Nieznane oblicze Witolda Gadowskiego

Tę notkę o nieustraszonym dziennikarzu śledczym,
który wygrał z systemem
dedykuję
różowemu salonowi podwawelskiego Krakówka

Wczoraj w krakowskim „Klubie Dziennikarza Pod Gruszką”, gdzie między innymi na przekór draństwu i szpetocie komuny zostawiłem swą nieprzystojnie wartką młodość niebojącego się jutra szaławiły szczęśliwego chwilą, a także spory kawałek wątroby, - miałem prawdziwą przyjemność uczestniczyć w zorganizowanej przez lokalny Klub Gazety Polskiej promocji książki Witolda Gadowskiego pt. „Lokal dla awanturnych”, o której jej autor mówi, cytuję:

Pisałem te teksty dla pełnokrwistych facetów i kobiet. Nie bawię się w kotka i myszkę z wpływowymi salonami, za nic mam fochy mniemanych wielkości. Bo w ogóle – poza prawdą – niewiele mnie już obchodzi. Nigdy z nikim się nie układałem i nie przedkładam dobrego wychowania ponad szczerość. Pamiętajcie jednak, że czytacie na własną odpowiedzialność. Jeśli po lekturze zdejmie was gniew nieoczekiwany, melancholia, kolki trzewiowe albo śmiech do rozpuku, to będzie już tylko Wasza wina. Trza było nie zaczynać…”, koniec cytatu.

Ci, którzy bywają na moim blogu doskonale wiedzą, że już sam tytuł książki sprawił, że się w niej od pierwszego wejrzenia zakochałem. A jeszcze do tego Gadowski wczoraj pokazał, że ma nie tylko ogromną fachową wiedzę i odziedziczoną po janosikowych przodkach czupurną odwagę, lecz także niezwykłą charyzmę, przyjazny ludziom sposób bycia i magnetyczną osobowość, która pozytywnie wpływa na innych, poprawia im samopoczucie, poszerza wyobraźnię, a co najważniejsze budzi ochotę do życia i działania. Powiem więcej. Wczorajszy bohater wieczoru unaocznił zebranym w Sali Fontany krakowianom, że jeszcze do tego ma talent, polot, wrodzony instynkt aktorski, sporą szczyptę malarskiej fantazji i cały ocean dobroduszności. Ale to jeszcze nie wszystko. Gadowski wczoraj pokazał, że godny zaufania dziennikarz potrafi się jeszcze bawić tym, co robi.

A, że bloger to także dziennikarz tyle, że społeczny, więc nie dziwota, że się wczoraj Gadowskim zachwyciłem. Bo ten zawadiaka, gołym okiem widać pies na baby na czterojajecznym makaronie wychowany, już na wstępie powiedział, cytuję: „dziennikarz nie musi być dobrze ułożony, a on najbardziej nie lubi ciastowatości i mizdrzenia się, że jest przeciwnikiem mentalności sekciarskiej hołdującej zasadzie, że naszych nie wolno krytykować”, i dalej, że "brakuje mu na polskiej scenie politycznej krwistych postaci, jak niegdysiejszy Kisiel i trochę dzisiejszy Michalkiewicz, a pierwsze poczynania naszej nowej władzy przypominają mu pewien satyryczny rysunek przedstawiający krowę wchodzącą na lód, której się kopyta rozjeżdżają…”, koniec cytatu.

Promowana książka jest wielowątkowa i takowym było wczorajsze spotkanie, więc żeby nie wydłużać notki ograniczę się tylko do jednej kwestii poruszonej przez Autora, a mianowicie wstydliwego problemu, że jak się wyraził pan Witold, pod czym się obydwoma rękami podpisuję, cytuję: „w czasie, kiedy świat ucieka do przodu, Kraków stał się prowincjonalnym i zapyziałym miastem dla turystów szukających tanich lupanarów”.

