Mikołaje Bełzy

  Nie na darmo "piewca polskości", Władysław Bełza - jako poeta, uchodził pod zaborami za najwybitniejszego pedagoga (i swoistego katechetę: "- Kto ty jesteś? - Polak mały") swoich czasów (1847-1913). Był aktywnym patriotą gdzie tylko się dało (Warszawa, Kraków, Poznań, Śląsk), także za granicą (Wenecja, Padwa, Zurych, Paryż, Praga). Od 1872 roku zamieszkał w pewnym ważnym dla Polski mieście, o którym (ściślej: o jego wybitnych obywatelach) możemy tylko westchnąć: Ech ci Lwowiacy!!! Dla wielu takich jak ja - życie, troski i pytania  sprzed ponad stu lat wybrzmiewają jak wczoraj. Widać to zwłaszcza w "Św. Mikołaju Trzecim", dlatego daję ten wiersz na początek.
  (Pisownia z epoki, wytłuszczone na czerwono podkolorowania moje.) Trzeci wiersz o św. Mikołaju
  Kochane dzieci! Tak jak co roku,
Na śnieżnym do was schodzę obłoku,
Aby zobaczyć, co też na ziemi,
Dzieje się z dziećmi tak mnie drogiemi?

Jak ja was kocham, o dziatki moje!
Skorom niebieskie rzucił podwoje,
I mimo śniegu co bieli niwy,
Przyszedłem do was, staruszek siwy...

A gdy tam w niebie polscy patroni,
W złotych koronach, z palmami w dłoni,
Co naszą ziemię w opiekę wzięli,
O mej podróży się dowiedzieli,
Zeszli się niby w izbie sejmowej,
I temi do mnie przemówią słowy:

Kiedy opuszczasz już progi Raju,
Patronie dziatwy, cny Mikołaju,
I w tej grudniowej, śnieżnej zamieci,
Schodzisz tam na dół do polskich dzieci:

To się też dowiedz, czy tam się plemi
Wśród dziatek, miłość ojczystej ziemi?
Czy ją kochają mocno i szczerze?
Czy codzień za nią mówią pacierze?
Czy od dzieciństwa dobrze jej służą?
Uczą się pilnie, pracują dużo?
I czy w serduszkach dziatwy migota,
Najczystszym blaskiem — wiara i cnota?

A gdy zobaczysz, że od początku
Wszystko w serduszkach u nich w porządku;
Że są pobożne, dobre i grzeczne,
Starszym posłuszne, w szkole stateczne:
To pobłogosław drogie dzieciny,
Od nas, Patronów polskiej krainy,
I od ich świętych Aniołów stróży,
Którzy ich strzegą wśród życia burzy.

Więc w imię Ojca, Syna i Ducha!
Niechże Bóg modłów moich wysłucha!
I niech na ciebie o! dziatwo miła!
Błogosławieństwo niebios On zsyła,
Ku swojej chwale, chlubie starszyzny,
I pożytkowi naszej ojczyzny!
 

Drugi św. Mikołaj 
  Święty Mikołaj z siwą brodą,
Co rok do dziatwy schodzi małej;
Dwa go Aniołki z boku wiodą,
Jeden z nich czarny, drugi biały.

Ten, który gwiazdką złotą świeci,
I licem cudnie rozjaśnionem,
Jest wszystkich dobrych, grzecznych dzieci,
Aniołem stróżem i patronem.

Najmilszy z wszystkich Cherubinek,
Szczodrze je darzy podarkami:
Ma śliczne lalki dla dziewczynek,
Dla chłopców książki z obrazkami.

I mówi do nich Anioł biały:
(A święty głos, co idzie z nieba),
»Trudno się bawić przez dzień cały,
O książce też pomyślić trzeba.

Ucz się więc dziatwo, błagam ciebie,
Oświecaj umysł nauk zorzą,
Bo wszak osiołki, nawet w niebie,
Za karę wodę w beczkach wożą!«
Zato ten drugi z lewej strony,
Co to ma różki jak koziołek,
Na buzi taki zasmolony,
To na złe dzieci jest aniołek.

Jeżeli dzieci nie umieją
Powtórzyć dobrze słów paciorka,
To na każdego on koleją,
Dobywa długą rózgę z worka...

Lecz że tu niema brzydkiej dziatwy,
Bo ta została gdzieś za progiem,
Więc go odprawim w sposób łatwy:
Ruszajże sobie z Panem Bogiem!

A ty złocisty nasz Aniele,
Spraw, niech się dziatwa dobrze bawi,
Daj zdrowia, szczęścia dziatkom wiele,
I niech im Pan Bóg błogosławi!

 

CZWARTY WIERSZ O ŚW. MIKOŁAJU
który wchodzi z aniołkami i żegna dzieci krzyżem świętym

  Zbliż się tu do mnie drużyno mała,
I niech cię zawsze Bóg szczęściem darzy!
Ciebie nie straszy ma broda biała,
Ni zmarszczki na mej sędziwej twarzy.

Bo wy dziateczki włos siwy czcicie,
Ten włos podobny zbielałym kłosom;
Tylko do gruntu zepsute dziecię,
Urąga starca szanownym włosom.

Ale wam z oczek cześć dla nich świeci;
Z was się Aniołki cieszą tam w niebie;
Więc ja was kocham jak własne dzieci,
I co rok dziatwo schodzę do ciebie.

Nieraz Aniołków ślicznych gromada,
Widząc że patrzę ku ziemi zgięty,
Jak stado ptasząt w krąg mię opada:
„Czego tam szukasz nasz Ojcze Święty?“
A ja o dobrych dzieciach im prawię,
Co się na ziemi uczą ochoczo;
A oni tak się patrzą ciekawie,
Że mało z Nieba mi nie wyskoczą.

