Dzień z życia łżemediów (w wersji soft)

Pomyłki zdarzają się wszystkim – nie popełnia błędów tylko ten, który nie robi literalnie niczego – to prawda dość powszechnie znana. Dlatego należy rozróżnić warsztat dziennikarski reprezentowany przez team ze stajni Super Expressu (który to tytuł zresztą nigdy nie udawał, że jest czymś więcej niż po prostu tabloidem) od będącego najwyraźniej bardzo przekonanym o własnej wielkości i nienagannym kunszcie dziennikarskim całego grona państwa żurnalistów z takich sławetnych portali i gazet serwujących nam słowo pisane jak chociażby Onet.pl czy Dziennik Gazeta Prawna.
   O popularnym Superaku wspominam ze względu na szybkie sprostowanie połączone z przeprosinami i – zgodnie z relacją naczelnego – wyciągnięciem konsekwencji służbowych, które miałyby być konsekwencją zamieszczenia wyciągniętych z sufitu danych dotyczących rzekomo „ordynatorskich” zarobków kapelanów w szpitalach, w konfrontacji do doniesień o panującej w owych placówkach bidzie, w konsekwencji której chorzy muszą się dokładać do posiłków, środków czystości czy bandaży, że o „automatach telewizyjnych” nie wspomnę. Można by rzec, że oto w społeczeństwie wytwarza się takie wrażenie, że gdyby nie bezcenne wsparcie ze strony WOŚP-u i liderującego temu cyrkowi dobroczynności czerwonego guru, wszystkie te anonsowane przez „Dobrą Zmianę” sieci szpitali dawno poszłyby z torbami – ale to już stanowi inną parę kaloszy.
   Co do ekipy mister Jastrzębowskiego można jedynie ubolewać, że wypuszczony szczur zdążył już rozplenić się po różnych szczujnych mediach, a dementi dotrze do nielicznych zainteresowanych – ale cóż taki to już „bussiness as usual”.
   Ze względu na odczuwaną niechęć do brnięcia (dość adekwatny, mam wrażenie, rzeczownik odczasownikowy) w ekstrema zdecydowałem się pominąć w tym tekście dokonania takich znakomitości stanowiących prawdziwy wzór obiektywizmu jak tworzący popularny niuskwik, wirtualnąpolskę (w odróżnieniu od całkiem realnej Polski), nie na temat, czy GW (skrót można sobie rozwinąć samemu – osobiście drugą literę tegoż akronimu tłumaczyłbym sobie jako skrót od „wybiło”) wraz z gazeta.ru i innymi dobudóweczkami dla jeszcze bardziej świadomego czytelnika-bojownika o wolność i demokrację, jak chociażby OKO (ze względu na charakter działalności, wyraźne inspiracje i zatrudniony aktyw bardziej adekwatne byłoby raczej UCHO w jego potoczno-branżowym znaczeniu) z bardzo europejsko brzmiącym dodatkowym członem oznaczającym w naszym ojczystym języku prasę (w tymże przypadku jest to jednak prasa jakoś tak chyba jeszcze bardziej wirtualna niż wspomniana wp.pl).
   Na szczególne wyróżnienie zasługuje w tym łżemedialnym zestawieniu znany najpewniej wszystkim, choć ze względu na swoją specyfikę nieuczestniczący we wszelkiego rodzaju rankingach i plebiscytach, tygodnik „ANGORA”, który zachowując minimalny cień obiektywizmu – w postaci miejscówki zarezerwowanej na felieton od JK-Ma i dwóch cieniutkich „newsowych” rubryczek – i przedrukowując teksty z pozornie „zdywersyfikowanych źródeł”, dla jasności sytuacji winien raczej już dawno zostać przemianowany na „AGORA”, chociaż, idąc dalej w konwencję żonglerki nazewnictwem, dodanie skrótu S.A. czy innego S.S. można byłoby już sobie, chociażby w kontekście najnowszej TVN-owskiej gównoburzy, w tym przypadku odpuścić. W końcu także kabarety, również te występujące z upodobaniem w leśnych sceneriach, posiadają jakieś limity komizmu niestrawne dla przeciętnego widza.
