O BŁĄDZĄCYM PAPIEŻU, PROROCZEJ ATEUSZCE I WYZNAWCACH DEMONA.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Papieska intencja ogólna na styczeń A.D. 2016 została sformułowana w następującym brzmieniu:
„Aby szczery dialog między ludźmi wyznającymi różne religie przyniósł owoce pokoju i sprawiedliwości”.

Ostatnia scena krótkiego filmu stanowiącego obraz propagujący tę papieską intencję przeznaczona została na religijną symbolikę. Mamy ukazaną menorę - symbol judaizmu, jest muzułmański sznur modlitewny (subha/tasbih/misbah), jest posążek Buddy na dłoniach buddyjskiej kapłanki; ksiądz katolicki prezentuje natomiast lalkę noworodka mającą symbolizować chrześcijaństwo.

Wyłączając ludzi złej woli, wszyscy rozsądni i normalni pragną sprawiedliwego pokoju w świecie. Trudno zatem mieć zastrzeżenia, iż Papież (zwłaszcza On) dostrzegając zagrożenia dla pokoju i sprawiedliwości (właściwie brak jednego i drugiego), widzi potrzebę działania w kierunku pojednania ludzi różnych kultur i religii.
Trzeba jednak postawić pytanie o granice takich działań, szczególnie, gdy podejmuje je najważniejszy wyznawca Chrystusa – Następca Świętego Piotra, prowadzący wszystkich wiernych. Jak daleko wolno się posunąć w chwalebnych zabiegach o pokój, aby integralność Bożego Objawienia nie została naruszona? Czy pokój jest wartością samą w sobie, tak absolutną, iż należy dążyć do jego osiągnięcia za wszelką cenę? Czy nie istnieją wartości nadrzędne, z których zrezygnować nie wolno nawet w imię pokojowego dialogu?
Wreszcie, czy od Głowy Kościoła, w stosunku do innowierców, oczekujemy wyłącznie gestów „wyciągania ręki” i „nadstawiania drugiego policzka”, czy raczej, kierowania Chrystusowym Kościołem właśnie w oparciu o integralność ewangelicznego przepowiadania, w którym przecież zawarty jest, jakże bogaty zasób życiowego pragmatyzmu – drogowskaz, jak postępować w określonych sytuacjach i w stosunku do określonych ludzi? Oraz, czy od Papieża, Pasterza, który winien nas prowadzić prostą drogą, nie należy oczekiwać także perspektywy oglądu rzeczywistości w oparciu o określone doświadczenie historyczne, polityczne, po prostu życiowe, dopuszczające, i uwzględniające konieczność korekty błędów przeszłości?

Podsumowując to, być może przydługie wprowadzenie, należy dokonać konstatacji, iż trzeba się zgodzić ze Stolicą Apostolską w dostrzeganiu pilnej konieczności działań na rzecz pokojowego współistnienia. Jednak zaprezentowany (i niejako nakazany, wszak mamy do czynienia z Głową Kościoła) scenariusz dialogu powoduje oczywisty dysonans w stosunku do Bożego Objawienia w Jezusie Chrystusie, którego – jako Mesjasza, Jedynego Zbawiciela człowieka - jesteśmy wyznawcami. Nie sposób także pominąć pewnego zakłopotania w związku z historycznymi konotacjami obranej przez papieża Franciszka drogi, ujętej symbolicznie, lecz przecież zarazem praktycznie, w papieskim filmie.

W tym, dość szczupłym opracowaniu, nie będę analizował całości treści papieskiego obrazu, choć na podstawie doświadczenia rzeczywistości wiemy dokładnie, jak  - niezależnie od piękna użytych wyrażeń- deklaracje wyznawców innych niż chrześcijaństwo religii pozostają puste, a niektóre sformułowania, nawet wypowiedź samego Papieża, rażą wręcz politycznie poprawną nowomową (”inaczej wierzący”, „wierzę w miłość”, „ szeroka gama religii”, „spotykając Go [Boga] w inny sposób”- w odniesieniu do innowierców), przy jednoczesnym braku aktu katolickiej konfesji; pragnę skupić się na użytej w filmie symbolice – w nieco, być może, szerszym kontekście.

Mamy więc w filmie katolickiego księdza, który ukazuje w swych dłoniach lalkę, która choć czule symbolizuje nowonarodzonego Jezusa nie stanowi pełnego wyznania wiary, ani definitywnego symbolu wyróżniającego chrześcijaństwo.
Należy tu od razu uprzedzić jeden z  ewentualnych tropów  egzegezy wyboru takiej symboliki: niestety, nic nie tłumaczy powoływanie się na przeżywany właśnie w tym okresie czas Bożego Narodzenia, bo nie o moment przesłania tu chodzi, ale o pełnię chrześcijańskiego Credo. Jezus przyszedł na świat w ludzkiej postaci, i w to wierzymy, ale Jego Boskość i wiarygodność Bożego Słowa  objawia się w pełni dopiero w Krzyżu i Zmartwychwstaniu, w Jego „Wykonało się !’’ (J 19,30),a pełnia naszego wyznania wiary w obrazie Krzyża i Ukrzyżowanego- Zmartwychwstałego.
Jak pisze kardynał Joseph Ratzinger we wspaniałym dziele „Duch liturgii” wydanym w 2000r ( wyd. polskie 2002r.):
„ Znak krzyża łączymy z wyznaniem Trójjedynego Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego(…) Krzyż jest znakiem Męki, jest jednak równocześnie znakiem Zmartwychwstania; jest udzieloną nam przez Boga podporą, jest mostem, po którym kroczymy nad otchłanią śmierci i wszelkimi zagrożeniami zła, i po którym możemy dojść do Niego. Zostaje on uobecniony w chrzcie, w którym wchodzimy w równoczesność z krzyżem i zmartwychwstaniem Chrystusa( Rz6,1-14). Jak często czynimy znak krzyża, tak często przyjmujemy na nowo nasz chrzest; Chrystus z krzyża przyciąga nas niejako do siebie ( J12,32), a tym samym do wspólnoty z Bogiem żywym. Chrzest i znak krzyża, będący poniekąd streszczeniem oraz ponownym przyjęciem chrztu, są przede wszystkim wydarzeniem Bożym: Duch Święty prowadzi nas do Chrystusa, Chrystus otwiera nam bramę do Ojca. Bóg nie jest już Bogiem nieznanym; ma imię. Wolno nam Go wzywać, a On wzywa nas.
Możemy więc powiedzieć, że w znaku krzyża wraz z wezwaniem trynitarnym streszczona jest cała istota chrześcijaństwa, że przedstawione jest to, co stanowi wyróżnik chrześcijaństwa.” ( „ Duch liturgii”; cz.IV "Kształt liturgii",rozdz.2 „Ciało i liturgia”; podrozdz.2 „ Znak krzyża”- wyd. Christianitas str. 159).

Potwierdza tę prawdę (czyż, nie jest to chrześcijańska oczywistość?) papież Franciszek w encyklice „Lumen Fidei” :
„45. (…) pomyślmy przede wszystkim o treści Credo. Ma ono strukturę trynitarną : Ojciec i Syn jednoczą się w Duchu miłości.(…) Ponadto Credo zawiera również wyznanie chrystologiczne : wymieniane są tajemnice życia Jezusa aż do Jego Śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia, w oczekiwaniu na Jego ostateczne przyjście w chwale.”-(„Lumen Fidei”, cz.III ”Przekazuję wam to, co przejąłem”, rozdz. „Sakramenty i przekaz wiary”).

Natomiast, kulminacyjny moment naszej wiary należy sytuować w Męce i Śmierci Pana. Raz jeszcze papież Franciszek:
 „16. Najwyższym dowodem wiarygodności miłości Chrystusa jest Jego śmierć za człowieka. Jeśli oddanie życia za przyjaciół  jest najwyższym dowodem miłości, Jezus ofiarował swoje za wszystkich, również za tych, którzy byli nieprzyjaciółmi, by w ten sposób przemienić serce. Oto dlaczego Ewangeliści godzinę Krzyża postrzegali jako szczytowy moment spojrzenia wiary : w tej godzinie jaśnieje blask wielkości i głębi Bożej miłości. Św. Jan tutaj umieści swoje uroczyste świadectwo, gdy wraz z Matką Jezusa patrzy na Tego, którego przebili.(…) A jednak to właśnie przez kontemplowanie śmierci Jezusa umacnia się wiara, otrzymując olśniewające światło, gdy jawi się ona jako wiara w Jego niewzruszalną miłość ku nam, zdolną wejść w śmierć, aby nas zbawić.” – ( „Lumen Fidei”, cz. I „Myśmy uwierzyli miłości”, rozdz. „Pełnia wiary chrześcijańskiej”).

