Na żywo z miejsca zamachu

Część z czytających moje teksty wie a część pewnie się domyśla, ze mieszkam w mieście, które dziś na chwile stało się centrum Polski a kilku panów próbuje z niego nawet zrobić poleskie Dallas.

Po powrocie do Torunia, wiedząc  już doskonale co się w nim dokonało, poszedłem sobie na spacer na Stare Miasto. Tam zastałem jeszcze ekipę z TVP Info, nadającą z miejsca zamachu.  A później było znacznie ciekawiej. Kiedy przeszedłem swoją standardową trasę główną ulica centrum i wracałem do domu natknąłem się na mojego znajomego jeszcze z czasów gdy PRL odchodził, dając miejsce III RP. Nazywa się Artur Wiśniewski i choć wielu z czytelników pewnie nie kojarzy tego nazwiska dzisiaj mogło go zboczyć do znudzenia. Artur jest fotoreporterem. Ja pamiętam go jako kronikarza przełomu lat 80/90 poprzedniego wieku, inni znają go znacznie lepiej a Polska oglądała go dziś jako mimowolnego aktora scen, które do znudzenia są pokazywane w największych telewizjach. To ten reporter w szarej koszuli i z aparatem, którego widać w scenach zatrzymania „zamachowca z Torunia”.
Kiedy go zaczepiłem, a było w okolicy osiemnastej, już wiedział dzięki licznym telefonom od znajomych, że sprawa jest głośna. Wtedy mówiono mu tylko o „ataku na Prezydenta”. O tym, ze był to „zamach” i że jest tematem gorącym politycznie i mogącym przesadzić wynik wyborów, dowiedział się ode mnie. I był zaskoczony. Nie  ogląda mediów głównego nurtu a poza tym chyba dziś jeszcze nie był w domu. Był zaskoczony także informacjami o chłopaku, który został zatrzymany i przedstawimy publicznie jako „znany policji”. Artur wie o nim tylko, ze jest wolontariuszem fundacji działającej na rzecz pro life,  z której ludzi zna dobrze. Nic mu natomiast nie wiadomo o jakiejś podejrzanej przeszłości chłopaka.
Na stronie  „Pomnik Smoleńsk” pod linkiem
 http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=6808#.VV9cikZ9uZp
znajduje się fotoreportaż Artura. Pozwolił mi skorzystać ze zdjęć ale pobranie ich stamtąd jest obwarowane trochę czasochłonną procedurą więc tylko odsyłam. Warto zajrzeć by uświadomić sobie jak blisko był całej sytuacji.

Jego wersja, z uwagi na okoliczności czyli spotkanie na ulicy i z uwagi na jego zaskoczenie tym, co usłyszał ode mnie była dość chaotyczna ale powiedział,  że choć faktycznie mogło to wyglądać groźnie i trudno się dziwić BOR-owcom i ich reakcji, o żadnym ataku a już szczególnie zamachu nie ma mowy. Artur powiedział, że widział, jak ów chłopak, widząc przyjeżdżającego Prezydenta, poprosił nagle od swojego kolegi ulotkę i popędził wręczyć ją Bronisławowi Komorowskiemu. Skutki impulsywności chłopaka było to, co widziała, jak swego czasu i w innej sytuacji mówił pan Stasinski z GW „cała Polska”.

Artur nie mógł mi uwierzyć, że mówi się o poważnych następstwach tego, czego był świadkiem. I że robi się z tego symbol zagrożenia, które jakoby „idzie po władzę”. Kręcił głową i mówił „przez takie coś?”

O sprawie rzucenia na ziemie i skucia drugiego chłopaka mówił już ze śmiechem. Ja sam uważam, ze reakcja BOR-owców tym razem była efektem ich złości, ze tak ich ośmieszył, podchodząc do samego Komorowskiego. Mógł, gdyby chciał, dokonać skutecznego zamachu choćby łyżką. A zapobiegł temu poseł PO Tomasz Lenz, odsuwając go jedną ręką. Dopiero, gdy był już  zboku, rzuciło go na ziemie kilku funkcjonariuszy.