   Wracając jednak do tytułów zarabiających na tekście czytanym, wszyscy ci państwo piszący dla powyższych mediów mienią się być „dziennikarzami” w przeciwieństwie do hołoty stukającej w klawiaturę dla portali plotkarskich czy innych czasopism dla gospodyń wiejskich. Niemniej jednak poziom fachowości dominującej większości spośród nich, nie wspominając o zachowaniu przynajmniej pozorów obiektywizmu, bynajmniej do takiego wyróżnienia ich nie predestynuje. Ale dziś akurat postaram się nad tym, dość jednolitym, towarzystwem wspomnianych gadzinówek spuścić zasłonę milczenia.
   Nad DGP również się nie będę znęcał, choć pamiętam przynajmniej kilka przypadków, kiedy ten aspirujący przecież - chociażby za sprawą nazewnictwa - do rangi prasy branżowo-fachowej, tytuł wypuszczał w szeroki świat kompletne fejki (zwane dawniej kaczkami dziennikarskimi), właśnie na tematy prawne, dotyczące procedowanych ustaw, przepisów itp., co niejednokrotnie wprawiało w popłoch przeróżne grupy społeczne, których te akty prawne miałyby dotyczyć, a firmujący tego rodzaju radosną twórczość zespół ustawiało w kategorii całkowicie niewiarygodnych dla statystycznego czytelnika.
   Słów kilka dziś za to na temat Onetu, który nadal chyba pozostaje najbardziej popularnym portalem informacyjnym na krajowym rynku medialnym. Z dnia wczorajszego można odnotować historyjkę jak to wszechwładny Macierewicz szantażował teczkami klan Morawieckich, „artykuł śledczy” o księżach-mordercach (trza było jakoś nadrobić ujawnienie tej przykrej prawdy, że kapelani niosący ostatnią posługę nie zarabiają w szpitalach sześciu koła, a raczej blisko połowę najniższej krajowej), wreszcie demaskatorski tekst na temat właściciela częstochowskiego pubu, który podobnie jak słynny lekarz z Rumii, również deklaruje niechęć do obsługiwania osobników spoza towarzystwa posiadającego podobne do niego samego polityczne upodobania.
  Weźmy na początek pierwszy tekst, mający w zamyśle stanowić chyba finał wielomiesięcznego boju ze złowrogim Antonim, jaki dzielnie toczyła bułczana pani redaktor wraz z kolegami, tocząc żmudne dziennikarskie śledztwa na temat lobbingów, mobbingów, molestingów i czego tam jeszcze w podległych ministrowi instytucjach ze szczególnym uwzględnieniem jego, jak ćwierkały jaskółki, ulubionej formacji, jaką stanowiła ŻW za czasów jego niesławnego urzędowania.
   Miesiącami walono w nieszczęsnych żandarmów jak w bęben, na podobnej zasadzie, jak małpa z przypowieści kpt. Wagnera w CK Dezerterach, która ćwiczona przez starego marynarza, oskubała ze złości z opierzenia jego ulubioną papugę. Ta medialna kanonada, rozpętana wraz z redakcyjnym friendami przez flamę siemoniakowatego przyplecznika, który swego czasu przyplątał się do MON-u z najsłabszego rodzaju sił zbrojnych, obecnie parającego się, jak donoszą wiewiórki, lobbingiem na rzecz czeskiej Zbrojovki, skutkowała m.in. pochylaniem się z troską nad niewdzięczną dolą zapitego trepa (w onetowej narracji prześwietnego kolegi i znakomitego żołnierza) wsławionego ciężkim bojem pod Nanghar Khel, nagonką na nowopowołanego dowódcę JW 2305 czy też podważaniem kompetencji komendanta WSOWL we Wrocławiu wyznaczonego na to stanowisko właśnie przez znienawidzonego ministra.
   Owa nienawiść zresztą i idący w ślad za nią paszkwilancki serial, w żadnym razie nie mogła mieć nic wspólnego ze stanowiskiem prezentowanym niezmiennie przez złowrogiego Antoniego odznaczającym się m.in. wyraźnymi preferencjami odnośnie wyboru produktów krajowego sektora zbrojeniowego w przypadku zakupów dokonywanych przez MON (patrz chociażby MSBS GROT), co zresztą także nie omieszkało znaleźć swojego odzwierciedlenia w rzeczonej serii tekstów, rzecz jasna również w zdecydowanie krytycznym kontekście zahaczającym o „odkrycie kolejnej afery w MON”.