Krzyż jest znakiem miłości i wybawienia zarówno w wymiarze wspólnotowym, jak i indywidualnym, lecz jest zarazem symbolem kosmicznym, obejmującym całość wszechświata, początkiem i końcem. Niech ponownie „przemówi” kardynał Ratzinger:
„W opisanej tu wizji ( Księga Ezechiela 9,4 – przypis mój, A.W.) sam Bóg mówi do swego posłańca (…) „Przejdź przez środek miasta, środek Jerozolimy i nakreśl  ten znak Taw na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi.”
 W przeraźliwej katastrofie, która ma nastąpić, ci, którzy nie mają udziału w grzechu świata, lecz ze względu na Boga cierpią z jego powodu i zachowują doń dystans, mają zostać opieczętowani  ostatnią literą hebrajskiego alfabetu, Taw, zapisywaną w kształcie krzyża („T”, „+” lub „X”). Litera Taw, która rzeczywiście miała kształt krzyża, stała się znakiem przynależności do Boga(…)

Ojców Kościoła z greckiego obszaru kulturowego jeszcze silniej poruszyło inne odkrycie. U Platona odnaleźli oni zastanawiające wyobrażenie krzyża wpisanego w kosmos.(…) Dwa wielkie ruchy ciał niebieskich, które znała antyczna astronomia – ekliptyka ( wielkie koło na sferze niebieskiej, po którym odbywa się pozorny ruch słońca) oraz orbita ziemi przecinają się, tworząc razem grecką literę chi, która także ma kształt krzyża ( czyli „X”). W kosmos jako całość wpisany jest znak krzyża. Platon , podążając za starsza tradycją, połączył to z obrazem bóstwa. Demiurg ( stworzyciel świata) rozpostarł duszę świata „ w kształcie litery X w całym wszechświecie”. Pochodzący z Palestyny św. Justyn Męczennik, pierwszy filozof wśród Ojców († ok. 165r.), odkrył te teksty Platona i nie wahał się odnieść ich do nauki o Bogu Trójjedynym i Jego historiozbawczym działaniu w Jezusie Chrystusie. Justyn dostrzega w wyobrażeniu demiurga i duszy świata przeczucie tajemnicy Ojca i Syna, które wymaga korekty, ale i taką korektę dopuszcza. To, co Platon mówi o duszy świata, Justynowi wydaje się zapowiedzią przyjścia Logosu, Syna Bożego. Stąd też Justyn powiada, że znak krzyża, który spaja całe stworzenie, jest najważniejszym symbolem panowania Logosu. A zatem krzyż Golgoty stanowi część struktury kosmosu; narzędzie męki, na którym umarł Pan, wpisane jest w strukturę wszechświata. Kosmos mówi nam o krzyżu, a krzyż rozwiązuje nam zagadkę kosmosu. Jest on właściwym kluczem do całej rzeczywistości.” ( kard. J. Ratzinger – „Duch liturgii”; rozdz.2 – „Ciało i liturgia”; podrozdz. 2 – „Znak krzyża’; w wyd. Christianitas str.str.161/162).

Zatem, w Starym Testamencie odnajdujemy antycypację Krzyża jako znaku wybawienia; Bóg postanowił przemówić do wszystkich ludzi na świecie poprzez wydarzenie Jezusa z Nazaretu, Jego Śmierć i Zmartwychwstanie, zaś na przestrzeni wieków chrześcijaństwa w wizjach świętych mistyków odnajdujemy zapowiedź ukazania się na niebie znaku Krzyża jako blasku chwały ostatecznego  przyjścia Pana. Krzyż jest więc autentycznym początkiem i końcem; znakiem Bożych ramion obejmujących cały wszechświat. Bez Krzyża, i Zmartwychwstania nie ma chrześcijaństwa, bo bez niego nie istnieje nadzieja:
„A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.” ( 1 Kor 15, 14 )

Kto to pojął (i uwierzył) nie jest już w stanie nie głosić Chrystusowego Krzyża w każdej okoliczności:
„ Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego.” (1 Kor 2,2)

Daremne jest więc świadectwo wiary, które dopuszcza pomijanie Krzyża i do takiego aktu się posuwa. Rozumiał to doskonale Św. Jan Paweł II, gdy wzywał (Polaków, lecz przecież nie wyłącznie  nas): „Brońcie Krzyża!”. Zapewne nie przypuszczał, że efektem kolejnych ustępstw wobec innowierców, skutkiem prymatu spolegliwości nad prawdą, będzie kiedyś dramat konieczności kierowania tego wezwania  w stronę Stolicy Apostolskiej.

A przecież papież Franciszek doskonale rozumie, że nie istnieje prawdziwe świadectwo bez stałego odniesienia do prawdy:
„25. Przypomnienie o więzi wiary z prawdą jest dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebne, właśnie z powodu kryzysu prawdy, jaki przeżywamy.”- („ Lumen Fidei”, cz. II „Jeżeli nie uwierzycie, nie zrozumiecie”, rozdz. „Wiara i prawda”).

Czy, w świetle tego, co już zostało tu przywołane, chrześcijańskie świadectwo bez Krzyża jest w ogóle możliwe? Czy istnieje prawda naszego wyznania poza Krzyżem? Czy świadectwo pomijające Krzyż jest jeszcze świadectwem chrześcijańskim, czy już tylko jego kiepskim falsyfikatem, objawem postępującej kapitulacji?

Krzyż jest symbolem Jezusa Chrystusa, Jedynego Zbawiciela ludzkości, stając się przez to Znakiem Jego wyznawców; to Krzyż jest Znakiem Miłości, jedynej poza którą mogą występować jedynie jej marne substytuty; to Krzyżem jesteśmy błogosławieni i znakiem Krzyża błogosławimy innych. Lecz jest też Znakiem, któremu „sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34).
Kardynał Ratzinger- Benedykt XVI zachęca, aby powrócić do pięknej tradycji (i ją wzmocnić) błogosławienia siebie nawzajem znakiem Krzyża w naszej codziennej egzystencji:
„ Myślę, że błogosławienie znakiem krzyża jako pełnoprawny wyraz kapłaństwa powszechnego wszystkich ochrzczonych powinno na nowo i z większą siłą wkroczyć do codziennego życia i nasycić je mocą Chrystusowej miłości”-  ( kard. Joseph Ratzinger – „Duch liturgii”, cz. IV „Kształt liturgii”, rozdz. „Ciało i liturgia”, podrozdz. 2 „ Znak Krzyża”, wyd. Christianitas str.164).

To wyjątkowo przykre, że Głowa Kościoła katolickiego, papież Franciszek, który tak często apeluje, zresztą zupełnie słusznie, abyśmy wyzbyli się ducha światowości, ducha tego świata, który jest duchem demonicznym, właśnie w myśl światowej poprawności  ukrywa Krzyż, aby nie drażnić tych, którzy mu się „sprzeciwiają”.
Figurka, choćby najczulej symbolizująca nowonarodzonego Jezusa nie stanowi o istocie chrześcijaństwa, bo narodzenie Boga w ludzkiej postaci to tylko część naszej wiary, która swą pełnię osiąga dopiero w Krzyżu – symbolu Męki, lecz także symbolu zwycięstwa miłości i sprawiedliwości. Dopiero Krzyż jest pełnią wyznania wiary w Tego, w Którego wierzymy – Boga w Trójcy Jedynego. Z ujmującą prostotą trafności sformułował  to Erich Dinkler (1909 – 1981):  „Całe wyznanie wiary streszcza się w jednym znaku.”

