Ekspansja definicji „rasizmów” i „antysemityzmów” postępuje

    W ostatnim czasie zdarzyło mi się, skacząc po kanałach (dez)informacyjnych, natrafić na pewien solorzowy (nie mylić z sorosowym) odprysk w postaci audycji zwanej nieco buńczucznie i mocno na wyrost „Bez ograniczeń”. Wprawdzie nie prowadzi jej już, znany ze swego upodobania do dziecięcych bohomazów na różnych częściach apollińskiego ciała tudzież fantazyjnych postjarocińskich fryzur, zadeklarowany zjadacz odchodów, odznaczający się na wizji wielce charakterystycznym, przepełnionym niewysłowioną wręcz pogardą dla otaczającego go świata, wyrazem twarzy, tak jakby pod nos zamiast promptera operator podsuwał mu gotowy do spożycia jeden z jego ulubionych przysmaków – swój lub kolegi, ewentualnie lustro do ustawicznego studiowania w nim przez „pana redaktora” szczegółów własnego, jakże znakomitego i jednoznacznie wskazującego na głębię kłębiących się w nim przemyśleń, fizjonomicznego oblicza umieszczonego w części głowowej odwłoku tejże „gnidy” (by użyć nomenklatury stosowanej namiętnie jeszcze nie tak dawno w rzeczonej audycji przez tegoż nieodżałowanego „najbardziej charakterystycznego” mości prowadzącego, występującego zresztą do pewnego czasu w roli swoistej wizytówki przedmiotowej stacji telewizyjnej). Jednak inni redaktorzy prowadzący, zgrywający się na nieco bardziej stonowanych w swych kategorycznych, aczkolwiek absolutnie „nieograniczających” nikogo i niczego sądach, starają się w miarę możliwości trzymać wyznaczony przez superstacyjnych decydentów wątłemu w uszach pajacowi kurs.
   W natłoku różnego rodzaju „wydalanych” (że ośmielę się jeszcze raz zastosować ulubione fekalne nazewnictwo wspomnianej znakomitości szklanego ekranu) z siebie przez dzwoniącą widownię tradycyjnych bluzgów na rząd i kurdupla bez żony, konta i prawa jazdy, dodzwoniła się pewna pani podająca przykład wyboru prezydenta Dudy, biorąc przy tym pod uwagę pochodzenie etniczne jego małżonki, które tropił swego czasu lisi szmatławiec (rzecz jasna z pobudek absolutnie nieantysemickich), jako wyraz braku antysemityzmu wśród szerokich rzesz głosujących Polaków, zresztą ku wyraźnemu rozbawieniu bardzo zadowolonych z siebie „gospodarzy programu”, którzy niezwłocznie skontrowali wypowiedź dzwoniącej usłużnym podsunięciem dylematu czy aby wybór Baracka Obamy na urząd prezydenta USA miałby świadczyć z kolei o braku rasistów wśród jeszcze szerszych mas wyborców za oceanem.
   Nie raczyli oni rzecz jasna zauważyć prostego i dostrzegalnego - przy minimalnej dozie dobrej woli - gołym okiem faktu, że o ile obywateli U.S. głosujących na Demokratów, w odróżnieniu do wyborców republikańskich, nikt z reguły nie zwykł posądzać o poglądy z gruntu rasistowskie (przynajmniej w ujęciu tych najbardziej niepoprawnych, „białych” rasistów), o tyle w Polsce o wojujący, „zwierzęcy” wręcz antysemityzm zwykło się pomawiać raczej wyborców obecnej władzy, a nie broń Boże środowiska spod znaku wolności, równości tudzież demokracji i obrony Świętej Konstytucji. A brak uprzedzeń skutkujących w domyśle potencjalną możliwością zniechęcenia tej części obywateli do osoby ówczesnego kandydata na prezydenta, pomimo próby dokonania tegoż dzieła podjętej przez wspomniany axelowsko-springerowski „der Sturmer” w swym demaskatorskim tekście, świadczy o tym, że owa teza jest, eufemistycznie rzecz ujmując, mocno chybiona.