I ma rację, bo ulica Szewska, przy której od wieków spokój nocny zakłócała jedynie człapiąca czasem dyskretnie szkapina ciągnąca zaczarowaną dorożkę maestro Kaczary, dziś przypomina od dawna już niemodną ulicę rozpusty Reeperbahn w obciachowej hamburskiej dzielnicy St. Pauli. Bo, odkąd przyszło „nowe” po otwarciu europejskich granic, w wyspiarskich metropoliach, jak grzyby po deszczu wysypały się stręczycielskie biura „turystyczne” do obsługi tamtejszego gminu zakładane przez „euro-alfonsów”, którzy z Krakowa zrobili „euro-burdel”, gdzie można się do woli uchlać za półdarmo, odpryskać pod rynną, puścić pawia gdzie popadnie i bezkarnie na oczach policji sponiewierać. No i ruszyła na Kraków fala anglosaskiego tsunami, a nazywając rzecz po imieniu prostackiego chłamu z tamtejszych slumsów. Ci, co nie widzieli nocną porą tej nieokrzesanej szumowiny nie mają pojęcia o stopniu zdziczenia tej hałastry. Bo euro-chłam to coś znacznie gorszego niż nasz rodzimy cham i możecie mi wierzyć na słowo, że cham polski przy euro-chamie to Pan. Zaś oszołomiony motłoch wyje rzucając mięsem bez opamiętania. Jakiś chłystek kopie w rynnę, inny daje w żyłę, a panienki aż kwiczą z zachwytu. W bramie mordobicie. Na każdym rogu lafirynda. A muzyczka ino, ano, a muzyczka rżnie, a przy tej muzyczce rój euro-kretynów "zajebiście" bawi się. Bo pod Wawel dziś przybyli  galanci euro-cywili, mordy odrapane, włosy jak badyli…

W efekcie w porze weekendowej na ulicach Krakowa prawie już nie widać kulturalnych twarzy, bo nobliwi mieszkańcy wawelskiego grodu wieją przed tą tłuszczą, gdzie pieprz rośnie. A prastary Kraków z odwiecznej kolebki kultury wysokiej z dnia na dzień się zmienia w prowincjonalną euro-pipidówkę, gdzie rej wodzą mający się za elitę euro-kabotyni animujący pejzaż niegdyś szacownego miasta. A rządzący miastem napływowy element ino ręce zaciera, bo co tam prastare tradycje. Najważniejsze, że euro-dutki do kasy (miejskiej?) szerokim strumieniem płyną.

Jednak ku mojej uciesze, zebranemu w Sali Fontany nobliwemu audytorium o średniej wiekowej przez grzeczność powiem 60 Plus, redaktor Gadowski odważył się prosto w oczy palnąć, że za ten stan rzeczy odpowiada wybrany z ich własnej woli przecież rządzący pod Wawelem od lat 14-tu lat zamiejscowy profesor UJ, którego nazwiska na wszelki wypadek nie wymienił. Lecz zamiast braw w sali rozległ się pomruk, jeśli nie oburzenia to dezaprobaty dla intruza, który się ośmielił zbezcześcić świętość uniwersyteckiego Królewskiego Miasta.

A gdy autor rutynowo spytał, czy są jakieś pytania, "obrażone" audytorium przez dłuższą chwilę złowrogo milczało. Więc ci, co mnie znają pewnie się nie zdziwią, że jak mam w zwyczaju postanowiłem przerwać tę krępującą ciszę i wykorzystując moment by przywalić zakochanym w sobie krakusom z grubej rury odłamkowym przeciwpancernym o głos poprosiłem.

Jako, że Gadowski, jako dziennikarz liniowy nie mógł tego powiedzieć publicznie postanowiłem go wesprzeć i przypomniałem zebranemu na sali szacownemu gremium w większości pamiętającemu jeszcze wczesne zaranie jurajskiej epoki dinozaurów, że czternaście lat temu w wyborach prezydenta Krakowa, Prawo i Sprawiedliwość, za konkurenta obecnie rządzącego Jagiellończyka wystawiło również profesora, którego nazwiska wzorem Gadowskiego nie wymienię, powiem tylko gdyby wtenczas zamiast niego PIS wystawił kij od szczotki, to prawica miałaby w saku te wybory.

Powiedziałem też zebranym, że stało się, jak się stało, dlatego, że w mentalności podwawelskich rajców wciąż tkwi mit, który na prywatny użytek nazywam „syndromem małopolsko – młodopolsko – galicyjsko – jagiellońskim” i bynajmniej nie o dynastię Jagiellonów chodzi tylko tkwienie krakowian w jakże błędnym przekonaniu, że Uniwersytet Jagielloński to tak samo szacowna uczelnia, jak kiedyś, a przecież prawda jest taka, że ta fabryka dyplomów w światowych rankingach uniwersyteckich błąka się w górnej grupie stanów średnich czwartej setki.