Czy można zatem, jeszcze bardziej oddalić się od wyznania chrześcijańskiej wiary niż pomijając Krzyż, zastępując go lalką, która nie będzie denerwować innowierców, bo symbolizując przyjście Jezusa na świat nie przesądza zarazem – w ich interpretacji - o Jego boskości (nie zaprzeczają przecież Jego narodzeniu lecz Jego Zmartwychwstaniu oraz temu, że jest Bogiem)?
Co papież Franciszek ma do przekazania tym, którzy w imię miłości do Chrystusowego Krzyża wciąż oddają życie i cierpią prześladowania? Czyżby ewangeliczne przepowiadanie – „ Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10, 28-33 )pod tym pontyfikatem zostało już  zdeprecjonowane, lub też miałoby zostać unieważnione?
Czy ukrycie Krzyża, a zarazem wspólne wyznanie – „wierzę w miłość” - dokonane w filmie przez katolickiego księdza oraz przedstawicieli trzech innych religii - judaizmu, buddyzmu i islamu – ma przekonywać, że wyznajemy tożsame wartości, a międzyreligijny pokój jest możliwy do osiągnięcia pod warunkiem usunięcia jedynej przeszkody – „ prowokacyjnego” drażnienia Krzyżem?

Deklaracja miłości, zwłaszcza w ustach wyznawcy religii, która wzywa - a wielu muzułmanów to wezwanie praktycznie realizuje - do nawracania przy użyciu siły, gdy prawdziwy Znak miłości i miłosierdzia, za który chrześcijanie wciąż oddają życie zostaje w filmie wypchnięty poza widzialną perspektywę, jest poniżeniem chrześcijańskich Męczenników, a zważywszy na papieską aprobatę, taki scenariusz jawi się niczym ponure szyderstwo. Jak mogą czuć się współcześni prześladowani za wiarę, widząc tak zakłamujący rzeczywistość obraz autorstwa Stolicy Piotrowej?

Jezus Chrystus nie obłaskawiał współwyznawców zabójców unikając prawdy o ofiarach ich „braci w wierze”, nie przemilczał prawdy o zamordowanych męczennikach, aby układać się ze spadkobiercami oprawców:
„ Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych,, i mówicie: "Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie byliśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków". Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków! Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle? Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych. Jednych z nich zabijecie i ukrzyżujecie; innych będziecie biczować w swych synagogach i przepędzać z miasta do miasta. Tak spadnie na was wszystka krew niewinna, przelana na ziemi, począwszy od krwi Abla sprawiedliwego aż do krwi Zachariasza, syna Barachiasza, którego zamordowaliście między przybytkiem a ołtarzem.”( Mt 23, 29-35).
Tylko prawda posiada wyzwalającą moc, a próba budowania na koniunkturalnych półprawdach, fałszywych przemilczeniach, czy pełnych kłamstwach jest daremnym trudem, szkodliwą chimerą.

Papieski film to także niepokojący objaw wskazania na fałszywy kierunek, jaki może zostać nadany działaniom Stolicy Apostolskiej w rozpoczętym  Roku Miłosierdzia. To już się zresztą dzieje od pewnego czasu, a symptomatyczna  była tu wypowiedź watykańskiego sekretarza stanu, kardynała Pietro Parolina o włączeniu muzułmanów w obchody Roku Miłosierdzia:
„Miłosierdzie jest najpiękniejszym imieniem Boga muzułmanów, którzy mogą brać udział w tym Świętym Roku, zgodnie z pragnieniem papieża – dodał sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej.”

Nie rozwodząc się nad wyrażeniem o „Bogu muzułmanów” w ustach wyznawcy Jedynego Boga, nie można pozostawać głuchym na kłamstwo stwierdzenia o miłosierdziu jako rzekomym przymiocie Allaha, nie tylko ze względu na doświadczenie praktyki życia jego wyznawców, lecz przede wszystkim skupiając się na źródle muzułmańskiej wiary..
Nadszedł moment, aby po raz pierwszy zacytować tytułową proroczą ateuszkę, Orianę Falacci (1929 – 2006):
„To Koran, a nie moja ciotka, nazywa nie-muzułmanów „niewiernymi psami”. To Koran, nie moja ciotka, skarży się na nich, że śmierdzą jak małpy i wielbłądy. To Koran, nie moja ciotka, zachęca swoich wyznawców, by ich eliminowali.(…)
Zechciejcież wreszcie wbić sobie do głowy tę prostą, niedwuznaczną, bezsporną prawdę! Wszystko to, co muzułmanie wyrządzają nam i sobie, jest wymagane lub sugerowane przez Koran. Dżihad, inaczej święta wojna. Przemoc, odrzucanie demokracji i wolności. Porażające zniewolenie kobiet. Kult śmierci, pogarda dla życia.
I proszę mi nie odpowiadać, tak jak robią to cwaniacy zakładający istnienie islamu umiarkowanego, że Koran ma różne wersje. Proszę go przeczytać od deski do deski. W każdej wersji jego istota jest ta sama. I gdzież w tym wszystkim jest ukryta religia pokoju? Gdzież ukryte jest miłosierdzie Allaha?”
- (wywiad ukazał się w Przeglądzie Powszechnym nr 9 (1009) 2005, s. 28-42; tłum. O. Andrzej Majewski SJ; odredakcyjny tytuł wywiadu – „Ktoś musi o tym powiedzieć”).

Zatem,Stolica Apostolska ukrywa Krzyż w jakimś utopijnie rozumianym dążeniu do międzyreligijnego pokoju, zapominając, że autentyczny pokój nie jest możliwy do osiągnięcia poza wiarą w Tego, który jedynie jest Prawdą, Drogą i Życiem. A gdyby nawet poza Nim był , w kategoriach tego świata, możliwy do osiągnięcia w jakimś, krótszym lub dłuższym czasowym przedziale, to nie oportunistyczny pokój (w takim ujęciu, trzeba raczej mówić o substytucie pokoju - względnym  spokoju) jest wartością absolutną, ani wartości samej w sobie nie stanowi dążenie do jego osiągnięcia za wszelką cenę, lecz – wierzymy przecież – że  celem jest zbawienie duszy, ową absolutną wartością ponad wszystkie inne, dlatego nie zostaliśmy powołani do utwierdzania błądzących w ich błędach (mała to wiara, która zakłada, iż nie da się tu nic zrobić) , które – według Objawienia Trójjedynego Boga – skazują błądzących na wieczne potępienie:
" I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni"( Dz. 4,12).

Jeśli nie głosimy tej prawdy także wobec innowierców, w poprawnościowym schemacie tego świata starając się nie urazić rzekomej wrażliwości ich wiary (w kogo lub w co, właściwie?), to nie jest to żaden gest miłości, ani przejaw miłosierdzia, lecz jakiś fatalny falsyfikat. Uczynki miłosierdzia co do duszy nakazują nam bowiem „grzesznych upominać”, a wskazanie takie zostaje wywiedzione wprost z Bożego Objawienia:
"Jeśli  [bezbożnego] nie upomnisz, aby go odwieść od jego bezbożnej drogi i ocalić mu życie, to bezbożny ów umrze z powodu swego grzechu, natomiast Ja ciebie uczynię odpowiedzialnym za jego krew. Ale jeślibyś upomniał bezbożnego, a on by nie odwrócił się od swej bezbożności i od swej bezbożnej drogi, to chociaż on umrze z powodu swojego grzechu, ty jednak ocalisz samego siebie." (Ez 3,18b-19)

Czy jest większy grzech niż bałwochwalstwo, odrzucenie prawdziwego Boga, a przynależna wyłącznie Jemu cześć ofiarowana bogom fałszywym, którzy – jak to ujął za świętym Augustynem kardynał Ratzinger – są „jedynie maskami demonów, które narzuciły człowiekowi cześć dla pieniądza i egoizm, w ten sposób wpajając mu „służalczość” i zabobonność”? („Duch liturgii”; cz. IV „Kształt liturgii”, rozdz.”Ciało i liturgia”, podrozdz. 3 „Postawy – Klęczenie. Prostratio”; wyd. Christianitas str.165).

