyczne komentarze,tu tego nie ma,więc mozecie sobie obaj akademicy...ubliżać do woli.

Inną sprawą jest blokowanie komentarzy przez Admina...na pański wniosek...mozna i tak...ale mi to cuchnie tchórzostwem.

PS.Większość i to zdecydowana większość mediów w III RP puka od spodu,tak więc jest Pan w dobrym towarzystwie.

Pzdr.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [23:04] - Krzysztof Pasie... | Link:

@Tarantoga

"Nie znam profesora Woleńskiego i nie pałam żądzą poznania..."
-------------
Ale został Pan przez niego podpuszczony, jak chłopczyk w krótkich spodenkach. Nie Pan jeden zresztą.

Obrazek użytkownika Tarantoga

27-08-2016 [08:14] - Tarantoga | Link:

Krzysztof Pasie...
2016-08-26 [23:04]
+++++++++++++++++++++

Panie Pasierbiewicz...mnie nikt nie jest w stanie podpuścić,a to powiedzenie o pukaniu od spodu,to S.J. Lec.
Moje touche dotyczylo li tylko...doboru tego cytatu,czasu i miejsca jego użycia.

Pzdr.

Obrazek użytkownika janhenryk

27-08-2016 [10:10] - janhenryk | Link:

Fakt, najłatwiej jest podpuścić p. dr inż. Krzysztofa Wojciecha Pasierbiewicza, emerytowanego nauczyciela akademickiego. Cokolwiek napisze się odo niego lub o nim, prawie zawsze odpali jakąś bzdurą. Ba, nawet systematycznie podpuszcza sam siebie. Wielkość spodni nie gra tutaj żadnej roli.
Jan Woleński
PS. Panie Tarantoga, kilka uwag ma marginesie:
a. Przytaczałem już taką oto anegdotę. Przychodzi spóźniony student na seminarium (było to w 1953 r.) i powiada "Bardzo przepraszam panie profesorze, ale miałem zebranie organizacyjne". Profesor odpowiada "Nie wiem dlaczego ten pan tak tłumaczy się. Przecież go nikt tutaj specjalnie nie zapraszał". Mutatis mutandis, ie oczekuje od Pana pałania żądzą poznania mnie i nie jestem znajomością z Panem nadmiernie zainteresowany;
b. Doceniam Pańską łaskawość zwłaszcza, ze jest Pan zapewne człowiekiem przed siedemdziesiątką i ma Pan wiele okazji do wytrysku adrenaliny, ale sugeruję, aby Pan powstrzymał się od zezwalania mi, co mam pozostawić lub przypisać sobie;
c. Ma Pan pełne prawo korzystać z anonimowości. Kiedyś proponowałem Panu korespondencję mailową, odmówił Pan, być może z ostrożności. Jakby nie było, niech Pan nie szermuje tchórzostwem wobec kogoś, kto, w przeciwieństwie do Pana, pisze pod własnym nazwiskiem. Banowanie krytyków i wnioskowanie do administracji portalu o blokowanie komentarz niekoniecznie świadczy o tchórzostwie, ale zgoła o czymś innym.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika janhenryk

25-08-2016 [22:08] - janhenryk | Link:

Ewolucja w wykonaniu p. dr inż. Krzysztofa Pasierbiewicza

Rok 2006
W gronie przybyłych na promocję ponad dwustu dostojnych gości znalazły się, między innymi, takie znakomitości polskich salonów artystycznych i naukowych jak:[...] Janusz Głowacki [...]
Rok 2011
Oż ty koszerna sławo filozofii analitycznej! [to do mnie pije p. KP]][…]. Twoja bezczelność [...] graniczy z bełkotem [ w stylu tandemu Kosiński-Głowacki, którzy swoje kompleksy i literacką niemoc kamuflowali bajerami, na które się nabierali nowojorscy snobi i nuworysze z Chicago. Tacy właśnie jesteście, her Getrich -Woleński. […]. To jest wasze nieszczęście, owo wiekopomne piętno rodem z Góry Synaj,
Rok 2016
We wstępie do tej ambitnej pozycji literaturowej ["Piegi na katar"], niemogący się pogodzić z porażką starej władzy i niemniej od Jerzego Iwaszkiewicza uwielbiany pieszczoch różowego salonu niejaki Głowacki Janusz łże w zaparte [...]
---------------------------------------------
Proponuję zerknąć na to, co jest pod linkiem
http://pasierbiewicz.com/grupa.... Jest
tam m. in. skan strony z VIVY z 2006 r. przedstawiający fragment
"Salonów Iwaszkiewicza" z opisem promocji książki pt. "Epopeja
Helskiej Balangi" (nazwisko autora tej pozycji jest nawet
wytłuszczone). Mimo nosiciel wytłuszczonego nazwiska nie znalazł się w
krajowych elitach, niezależnie od ich opcji politycznych. .Okrutny pech p. dr inż. KP.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [08:26] - Krzysztof Pasie... | Link:

@janhenryk

"Ewolucja w wykonaniu p. dr inż. Krzysztofa Pasierbiewicza..."
-------------
Są też inne przykłady ewolucji - vide:

http://niepoprawni.pl/cgi-bin/...