I jeszcze podzieliłem się zebranymi opinią, że na Wszechnicy Jagiellońskiej od czasu narodzin III RP do dnia dzisiejszego działają dwie struktury zarządzania uczelnią, czyli struktura formalna de facto administrująca szkołą, oraz opanowana przez lewactwo struktura nieformalna, która rzeczywiście o wszystkim decyduje. Za przykład podałem zorganizowany przez Uniwersytet Jagielloński niedawny Kongres Kultury Akademickiej, którego głównymi animatorami było trzech nadal trzęsących uczelnią i wciąż narzucających standardy natury moralno etycznej dożywotnich jajogłowych profesorów o pezetpeerowskim rodowodzie, którym z coraz większym trudem przychodzi wciśnięcie guzika od uniwersyteckiej windy, - jakby na UJ-cie młodszych i zdolniejszych nie było.

Niestety ja również braw nie dostałem, po sali przetoczył się pomruk przypominający nadchodzące gradobicie, a Gadowski, nie wiem, czy z aprobaty dla tego, co powiedziałem, czy ze strachu przed ostracyzmem salonu podwawelskiego Krakówka z lekka wybałuszył gały i gładko przeszedł do innego wątku. Trochę się rozczarowałem, że pan Witold nie odniósł się do poruszonych przeze mnie kwestii, ale, jak widać lęk przed ostracyzmem różowego salonu, dla którego Uniwersytet Jagielloński to nietykalna Mekka jest wciąż większy, niż strach przed zemstą islamskich terrorystów.

Ale nie jest aż tak źle z tymi krakusami, którzy choć z odwagi nie słyną wykupili cichcem (sic!) wszystkie egzemplarze promowanej książki, a wcale nie mała grupa odważyła się nawet poprosić o autograf niepoprawnego politycznie Autora.

Jak widać wciąż pełen zachowawczych mieszczan bojących się własnego cienia Kraków ma jeszcze kawałek do wielkiego świata, lecz może to i dobrze, bo to już ostatni niezdobyty przez wyścig szczurów przyczółek, gdzie życie płynie tak wolno, iż kac mija, zanim jeszcze ośmieli się zrodzić.

A jak wychodziłem, choć pięknie odrestaurowana „Gruszka” to już nie moje miejsce i nie moi ludzie, gdy zamówiłem sobie lampkę wina i krew znów wartko popłynęła w żyłach przez chwilę mi się wydawało, że na stolikach widzę popielniczki z wciąż tlącymi się niedopałkami sportów i szpanerskich ongiś giewontów z filtrem oraz niedopite filiżanki ze śladami szminki najpiękniejszych kobiet Krakowa epoki dzieci kwiatów. Bo w tym ponurym, acz paradoksalnie szczęsnym czasie, jak już zamknięto Spatif, pod Gruszką zbierała się nad ranem starannie oddestylowana szpica krakowskich wagantów ściekających z nigdy niepoliczonych balów, rautów, bankietów, biesiad i popijaw by w towarzystwie mających sobie coś do powiedzenia ludzi z nazwiskami, fantazją, pieniędzmi, pod okiem ubeków, którzy byli wszędzie, strzelić strzemiennego nim jak pisała Agnieszka Osiecka „robotnicy wstaną”. I wszyscy byli radośni, choć nie było tlenu.

Bo w tym kultowym miejscu w tamtych trudnych czasach redaktorzy gazet, literaci i znani aktorzy, których łączyło luzackie poczucie humoru, polot, fantazja i upodobanie wolności dzielili stoliki z najpowabniejszymi kobietami tamtych lat. A o brzasku budzącego się poranka następował znany tylko pełnokrwistym birbantom magiczny przeskok iskry, po czym przychodził moment spontanicznego  zbratania niestrudzonych koryfeuszy krakowskiego snu nocy letniej ze zwariowanymi artystkami, zakręconymi intelektualistkami, wyzwolonymi emancypantkami, a także znudzonymi połowicami miejscowych notabli i uniwersyteckich ględziarzy.

I wtenczas…

Ech! Moje kochane szelmutki! Kończę, bo mi stygnie kawa.

Krzysztof Pasierbiewicz (em. nauczyciel akademicki)

Post Scriptum
A tym, którzy powiedzą, że napisałem dobrze o Gadowskim, bo mu się chciałem podlizać przesyłam stosowną piosenkę do słów Juliana Tuwima - vide: ( https://www.youtube.com/watch?... )

Post Post Scriptum
Dziękuję moim zdaniem najlepszemu obecnie poecie w Krakowie Adamowi Kawie, który podczas naszego dzisiejszego spaceru po buchających wiosną krakowskich Plantach z wielkim poważaniem mówiąc o Witoldzie Gadowskim podpowiedział mi motto dzisiejszej notki.