Ponownie niech „przemówi” Prorocza Ateistka:
„ (…) Allah nie ma przecież nic wspólnego z Bogiem chrześcijan. Nic a nic. Nie jest on ani bogiem dobrym, ani bogiem ojcem. Jest to bóg zły, bóg władca. Istot ludzkich nie traktuje jak swoje dzieci. Traktuje je jak poddanych, jak niewolników. I nie uczy je miłości. Uczy nienawiści. Nie uczy szacunku, uczy pogardy. Nie uczy bycia wolnymi. Uczy posłuszeństwa. (…)” ( Oriana Falacci, fragment wywiadu uprzednio cytowanego;  trzeba będzie jeszcze powrócić do tego cytatu, lecz w szerszym ujęciu).
Tak, naprawdę możliwe jest „spotkanie” Papieża i kobiety, która określała się jako „ateistka”, „spotkanie”, które arcybiskup tytularny Rino Fisichella swego czasu określił jako spotkanie na „płaszczyźnie Rozumu” , a do którego doszło później także dosłownie, „twarzą w twarz” („Ratzinger i Oriana – spotkanie dwóch wolnych myśli”, wywiad z arcybiskupem R. Fisichellą, „Corriere della Sera” 2005r)..

Odsunięcie Chrystusowego Krzyża poza widzialny obraz jako niepożądanej – w danym momencie - Prawdy, nie tylko nie stanowi przejawu miłości i nie jest  znakiem miłosierdzia, lecz jego zaprzeczeniem, ale jest też znakiem kapitulacji, o której tak oto mówi Roberto de Mattei:
„Miłosierdzie jest wielką, chrześcijańską cnotą. Ale jeśli jest ona wyemancypowana ze związków z cnotami sprawiedliwości i męstwa, staje się kościelnym odpowiednikiem świeckiej kultury kapitulacji. Jest ona dziś wyrażana w wielu różnych dewiacjach kulturowych i moralnych, w tym poprzez satanizm – antyreligię (…)”

Ten kapitulancki koniunkturalizm można też ulokować w pewnym odniesieniu historycznym: herezja ikonoklazmu nie  była posadowiona wyłącznie na fundamencie teologicznego błędu, ale – jak pisze kardynał Joseph Ratzinger- wynikała także  z pewnego – jakkolwiek wątpliwego - pragmatyzmu władców:
„ Z jednej strony ikonoklazm wynikał z motywów prawdziwie religijnych, z niezaprzeczalnego zagrożenia swoistym uwielbieniem obrazu, z drugiej strony jednak – z bieżącej sytuacji politycznej. Cesarzom Bizancjum zależało, aby niepotrzebnie nie prowokować muzułmanów i Żydów. Zwalczanie obrazów mogło przyczynić się do wzmocnienia jedności cesarstwa i poprawy stosunków z jego muzułmańskimi sąsiadami. Oficjalne stanowisko było więc takie: nie wolno sporządzać wizerunków Chrystusa. Jedynie znak krzyża ( bez Ukrzyżowanego) może być, by tak rzec, Jego pieczęcią.” ( „Duch liturgii”; Cz. III – Sztuka i liturgia, rozdz. I „Problem obrazów” ; wyd. Christianitas str.109).
I właśnie nie w materii teologicznej, ani nie w ścisłym związku braku Krzyża w papieskim przesłaniu z zakazem kultu obrazów, czy nakazem czczenia Krzyża, lecz bez postaci Ukrzyżowanego w ikonoklazmie, lecz właśnie w tych błędnych założeniach pragmatycznych (tak, póki co przyjmuję) można dostrzec uderzającą analogię.
Warto jednak dokonać konstatacji, że „Sobór Nicejski II i wszystkie następne synody uznały ikonoklazm za odrzucenie wyznania Wcielenia oraz sumę wszystkich herezji” – (J. Ratzinger- „Duch liturgii”).

W naszym „tu i teraz” warto wreszcie dostrzec realia braku pokoju, którego doświadczają boleśnie przede wszystkim chrześcijanie. Jedynie jakiś rodzaj zaślepienia może prowadzić do fałszywego wniosku, że istnieje możliwość autentycznego pokoju  z wyznawcami religii muzułmańskiej, bo występują w niej jakoby nurty antyradykalne, umiarkowane, a islamski radykalizm jest jedynie - choć głośnym- to jednak marginalnym wynaturzeniem. Ten objaw ślepoty politycznej  poprawności (która niestety powoduje także deformację postrzegania u części duchowieństwa Kościoła katolickiego) odsuwa poza obszar prezentowanego nam obrazu (i poza obszar dyskusji) fakt, że islam jest religią zbrodniczej agresji już u swego koranicznego założenia. Ten sam objaw ślepoty podsuwa nam sofizmat o „miłości” wyznawców Allaha (np. w papieskim filmie), i ten sam objaw ślepoty nakazuje nie łączyć napadów na kobiety w niedawną sylwestrową noc z problemem muzułmańskich tzw. uchodźców. Na kłamstwie nie uda się nic zbudować, a unikanie prawdy nie spowoduje, że kłamstwo przejmie jej atrybuty, zaś ona sama przestanie nas dosięgać poprzez potwierdzające ją wydarzenia. Kłamstwo może czasowo zająć miejsce prawdy, lecz nigdy się nią nie stanie, natomiast efekty takiej uzurpacji muszą, wcześniej czy później, okazać się bolesne, tym bardziej im dłużej na taką uzurpację  pozwalamy.

Oto jeszcze jeden, tym razem dłuższy cytat z przywołanego już wywiadu z Orianą Falacci
„Proszę posłuchać. W artykule: „Wróg, którego traktujemy jak przyjaciela”, w pewnym momencie zwracam się bezpośrednio do Ratzingera… Oh! przepraszam! do papieża Benedykta XVI (…)
 I mówię mu: „Wasza Świątobliwość! Zwraca się do Ciebie osoba, która darzy Cię wielkim podziwem, która Ciebie lubi i zgadza się z Tobą w wielu sprawach. Osoba, która z tego powodu jest wyszydzana i zyskała sobie przydomek ateistki-dewotki, laika-świętoszka, liberała-klerykała. Osoba, która także rozumie politykę i jej uwarunkowania. Osoba, która zdaje sobie sprawę z dramatu przywództwa, jak również związanych z nim kompromisów. Osoba, która szanuje niezłomność wiary. Ale, bez względu na to wszystko, następujące pytanie i tak muszę zadać: Czyżbyś naprawdę wierzył, że muzułmanie zgodzą się na dialog z chrześcijanami, więcej, z innymi religiami czy z ateistami, jak w moim przypadku? Czyżbyś naprawdę wierzył, że są w stanie się zmienić, opamiętać, zaprzestać podkładania bomb?”(…)

Ech! Papież Ratzinger, przepraszam, papież Benedykt XVI, wie o tym lepiej ode mnie. Wystarczy poczytać jego książki, poznać to, co pisze na temat Europy, zrozumieć jego apel, jaki kieruje do Europy, aby pojąć, że wie o tym lepiej ode mnie. Lepiej od nas wszystkich! Problem tkwi w tym, że znajduje się on w bardzo trudnym położeniu, być może w najtrudniejszej sytuacji, z jaką może mieć do czynienia współczesny przywódca. Trudnym z teologicznego i filozoficznego punktu widzenia. Trudnym po ludzku i z perspektywy politycznej. Stoi on przecież na czele Kościoła, który opiera swoją wiarę na miłości i przebaczeniu.(…)
A jednak ja ufam Ratzingerowi, Benedyktowi XVI. Jest to człowiek zbyt inteligentny, by nie zdawał sobie sprawy z tego, iż Odrodzenie Islamu, jeśli dorośnie do takich rozmiarów, jak w epoce imperium osmańskiego, przybierze charakter nowego nazizmu. Papież Ratzinger jest zbyt inteligentny, by nie wiedzieć, że podejmowanie dialogu, czy też łudzenie się możliwością tegoż z nowym nazizmem, oznacza ten sam błąd, jaki Wielka Brytania Chamberlaina i Francja Daladiera popełniły w 1938 r.
Łudząc się, co do możliwości pertraktacji z Hitlerem, Francja i Wielka Brytania podpisały Układ Monachijski, aby już w rok później widzieć Polskę zajętą przez nazistów.(…)

