Totalna degengolada tzw. elit wraz z przyległościami

   Do napisania niniejszego tekstu skłoniły mnie obserwacje dotyczące coraz bardziej niepokojących objawów występujących wśród różnorakich osobistości robiących nadal w poszczególnych łżemediach za wyrocznie, także w tematach, z którymi z racji uprawianych zawodów nie mają raczej na co dzień zbyt wiele wspólnego. No ale cóż – któż bogatemu pouczać maluczkich zabroni? Ostatnim wzmożeniem, obnażającym bezwzględnie kondycję intelektualną tego towarzystwa, okazała się być sprawa niejakiego Farmazona, przedstawianego w formie ulepionej z modeliny kukiełki w cotygodniowym cyklu satyrycznym na antenie TVP. Okazało się, że kilku udających dziennikarzy zawodowych tropicieli antysemityzmu także i tutaj potrafiło znaleźć odniesienie do mitycznego Żyda - bo przecież brodata postać ubrana w czarne łachy musi im się (tak jak w starym wojskowym dowcipie dotyczącym wyposzczonych, zamkniętych w koszarach poborowych) nieodmiennie kojarzyć z jednym - i nijak nie chce inaczej. Najwyraźniej niezbędne byłoby specjalne rozporządzenie, nakazujące sztandarowemu kodomickiemu bodyguardowi ogolić się, względnie przebrać w tęczowe fatałaszki, które chyba lepiej oddawałyby przywiązanie rzeczonego jegomościa do - propagowanych do tej pory na tak wielu manifestacjach - antyrządowo-elgiebeciarskich idei, ale też lepiej komponowałyby się z licznymi gadżetami jakimi zwykł się on na podobieństwo świątecznej choinki z upodobaniem obwieszać. Co jednak dalej z „czarnymi marszami”? Czy i wśród licznych uczestniczek owych wiedźmińskich spędów nie znalazłaby się – chociażby przez tak modne ostatnio wśród pań feministek zaniedbanie zabiegów określanych dotąd jako „higieniczne” – jakowaś „baba z brodą” (sądząc po hmm… dość kontrowersyjnej urodzie cechującej większość udzielających się tam pań, mogłaby znaleźć się i niejedna)? Czy takowy dość specyficzny zarostowy „coming-out” również nie będzie utrwalał krzywdzących stereotypów?
   Krzywdzący stereotyp również w jakimś stopniu powielać zwykła nieoceniona Agnieszka Holland, występując zwyczajowo w ciemnych kolorach i – jak przystało na wzorową konspiratorkę - pogłębiając wrażenie wszechobecnej w kraju grozy łypaniem nadmiernie rozszerzonych źrenic zza (czarnych rzecz jasna) rogowych oprawek okularów. Przy okazji ostatniego występu w – dość niszowym po ucięciu sutych publicznych dotacji – programie prowadzonym przez pewnego donkowego pluszaka, uratowanego swego czasu przez prezydenta Wałęsę („panie prezydencie, niech pan nas ratuje!”) przed lustracyjnymi zakusami złowrogiego Antoniego, raczyła wywnętrznić się co do zbioru kukiełek tworzonych na zamówienie wspomnianej audycji telewizyjnej, określając je wszystkie hurtem jako „faszystowskie” (a co się będzie szczypać). Co w pełni zrozumiałe - kukły przedstawiające mściwego Kaczora i zbrodniczego Orbana (uprasza się o niemylenie rzeczonego Madziara z - całkowicie niezbrodniczym już z racji samego swego wysokiego urodzenia - Urbanem, o czym nieco więcej w dalszej części notki) na przeróżnych wszechniemieckich paradach i wizerunki tychże umiejscowione na szpaltach zaodrzańskich godnych spadkobierców stuermerowego dziedzictwa, nie wydają się owej „twórczyni” w żadnej mierze faszystowskie, a wręcz przeciwnie – swą niezwykłą postępowość potrafią łączyć z niebywale rubasznym, a zarazem poczciwym poczuciem humoru. Kto twierdzi inaczej ten ponurak, a chyba nie trzeba dodawać, że także faszysta, rzecz to już z gruntu jasna i oczywista.
   Osobiście uważam, że w imię walki z wszechogarniającym nasz nieszczęśliwy kraj faszyzmem, powinniśmy niezwłocznie podjąć radykalne kroki, a mianowicie: 1) zakazać handlu modeliną w punktach sprzedaży artykułów szkolnych aby czasem dzieci i młodzież na zajęciach plastycznych nie podlegały wrogiej faszystowskiej indoktrynacji 2) zdjąć z afisza wszelkie programy satyryczne, które nie uderzają wprost we wrażego Kaczora i znienawidzony przez Polaków rząd 3) z góry wszystko co „pisowskie” określać powszechnie synonimem „faszystowskie”, co uporządkuje nieco naszą przestrzeń publiczną pod względem terminologicznym. „Pani rezyserce”, która gdzie tylko nie spojrzy