Post Post Post Scriptum
Żeby wszystko było jasne. Pisząc o Gadowskim, że "wygrał z systemem w pojedynkę" miałem na myśli, nie to, że tylko on walczył z systemem, lecz, to, że w tej jego walce nikt go nie wspierał i sam musiał się z tym systemem mierzyć.

Czytaj Także:
Ministra Kolarska-Bobińska karci jagiellońskich jajogłowych
http://salonowcy.salon24.pl/57...

GALERIA

...

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika JJC

12-05-2016 [20:26] - JJC | Link:

"a Gadowski, nie wiem, czy z aprobaty dla tego, co powiedziałem, czy ze strachu z lekka wybałuszył gały i gładko przeszedł do innego wątku."
..............
Jest jeszcze trzecia możliwość... Zgadnie Pan jaka, p.Krzysiu?

Obrazek użytkownika Tarantoga

12-05-2016 [20:37] - Tarantoga (niezweryfikowany) | Link:

1.Po raz pierwszy zgadzam sie cząstkowo z K.P. a to tylko na wiadomość,że mój UJ,zrobił szopkę z Wajdą...lewactwo i sk***syństwo!

2.W latach,o których pisze K.P. Pod Gruszką było gniazdem UB-ecji i kapusiów...na czterech przy stoliku,każdy pracował dla innego wydziału.A szefował tam wtedy...czołowy komuch i politruk...Bruno Miecugow...senior.

3.To samo było w Piwnicy...pamiętam sam z czasów mojej młodości,jak kiedyś wpadł tam premier J.Cyrankiewicz...takiej wazeliny i czołobitności...nawet za cara w Rosji nie było.

Majchrowski...podobno jest ciężko chory...i juz nie ma nic do gadania,ale Magistrat dałby sie pokroić za niego.

Co do opisu Krakowa by night i "turystów"...znowu się muszę zgodzić :-)

Wystarczy...bo K.P. będzie musiał lecieć do całonocnego z radości...

Obrazek użytkownika HenrykInny

12-05-2016 [22:46] - HenrykInny | Link:

Tam do dzisiaj panuje uklad po SBcki. W kolo Rynku , te wszystkie lokale , kamienice ... przyklad kamienica gdzie PAD jadl obiad . Kto jest wlascicielem ??? ... banda oprychow z mafii zw. "Kantor Wielopole". Klub "Dziennikarzy pod Grusza" to sto razy gorsze siedlisko niz "Barany". Tam byl jakby "sztab" i gniazdo UB pozniej SB i wszelkiej "masci" konfidentow skladajacych tam meldunki. Chyba nie przypuszczacie ze oni ta kamienice oddali. Malo tego oni sie jeszcze "rozepchneli" o kolejne ... ktos pamieta ... kamienica obok gdzie byla rest. "Trzy Rybki" ... i jeszcze i jeszcze ... jest troche tych dokonan.
Pasierbiewicz dal kolejne swiadectwo ... "who is who"

" gdzie w latach 60/70, na przekór draństwu i szpetocie komuny zostawiłem swą nieprzystojnie wartką młodość niebojącego się jutra szaławiły szczęśliwego chwilą, a także spory kawałek wątroby"

Tam prosze Panstwa nikt z uczciwych Krakowian nie chodzil. Tam wlasnie tak przyjmowano "konfidentow" z donosami ... wodka i czulymi obietnicami "opieki". Tam zalatwiono , realizowano wszelkie najpodlejsze zamiary. A dorabiano handlem waluta na "scianie". Starsi Krakowianie wiedza co to byla ta "sciana". Dlatego dzis paru zamoznych "biznesmenow" w Krakowie to dawni"cinkciarze z tej "sciany". Jeden z nich to nawet bardzo zamozny ... wymieniany na tej liscie najbogatszych.

Moglbym tu paru SBckich funkcjonariuszy po imieniu wymienic ... ale... po co. Dzis to powazni Rajcy miejscy , przedsiebiorcy , kupcy ... A i pelno wtedy i pozniej tam sie krecilo komuchow. B.Miecugow , L.Mazan , "por.Borewicz" , czyli B.Cieslak ... tak , tak ... aktorzy Trela i chyba ten "najznamienitszy" ... Stuhr !!!.
Moglbym tu opisac i slynnych prokuratorow komunistycznych stale tam przesiadujacych. Jeden z nich po glosnym skandalu o ...