Chodzi mi jedynie o uświadomienie ludziom niezłomnej wiary, że samoobrona jest usprawiedliwioną obroną. Że nie jest grzechem. Że gdy zachodzi taka potrzeba, to także człowiek święty ma prawo podnieść głos i zachować się jak Jezus Chrystus, który w Świątyni traci cierpliwość, wywraca stragany przekupniów, może nawet rąbie kogoś w nos.(…)
Ja nie pojmuję względów, z jakim wy, katolicy, odnosicie się do Koranu. Nie rozumiem szacunku, jaki okazujecie Mahometowi. Przecież Chrystus i Mahomet, to nie dwaj koledzy, którzy ucztują sobie w Raju albo Dżannie. Nie pojmuję tego waszego wybiegu, tego upartego mówienia o Jedynym Bogu.(…)
Allah nie ma przecież nic wspólnego z Bogiem chrześcijan. Nic a nic. Nie jest on ani Bogiem dobrym, ani Bogiem Ojcem. Jest to bóg zły, bóg władca. Istot ludzkich nie traktuje jak swoje dzieci. Traktuje je jak poddanych, jak niewolników. I nie uczy je miłości. Uczy nienawiści. Nie uczy szacunku, uczy pogardy. Nie uczy bycia wolnymi. Uczy posłuszeństwa.(…)

Oto dlaczego utrzymuję, że dialog z islamem jest niemożliwy i dlaczego odrzucam bajki o Islamie umiarkowanym. O islamie, który czasem łaskawie potępia zamachy, ale do tego potępienia zawsze dodaje jakieś „ale”, jakieś „jednakże”.
Oto dlaczego współżycie z wrogiem, którego traktujemy jak przyjaciela, jest chimerą, a słowo „integracja” kłamstwem. Oto dlaczego łudzenie się co do możliwości dialogu z nimi, znaczy tyle, co podpisanie Układu monachijskiego z Hitlerem, oznacza powtórzenie błędu Chamberlaina i Daladiera. Oto dlaczego stale mówię o nazizmie islamskim i przywołuję Churchilla, który mawiał: „Przelejemy łzy i krew”. Oto dlaczego utrzymuję, że ich nazizm to nie kwestia rasowa, etniczna, to kwestia religijna(…)”
- (fragment  uprzednio cyt. wywiadu z Orianą Falacci- „Ktoś musi o tym powiedzieć”; całość wywiadu – link pod tekstem).

Czyż unikanie prezentacji Krzyża - Znaku wyznania naszej wiary, naszego wyzwolenia  i naszego zbawienia, nie jest zarazem potwierdzeniem słów Oriany Falacci, przyznaniem, że możliwość pokojowego współistnienia i autentycznego dialogu chrześcijan z innowiercami, a zwłaszcza z wyznawcami antyludzkiej koranicznej trucizny jest utopią? Czyż zwolennicy tej szkodliwej utopii – jakkolwiek brną w jej niebezpieczne zaułki coraz głębiej – aktem ukrycia Krzyża nie przyznają się jednocześnie do swej porażki?
Czy pominięcie Krzyża nie stanowi  zarazem nieprzezwyciężalnej sprzeczności z samą papieską intencją, czyż nie jest jej absolutną negacją?
Czyż uznanie konieczności ukrycia Znaku, „któremu sprzeciwiać się będą”( Łk 2,34) nie jest jednocześnie fundamentalnym zaprzeczeniem „szczerego dialogu", oraz przyznaniem, że nadzieja na „owoce pokoju i sprawiedliwości” jest wyłącznie iluzją?

 
https://www.youtube.com/watch?v=GYQ15bpnzQE
http://www.fronda.pl/a/papiez-...
http://www.blogpowszechny.pl/2007/12/06/oriana-fallaci-ktos-musi-o-tym-powiedziec
http://www.fronda.pl/a/watykan-pisze-do-hinduistow-zeby-sie-nawrocili-nie,59998.html
http://www.fronda.pl/a/roberto-de-mattei-milosierdzia-nie-mylic-z-odruchem-kapitulacji,61367.html
http://www.fronda.pl/a/de-matt...

YouTube: 
Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika NASZ_HENRY

17-01-2016 [10:36] - NASZ_HENRY | Link:

Islam jest sprowadzany do Europy bo ateiści nie dają sobie rady w tworzeniu nowego porządku ;-)

Obrazek użytkownika Andrzej W.

17-01-2016 [20:16] - Andrzej W. | Link:

Chcieli i nam POdarować POmoc, lecz już im PO-dziękowaliśmy.

Obrazek użytkownika OLI

17-01-2016 [11:12] - OLI | Link:

Zgadzam się w pełnej rozciągłości. W moim prywatnym oglądzie sprawa kierunku, w którym popycha Kościół papież, wygląda całkiem jednoznacznie: jesteśmy spychani na bezdroża i to w taki sposób, żeby już nie było odwrotu.
I sądzę ponadto, że papież się nie myli; papież wszystko czyni świadomie, bo jego działanie układają się w konsekwentny ciąg logiczny.
Nie będę wyliczać wszystkiego, bo musiałabym napisać tekst równy objętościowo Pańskiej notce.
Mrzonki o religijnym ONZ-cie, żydowscy doradcy papieża, niszczenie władzy papieża, milczenie w sprawie mordowanych masowo chrześcijan - to nawet nie jest początek tej listy.
Do tego mamy krytykę wierności doktrynie, stawianie na głowie nauki Kościoła zarówno w obszarze objaśniania Ewangelii, jak i przez manifestacyjne dawanie pierwszeństwa grzechowi przed wiernością Bogu (w odniesieniu do homoseksualistów:obcałowywanie po rękach i trzymanie się za rączkę; w odniesieniu do publicznych jawnogrzeszników: uroczyste osobiste chrzczenie ich dzieci; w odniesieniu do katolików wiernych tradycji mamy przy każdej okazji podważanie ich wiary i nieustającą krytykę; na koniec częste uderzanie w duchowieństwo, i to nie w tę część zdemoralizowaną i zeświecczoną, ale w tę, która jeszcze jest wierna Kościołowi).
Ostatnio papież zabrał się w duchu ONZ-owskim za ratowanie świata przed globalnym ociepleniem oraz za upychanie w Europie islamskich najeźdźców.
Nie wiem, czy to już fałszywy prorok zapowiedziany w Apokalipsie, ale niewątpliwie działa w jego duchu.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

17-01-2016 [20:34] - Andrzej W. | Link:

Cóż mogę Pani napisać? Podaje Pani fakty,które znam, i które są niestety bolesne (i tak,jak Pani napisała można ten katalog znacznie rozszerzyć). Mam tylko wątpliwość odnośnie do stwierdzenia, że Papież czyni wszystko świadomie. Gdybym tak uważał musiałbym inaczej zatytułować wpis.Wolę jeszcze poczekać, przyglądając się bacznie. Na pewno pozostaje nam posłuchać niedawnego wezwania kard.Burke'a i modlić się za Kościół. Jeśli o mnie chodzi, modlę się także o Dary Ducha Św.dla Papieża.Aby przejrzał.
Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

17-01-2016 [23:51] - Zygmunt Korus | Link:

Panie Andrzeju, tekst dobrze udokumentowany, wyważony, trafnie oceniający obecnego papieża.
Od początku były sygnały, że coś jest nie tak.
Od razu ta, "w stylu idioty" wykoślawiona diabolicznymi gestami i grymasami, zapowiedź z okna do wiernych o zakończeniu konklawe, przekazana przez jakiegoś jakby specjalnie wytypowanego watykańskiego gnoma. Potem do bólu ŚWIECKIE przywitanie nowej Głowy Kościoła ("Bracia i Siostry" bez choćby "umiłowani"/ "Fratelli e Sorelle" bez "carissimi") i pożegnanie: "Dobranoc, idźcie spać / andate a dormire...". Następnie pomyłka przy Modlitwie Pańskiej, owym "Ojcze nasz" po łacinie, co, jako dawny ministrant, ze zdumieniem wyłapałem (polski zakonnik z Argentyny wyjaśniał później, że nowy papież się po prostu zdenerwował...; a to ci Najważniejszy Ksiądz, co nie zadbał, żeby "Pater noster" znać właśnie "jak pacierz" i umieć powiedzieć w nocy o północy, nawet pod groźbą bagnetów).
Do moich pierwszych obserwacji dodałbym jeszcze dziwne zablokowanie kart kredytowych Banku Watykańskiego Ambrosiano w momencie podchodzenia do rezygnacji przez Benedykta XVI, a potem nagłe ich odblokowanie po abdykacji Niemca. No i ostatnio, ten niby wówczas schorowany ex-papież, pojawia się teraz w całkiem dobrej formie na ostatniej Wigilii.
Później noszone przez Franciszka I dziwne "krzyże" / emblematy? na łańcuchu, które próbowano omawiać ikonograficznie tak pokrętnie, że człowieka ogarniał pusty śmiech. Szybko też dr Krajski opublikował wymowną książeczkę z mnóstwem cytatów z oficjalnych wypowiedzi lóż masońskich z całego świata, które cieszyły się ze swojego człowieka na Stolicy Piotrowej. Nawet gdzieś przeczytałem radosną opinię: "O, teraz to będzie krwawy pontyfikat!"
W jakiś czas potem krakowski miesięcznik "Ars Christiana" opublikował dwa protesty wpływowych kardynałów odnośnie postępowania Franciszka I, dobrze uargumentowane i pokazujące papieża wyraźnie wekslującego wiarę chrześcijańską na manowce. [Cz. 1, c.d.]