wszędzie wokół siebie zwykła widzieć faszystów, a jeśli już nie faszystów, to dla odmiany Żydów, proponowałbym przetrzeć zaparowane z przejęcia szkła w rogowych oprawkach, a potem spojrzeć w lustro aby ostatecznie odnaleźć tam jedno i drugie i tym niepowtarzalnym widokiem „nakarmić” jako sama rzecze swojego osobistego „faszola”. Sądzę jednak, że mimo proponowanych do wprowadzenia rozwiązań, płonne pozostaną wyrażone przy tejże okazji przez mości „artystkę” rzekome obawy co do tego, iż za swe oskarżycielskie słowa miałaby zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej, gdyż w obecnym porządku prawnym ludzie ogarnięci paranoją połączoną z manią prześladowczą nie podlegają sankcjom karnym, a co najwyżej szpitalnym.
   Zostawmy jednak panią noszącą nazwisko stanowiące notabene bardzo amerykański synonim do „Poland” i przyjrzyjmy się innym gościom zapraszanym przez kolejne tuzy naszego krajowego nocnikarstwa. Oto w pewnej solorzopodobnej medialnej przybudówce, robiącej za niezwykle obiektywną stację dezinformacyjną, pewna znana w „dziennikarskich” kręgach plagiatorka, która - od kiedy tylko zdecydowała się przejść z brunatnej (w końcu pisywała niegdyś dla „Gościa Niedzielnego”) na różową stronę mocy - przywodzić może swoją skoliotyczną postawą nieco powykrzywianego przez reumatyzm Lorda Vadera,  postanowiła zaprosić do siebie autorytet w postaci samego „Goebbelsa stanu wojennego”, aby ten – jako niewątpliwie wybitny znawca zagadnienia - mógł się bez skrępowania wypowiedzieć na temat wszystkich zbrodni obecnie nam panującego zamordystycznego reżymu tudzież niewypowiedzianej wręcz niedoli społeczeństwa jęczącego pod kaczystowskim knutem. Sam nie oglądałem i nikomu nie polecam - choćby ze względów estetycznych, przy czym w owym postanowieniu utwierdza mnie dodatkowo zastanawiająca nadreprezentatywność osobników i osobniczek wyrastających wprost z pnia tzw. klasycznej żydokomuny we wszelkich programach publicystycznych typu „zapraszamy gości żeby mogli sobie trochę popluć na rządzących”. U wspomnianego pluszowego przylizańca ulało się przy tej okazji dwojgu Eskimosów (bo przecież obok wspomnianej „pani Agnieszki”, listy obecności nie omieszkał podpisać także nieoceniony prof. Smolar - z tych Smolarów, rzecz jasna) i jednemu - niewątpliwie identyfikującemu się (przynajmniej dawniej, jeszcze za czasów Stowarzyszenia Ordynacka) co najmniej z drugim członem nazwy określającej wspomniane środowisko - szabesgojowi w osobie ministra Siwca (tego od całowania ziemi na życzenie niepijącego już ponoć czołowego mema III RP – pozostaje kwestią otwartą kogo i w co kazał mu jeszcze całować nasz najbardziej popularny ex-prezydent), ale i mości Urban - choćby z racji wspomnianego wysokiego urodzenia - również przecież nie zwykł odstawać za bardzo w tym jakże doborowym towarzystwie. Charakterystyczne jednak pozostają pochodzące wprost z pejzbukowych profili komentarze, umieszczone pod tekstem stanowiącym tzw. internetową „postzajawkę” wspomnianego programu, które pozwolę sobie tutaj – być może łamiąc najświeższą unijną dyrektywę – zacytować:
„Niestety ale w pełni zgadzam się z P.Urbanem .Tylko Polski Majdan może odsunąć PIS od władzy .(…)”
„Świetnie, że Jerzy Urban wciąż w formie. Moja ocena polskiej sceny politycznej jest zawsze zbieżna z oceną redaktora Urbana (…) Życzę Jerzemu Urbanowi dużo zdrowia i mam nadzieję, że kiedyś wejdzie do obiegu termin „urbanizacja polskiej polityki”, który będzie oznaczał sensowne działania na polskiej scenie politycznej”
„Pani Elizo nawet nie wie Pani jak sie Pani szybko uczy !?! To co Pani robi to jest to co Ludzie chca Słuchac !!! Pozdrawiam Pania i Pana Jerzego . Mawiam zawsze ; Madrego slowa warto posłuchać i wdrazac je w Zycie !”
„Powaga sytuacji zmusila pana Jerzego do stlumienia swego gargantuicznego poczucia humoru przez co stracil troche na pikanterii ale zyskal na glebi etycznej i dzieki mistrzowskiemu warsztatowi niezrównanej pani Elizy ukazal subtelna strone swej duszy , w ktorej istnienie nie wierzy. Cudowna rozmowa dwojga cudownych ludzi w ktorej nie dostrzegłem najmniejszego ziarnka obludy, a tylko pewien rodzaj bezsilności wobec ogromu ludzkiej głupoty.”