Upsss ... zona zagladajac przez ramie mowi bym nie pisal. Powiedziala mi tak ... Jak zobaczysz ze Tuska prowadza w kajdankach to sobie pisz ...choc nie do konca ... bo ... No wlasnie bo !!!

W kazdym razie ta "pepowina" caly czas dziala. Chyba ze my te srodowiska "odetniemy" od wplywu na nasze zycie.
Ostatnio mialem o tym pisac w kontekscie zorganizowania jubileuszu wydawnictwa "Arcana" w tym Klubie. Pani Bochwic tak piala z zachwytu . Dzis strasznie "cierpi" ze na wymienionej liscie dziennikarzy inwigilowanych przez "sluzby" nie ma jej nazwiska . Okropnosc. Tak "spartolic".
Jakie to wszystko ... symptomatyczne.

Obrazek użytkownika bolesław

12-05-2016 [21:25] - bolesław | Link:

Szanowny Panie Krzysztofie.
Ja jednak do całonocnego pobiegłem.
Pozdrawiam serdecznie, bolesław.

Obrazek użytkownika HenrykInny

12-05-2016 [23:00] - HenrykInny | Link:

Nie moglem poprzednio bo ograniczenia wiec dodaje ... ten tytul ...

"Gadowski, nieustraszony dziennikarz, który wygrał z systemem"

Taki dla "kumatych" ... cooo ??? Tak to bloger okresla swoje pisanie. Boleslaw pewnie "lyknie" i nawet nie popije ...
ale reszta niech pomysli !!!.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-05-2016 [09:38] - Krzysztof Pasie... | Link:

@HenrykInny et consortes

„Tam proszę Państwa nikt z uczciwych Krakowian nie chodził…”
------------------------------------
Choć jest część prawdy o tamtych czasach i miejscach w Pańskim komentarzu, moim zdaniem najwięcej złego PIS-owi robią właśnie podobni Panu bigoci i bezjajeczni zawistnicy, dla których każdy, kto w młodości napił się na mieście wódki po 22-giej to ubek i skończony degenerat.

Mówił o tym także przedwczoraj pod Gruszką pan Witold Gadowski, który polemizował z panującą wśród „cnotliwych” krakowskich mieszczan opinią, że Pod Gruszką przesiadywała i nadal przesiaduje sama ubecja, bo jak powiedział pan Witold na przełomie lat dziewięćdziesiątych w Klubie Dziennikarzy pod Gruszką spotykali się regularnie walczący z komuną opozycjoniści i oddani Polsce bez reszty patrioci.

Widziałem, że spotkanie z Witoldem Gadowskim było nagrywane przez krakowski Klub Gazety Polskiej, więc zapewne niebawem będzie z tego spotkania filmowa relacja i będzie sobie Pan mógł sprawdzić, co dokładnie o historii Klubu Dziennikarzy pod Gruszką mówił Autor książki pt. „Lokal dla awanturnych”.

A na koniec Panu powiem, iż spodziewałem się Pańskiego komentarza, ale to nie moja wina drogi Panie, że przed laty w umiejących żyć wagantach durzyły się żony nudnych, jak flaki z olejem notabli i profesorów uniwersyteckich.

Więc na przyszły raz, jak Pan będzie na mój blog wchodził to z łaski swojej proszę na progu uważać, bo mi pan strasznie futrynę porysował.

A na koniec Panu powiem, że choćby Pan na porożu stanął to z Gadowskiego ubeka Pan nie zrobi.

Wasz czas drogi Panie już się bezpowrotnie skończył.

Obrazek użytkownika JJC

13-05-2016 [13:11] - JJC | Link:

Zawistnicy? No daj Pan spokój, p.Krzysiu... A jest jakiś powód?
Bo wszystko, czym Pan tutaj tak namolnie się zachwala to jest, niestety, imitacja i mitomaństwo. Pan nie może budzić zazdrości. Niech Pan nie marzy, to wykluczone. Pan może budzić najwyżej współczucie lub ironiczny uśmiech. A już chyba najbardziej ta domniemana "jajeczność", którą Pan, gość już bądź co bądź siedemdziesięcioletni, wciąż chełpi się jak niewyżyty smarkacz.

Obrazek użytkownika Krzysztof Pasierbiewicz

13-05-2016 [13:37] - Krzysztof Pasie... | Link:

@felicjan

Uderz w stół, a nożyce się odezwą