   Nasuwa to jednak refleksję na temat rozszerzania się definicji rasizmu, a w ślad za tym i antysemityzmu (bądź też odwrotnie), które postępuje sukcesywnie w miarę upływu lat. Kiedyś za rasistę uważany był człowiek, który uważa, że jego rasa jest z jakichś względów lepsza od innych. Następnie za rasistę uznany został każdy wyznający teorię tzw. separatyzmu rasowego (no chyba, że był samym Muhammedem Alim). Nieco później rasizmem stało się nazwanie czarnego czarnym, choć już niekoniecznie białego białym. Jeszcze później okazało się, że rasistowskim jest już samo dostrzeżenie, że społeczności w ramach różnych ras mogą różnić się między sobą. Że dajmy na to murzyni (a fe – cóż za rasistowskie określenie) potrafią na pewnych dystansach biegać szybciej niż biali, a w niektórych grach zespołowych podskakiwać wyżej. Biali za to w ramach mieszanych populacji zwykle popełniają statystycznie mniej przestępstw bądź też łatwiej przyswajają wiedzę z niektórych dziedzin.
   Mając pełną świadomość tego, jak strasznie rasistowskie jest to co w tej chwili piszę, do tego stopnia, że aż mi samemu ręce drżą na klawiaturze z obrzydzenia do wystukiwanych treści, usiłuję powrócić jednak do przybliżonej chronologii – w kolejnej odsłonie byliśmy karmieni teoriami, że przypisywanie jakichkolwiek, negatywnych bądź pozytywnych cech danym grupom etnicznym, jest myśleniem stereotypowym i z definicji na milę zalatuje wojującym rasizmem, a wreszcie samym określeniem „rasizmu” zaczęto charakteryzować negatywne podejście do innych nacji, także w ramach jednej indoeuropejskiej, czy wręcz „nordyckiej” (a fe po raz drugi) rodziny (vide „rasistowskie incydenty” w UK na linii rodowici Anglicy vs. przybyli do pracy Polacy), co już ewidentnie zakrawało na całkowitą aberrację. Ostatnio zaś okazało się, że dajmy na to sentencja na koszulce, w ramach której pojawia się słowo „monkey” oznaczające małpę jest jak najbardziej rasistowska, jeśli założy ją… jeśli nie mały murzynek, to niech będzie, że jakiś niezbyt wyrośnięty Afroafrykanin. Oczywiście sytuacja ulega diametralnej odmianie gdy tę samą koszulkę założy, zgodnie ze spopularyzowaną przez Darwina teorią, tak samo wywodzący swoje pochodzenie od człekokształtnych „whiteboy” itd. itp.
   Wracając jednak do przypisywania określonych cech danym grupom etnicznym, to przyglądając się teoriom koncesjonowanych specjalistów od antyrasizmu biorącym dla odmiany na warsztat, tak powszechne wśród społeczeństw mało rozwiniętych, „antysemickie kalki”, z pewnością nie jest wyrazem antysemityzmu spostrzeżenie, że wielu spośród laureatów nagrody Nobla posiadało żydowskie korzenie. Jednak już uwaga mówiąca nam o tej samej nadreprezentatywności osób legitymujących się rzeczonym pochodzeniem w mediach, przemyśle filmowym, bankowości czy nie daj Panie Jahwe w komunistycznym aparacie represji, z pewnością będzie za wyraz „zoologicznego antysemityzmu” poczytana. W Polsce doszło do tego, że z nazwania Żyda Żydem, nie wspominając o nazwaniu nie-żyda Żydem trzeba się każdorazowo gęsto tłumaczyć przed co raz to jakimś nowoustanowionym w charakterze wyroczni wielce szacownym gronem, powołanym siłą własnego nienaruszalnego autorytetu na uświęcony instytucją „najmojszej racji” piedestał, wytykającym ponadto bezlitośnie przy tejże okazji oskarżycielskim szponem każdego nieszczęsnego delikwenta, który poważył się na takie właśnie, podjęte publicznie, próby wyartykułowania w ten sposób własnej interpretacji otaczającej nas rzeczywistości, a przede wszystkim roszczącym sobie pełne prawo do napiętnowania nieszczęśnika nieusuwalną po wiek wieków łatką antysemity, a co za tym niechybnie idzie, także sprowadzenia go do roli brunatnego odszczepieńca od naszej polskiej - bądź też szerzej europejskiej - filosemickiej tradycji oraz trwałego wykreślenia go z grona ludzi cywilizowanych.