   Jak już zostało wspomniane od jakiegoś czasu ulubionym tematem „tekstów śledczych” wymienionej pani redaktor (za czasów poprzedniej ekipy również zresztą wiszącej na ministerialnym garnuszku) oraz jej dzielnych towarzyszy w dziennikarskim trudzie i znoju, stała się Żandarmeria Wojskowa czyli formacja z zasady niezbyt nielubiana przez większość obutych w kamasze i noszących się w plamy desperatów. Zaczęło się od lukrowanych do urzygu laurkowych tekstów na temat pokrzywdzonego przez wrażych żandarmów i „macierewiczowskie” służby pierwszego moczymordy 3ksz wraz z wsławionym równie bohaterskimi dokonaniami kolegą, skończyło na lamencie nad ciężko dolą „żołnierek i funkcjonariuszek”, nijak nie znajdujących u ministerialnych wyżyn ni cienia wsparcia dla swojej heroicznej walki o prawdę i godność w łonie umiłowanej matki-armii.
   Nie wychylę się jakoś szczególnie pisząc, iż nie zamierzam udawać by było mi akurat jakoś szczególnie szkoda tej formacji, niemniej jednak nie mam większych wątpliwości co do tego, że uderzenie w jej struktury miało tak naprawdę pośrednio dotknąć zdymisjonowanego niedawno ministra, czego ostatnim akordem miało być uskutecznione bodajże dwa dni temu ujawnienie głównego onetowego informatora (posiadającego naturalnie całe grono swoich własnych informatorów występujących w poprzednio wyemitowanych odcinkach tej swoistej portalowej telenoweli), który służąc jeszcze nadal w stopniu majora w wydziale wewnętrznym KGŻW, ale będąc już rzecz jasna w okresie wypowiedzenia, pomijając drogę służbową, udał się na skargę do ministra, by korzystając z okazji wypłakać mu w mankiet wszystkie swoje gorzkie żale i tym samym spróbować ubiegając ruchy własnych przełożonych, najwyraźniej planujących usadzenie ewidentnie niesfornego i posiadającego własne grzeszki na sumieniu  podwładnego, pozałatwiać u najwyższej dostępnej instancji wszystkie swoje dzienne i nocne sprawy.
   Niestety nasz dzielny major nie znalazłszy zrozumienia u ministra, postanowił swoją nienaganną postawą zainteresować „obiektywne media patrzące na ręce władzy” przy okazji najprawdopodobniej sprzedając im szereg bardzo interesujących historii ze swej codziennej działalności służbowej. I choć niestety samo przedstawienie głównego aktora tej tragikomedii w wielu aktach co nieco przestrzeliło, bo nastąpiło już po ministerialnej dymisji, to sama wielowątkowa fabuła miesiącami mogła pasjonować czytelników.
   Jako się rzekło główny punkt jej oparcia stanowiły historie kilku pokrzywdzonych panien (zwyczajowo, jak to w resorcie, z odzysku), które najwyraźniej wyobrażały sobie „pracę we wojsku” jako pasmo niekończących się sukcesów i pochwał ze strony przełożonych, a tymczasem w brutalnym zderzeniu z szarą resortową rzeczywistością, zaczęto od nich wymagać(!) by zajęły się wykonywaniem powierzonych im obowiązków(!!).
   Pomijając mój osobisty, naznaczony całym szeregiem doświadczeń, stosunek do przedstawicielek tzw. „dziurawego wojska” (zresztą płci obojga), wraz z ichnimi mobbingami i molestingami, z przykrością muszę stwierdzić, że teksty, które w ramach pisania o „patologiach w MON” oferowała nam „specjalistka od wojskowości” wraz ze swoją świtą, wyróżniały się przede wszystkim dużą dozą fantazji czy to ze strony ich autorów, czy też głównych bohaterów/erek, tudzież ewidentną nieznajomością przez rzeczone persony powszednich mundurowych realiów. Przykładów nie będę przytaczał, bo zwyczajnie nie bardzo chce mi się po raz kolejny grzebać w… No właśnie w tej materii, która od czasu zwykła „wybijać”. Kto ciekawy, ten odnajdzie właściwe „materiały dziennikarskie” w onetowym archiwum.