Dziś, gdym opuszczał Niebios podwoje,
I szedł tu do was wieczorną dobą:
Klękło przedemną Aniołków dwoje,
Z prośbą, bym' także wziął ich ze sobą.

A tak błagały, tak się modliły,
Tak mię ścigały swemi prośbami:
Że im odmówić nie miałem siły
I obiecałem poznać ich z wami.

Patrzcie! te oto Aniołki oba,
Nie darmo noszą gwiazdki na głowie:
Z nich jest największa Niebios ozdoba,
Bo to najlepsi w Niebie uczniowie!

O! bo i u nas jest także szkoła,
W której Aniołki uczyć się muszą;
Lecz tam nauka jest dla Anioła,
Największem szczęściem a nie katuszą.

Święty Jan Kanty i Święta Anna,
Małych Aniołków uczą w tej szkole;
I aż się cieszy Najświętsza Panna,
Widząc ich pilność i dobrą wolę.
A choć z nich każdy jeszcze tak mały,
To przecież z książką siedzi nad stołem,
I wciąż do większej zdążając chwały,
Jest ziemskich dzieci Stróżem-Aniołem.

I ma tu sobie oddane dziecię,
Pod straż wyłączną przez Stwórcę świata,
Które od przygód strzeże na świecie
I wiedzie rączką jakby brat brata.

O! dziatwo! skoro nad tobą czuwa,
Taki przyjaciel z Niebios prawdziwy:
To biada dziecku co się usuwa,
Z pod jego świętej opieki tkliwej!

Lecz tu nie trafił siew złego ducha;
Tu, wśród was nie ma krnąbrnych koziołków;
Tu, wiem że każde z was chętnie słucha,
Swoich rodziców i swych Aniołków.

Więc błogosławię was dziatki lube!
Rośnijcie zdrowe, rośnijcie hoże!
Bogu na chwałę, bliźnim na chlubę,
I niech was strzegą Aniołki Boże!
 

PIĄTY WIERSZ O ŚW. MIKOŁAJU
  Siedziałem sobie właśnie w Raju,
Gdzie światłość wieczną mam i ciszę,
Gdy wtem wołanie naglę słyszę:
„Gdzie jesteś, święty Mikołaju?“

Zaciekawiony tym szelestem,
Co przerwał błogi spokój nieba,
Pytam Aniołków: „Co wam trzeba?
Co chcecie dzieci? oto jestem!“

„To nie my, — rzekną Aniołkowie,
To dziatwa ziemska Ciebie szuka;
Na ziemi dziatek całe mrowie,
Modlitwą głośną w niebo puka!“

„Prawda, odrzekłem: jam dziś dłużny
Dziatwie na ziemi dzionek cały;
Dajcież mi prędko kij podróżny,
Biskupią mitrę i sandały;

A chociaż droga to daleka
I niewygodna o tej porze,

Skoro mię jednak dziatwa czeka,
Trzeba iść do niej w imię Boże!

Więc prosto z nieba tu przychodzę,
I witam dziatki sercem całem;
Przynosząc jabłka, co po drodze,
Z rajskich jabłoni dla nich rwałem.

W koszyku mam dla dziatwy małej,
(Której lat setnych zdrowia życzę),
Pierniki, cukry i migdały,
Chleb świętojański i słodycze.

Dla starszych, w sakwy me podróżne,
Pragnąc im światło nieść jedynie,
Wziąłem ciekawe książki różne,
Z których nauka w główkę spłynie.

Przyjmcie od starca te ofiary,
Co o was w niebie wciąż pamięta,
I co rok dla was niesie dary,
W dzień uroczysty swego święta.

A dziś cenniejszy dar nad inne,
Wkońcu ci jeszcze dziatwo złożę:
Oto na główki twe niewinne,
Błogosławieństwo zlewam Boże!“

 

Aneks: Wysoki, sztywny, pełen majestatycznej powagi. Oczy, zasłonięte cwikierem, silne zmrużone; na czole najczęściej zmarszczka głębokiej zadumy, pomiędzy karkiem i głową idzie geometrycznie pionowy rzut, który daje wrażenie niezłomnej wyniosłości ducha. Emerytowany kobieciarz. Za młodu musiał należeć do kategoryi lwów, wykluczających wszelki opór. Podobno miał wielkie sukcesy buduarowe i do późna grzeszył. W towarzystwie bardzo przyjemny, nosi ze sobą cały magazym kalendarzowych anegdot i facecyjek, z któremi się jednak powtarza. Z prawdziwym talentem opowiada facecye, zatrącające pikanteryą. Posiada dość urozmaiconą przeszłość: był aktorem, księgarzem, wydawcą pism, a obecnie jest urzędnikiem Biblioteki Ossolińskich. Jako pisarz dla dzieci położył niepospolite zasługi. Napisał mnóstwo doskonałych książeczek i wydawał najlepsze pisemka, jakie u nas w ogóle w tym dziale istniały. Jest autorem ładnego poemaciku: „Zaklęte dzwony“. W debiutach poetyckich dla publiczności, której wyrosły już wąsy, miał mniej szczęścia. W ruchu literackim zaznaczył niejednokrotnie swoją dodatnią działalność, między innemi jako jeden z założycieli towarzystwa mickiewiczowskiego i koła literackiego. Serdecznym przyjacielem młodzieży jest nietylko w literaturze, ale i w życiu praktycznem.
  Antoni Chołoniewski, Nieśmiertelni. Fotografie literatów lwowskich, 1898.

GALERIA

Władysław Bełza