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

17-01-2016 [15:45] - Zygmunt Korus | Link:

[Cz. 2]
Panie Andrzeju, tak, widać to już od dawna, że wybrane działania obecnego Watykanu korodują Kościół rzymskokatolicki na rozmaite sposoby, głównie stosując tzw. przesuwkę semantyczną wobec usankcjonowanych religijnych znaków i symboli (podsuwając do zaakceptowania coś obcego za pomocą swoistej "paralaksy ikonograficznej"), ale także poprzez podmienianie ikolonogiczne tego, co było fundamentalne od zarania i przez stulecia zrozumiałe na Ołtarzu Wiary, na semiotykę nową, pokrętną i dla zwykłego parafianina niezrozumiałą (a dla twardego konserwatysty po prostu obrazoburczą).
Ksiądz Natanek, nawet jak go oceniać bardzo surowo za rzekomą "nawiedzoną niesubordynację", to sporo jednak zauważył konkretnych praktyk i wpływów masonerii mających miejsce od dłuższego już czasu w Watykanie.
Konkluzja: wygląda na to, że papież Franciszek I jest prawdopodobnie masonem.

A odnośnie "proroczej ateuszki" to pozwalam sobie umieścić do wiadomości Sz. Czytelników odnośnik do mojego aktualnego wpisu o bojowej Włoszce:
http://naszeblogi.pl/59907-pro...

Obrazek użytkownika Andrzej W.

17-01-2016 [21:01] - Andrzej W. | Link:

Dziękuję za Pańskie uzupełnienie. Widzi Pan, mój problem z papieżem Franciszkiem polega na tym, że czytałem wiele jego wypowiedzi i często są one po prostu sprzeczne.Czasem czułem i czuję się zbudowany, aby za krotki czas usłyszeć zaprzeczenie, choć przecież nie wprost.Ale są też czyny, a te są coraz bardziej niepokojące.Nie ośmielę się jednak przesądzać, czy Papież jest masonem, bo nie wiem, zresztą i Pan użył słowa "prawdopodobnie".Jeśli natomiast masoneria głośno przedstawia papieża Franciszka jako swojego człowieka, to mój zmysł podejrzliwości każe mi wziąć pod rozwagę, że "ciszej jadąc dalej się zajedzie". Objawy nas jednak niepokoją,odnośnie do zdiagnozowania przyczyn-ja nie mogę przesądzać.
A jeszcze gwoli ścisłości: O. Falacci mocno skrytykowała także Jana Pawła II właśnie za Jego stosunek do islamu.
Jeśli chodzi o niektóre tezy Stanisława Krajskiego zamierzamałem się nimi posiłkować w części następnej.

Dziękuję za link do Pańskiej notki; w niej sporo informacji o O. Falacci; ja skupiłem się na cytatach.
Serdecznie pozdrawiam.
A.

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

17-01-2016 [23:44] - Zygmunt Korus | Link:

"["ciszej jadąc dalej się zajedzie".]"
Panie Andrzeju, myli się Pan: np. dobrze już wiemy, że Iluminaci zapowiadają zło, bo Lucyfer w ten sposób ma utwierdzać członków-masonów oraz ogłupiałe masy, że panuje nad światem, bo anonsy się ziszczają. Stąd tak ważne jest "czytanie symptomów" w tym obszarze: znaki, symbole, atrybuty, gesty, mimika, biżuteria, kolory, muzyka, kadraż, wybieranie i pokazywanie zjawisk oraz zdarzeń, dziwne oznajmianie - to przekaz "dla swoich" oraz z zadaniem oddziaływania podprogowego. Dlatego poruszanie się w takim świecie zagadnień jest tak trudne. Sam Pan najlepiej wie jaki jest tu opór tajemniczej materii, żeby ogarnąć ją językiem.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [08:31] - Andrzej W. | Link:

Panie Zygmuncie,po prostu nie wiem. Oczywiście, nawet J. Ratzinger w cyt. w tekście książce, w odniesieniu do konkretnych zachowań w samej liturgii (Jego zdaniem teologicznie wadliwych), które usiłuje się nam narzucać (z niemałym powodzeniem) pisze o "wpływowych środowiskach". Niedookreśla jednak tej struktury; jest jednak coś na rzeczy. Czy jest to środowisko masonerii i czy należy do niego obecny Papież? Tego tutaj nie rozstrzygniemy; choć właśnie Franciszek wpisuje się swymi działaniami w w opis Benedykta XVI.
I właśnie, nie pozostając ślepym na poszlaki, chcę się skupić na zachowaniach widzialnych i odnosić je do autorytetu Słowa Bożego oraz autorytetu Strażników Nauczania i Tradycji.
Dr.S.Krajski bardzo interesująco natomiast łączy masonerię z problemem islamu.Warto przyjrzeć się temu zagadnieniu.
Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika goscaga

17-01-2016 [18:20] - goscaga | Link:

Bardzo interesujaca notka,a jednoczesnie niepokojaca.Musze przyznac,ze ma sens wszystko,co Pan tutaj napisal.Jeszcze kilka lat temu,stawialam caly kler na piedestale,myslac naiwnie,ze sa oni wielcy,dopelnieni duchowo I nic Im nie brakuje,takie tam stereotypy.Jednak w miare uplywu latek,w miare rozwijania wlasnej intuicji,tzw,madrosci-wisdom odnosze wrazenie,ze bylam w WIELKIM bledzie I jest to wielka sciema.Nalezy zas byc bardzo ostroznym,gdyz Kk I tak jest az za nadto atakowany,wiec nie o to chodzi,zeby jeszcze dolewac oliwy do ognia.Tym bardziej,ze jest to bardzo skomplikowane I nielatwe dla przecietnego katolika.Uderza to jakby w caly rytm I burzy caly dotychczasowy porzadek takiej jednostki.Jednakze owe skrajnosci,o ktorych mowa warto wskazywac.

Nie oczekuje od papieza perfekcji,gdyz to niemozliwe,ale celowe, z premedytacja szkodliwe dzialania?...uwazam,ze takie informacje powinny byc ujawniane,tylko co my z tym zrobimy?Co mamy przez to zrozumiec?Jaka to lekcja dla nas? Nie chodzi przeciez o to,zeby sie bac. ...Bog sobie poradzi I z bladzacym papiezem,i z innowiercami
Dziekuje za info

Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Andrzej W.

17-01-2016 [21:47] - Andrzej W. | Link:

"Bóg sobie poradzi i z błądzącym papieżem i z innowiercami."
W tym zdaniu zawarła Pani całą istotę;dziękuję za nie.Taka wiara wyklucza lęk, lecz nie zwalnia nas z tego, aby zwracać uwagę na to, co nas niepokoi, czy boli. I nie chodzi o to, że się jakiemuś blogerowi coś nie podoba, dlatego odwołuję się do Słowa Bożego, czy do wiernego Nauczaniu i Tradycji Benedykta XVI.Jestem jak najdalej od atakowania Kościoła,trzeba Go ciągle bronić przed lewackimi atakami z zewnątrz, ale, jak już wcześniej pisałem, uważam,że dużo groźniejsze są ataki od wewnątrz. I również o tym jest moja notka.Lecz nie przesądzam o świadomym działaniu Papieża; nie wiem tego; wiem natomiast, że trzeba się modlić i za Kościół i za Papieża (o co zresztą bardzo często prosi). Bez tego, cały nasz trud daremny.
Dziękuję Pani. Pozdrawiam.
A.