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [10:05] - janhenryk | Link:

Ewolucja Panie doktorze inżynierze Krzysztofie Witoldzie Pasierbiewiczu, emerytowany nauczycielu akademicki, który skończył pracę na stanowisku akademickim ? jest procesem. Jako dyplomowany geolog winien Pan o tym wiedzieć. O ile mi wiadomo, oczywiście jako amatorowi, ewolucja jest przedstawiana w formie wykresu, serii zdjęć itd, ale nigdy w postaci pojedynczego zdjęcia. To tak, jakby Pan zgodnie ze swoją legendarną kompetencją matematyczną, napisał np. iloczyn liczb 5. Więc jedno zdjęcie nie jest przykładem ewolucji. Uczyłem Pana filozofii do egzaminu doktorskiego, zwracając Pańską uwagę na potrzebę zbornego formułowania myśli, ale opór Pańskiej materii okazał się nie do przezwyciężenia. I tak już zostało. Egzamin Pan jakoś przebrnął, ale to nie była zbyt trudna próba, nawet dla pana.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [11:22] - Krzysztof Pasie... | Link:

@janhenryk (em. prof. UJ Jan Woleński)

"Więc jedno zdjęcie nie jest przykładem ewolucji..."
-----------
Myślę, że Goście mojego blogu się jednak ze mną zgodzą, że ta przyznaję wyjątkowa fotka jedynie potwierdza regułę.

"Uczyłem Pana filozofii do egzaminu doktorskiego..."
-------------
Chyba marksistowskiej! Panu jest potrzebny specjalista, Panie Woleński.

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [15:29] - janhenryk | Link:

A. Słowo "Myślę" jest w tym wypadku użyte niewłaściwe, o czym świadczy dalszy Pański tekst pod względem formy (nie "się jednak zgodzą ze mną", ale "jednak zgodzą się ze mną" jak i treści (nie jest jasne jaką regułę ta fotka potwierdza). Nawiasem mówiąc, mógłby Pan ujawnić z jakiej okazji ta fotka została zrobiona.
B. Panie doktorze, w 1982 r. zdawało się egzamin doktorski (z przedmiotu dodatkowego) z filozofii lub ekonomii. Najwyraźniej pomieszał się Panu egzamin w czasie studiów z egzaminem doktorskim. Nie sugeruję udania się do specjalisty, bo i tak nie przyniesie to żadnego rezultatu. Dalej będzie Pan mylił wszystko z wszystkim.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Jabe

26-08-2016 [16:38] - Jabe | Link:

„Się” jest ruchome. To nie rosyjski. Panu to się musi bardzo nudzić.

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [18:20] - janhenryk | Link:

Owszem jest ruchome, ale w słowie mówionym, nie pisanym. Nudziłbym się, gdyby nie wpisy p. Jabe i p. Pasierbiewicza. Dostarczają niemałej rozrywki.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

26-08-2016 [20:20] - Krzysztof Pasie... | Link:

@janhenryk (prof. Jan Woleński)

Kątem oka obserwuję, jak mataczy w telewizji niejaka Hanna Gronkiewicz Waltz i tak sobie myślę, czy to nie jest Pańska uczennica, bo jak ona mówi to tak, jakbym Pana słyszał. Identyczne pokrętnie zawiłe meandry argumentacji. No ale cóż. Wy tak już macie.

Obrazek użytkownika janhenryk

26-08-2016 [22:44] - janhenryk | Link:

Jedno jest pewne, mianowicie, że Pan nie myśli, niezależnie od tego, czy czyni Pan to kątem oka czy jakoś inaczej. Cóż, Pan już tak ma i to od dawna. Nota bene, szwagier p. Gronkiewicz-Waltz z niejakim zażenowaniem opowiadał o tym, jak Pan nieproszony przysiadł się do niego w kawiarni w Jastarni i co Pan tam opowiadał.
Jan Woleński

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

27-08-2016 [08:19] - Krzysztof Pasie... | Link:

@janhenryk (em. prof. UJ Jan Woleński)

"Nota bene, szwagier p. Gronkiewicz-Waltz z niejakim zażenowaniem opowiadał o tym, jak Pan nieproszony przysiadł się do niego w kawiarni w Jastarni i co Pan tam opowiadał..."
------------------
W tym roku cała Jastarnia i pół Juraty się śmiało, że rzeczony szwagier p. Gronkiewicz-Waltz to jedyna osoba na Półwyspie Helskim, która jeszcze z Panem chce rozmawiać. Rozgryziono Pana, Panie Woleński. Wszyscy już wiedzą, że został Pan oddelegowany na Półwysep celem skłócenia GRUPY. Mówili znacznie więcej, ale odpuszczam z obawy o ewentualne konsekwencje procesowe.