(pisownia oryginalna wraz z zachowaniem zastosowanej przez autorów i autorki komentarzy interpunkcji)
   Jak więc widać - zdaniem czcigodnych komentujących tenże medialny ściek - „Pani Eliza” uczy się szybko (w domyśle – biorąc pod uwagę dobór zapraszanych przez nią na antenę szacownych gości – od samych najlepszych), za to „Pan Jerzy” – odznaczający się swego czasu, jak dobrze wiemy, podejmowaniem jak najbardziej „sensownych działań na polskiej scenie politycznej” – może nieco stracił na „pikanterii” (brr…), za to zyskał na „głębi etycznej” (doprawdy trzeba dużo dobrej woli aby spokojnie przejść do porządku dziennego nad tego rodzaju zestawieniem osoby z cechującą ją takąż właśnie „głębią”), natomiast - dzięki „mistrzowskiemu warsztatowi” niezrównanej w plagiatowaniu cudzych tekstów mości prowadzącej - nie omieszkał on przy tejże okazji „ukazać subtelną stronę swej duszy”. Owa „cudowna rozmowa dwojga cudownych ludzi” jak widać oczarowała do tego stopnia telewidzów, a zarazem jak widać wiernych fanów spijających każde słowo z ust (a sądząc z wyrażanych emocji popartych skłonnością do poświęceń, gotowych być może spijać także co insze również z innych części ciała jednego czy drugiego indywiduum) zarówno „Pana Jerzego” jak i „Pani Elizy”, że czuli się oni w obowiązku wyrazić swój zachwyt nad jej uczestnikami.
   Sądzę, że nie potrzeba więcej aby poważnie zadumać się nad stanem umysłów jakiejś - w końcu zaznaczającej swą obecność - części naszego społeczeństwa. Na całe szczęście, na skutek „radosnych happeningów”, z nakładaniem na ukoronowaną łepetynę najbardziej „katotalibańskiemu” spośród naszych polskich królów prześcieradła z napisem „restytucja” czy jakoś tak, niektóre klauny z tego cyrku mogły „choć przez chwilę” (jak lata temu śpiewał w - zakazanej poniewczasie przez jej własnych autorów - piosence pewien rockopolowy zespół pod wodzą - dzielnie toczącego obecnie swój prywatny bój z „faszolstwem” - niejakiego Skiby) poczuć się nieco lepiej. Za to „Pani Elizie”, biorąc pod uwagę chociażby całą plejadę goszczących u niej w programie (sądząc po kolejnych „postzajawkach” obecnych na stronce jej macierzystej, niezwykle „superanckiej” stacji) gwiazd i autorytetów pod postacią chociażby pani Nurowskiej (obok wspomnianej miss Holland druga znana w kraju propagatorka kultu voodoo), pana Niesiołowskiego (nazywanego niekiedy dla żartu „profesorem”) czy gen Dukaczewskiego (bynajmniej – sądząc z jego niezwykle aktywnie prowadzonej działalności – niekoniecznie pozostającego w stanie spoczynku) pozostało już chyba jedynie skierować do swego ostatniego gościa wyznanie w postaci frazy „kocham pana, panie Sułku jedyny”.
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika paparazzi

19-09-2018 [00:56] - paparazzi | Link:

Dobrze opisane, i " cicho wiem o tym". Niezapomniane.

Obrazek użytkownika xena2012

19-09-2018 [07:10] - xena2012 | Link:

Może pani Holland ,,wnerwiła się'' bo nawet menel Farmazon doczekał się plastelinowej figurki a ona nie?