Obrazek użytkownika goscaga

18-01-2016 [00:08] - goscaga | Link:

@Andrzej W.

Pewnie wyrazilam sie niejasno,wiec uzupelniam...wspominajac atakowanie KK mialam na mysli swoje podejscie odnosnie kleru,..w roznych srodowiskach jestem wstrzemiezliwa,nigdy nie neguje,wrecz przeciwnie staram sie bronic najlepiej jak potrafie,gdyz przecietny katolik po prostu nie zrozumie I to nie bedzie jego wina.

Panska notka jest bardzo wyczerpujaca,poparta cennymi cytatami,twardymi argumentami,czysta I klarowna.Jest wystarczajaco dobra.
Dziekuje,...tym bardziej,ze prawde mowiac nie sledze 'drogi"papieza.Przyznam,ze krotko po wyborze mialam pozytywne odczucia odnosnie komunikacji,a mianowicie uwazalam,iz Franciszek bedzie bardziej rozumiany,bedzie po prostu poslugiwal sie prostszym dla ludzi jezykiem,znizy sie jakby do ich poziomu,tego nam potrzeba.

P.S.
Zadzam sie ze wszystkim,co Pan tutaj napisal,czyli w w/w akapicie.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [20:49] - Andrzej W. | Link:

Pewnie można było napisać lepiej. Lecz zawsze najważniejsza jest szczerość intencji,a tu nie mam sobie nic do zarzucenia.
Raz jeszcze dziękuję za miłe słowa.
Pozdrawiam.
A.

Obrazek użytkownika krzysztofjaw

17-01-2016 [20:11] - krzysztofjaw | Link:

Autor

Szacunek za tekst. Bardzo trudno jest nam pisać o naszych obawach związanych z Franciszkiem. Pan przyjął bardzo dobrą formę popartą cytatami z Biblii i z wypowiedzi ważnych dla Kościoła osobistości.

U mnie też - podobnie jak u K. Korusa - Franciszek wzbudził pewien dysonans już w trakcie jak się pojawił zaraz po wyborze. Brak tradycyjnego pozdrowienia krzyżem i "świeckie" życzenia były dla mnie uderzające i wzbudziły niepokój. Niepokój ten spowodował moje głębsze zainteresowanie osobą i życiem Franciszka. Niestety tą wgłębienie tylko powiększyło moje obawy a cały pontyfikat jest dla mnie co najmniej dziwny. Komentatorzy i Pan przytaczaja wiele przykładów, ale faktycznie znamienne jest ukrywanie Krzyża jako symbolu naszej wiary. Jest to niedopuszczalne, ale zgodne z oczwkiwaniami niektórych antychrześcijańskich srodowisk. Jest znamienne, że zarówno Żydzi religijni, jak i srodowiska masońskie wprost hołubią Franciszka a przecież masoneria jest zabroniona w KK z karą ekskomuniki. Podobnie niepokoi fakt politpoprawnosci Franciszka akceptowanej radosnie przez srodowiska lewackie i demoliberalne. Dr Krajski faktycznie szybko wskazał na niebezpieczeństwa, ale on są coraz bardziej widoczne też u wielu księży... Następuje peiwen "podział" wewnatrz KK, co jest jego droga do upadku.

Benedykt XVI wskazał na pewne aspekty wiary: msza trydencka, krzyż zwrócony do wiernych przed ołtarzem (kJako pierwszy widoczny symbol) oraz Komunia św. na klęcząco. Kościół w swojej masie go nie posłuchał... Jest też wiele przypuszczeń co do powodów jego abdykacji.

Jeszcze raz dziękuje za tekst i czekam na kolejne części.

Pozdrawiam

Obrazek użytkownika Andrzej W.

17-01-2016 [22:17] - Andrzej W. | Link:

Witam Pana.
Nie upadnie -"moce piekielne go nie przemogą",ostatnie słowo należy do Boga.
Tak,istnieje dużo przypuszczeń odnośnie do abdykacji Benedykta XVI,lecz są to wyłącznie przypuszczenia. I tak już chyba zostanie.
Dziękuję za uzupełnienie; sądzę,że sprawa braku Krzyża w filmie (skupiłem się na tym, lecz przecież cały film budzi zdezorientowanie) jest pewną kumulacją (jak dotąd, być może będą jeszcze większe) dziwnych- delikatnie rzecz ujmując, niepokojących zachowań.Nie chcę jednak twierdzić, że Papież działa świadomie w złym celu.Nie chcę nawet myśleć, co to by oznaczało...
Dziękuję także za dobre słowo.
Serdecznie pozdrawiam.
A.

Obrazek użytkownika Wisia

18-01-2016 [01:15] - Wisia | Link:

Bardzo dobry tekst. Z niecierpliwością będę czekać na ciąg dalszy! Dla mnie, Papież Franciszek - to Papież z wizji św. Jana Bosco ... ten pierwszy Papież na atakowanym wściekle, uszkodzonym okręcie ( pamięta Pan tego gołębia zadziobanego przez wronę czy kruka? ). My znamy wizję Jana Bosco i wiemy w czym nasz ratunek.

Nabożeństwo do Najświętszej Maryi Wspomożycielki Wiernych i częsta Komunia Święta.
Należy dołożyć maksymalnych wysiłków, by te dwie praktyki realizować wszędzie i w życiu wszystkich.

A wracając do zamieszczonego przez Pana wideoklipu polecam przeczytać wyjaśnienie, kim jest ów katolicki kapłan prezentujący nam "laleczkę" http://wpolityce.pl/kosciol/27...

Pozdrawiam serdecznie.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [08:57] - Andrzej W. | Link:

Witam Panią. Po śmierci Jana Pawła II czytałem interpretację, utożsamiającą właśnie Jego z tym pierwszym papieżem z wizji św.Jana Bosco. Lecz Papież następny ustąpił przecież. A za kolejnego pontyfikatu do łask powraca niesubordynowany ksiądz, i ukrywa się Krzyż...Papież Franciszek doskonale zna tego księdza, więc nie da się tego wytłumaczyć, że ktoś zadecydował za niego.Zresztą Papież Franciszek dokonywał już uprzednio gestów, które pokazywały chęć dystansowania się od Poprzedników. Nie wygląda to, niestety, dobrze.
Ale przecież wizja Świętego kończy się zwycięstwem Kościoła, co przecież zapowiedział nasz Pan,Jezus Chrystus.Z pewnością Euchrystia, oraz, choćby wspomniane przez Panią Nabożeństwo (zresztą, nie ono jedno;"módlcie się nieustannie")...
Dziękuję za dobre słowa i serdecznie pozdrawiam.
A.

Obrazek użytkownika Wisia

18-01-2016 [11:57] - Wisia | Link:

Nie wydaje mi się, aby ta interpretacja z Janem Pawłem II była właściwa. "Nasz Papież" był wyjątkowym autorytetem dla możnych tego świata. Kościół za Jego pontyfikatu był na tyle mocnym, że bano się atakować Go wprost. Z politykami, dziennikarzami i hierarchami Kościoła rozmawiał bez pomocy tłumacza - więc nie zostawiał rozmówcom przestrzeni na ich własne "interpretacje" Jego słów. A miał tą odwagę , by mówić bez owijania w bawełnę! Stąd ( tak myślę ) decyzja o zamachu...

Franciszek jest słaby - zarówno teologicznie, lingwistycznie i chyba charakterologicznie... Ciężko się słucha jego kazań i przemówień . Chce być "równiachą" - bo autorytetem się sam nie czuje. To powoduje, że zarówno On sam, jak i "instytucja" którą kieruje traktowane są protekcjonalnie i każdy uważa, że może Go poprawiać, podpowiadać i pouczać.

W wizji Jana Bosko okręt Kościoła atakowany jest nawet książkami i broszurami! Ma coraz więcej dziur, i nie może przedostać się w bezpieczne miejsce...