   Jednakże w związku ze wspomnianym medialnym przestrzeleniem miss Żemły et consortes ekipa onetowych geniuszy nie omieszkała wysmażyć kolejnej rewelacji, tym razem idąc w klasykę pt. „Antoni grający teczkami”. Można byłoby całość skwitować ziewnięciem, ale zgodnie z deklaracjami głównego bohatera tegoż paszkwilu, tym razem sprawa raczej się po kościach nie rozejdzie, no chyba że niezawisły sąd zdecyduje inaczej.
   Czy taka perspektywa będzie w stanie odstraszyć kolejnych „dziennikarskich profesjonalistów” od płodzenia, mających równie solidne pokrycie w rzeczywistości i wiarygodnych źródłach, tekstów? Jeśli ustawodawca nie uchwali w międzyczasie jakiejś porządnie napisanej ustawy, która w zdecydowany sposób położyłaby tamę lawinie fejkniusowych gniotów, pewnie i w tej kwestii dotychczasowy porządek nie ulegnie zmianie. Kary w dotychczasowej wysokości nie odstraszą tych, dla których priorytet stanowi ilość kliknięć. Poza tym w ramach naszego cudownego (przymiotnik stanowiący klucz w co najmniej dwóch wymiarach) systemu sądownictwa można było do tej pory boleśnie ukarać co najwyżej pisarza s-f, ale już na pewno nie wielki koncern medialny z zagranicznym kapitałem.
   Przejdźmy więc do kolejnego onetowego „tekstu śledczego”, tym razem traktującego o gangu księży-morderców, po lekturze którego trzeba uczciwie przyznać, że tercet egzotyczny specjalizujący się dotąd w ujawnianiu „afer” w rodzimych siłach zbrojnych, najwyraźniej zaczął wyznaczać w macierzystym portalu trendy w dziedzinie chociażby solidności warsztatowej, no i rzecz jasna znalazł w osobach autorów „sagi o księżach”, jaka chyba nam się właśnie szykuje, godnych naśladowców. Zainteresowanych również odsyłam do przedmiotowego tekstu, bo po prostu hadko te pseudodziennikarskośledcze wynurzenia cytować. Można jedynie dodać, że prasowy organ Tomcia zwanego dawniej szczwanym lisem, a obecnie bijącego swą audycją na tym samym znakomitym portalu prawdziwe rekordy oglądalności, mógłby w swej, powszechnie uznawanej za wzorcową, branżowej uczciwości zostać poważnie zawstydzony.
   No i wreszcie tekst o dyskryminującym klientów właścicielu baru, mający w domyśle ustawiać symetrię pomiędzy uczęszczaniem na weekendowy browar i na wizyty do lekarza. Taki dodatkowy akcent, oczywiście całkowicie przypadkowo publikowany właśnie tu i teraz.
   O kolejnych portalowych zmyśleniach i fantazmatach z tego samego dnia zawartych chociażby w artykule poświęconym europosłowi Czarneckiemu nie chce mi się już nawet wspominać. Tylko jakoś obserwując tego rodzaju wyczyny dość często miewam ostatnio wrażenie, że kolega Goebbels musi co jakiś czas z mieszanymi uczuciami spozierać z głębokości swego kotła na swoich mniej lub bardziej udolnych praktykantów.
 

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Anna Borycka

21-01-2018 [23:05] - Anna Borycka | Link:

Antoni Macierewicz na Twitterze zapowiedział, że będzie ścigał pozwami wszystkie gazety i portale za powielanie G'nianych paszkwili. Od twitterowych przyjaciół wiem, że kilku innych posłów PiS także podejmie takie kroki. Najwyższy czas. Za drobniejsze sprawy słynna Welman uzyskała 500 tys zł odszkodowania od Piekara.  No i zachęcający przykład równych i równiejszych w UE płynący od Tajaniego w sprawie faszystów i posła Czarneckiego, także będzie miał wpływ na pisowskie pozwy wobec oszczerców.

Obrazek użytkownika Teutonick

22-01-2018 [17:10] - Teutonick | Link:

Zobaczymy co na to nadzwyczajna kasta:)