   „Żyd” ma każdorazowo w nieprawomyślnych ustach oznaczać obrazę, a docelowo stanowić wyraz-tabu kneblujący owe, nie zasługujące nawet na przypisany jedynie do nomen omen „wybranych” zaszczyt wypowiadania go, rasistowskie narządy mowy – notabene ciekawostka skąd wzięła się właśnie taka interpretacja określenia tejże nacji, poczytująca je za z definicji obraźliwe w niegodnych ustach każdego nie-żyda i jak owi prawomyślni Żydzi czują się sami ze sobą przyjmując za dobrą monetę takie właśnie znaczenie określającej ich samych nazwy. Z tej samej definicji bowiem nie-żyd (nie mylić z tym odżołądkowym) zabierający głos na temat Żydów winien to czynić w postawie klęczącej, tak aby nie urazić swymi świętokradczymi wątpliwościami całych nomen omen rzesz ocalonych, wraz z ich idącym w miliony potomstwem rzecz jasna. W tych okolicznościach niezmiennie aktualna pozostaje jednak sentencja mówiąca o tym, że w odróżnieniu do dawnych czasów, kiedy antysemitą był każdy kto Żydów nie lubił, obecnie antysemitą staje się z automatu każdy kogo sami Żydzi nie lubią. Paradoksem pozostaje fakt, że już sama treść i sens powyższego zdania mogłyby snadnie przez różnego typu ligi antydefamacyjne zostać poczytanym za ewidentny wyraz antysemityzmu piszącego te słowa. Czyli kłania się tutaj w pełnym wymiarze, nieco może generalizowana w powszechnej świadomości, wymowa sztandarowego dzieła, absolutnie nieantysemickiego chociażby z racji samego swego jakże wysokiego urodzenia, meistra Hellera.
   Wziętym z ostatniej chwili przykładem okładania upatrzonej ofiary pałką antysemityzmu może być określenie urzędującego premiera na podstawie jego wypowiedzi w Monachium jako „klasyczny przykład antysemickiego kacyka” przez pewnego znanego w kręgach antyreżymowych „publicystów” członka fanklubu organizacji Hamas (co samo w sobie rzecz jasna w tym wyjątkowym przypadku absolutnie antysemickie nie jest – obowiązuje tutaj najwyraźniej pewien rodzaj starozakonnej dyspensy, choć zdaje się, że nieco innego typu niż to zostało zastosowane w przypadku wspomnianego autora Paragrafu 22). Samo określenie M. Morawieckiego „kacykiem” świadczy tak samo o kontakcie rzeczonego pana dziennikarza z rzeczywistością, jak jego niezwykle mocno ugruntowane przekonanie o konieczności funkcjonowania ludzi związanych ze środowiskiem obrońców demokracji – niczym ów Hamas – w podziemiu, w obliczu szalejącego w całym w kraju pisowsko-faszystowskiego reżymu.
   Ciekawostką pozostaje jedynie fakt jawnego uczestnictwa „pana redaktora” w różnego rodzaju eventach, wywiadach i polemikach na łamach i antenach mediów głównego ścieku, które jakimś dziwnym i tajemniczym zrządzeniem losu nadal całkiem oficjalnie nadają swój przekaz na cały kraj, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło w materii przejęcia władzy przez kaczystowską juntę. Ale należałoby przede wszystkim poprosić, odciętego jak widać do cna od własnych procesów myślowych przez buzujące pod kopułką emocje, żurnalistę o to by sprecyzować raczył, który to fragment wypowiedzi premiera „rządu PISS” wskazywałby w swym zamyśle na antysemickie intencje szefa rządu. Czy ten, w którym Morawiecki junior wskazuje nam na podobieństwo postaw Polaków i Żydów w czasie okupacji, nie wynosząc żadnej z tych narodowości do rangi nadludzi?
   I jeszcze jednak uwaga – podczas pisania powyższego tekstu zauważyłem, że pakiet tekstowy Microsoft Word zmienia mi automatycznie z małych na duże początkowe litery wyrazów określających takie narodowości jak Żyd, Niemiec, Rosjanin czy Amerykanin. Natomiast podobna autokorekta nie występuje w przypadku nazw typu Polak, Polska itp. I sądzę, że ten niby niewiele znaczący szczegół powinien również dać nam tu wiele do myślenia, jeśli mowa o obowiązującym w pewnych środowiskach aparacie pojęciowym – obecności różnie definiowanego rasizmu w życiu publicznym bądź też jego braku.
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Zygmunt Korus

05-05-2018 [03:42] - Zygmunt Korus | Link:

Co tam Pan tu definiuje...? Poszedłem już kilka dni wcześniej dalej: http://naszeblogi.pl/49512-def...

Obrazek użytkownika Teutonick

05-05-2018 [12:00] - Teutonick | Link:

Faktycznie, gdzie tam się równać moim nieudolnym próbom znalezienia w tym szczątków logiki do Pańskiego przecięcia jednym sztychem węzła gordyjskiego...Pozdrawiam:)