Co do tego, że walka będzie zwycięska - oczywiście - pełna zgoda. Ale dla nas, to trudny czas. Stado przy słabym pasterzu rozpierzcha się. Musimy "wymagać sami od siebie, choć "inni" od nas nie wymagają" - jak wołał Jan Paweł II na Westerplatte.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [17:07] - Andrzej W. | Link:

Mnie też się nie wydaje,aby była właściwa, dlatego w następnym zdaniu napisałem,że przecież następca Jana Pawła II ustąpił. Wskazałem w ten sposób tylko, że pojawiały się różne interpretacje (tę z JPII przeczytałem krótko po Jego śmierci w "Naszym Dzienniku").
Nie było tak, że za Jana Pawła II nie było ataków. Np.w Holandii w 1985 roku Ojciec Święty, chyba po raz pierwszy w czasie swej pielgrzymki spotkał się z demonstracją przeciwko sobie. Powstał nawet ruch tzw.katolickich progresistów (byli wśród nich duchowni,czyli nic nowego), otwarcie krytykujących Papieża za Jego niezłomne nauczanie, wierne Ewangelii i Magisterium (chodziło o kwestie dotyczące życia poczętego oraz sprawy obyczajowe).Dziś wiemy,czym skończyły się takie "eksperymenty" dla Kościoła w Holandii (w ogóle na Zachodzie).Pojawiały się hasła np."polska wódka lepsza niż polski papież".
Jedno nie ulega wątpliwości,Św.Jan Paweł II mocno trzymał stery Łodzi Piotrowej,co zresztą Pani stwierdza.Zupełnie inną kwestią
jest,co większość Polaków zapamiętała z Jego nauczania.A może raczej, ile - przez wiele lat, bo to się chyba zmienia; zobaczymy,czy jest to proces trwały- chciała z tego nauczania usłyszeć.
Pozdrawiam niezmiennie.
A.

Obrazek użytkownika ruisdael

18-01-2016 [07:46] - ruisdael | Link:

Dla mnie żenująca jest sytuacja, gdzie w wielu miejscach (np. Jasna Góra) wierni modlą się o to, aby na Synodzie dot. rodziny hierarchowie nie "pobłądzili". Zamiast oni wieść swoje owieczki drogą zbawienia, to owieczki muszą modlić się o ich wzrok. Czegośmy się doczekali.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [09:20] - Andrzej W. | Link:

Witam.
Np.w "Litanii do Wszystkich Świętych" występuje prośba wiernych - "Prosimy Cię, abyś Ojca Świętego i całe duchowieństwo zachował w prawdziwej pobożności - wysłuchaj nas Panie." Kościół od zawsze miał świadomość, że wszyscy podlegają pokusom,a nikt nie jest absolutnie wolny od błędu (św. Piotr zaparł się Pana); natomiast modlitwa wiernych za kapłanów to także wyraz kapłaństwa powszechnego, do którego jesteśmy wszyscy powołani na mocy Chrztu Św.
Hierarchia nie jest jednolita; modlitwę w intencji Synodu ja odbierałem jako prośbę, aby te złe tendencje nie wzięły góry.
Pańskie zażenowanie odczytuję jako wyraz tęsknoty za niezłomnym,jasnym i klarownym,bez dwuznacznych wygibasów teologicznych i praktycznych, kierowaniem Kościołem i wiernymi.W tym ujęciu jest ono zupełnie zrozumiałe.
Pozdrawiam Pana.

Obrazek użytkownika ruisdael

18-01-2016 [11:13] - ruisdael | Link:

Dziękuję Panu za trafny komentarz. Nie wydaje się Panu, że żenujące są już te "złe tendencje"? Należy jednoznacznie potępić episkopat niemiecki (wraz z groźbą ekskomuniki), gdyż jest on ukąszony zębem Lutra (parafrazując Hegla) i protestantyzacja tam już dawno nastąpiła. Przeto wprowadzają zamęt na cały świat katolicki. Pomimo obaw finansowych ewentualnej niemieckiej schizmy, uważam ,że zagrożenie duchowe jest dużo ważniejsze. Mowa powinna być jasna: tak, tak/nie,nie. Zgadzam się z opinią p. Lisickiego, który napisał, że w czasach zamętu latarnia ma oświecać mocno i jednoznacznie. Złagodzone i pokrętne tłumaczenia oraz "ekumenizm" nie przyciągnie ludzi do Kościoła, a raczej ich odstraszy. Pozdrawiam.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [18:51] - Andrzej W. | Link:

Ma Pan rację odnośnie do oceny tego, co zaszło w Kościele niemieckim.Schizma już trwa;Stolica Piotrowa myśli,że,jak się czegoś nie nazwie,to tak jakby tego nie było,a może jakoś się ułoży. Otóż, nie ułoży się. Dwa lata temu byłem na rekolekcjach u jezuitów i tam jeden ojciec, który był jakiś czas w Niemczech powiedział wprost, że dla niego kościół niemiecki to już nie jest Kościół.Od utrzymywania stanu fikcji, zawsze lepsza jest Prawda, zwłaszcza, że - jak Pan to ujął: "wprowadzają zamęt na cały świat katolicki".
Hierarchia w Niemczech też nie jest jednorodna,ale niestety ton nadają prominentni schizmatycy (pewnie też dlatego, że w ogóle Niemcy chętnie przyjęli podsuwaną im truciznę, bo do czasu, tak łatwiej i wygodniej).
Dobre pytanie brzmi:kto miałby obecnie zagrozić karą ekskomuniki?
Całkowicie się zgadzam, dostosowywanie nauczania do grzechów świata nie przyciągnie do Kościoła.Najpierw jest "rozmiękczanie" doktryny, a potem "wygaszanie". Przykłady już na to istnieją.
Np., w odniesieniu do liturgii Benedykt XVI pisał, że jeśli - wskutek rozmaitych "nowości"- ma ona stać się jedynie "rodzajem religijnej rozrywki, to atrakcyjność taka nie potrwa długo; na rynku ofert spędzania wolnego czasu konkurencja jest nie do pokonania". Sądzę, że można to odnieść w ogóle do Kościoła.
Pozdrawiam Pana.
A.

Obrazek użytkownika Dorota M

18-01-2016 [19:39] - Dorota M | Link:

Wybór Papieża podyktowany zawsze jest natchnieniem Ducha Świętego, więc co sie takiego stało w tej sytuacji? Czy to po to, żeby obudzić czujność katolików? Chciałabym, żeby na ten temat zabrał głos Benedykt XVI, dopóki żyje jest jakaś nadzieja dla nas. Mam do niego 100% zaufanie.

Obrazek użytkownika Andrzej W.

18-01-2016 [20:39] - Andrzej W. | Link:

Ja też mam do Niego pełne zaufanie.Lecz,co miałby jeszcze powiedzieć, skoro wszystko powiedział w swojej teologii? Czy miałby powiedzieć, że Mu się film z papieską intencją nie podoba? On to już dawno powiedział, zanim jeszcze film powstał w głowach. Nauczanie jest niezmienne, bo nie otrzymaliśmy żadnego innego Objawienia. O tym mówi w całej swej teologii Benedykt XVI. Lecz mówi też o "wpływowych środowiskach", które np.chcą nas oduczyć tradycyjnych postaw w Kościele.I to się już dzieje, a niestety papież Franciszek bierze w tym udział.
Nie sposób nie zauważyć, że papież Franciszek robi wiele, aby pokazać, że odcina się od swego Poprzednika,a w przypadku z księdzem występującym w filmie, który wcześniej krytykował Benedykta XVI, zrobił to w sposób pełen pychy, prostacko i ordynarnie.
Pozdrawiam Panią.

Obrazek użytkownika Sir Winston

18-02-2016 [21:18] - Sir Winston | Link:

Wyrazy uznania.
Dziś przeczytałem tylko tę pierwszą część, pewnie nie ostatni raz, za pozostałe zabiorę się po niedzieli, i dopiero po całości pozwolę sobie mówić o jakichś szczegółowych sprawach.
Ogólnie natomiast mogę już dziś powiedzieć - co po dotychczasowych rozmowach Pana nie zaskoczy - że zgadzam się z Panem w zupełności.
Pozdrawiam serdecznie